Terlecki opowiada o czasach, gdy był "Psem". Hippisowska przeszłość wicemarszałka z PiS

W rozmowie z "Dziennikiem Polskim" wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki pozwolił sobie na wspomnienia z czasów, gdy był znany raczej jako "Pies". Polityk PiS opowiadał o czasach, gdy spotykał się z Korą, a by uniknąć wojska ludowego "symulował zatrucie narkotykami". Jak stwierdził, on i Marek Kuchciński, byli obiektami żartów, jako "hippisi trzęsący Sejmem".

Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki udzielił obszernego wywiadu małopolskiemu "Dziennikowi Polskiemu". W rozmowie z naczelnym gazety Markiem Kęskrawcem nie zabrakło przede wszystkim wątku podniebnych podróży byłego już marszałka Marka Kuchcińskiego.

Terlecki bronił dotychczasowego kolegi z Prezydium Sejmu, mówiąc, że ten jest też posłem i "z racji napiętego kalendarza" mógł swoje obowiązki parlamentarzysty na Podkarpaciu wypełniać głównie w weekendy. Czy wicemarszałek korzysta z samolotów? Bardzo rzadko, ponieważ jak sam przyznaje, nie opłaca mu się to. - Szybciej docieram do stolicy pociągiem, poza tym bliżej mam na dworzec niż na lotnisko - mówił o swoich podróżach Kraków-Warszawa.

Terlecki o jawności list do KRS: To problem Kancelarii Sejmu

Wywiad ukazał się mniej więcej w tym samym czasie, co list Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa, w którym wezwano polskie władze do ujawnienia list poparcia dla kandydatów do KRS - o czym pisaliśmy w piątek na Gazeta.pl.

Ryszard Terlecki pytany o sprawę przez "Dziennik Polski" skwitował to krótko:

Myślę, że to będzie oceniał Trybunał Konstytucyjny, ale prawdę mówiąc, jest to problem Kancelarii Sejmu. Nie bardzo znam powody, dla których ten spór tak długo trwa. Być może wynika to z postawy samych sędziów udzielających poparcia kandydatom do KRS, którzy mają prawo chronić swoją prywatność.

Sęk w tym, że to nie tyle sędziowie, co politycy Prawa i Sprawiedliwości stają na drodze upublicznienia tych list. Choć najpierw zablokowała to decyzja prezesa UODO, to później posłowie PiS zaskarżyli przepis dotyczący ich jawności do Trybunału Konstytucyjnego. Dlatego też wciąż niewykonany pozostaje wyrok Najwyższego Sądu Administracyjnego, który jasno określił: listy powinny być publiczne.

Przeszłość Ryszarda Terleckiego. Hippis z Krakowa, który miał "trząść Sejmem"

Wicemarszałek Sejmu, co już wiele osób wie, dawno temu, zanim trafił do polityki, był znany w krakowskim środowisku hippisowskim, funkcjonował pod pseudonimem "Pies", co kilka lat wspominała nawet Róża Thun. Jak to się stało, że krakowski hippis wszedł do konserwatywnego Prawa i Sprawiedliwości?

Jak wyjaśniał Ryszard Terlecki, nie tylko on przeszedł taką przemianę, ale pozostały w nim pewne cechy z tamtego okresu. Wyliczał, że to "polemiczność, niezgoda na zastaną rzeczywistość, ale też duża otwartość, łatwość nawiązywania kontaktów, dystans do świata".

Dziennikarz wtrącił, że poza Terleckim, eksponowane stanowisko w Sejmie zajmował też Kuchciński - także były hippis.

To prawda, że początkowo obaj z Markiem Kuchcińskim byliśmy obiektem różnych dowcipnych uwag o hippisach trzęsących Sejmem

- odparł Terlecki. W świetle takich deklaracji padło pytanie, czy przypadkiem polityka "nie wyciąga z ludzi najgorszych rzeczy". Dziennikarz dopytywał, czy "wizerunek sejmowego jastrzębia" Terleckiego z Sejmu mocno różni się od tego codziennego.

Są ludzie żyjący polityką przez cały dzień. Ja taki nie jestem, nużą mnie programy publicystyczne z politykami, te nawalanki bez konkluzji. Wolę znajdować sobie obszary dalekie od tego świata, rejony zupełnego oderwania od polityki

- powiedział Terlecki.

Historia Terleckiego. "Uciekłem przed armią ludową do szpitala, symulowałem zatrucie narkotykami"

Redaktor naczelny "Dziennika Polskiego" powiedział nawet, że przecież Terlecki był "pierwszą miłością" Kory, która zmarła w 2018 roku. - Ceniła pana za intelekt, urodę, ubiór, miał pan być wręcz arystokratą pośród hippisów - wyliczał.

Polityk Prawa i Sprawiedliwości przyznał, że był to "jeden z pięknych epizodów" w jego życiu. - Zdarzały nam się po rozstaniu z Korą przypadkowe spotkania, od bardzo dawna też różniliśmy się politycznie, na pewno od pierwszych wyborów prezydenckich, gdzie ja byłem za Wałęsą, a ona za Mazowieckim - wspominał, dodając przy tym, że "zawsze szanował ją za wspaniałą muzykę".

Dlaczego Terlecki odsunął się od hippisowskich środowisk? Stało się to jednak zanim pojawiły się tam twarde narkotyki, choć jak przyznał, wielu jego ówczesnych przyjaciół nie żyje "przez tzw. kompot". Zresztą nadmienił, że potem zaczął studiować, ale jego działalność generowała problemy ze strony PRL-iego aparatu. - Uciekłem przed armią ludową do szpitala, symulując zatrucie narkotykami - opowiadał.

Więcej o:
Komentarze (283)
Ryszard Terlecki o swojej przeszłości, środowisku hippisowskim, Krakowie i Marku Kuchcińskim
Zaloguj się
  • nietyp

    Oceniono 92 razy 72

    W tym przypadku... obrzydliwa fizjonomia idzie w parze z obrzydliwym charakterem... Ohyda.

  • Mitch Stan

    Oceniono 77 razy 59

    Ja byłem w wojsku lata 1976-1978.
    I jakoś nie kojarzę tego z komuną.

    Przestań pieprzyć głupoty.
    Po prostu lepiej było cpac,i się opie...c.

  • mcguirre

    Oceniono 61 razy 51

    Niczego chłopie symulować nie musiałeś. Takie bajki to dla ludu Podkarpacia sobie zostaw.

  • kunwyscigowy

    Oceniono 57 razy 41

    Obawiam, że z tamtych czasów dużo im zostało...
    Rysiek pewnie ciągle nie odstawił butaprenu, a Kuchciński nadal wyznaje wolna miłość tym razem już płatną (nie za swoje oczywiście) za to bez granic państwowych i wiekowych.
    Obaj też nie uznają prawa własności jak to w hipisowskiej komunie i wszystko co państwowe to ich - choć w drugą stronę to nie działa..

  • wo151

    Oceniono 57 razy 37

    . "Uciekłem przed armią ludową do szpitala, symulowałem zatrucie narkotykami" To ja się zapytowuję PAWKI Terleckiego, jaki to UBEK był z JEGO OJCA, skoro SYNEK musiał uciekać przed poborem do wariatkowa???

  • c.t.k

    Oceniono 41 razy 33

    "Przy ul. Grodzkiej w zrujnowanej, przeznaczonej do wyburzenia oficynie regularnie spotykała się 14-osobowa grupa hipisów Ryszarda Terleckiego w tzw. hip-chatce. Tam wąchano klej, uprawiano wolną miłość z nieletnimi. Hipisi otaczali opieką nieletnich uciekinierów z domów rodzinnych, udzielali im schronienia; rodzice szukając dzieci, odwoływali się do pomocy milicji. Nic dziwnego, że MO inwigilowała to środowisko, które na dodatek oskarżano o obrazę moralności (nagie kąpiele w fontannie na Rynku, stosunki płciowe w miejscach publicznych. Potem doszły fałszerstwa recept lekarskich i włamania do aptek. Bywało, że pod wpływem środków odurzających i alkoholu byli sprawcami różnych wybryków, np. mycia nóg w ciepłym moczu). „Pies” aresztowany pod zarzutem spowodowania pożaru (oskarżano go o rozpalenie ogniska na krużgankach klasztoru ojców franciszkanów) zeznał podczas przesłuchania, że „grupa jest częściowo wzorowana na amerykańskich freaks i włoskich hippies. Nazywają ją „komuną”, w której nie ma osobistej własności”."
    "Przegląd" 05.11.2006

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX