PiS jest nagie ws. frankowiczów. Ale wyrok TSUE obnażył tchórzostwo tak Jarosława Kaczyńskiego jak i PO
To trzeba napisać jasno: rząd PiS stchórzył przed bankierami i w interesie frankowiczów nie kiwnął nawet palcem. Rządy Platformy Obywatelskiej też zresztą nie. Na systemowe rozwiązanie problemu frankowiczów odważyły się Węgry i Chorwacja, ale akurat nie Polska.
Kwiecień 2016 r. Jarosław Kaczyński daje wywiad tygodnikowi "Sieci". - Kredyty frankowe, w które złapano dziesiątki tysięcy rodzin, stały się formą współczesnego niewolnictwa - mówił. Prezes PiS obiecał, że "bez względu na różne opory i płacze, zapewne także w naszym obozie, uwolnimy Polaków z tej niewoli".
Rok później zmienił zdanie o 180 stopni. Kluczową rolę w zmianie zdania mają dwie osoby: premier Mateusz Morawiecki, który był prezesem banku sprzedającego kredyty frankowe, oraz prof. Adam Glapiński - prezes NBP, którego interesuje jedynie stabilność sektora bankowego. Ważna jest wreszcie kalkulacja: frankowicze to elektorat raczej liberalny, który na PiS i tak nie zagłosuje.
Zatem Jarosław Kaczyński bez mrugnięcia okiem złamał dane słowo.
- Frankowicze powinni wziąć sprawy we własne ręce i walczyć w sądach. Nie dlatego, żeby nie ufać prezydentowi czy rządowi, ale dlatego że prezydent i rząd są w sytuacji, która jest zdeterminowana uwarunkowaniami ekonomicznymi. Rząd nie może podejmować działań, które doprowadzą do zachwiania systemu bankowego - podkreślał Jarosław Kaczyński w 2017 r. W efekcie - wedle prezesa - "to byłby straszny cios we wszystkich obywateli", a tego "w żadnym wypadku odpowiedzialny rząd nie może zrobić".
>>>"Polscy konsumenci po 15 latach w końcu są w Unii Europejskiej" Tak frankowicze cieszyli się z wyroku TSUE:
Oczywiście, stabilność systemu bankowego jest wielką wartością. Kłopot w tym, że rząd PiS nie podjął nawet próby wypracowania rozwiązania, które balansowałoby interesy kredytobiorców i banków. Uchwalono jedynie atrapę pomocy - ustawę o ładnej nazwie - by obóz władzy miał argument, że coś jednak zrobiono.
Skoro Jarosław Kaczyński używał porównania do niewolnictwa, to trzymajmy się tej poetyki: są w Polsce niewolnicy, ale systemowe zniesienie niewolnictwa byłoby zbyt drogie dla farmerów, więc niewolnicy wciąż mają zbierać bawełnę. A jak im się nie podoba, to niech idą do sądów i europejskich trybunałów. Gospodarka farmerami stoi, więc jeśli stracą zyski, to ucierpią na tym wszyscy, także niewolnicy. Słowem: PiS skalkulowało, że "współczesne niewolnictwo" się opłaca.
Gdy jednak frankowicze poszli za radą Jarosława Kaczyńskiego, to sądy zostały zasypane pozwami. Nie radzą sobie z ich rozpatrywaniem. Tak obnażono porażkę flagowej reformy PiS: reformy sądów. Tylko w pierwszym półroczu 2019 r. do Sądu Okręgowego w Warszawie - a to do niego właśnie trafia lawina pozwów od frankowiczów - wpłynęło ponad 1600 spraw dotyczących roszczeń z umów na kredyty frankowe. Frankowiczów jest w Polsce ok. 800 tys., więc fala kolejnych może zatopić ten sąd. I nawet droga, którą wskazał im prezes PiS, będzie zakorkowana.
Gdy frankowicze poszli - za pośrednictwem krajowego sądu - do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, by upomnieć się o swoje prawa, i tam odnieśli sukces, to rząd PiS usiłuje się podpisać pod tym triumfem.
Zbigniew Ziobro mówi teraz: - Reprezentowane przeze mnie Ministerstwo Sprawiedliwości stanęło po stronie osób, które zaciągnęły kredyty frankowe, a nie wiedziały, jakie tam się czają zagrożenia i pułapki.
Na stanowisko MS ws. frankowiczów, którym tak chwali się teraz Ziobro, wpływ miał były już wiceminister Łukasz Piebiak - prywatnie frankowicz, który pozwał bank. Na ile bojowość resortu wynikała z osobistego interesu wiceministra?
Poczciwy poseł PiS Tadeusz Cymański, który został rzucony na odcinek frankowy, by tłumaczyć się z niemocy PiS, się cieszy. Z uznaniem mówi o wyroku minister finansów Jerzy Kwieciński. Dziś wszyscy kochają frankowiczów, ale wszystkie te słowa pochwał dla ich determinacji brzmią fałszywie. Tak samo fałszywie brzmią tyrady polityków Platformy Obywatelskiej, która przecież też wykazała się bezczynnością wobec problemu frankowiczów.
Natomiast prezydent Andrzej Duda, który przed wyborami 2015 r. składał frankowiczom obietnicę, że będzie zabiegał o przewalutowanie kredytów po kursie z dnia zaciągania, wydał tylko lakoniczny "Komunikat w związku z wyrokiem TSUE". Nikt go zresztą nie podpisał.
Postawa państwa PiS wobec banków to zaprzeczenie tezy Jarosława Kaczyńskiego, że zbudował państwo, które jest silne wobec silnych. Otóż państwo PiS jest tu słabe wobec silnych - umyło ręce od problemu frankowiczów. Ekonomiczne mózgi obozu PiS - Morawiecki i Glapiński - myślą w skali makro, w kategoriach stabilności sektora finansowego, skali akcji kredytowej, wpływu na gospodarkę. A nie kredytobiorcy i jego statusu "niewolnika". Powód jest prosty: systemowe zniesienie "niewolnictwa" PiS-owi się nie opłaca.
Na koniec drobna uwaga: najgłupszą rzeczą pod słońcem, jaką można powiedzieć o frankowiczach, jest stwierdzenie, że "widziały gały, co brały", gdy podpisywali oni umowy na kredyty frankowe. Eksplozja kredytów frankowych wynikała z systemowego wciskania ich klientom. Oczywiście, prawdą jest, że to systemowe działanie banków trafiło na podatny grunt, bo kredytobiorca woli płacić mniej niż więcej.