To miał być as w rękawie opozycji w starciu z PiS-em. "Wspólna lista do Senatu wydaje się dziś mało realna" [WYWIAD]

- Szczególnie mocno uderzyć PiS może zakwestionowanie ich statusu, jako partii patriotycznej, która w największym stopniu i z największą troską dba o interesy Polaków - o szansach opozycji w starciu z Prawem i Sprawiedliwością mówi w rozmowie z Gazeta.pl politolożka dr hab. Ewa Marciniak z Uniwersytetu Warszawskiego.

GAZETA.PL, ŁUKASZ ROGOJSZ: Do wyborów parlamentarnych zostały dwa miesiące. W jakim miejscu jest dziś opozycja?

DR HAB. EWA MARCINIAK*: Opozycja na pewno powinna być trzy kroki dalej, niż jest. Nie widzę takiego tematu, idei czy propozycji, które mógłby zainteresować wyborcę niepisowskiego. Brakuje jakiegoś punktu zaczepienia, dzięki któremu opozycja mogłaby budować nadzieję na zwycięstwo w jesiennych wyborach. Taki przełomowy moment jest potrzebny, żeby wokół osoby, wydarzenia albo idei zmobilizować grupę wyborców niepisowskich. Mamy co prawda "szóstkę Schetyny", mamy częściowo ogłoszone listy wyborcze, ale po ogłoszeniu "szóstki Schetyny", nie wiedzieć dlaczego, postawiono kropkę. Zabrakło rozwinięcia tych elementów programu, które są ciekawe, a przecież trzeba kuć żelazo, póki gorące.

W ostatnich dwóch tygodniach tym żelazem była tzw. afera samolotowa z marszałkiem Sejmu w roli głównej.

Z pewnością, ale mimo tego mam wrażenie, że zmarnowano spory potencjał Forum Programowego. Poruszone tam tematy w późniejszych dniach nie były prawie wcale obecne w mediach, na wiecach czy podczas spotkań z wyborcami.

Stanę w obronie Koalicji Obywatelskiej. Po pierwsze, nadal jeżdżą po Polsce i spotykają się z wyborcami. Po drugie, politycznym grzechem byłoby nie wykorzystać takiego prezentu jak afera z marszałkiem Kuchcińskim.

Eksploatacja tematu lotów marszałka Kuchcińskiego ma duży potencjał polityczny i wyborczy, bo może przyciągnąć wyborców, którzy z jakichś powodów wciąż są niezdecydowani albo niechętni Prawu i Sprawiedliwości. Być może Koalicja Obywatelska wróci do kwestii programowych, gdy pozwoli na to bieżąca polityka. Koncentrowanie się na błędach rządzących i wytykanie tych błędów jest zadaniem opozycji i musi ona dołożyć starań, by pokazać społeczeństwu, że jest alternatywą dla obozu władzy. Musi też jednak pamiętać, że idąc tą drogą bardzo łatwo wpaść w pułapkę antyPiS-u, a z tym opozycja chciała przecież zerwać, bo uznała, że to nie wystarcza, żeby pokonać rządzących.

Jeszcze większym problemem dla opozycji jest to, że po burzliwych i nieudanych negocjacjach koalicyjnych partie opozycyjne rywalizują w pierwszej kolejności między sobą, a nie z PiS-em.

Dzisiaj zasadniczym problemem wszystkich partii opozycyjnych jest to, że nie koordynują własnej działalności. Zamiast tego koncentrują się na konflikcie między sobą. Źle wybrały swojego wroga. Tymczasem taka koordynacja jest warunkiem sine qua non dobrego wyniku wyborczego całej opozycji.

Tylko co to znaczy "koordynacja własnej działalności"?

Podzielenie się tematami, które warto eksponować w kampanii wyborczej. Przykładowo: Lewica zajmuje się ekologią, edukacją i prawami obywatelskimi, Koalicja Obywatelska gospodarką, służbą zdrowia i polityką zagraniczną, a PSL sprawami seniorów, funduszami unijnymi i polską prowincją. Każdy z tych bloków robi to w sposób pogłębiony i refleksyjny, przy okazji mobilizując wyborców, dla których poszczególne kwestie są ważne. To bardzo duże wyzwanie, ale myślę, że wykonalne i, co ważniejsze, istnieje zapotrzebowanie na coś takiego w społeczeństwie.

Skąd przekonanie, że tego chcą wyborcy opozycji?

Wyborcy opozycji chcą być wyborcami zwycięskimi, podobnie jak wyborcy rządzącej koalicji. Badania społeczne pokazują sporą niechęć i brak zaufania wyborców opozycyjnych wobec rządzących i niektórych liderów. To znaczący powód, aby oczekiwać od swoich partii swoistego porozumienia.

Po niedawnej wymianie ciosów na opozycji, z podbieraniem działaczy i polityków włącznie, liderzy opozycji są teraz w stanie usiąść przy jednym stole i - jak gdyby nigdy nic - rozdzielić między siebie tematy kampanijne? Pachnie mi to naiwnością.

Dzisiaj partie opozycyjne siłą rzeczy są swoimi rywalami, walczą o mniej lub bardziej podobnego wyborcę. Do tego dochodzą osobiste urazy, o których pan wspomniał, i ambicje poszczególnych liderów. To na pewno nie buduje wzajemnego zaufania i nie ułatwia zadania. Niemniej, wyobrażam sobie sytuację, w której liderzy ugrupowań opozycyjnych w poczuciu odpowiedzialności siadają do stołu i rozmawiają o, mówiąc żargonem marketingu politycznego, własności problemów w kampanii wyborczej.

W 2005 roku w ten sposób PiS przejęło temat korupcji, a dekadę później polityki społecznej. Przejmując i gruntownie eksploatując merytorycznie oraz emocjonalnie jakieś tematy, partie mogą dotrzeć do wyborców do tzw. wyborców uśpionych. Dla opozycji to być może jedyna szansa na pokonanie PiS-u, bo trudno sobie wyobrazić, żeby dla prawicowego elektoratu opozycja była bardziej wiarygodna w tematach, które PiS już zmonopolizowało. Uważam, że takie programowe porozumienie opozycji jest to możliwe, ale pojawia się pytanie, czy napięcie, które wytworzyło się podczas tworzenia list wyborczych, a wcześniej negocjacji koalicyjnych, jest na tyle destrukcyjne, że zamyka drogę do jakiejkolwiek rozmowy.

Niedawno jeden ze sztabowców Koalicji Obywatelskiej powiedział mi: "Zgnieciemy PSL i lewicę. To przykre, ale tak to będzie wyglądać". To raczej zapowiedź brutalnej kampanijnej walki, a nie inteligenckich rozpraw nad kwestiami programowymi.

To niewłaściwa taktyka. Trzeba bowiem pamiętać, że po wyborach scenariusze mogą być tak różne i nieoczekiwane, że dzisiaj - myśląc strategicznie - należy czynić wszystko, aby samemu uzyskać jak najlepszy wynik i wspierać - na ile to możliwe - konkurentów, z którymi potencjalnie trzeba będzie współpracować. Myślenie polityczne nie może być zredukowane do ciasnego koncentrowania się na własnym, partyjnym interesie. Musi uwzględniać rzeczową analizę bliskiego otoczenia politycznego, które może okazać się niezbędne w przyszłości. Lepiej na tym etapie kampanii wyborczej myśleć perspektywicznie, niż potem doświadczyć rozczarowania, że potencjalni koalicjanci są już gdzie indziej, zbyt daleko, bo z innymi.

Pytanie, czy Grzegorz Schetyna jest zainteresowany dzieleniem tematów czy czegokolwiek innego. Nawet wśród części polityków Platformy panuje przekonanie, że priorytetem dla niego jest hegemonia na opozycji. Żeby ten stan osiągnąć, musi pozbyć się lewicy i PSL.

Kalkulowanie, że zmarginalizowanie PSL i Lewicy spowoduje nagły przepływ ich wyborców do Platformy jest niezwykle ryzykowne. Nie ma na to żadnej gwarancji.

Może nie ma w tym wielkiej logiki, tylko chęć bycia niepodzielnym władcą opozycji?

Wszystkie działania, które Schetyna podejmuje w ostatnich tygodniach są obliczone na dwie rzeczy. Po pierwsze, wzmocnienie jego przywództwa w Platformie. Po drugie, wzmocnienie jego frakcji w partii i pozycji samej Platformy na scenie politycznej. Schetyna chce doprowadzić do sytuacji, w której po wyborach, niezależnie od wyniku Platformy, to i tak on będzie panować nad podziałem wszelkich dóbr, które są związane z obecnością partii w Sejmie.

Schetyna i jego ambicje są dziś największą przeszkodą na drodze do tego, żeby opozycja mogła współpracować w starciu z PiS-em?

Schetyna jest dzisiaj twarzą opozycji. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Stąd to poczucie pewności. Jednakże - tu znowu odwołam się do badań społecznych - ma spory negatywny elektorat. Jest zatem rozpoznawalny, ale jednocześnie nie budzący zaufania. Można powiedzieć, że jego wizerunek jest wyrazisty i zarazem w dużym stopniu negatywny. A powinien być wyrazisty i pozytywny. Droga do takiego stanu rzeczy jest dla mnie w miarę klarowna - postawić na kolektywne przywództwo, eksponować wielu jednocześnie polityków Koalicji, dać im szansę na widoczność medialną.

Szef SLD Włodzimierz Czarzasty nazwał niedawno Schetynę "mistrzem destrukcji", który "zdecydował, że chce przegrać w Sejmie i w Senacie". Wspólna lista opozycji do Senatu, która miała być asem w rękawie w starciu z PiS-em, jest jeszcze realna?

Wydaje się mało realna. Ale na pewno nadal jest potrzebna, bo przy jednomandatowych okręgach wyborczych do Senatu była to nie tylko możliwa do zrealizowania, ale wręcz pożądana strategia opozycji. Co więcej, doświadczenie Koalicji Europejskiej było na tyle pozytywne, że stanowiło przesłankę za stworzeniem wspólnej listy opozycji do Senatu. Natomiast teraz w grę wchodzi problem podmiotowości PSL i SLD, które musiały odpierać próby wasalizacji, marginalizacji i podbierania polityków ze strony Platformy. Dzisiaj obie te formacje walczą o swoją podmiotowość. Podporządkowując się jakkolwiek Schetynie, ryzykują bunt swoich działaczy czy nawet wyborców. Tradycyjny elektorat obu partii może albo zostać w domach, albo zdecydować się na coś, co politolodzy określają "głosowaniem typu protest". To nie tyle głosowanie za kandydatem aktualnie rządzących, ile przeciw kontrowersyjnemu kandydatowi Koalicji Obywatelskiej.

Jeśli nie wspólna lista opozycji do Senatu, to co? Jaki inny pomysł na pokonanie PiS-u ma lub może mieć opozycja?

Na razie takiego pomysłu nie widać. Trzy opozycyjne bloki koncentrują się na własnych sprawach. PSL chce przyciągnąć do siebie znane, konserwatywne twarze i organizacje, właśnie sfinalizowało sojusz z Kukiz'15, a w połowie sierpnia zaprezentuje liderów list wyborczych. Do tego ludowcy chcą zepchnąć Platformę na lewe skrzydło, żeby opanować centrum. Lewica dopiero sformowała swój sztab wyborczy, wciąż dopina formułę koalicyjnego startu, a przed nimi jeszcze prace nad programem. Mimo tego, dzięki wydarzeniom na Marszu Równości w Białymstoku już wykroili dla siebie kawałek kampanijnego tortu w postaci tematów obyczajowych. Z kolei Koalicja Obywatelska jako jedyna pokazała już swój program, zaprezentowała też czołówki list wyborczych, po czym zajęła się piętnowaniem lotów marszałka Kuchcińskiego rządowymi samolotami. Pytanie, czy gdy opadnie kurz po tzw. aferze samolotowej, będzie potrafiła wrócić do przedstawionych na początku lipca kwestii programowych.

Dlaczego to ważne? Wyborcy idą raczej za wyrazistymi liderami i odważnymi obietnicami wyborczymi, a nie za programem. Programów prawie nikt nie czyta.

Wyborcy chętnie idą za programem, ale pod warunkiem, że został przekazany i upowszechniony w sposób dla nich dostępny i zrozumiały, a jednocześnie trochę emocjonalny i wyrazisty. Jeśli polityk, jak aktor w reklamie, prezentując program jest w stanie przemówić do wyborcy językiem korzyści, to wyborca z większym prawdopodobieństwem na ten program się "złapie".

Kto w szeregach opozycji mówi dziś w taki sposób o swoim programie?

Mówił - Biedroń. Ale to już przeszłość. Trudno będzie odzyskać zaufanie wyborców, w polityce ważna jest konsekwencja. Zmiana zdania co dwa dni jest zwyczajnie niepoważna. Jeśli jednak trzej liderzy Lewicy będą siebie wzajemnie mobilizować, to widzę jeszcze szansę na dobry rezultat ich formacji.

Skoro opozycja o swoim programie nie mówi w atrakcyjny dla wyborców sposób albo na razie w ogóle nie porusza tej kwestii, to na co liczy? Na liderów, emocje, polaryzację, błędy PiS-u?

Błędy przeciwnika to z kolei zawsze cenny bonus, ale nie można liczyć tylko na to, że rywal się podłoży. Ważna jest komplementarność wielu elementów. Program, liderzy, emocje - to filary dobrej kampanii wyborczej. Koncentracja wyłącznie na jednym ze wspomnianych elementów to scenariusz porażki. Ważne jest jeszcze jedno - konstruktywny punkt zaczepienia. Coś, co zmobilizowałoby i przyciągnęło do opozycji wyborcę niepisowskiego. Coś, co dałoby realne nadzieje na zwycięstwo. Dzisiaj tego czegoś wciąż opozycji brakuje.

W takim razie czego PiS może obawiać się w kampanii ze strony opozycji?

Przede wszystkim demaskacji. Ujawniania i piętnowania kompromitujących działań, zachowań czy wypowiedzi polityków albo afer, jak ta z lotami marszałka Kuchcińskiego. Zwłaszcza, że w okresie kampanii wyborczej wyborcy nie koncentrują się na stylu sprawowania władzy czy procesie legislacyjnym, tylko na zachowaniach i wypowiedziach polityków.

Elektorat PiS-u przywiązuje wielką wagę do takich wartości jak umiar, pokora czy uczciwość w polityce, więc naświetlenie działań, które nie wpisują się w ten szablon jest dla PiS-u potencjalnie bardzo groźne. Tyle że rządzący mają na to antidotum - szybką regulację prawną albo dymisję skompromitowanego polityka. Pamiętamy aferę z nagrodami dla ministrów rządu Beaty Szydło. Gdy nie można było dłużej tego ignorować i gdy sprawa zaczęła przynosić PiS-owi wymierne straty, prezes Kaczyński nie tylko szybko zarządził zwrot nagród na cele charytatywne, ale jeszcze obniżył pensje parlamentarzystów o 20 proc. Z kolei premier Morawiecki nie dość, że zapowiedział koniec ministerialnych nagród, to jeszcze istotnie zredukował liczbę wiceministrów (chociaż spora część z nich została później różnego rodzaju pełnomocnikami rządu).

Programowo PiS-owi ze strony opozycji coś zagraża?

Wszystko, co będzie pokazywać, że "dobra zmiana" wcale nie jest taka dobra, a przynajmniej, że nie jest dobra dla wszystkich. Opozycja musi podważyć opowieść PiS-u o tym, że PiS naprawiło zrujnowaną przez poprzedników Polskę. Szczególnie mocno uderzyć PiS może zakwestionowanie ich statusu jako partii patriotycznej, która w największym stopniu i z największą troską dba o interesy Polek i Polaków. Będzie to trudne, bo poprzez swoje liczne działania PiS zredefiniowało znaczenie słowa "patriotyzm" i percepcję tego, kto jest patriotą. Poza tym, dzisiaj ma bardzo silną pozycję sondażową, która daje im duży komfort.

Bronisław Komorowski powiedziałby, że taki komfort może być zabójczy.

Myślę, że politycy PiS-u uczą się nie tylko na swoich błędach i doskonale zdają sobie sprawę, że sondaże sondażami, ale w ostatecznym rozrachunku liczy się tylko jeden sondaż - ten przy urnach wyborczych. Po wyborach europejskich dało się jednak zauważyć, że niektórzy parlamentarzyści partii rządzącej w swoich wypowiedziach sprawiają wrażenie, jakby wybory były już wygrane. To dlatego prezes Kaczyński jak mantrę powtarza apele o konieczności ciężkiej pracy, zachowanie pokory i jak największej mobilizacji. Myślę, że w dalszej części kampanii PiS może przykładać jeszcze większą uwagę do tego, kto zabiera głos w ich imieniu. Po to, żeby uniknąć sytuacji, gdzie ta czy inna nieprzemyślana wypowiedź niszczy wizerunek partii skromnej, pokornej, niemalże ascetycznej.

* Ewa Maria Marciniak - doktor habilitowana nauk społecznych w zakresie nauk o polityce; pracownik naukowo-dydaktyczny na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego; zajmuje się zagadnieniami komunikacji społecznej i zachowaniami politycznymi, w tym uwarunkowaniami aktywności politycznej i społecznej, oraz problemami kształtowania wizerunku politycznego; autorka publikacji naukowych na temat komunikacji politycznej, personalizacji polityki i zachowań wyborczych; ekspert Polskiej Komisji Akredytacyjnej w dyscyplinie nauki o polityce, członek Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej

Więcej o:
Komentarze (284)
Wspólna lista opozycji do Senatu. Wybory parlamentarne 2019
Zaloguj się
  • vegemot

    Oceniono 45 razy 19

    Po prostu ta partia ma najbardziej betonowy, ciemny elektorat, szczegolnie na wschodzie -ten najbardziej prymitywny. Oni nie muszą mieć nawet programu i codziennie kręcić nową aferę -ciemnota i tak będzie głosowała. Tej ciemnoty żadna afera nie ruszy, bo widzą w nich odbicie siebie -buraków, złodziei, nierobów, co tylko chcą doić, partaczy, nieudaczników życiowych, nienawiądzych tych co mają lepiej, wykształconych, tzw elit. Nienawidzą zachodu, bo im zazdroszą, dlatego z całego kraju chcą zrobić ciemnogród, tylko po to zeby innym żyło się gorzej. Janusz z elektoratu ciemnoty widząc takich jak on prymitywów bijących innych na np marszach równości czuje się raz w życiu ważny i dowartościowany, że jego prymitywna ideologia rozeszła się na cały kraj, jak karaluchy z szamba i jest wspierana przez rządzących

  • czarna_zoska

    Oceniono 22 razy 12

    Program PiS jest po prostu apokaliptyczny. Katastrofa i zapaść panstwa po prostu. Wladza ponad wszystko. Nie da sie polemizowac z programem populistycznym, trzeba liczyc na zdrowy rozsądek i wykształcenie Polakow. Tak jak PO ignorowało potrzeby ubogiej i mało wyksztalconej czesci społeczenstwa, tak PiS ignoruje, a wrecz upokarza i obraza inteligencje. Taka forma ma krotkie nogi jak sam Kaczynskie. Zarowno klasa robotnicza , rolnicy nie moze zyc bez inteligencji a inteligencja bez klasy roboniczej i rolikow . Musi byc kompromis. Dlatego trzeba stawiac na program pojednawczy i tłumaczyc ludziom, ze rzucanie sie do gardeł nie jest rozwoiązaniem. Brakuje juz lekarzy, nauczycieli, urzednikow w instutucjach publicznych. Rolnik nie zoperuje serca ani nie nauczy dzieci fizyki.

  • wdechwydech

    Oceniono 14 razy 10

    pis to nie partia tylko agencja reklamowa, i to wygłodniała, praktycznie okupant

  • js08836

    Oceniono 20 razy 10

    Spekulacje domorosłego polityka. A wszystko sprowadza się do faktu, że nie trzeba szarego mydła , aby elektorat największych drani był molestowany i bezceremonialnie gwałcony. Kto więc, jest największą zarazą w Polsce ? Wiemy wszyscy oprócz ciemnogrodu.

  • kormo

    Oceniono 37 razy 9

    Wygląda na to, że PiS ma najbardziej tęczowy elektorat na świecie.
    Partia działa zgodnie z przepowiednią proroka Zbigniewa "Będzie was PiS ruchał w dupę, aż was kukle będą swędziały! Z bólu", a elektorat lubi to.

    I to dopiero jest prawdziwe #LGBT

  • tematdnia

    Oceniono 7 razy 7

    Jezu! Taki długi tekst i do bani.

  • yak_46

    Oceniono 7 razy 7

    W dupie z historycznym patriotyzmem! Zadbajmy o edukację i zdrowie narodu!!!

  • chochelkadwa

    Oceniono 25 razy 7

    Ja Grażyna, prosta baba z Podkarpacia widzę to tak:
    -- jest mi obca ideologia LGBT, ale ich nie atakuję w żaden sposób => jestem homofobem, transfobem, genderfobem i ogólnie osobą zacofaną
    --nie chcę,z by dzieci mówiły do mnie rodzic 1 lub rodzic 2, uważam, że płeć niezmienna jest w czasie, pleć kulturowa to dla mnie abstrakcja- ile na to trzeba kibli?? => jestem homofobem, transfobem, genderfobem i ogólnie osobą zacofaną>
    --chociaż moje kwiaty są tęczowe, ogródek nie kojarzy mi się z żadną ideologią
    -- nie chcę mieć uchodźców w swojej wiosce, jeżdżę czasami do niemieckich oprawców na szparagi, a przy ich zbieraniu dominuje kolor biały słowieński, uchodźcy nie garna się do roboty - to rasizm => jestem rasistką i ksenofobem
    -- nie lubię feminizmu, mam radość z zajmowania się dziećmi, ogródkiem, gotowaniem => jestem zacofana baba, nieświadoma swoich praw
    --lubię oglądać seriale, rolnika, co szuka żony (chociaż ich wypaśny sprzęt jest często pożyczony). posłuchać Zenka i Rokiczanki i zaśpiewać w kole gospodyń => jestem prymitywna i nie mam gustu
    --ciesze się z 500+, dzieci na wakacje pojechały => jestem przekupna
    --widzę w telewizorni znanych i sławnych, co ćpają, jeżdżą pijani , kary ich omijają. Zawsze sprawiedliwość jest łaskawsza dla bogatych i sprytnych, nie rozumiem akcji wolne sądy, bo ich wyroki są często sprzeczne z logiką => kocham totalitaryzm i faszyzm
    --lubię obecną rządzącą partię, bo spełniła część swoich obietnic => jestem głupim pisowskiem podmiotem
    --każda władza kradnie, ale obecna przynajmniej ze mną się podzieliła, ze zwykłym człowiekiem, a nie tylko z bogatymi=> nie myślę o przyszłości kraju
    --nie podoba mi się publiczne przeklinanie, sama też tego nie czynię, bo praca idzie gorzej i rośliny słuchają i gorzej rosną => jestem mało wyrozumiała
    I jak Wy Szanowna Opozycjo chcecie mnie przekonać ???

  • kataryniarski

    Oceniono 29 razy 7

    Tak jak w latach 30 XX wieku w Hiszpani powstała koalicja antyfaszystowska, tak i dziś, w Polsce, opozycja powinna się zjednoczyc przeciwko jednemu wrogowi.

    Jesli PiS zdobędzie pełnię władzy, następnych wyborów w Polsce moze już nie być!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX