Po uchodźcach i Żydach przyszedł czas na osoby LGBT. "Mechanizm kreacji wroga jest zawsze ten sam"

Wyniki najnowszego badania IBRiS dla "Rzeczpospolitej" pokazują, że zmalała społeczna akceptacja dla realizacji postulatów osób LGBT. Wcześniej w podobny sposób zmianie uległo nasze nastawienie do innych grup społecznych i narodowych. Polityka wskazywania wroga i straszenia Polaków "obcym" zaczyna zbierać swoje żniwo.

- Osoby LGBT stały się "nowymi uchodźcami" - mówi w rozmowie z Gazeta.pl socjolożka prof. Iwona Jakubowska-Branicka z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. - Mechanizm kreacji wroga jest zawsze ten sam: trzeba wskazać "obcego", który chce nas zniszczyć, który nam zagraża. Mogą to być Żydzi, uchodźcy, ludzie innej kultury czy wyznania - wyjaśnia ekspertka od psychologii propagandy politycznej.

- Następuje ubiegunowienie, silna polaryzacja społeczeństwa na coraz większej liczbie obszarów - dodaje psycholog społeczny prof. Bogdan Wojciszke z Uniwersytetu SWPS. Jego zdaniem, "władza skrzętnie z tego korzysta, bo konstrukcja wroga przydaje się w twardej kampanijnej walce politycznej".

Odwrót od LGBT

Zmianę nastawienia Polaków do społeczności LGBT i jej praw pokazuje najnowsze badanie IBRiS dla "Rzeczpospolitej". Pytano w nim Polaków o akceptację dla głównych postulatów środowisk LGBT: związków partnerskich, małżeństw par jednopłciowych i adopcji dzieci przez takie pary.

Co wynika ze wspomnianego sondażu? 44 proc. społeczeństwa popiera wprowadzenie związków partnerskich. Niemal co trzeci Polak (32 proc.) nie widzi problemu w legalizacji małżeństw osób tej samej płci, natomiast 12 proc. badanych chce dopuszczenia adopcji dzieci przez pary jednopłciowe. Przeciwnych tym postulatom jest odpowiednio: 46, 56 i 76 proc. respondentów.

O te same kwestie w końcówce lutego Polaków pytali ankieterzy IPSOS. Wyniki badania, które przeprowadzili na zlecenie OKO.press mocno się jednak różnią. Związki partnerskie popierało wówczas 56 proc. Polaków, małżeństwa jednopłciowe 41, a adopcję dzieci przez takie pary - 18. Przeciwko tym rozwiązaniom było wówczas odpowiednio: 39, 54 i 77 proc. badanych.

LGBT, czyli wróg

W obu przytoczonych badaniach pytano Polaków o to samo - akceptację dla trzech głównych postulatów społeczności LGBT. Oba przeprowadzono tą samą metodą - wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych (CATI). Także próba badawcza w obu przypadkach była zbliżona - ogólnopolska, reprezentatywna, licząca odpowiednio 1004 (IPSOS) i 1100 (IBRiS) osób. Zważywszy, że oba sondaże dzieli raptem pięć miesięcy, zmiana jest zauważalna. Tym bardziej, że wcześniej tendencja dla akceptacji postulatów środowisk LGBT była - umiarkowanie - ale jednak rosnąca. Co zmieniło się w ostatnim czasie? Mówiąc wprost: polityczna użyteczność mniejszości seksualnych.

O ile wcześniej wiadomo było, które partie popierają ich postulaty, a które są im przeciwne, o tyle od momentu podpisania w połowie lutego przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego karty LGBT+ geje, lesbijki, biseksualiści i transseksualiści znaleźli się w samym środku politycznej wojny polsko-polskiej. A więc w miejscu, w którym nikt nie bierze jeńców.

Osoby LGBT i ich postulaty stały się dla rządzących idealnym narzędziem do rozmontowania mającej olbrzymie problemy ze światopoglądową spójnością Koalicji Europejskiej (sojuszu PO, Nowoczesnej, SLD, PSL i Zielonych). Sytuację osób LGBT dodatkowo pogorszyła wypowiedź wiceprezydenta stolicy Pawła Rabieja o adopcji dzieci przez pary jednopłciowe w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej".

Skrót "LGBT" nie schodził z ust polityków Prawa i Sprawiedliwości oraz przekazów mediów sprzyjających "dobrej zmianie" (ze szczególnym uwzględnieniem Telewizji Polskiej). Podczas kampanijnego objazdu kraju był nawet taki okres, że temat LGBT pojawiał się na niemal każdej konwencji regionalnej partii władzy. - My chcemy jasno powiedzieć: tu mówimy nie, a już w szczególności jeżeli chodzi o dzieci. Wara od naszych dzieci - grzmiał podczas spotkania z wyborcami w Katowicach prezes partii rządzącej.

Jak pisały wówczas Wirtualna Polska i "Newsweek", nie było to dziełem przypadku. Kompleksowe analizy socjologiczne zamawiane przez PiS wskazały bowiem, że temat LGBT mocno aktywizuje wyborców "dobrej zmiany". Do tego dawał szanse na poróżnienie chadecko-konserwatywnego PSL z bardziej progresywną częścią Koalicji Europejskiej. W nieoficjalnych rozmowach sztabowcy PiS-u przyznawali, że choćby z tych dwóch powodów ofensywa przeciwko LGBT będzie trwać.

Naruszenie sfery sacrum

Prof. Henryk Domański, socjolog z Polskiej Akademii Nauk, stawia hipotezę, że za zmianą nastrojów społecznych stoi sympatia i zaufanie, jakim Polacy darzą rząd. A skoro politycy rządu bardzo krytycznie czy wręcz napastliwie wypowiadali się o osobach LGBT, wywarło to oczywisty wpływ także na wyborców. W rozmowie z Gazeta.pl socjolog przewiduje, że jeśli PiS utrzyma się przy władzy na kolejne cztery lata, postulaty mniejszości seksualnych będą spotykać się z coraz mniejszym zrozumieniem i akceptacją ze strony Polaków.

- Wskazanie jako wroga osób LGBT jest z punktu widzenia autorów tego przekazu szczególnie wygodne i skuteczne. Skonstruowano opowieść, że wróg ten zagraża nam w sposób wyjątkowo niebezpieczny, niszcząc najistotniejsze tradycyjne wartości takie jak rodzina, wielowiekowa tradycja, kanony wiary i wreszcie bezpieczeństwo dzieci - wyjaśnia prof. Iwona Jakubowska-Branicka. Jej zdaniem, efekt ataku na mniejszości seksualne dodatkowo spotęgowało zaangażowanie się w to części polskiego Kościoła, który "z definicji przez dużą część ludzi postrzegany jest jako funkcjonujący w obszarze sacrum, czyli świętości".

Prof. Bogdan Wojciszke zwraca uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz, o której w tym kontekście zapominamy. - Jesteśmy niesłychanie jednorodnym społeczeństwem pod względem narodowym i religijnym. To wręcz ewenement na skalę Europy, o ile nie świata - mówi w rozmowie z Gazeta.pl. I dodaje: - Ma to też jednak swoje ciemne strony. Jako społeczeństwo nie jesteśmy przyzwyczajeni do inności, do odmienności. Nie rozumiemy jej, nie mamy z nią kontaktu. Dlatego łatwo nas nią nastraszyć i do niej zniechęcić.

LGBT nie było pierwsze

Przypadek środowisk LGBT i zmiany społecznego postrzegania tej grupy nie powinien dziwić, bo to nie pierwszy raz, kiedy jakaś grupa zostaje wzięta na celownik przez rządzących i sympatyzujące z nimi media. Jeszcze przed wyborczą wygraną w 2015 roku, PiS rozpętało nagonkę na uchodźców i imigrantów. We wrześniu 2015 roku prezes Kaczyński mówił w Sejmie, że uchodźcy to "problem niemiecki, a nie nasz", straszył prawem szariatu we Francji, kościołami przerabianymi na toalety we Włoszech czy szwedzkimi strefami no-go, do których nie zapuszcza się nawet policja. Na ostatniej prostej przed wyborami jeszcze wzmocnił antyimigrancką retorykę, strasząc Polaków pasożytami i zakaźnymi chorobami przenoszonymi przez przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu.

Taką linię wobec uchodźców Nowogrodzka kontynuowała także po przejęciu władzy, czyniąc z nich etatowego wroga i symbol nacisków Unii Europejskiej, która rzekomo chce narzucić Polsce przyjęcie uchodźców. Antyimigrancki spot PiS-u z kampanii przed wyborami samorządowymi spotkał się z powszechnym potępieniem. Nawet niektórzy politycy PiS-u komentowali, że był to krok zły i niepotrzebny. Na efekty takiej polityki nie trzeba było długo czekać. Nastroje społeczne zmieniły się zauważalnie. O ile w czerwcu 2015 roku przeciwko przyjmowaniu uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu było 53 proc. Polaków, o tyle w lipcu 2018 roku wskaźnik ten wynosił już 72 proc. (w obu przypadkach badanie przeprowadzał CBOS).

Los uchodźców i osób LGBT w pewnym stopniu podzielili też Żydzi. W trakcie potężnego kryzysu dyplomatycznego na linii Warszawa - Tel Awiw, wywołanego nowelizacją ustawy o IPN, to właśnie ta nacja była celem prorządowej propagandy i medialno-eksperckiego zaplecza rządu. Cel był oczywisty: odeprzeć oskarżenia o spektakularnej klęsce w polityce zagranicznej, a także zanegować fakt, że Polska w swojej historii zapisała także mniej chlubne karty.

Głośnym echem odbił się chociażby incydent w emitowanym na antenie TVP Info programie "Studio Polska", gdzie na pasku wyświetlane były antysemickie wpisy internautów. Spotkało się to z tak dużą i tak powszechną krytyką, że od sprawy musiał odciąć się sam prezes Telewizji Polskiej Jacek Kurski. Także w szeregach PiS-u były przypadki zachowań antysemickich. Wystarczy wspomnieć senatora Waldemara Bonkowskiego, który w mediach społecznościowych udostępniał obraźliwe wobec Żydów treści. Także tutaj fala krytyki spowodowała ostrą reakcję przełożonego - prezes Kaczyński zawiesił Bonkowskiego w prawach członka partii i klubu parlamentarnego.

Kryzys dyplomatyczny pomiędzy Polską i Izraelem kilkukrotnie przygasał i wybuchał z nową siłą. Nawet wtedy, gdy kwestia nowelizacji ustawy o IPN była już dawno rozwiązana (np. po zorganizowanym w Warszawie szczycie bliskowschodnim, gdzie izraelski premier Benjamin Netanjahu stwierdził, że Polacy kolaborowali z Niemcami). Propagandowa ofensywa antysemicka z czasem jednak wyhamowała. Być może dlatego stosunek Polaków do Żydów pogorszył się umiarkowanie - w lutym 2017 roku niechęć do nich deklarowało 26 proc. naszych rodaków, a w lutym 2019 roku 33 proc.; w tym samym czasie sympatia spadła z 37 do 31 proc. (wyniki za CBOS).

- Zastępczych wrogów udaje się zaszczepić społeczeństwu, kiedy brakuje tych prawdziwych. Nie mamy dziś zagrożenia z zewnątrz ani z wewnątrz, więc łatwo tego fikcyjnego wroga wymyślić - zauważa prof. Bogdan Wojciszke. - Najlepszym sposobem na przełamanie swojego strachu przed obcym, innym jest bezpośredni z nim kontakt. W ten sposób wyleczyliśmy się z naszej antyniemieckiej fobii - przekonuje psycholog.

Podobnego zdania jest prof. Iwona Jakubowska-Branicka, jednak ma dużo większe obawy, co do tego, jak sytuacja potoczy się w przyszłości. - Figura wroga jest w socjotechnice propagandy politycznej bezcenna. Pozwala zbudować prostą wizję świata, w którym jesteśmy "my" i "oni". To z kolei umacnia spoistość danej grupy, która wspólnie musi walczyć z nieprzyjacielem. Wreszcie umocniona zostaje też tożsamość grupy i wewnątrzgrupowe więzi, bo przecież walczymy w obronie tych samych wartości - analizuje.

Jej zdaniem, w schemacie konstrukcji wroga pod matematyczne "x", którym dziś są osoby LGBT, podstawić można kogokolwiek. Mechanizm będzie działać w ten sam sposób, z tą samą efektywnością. - W ten sposób buduje się syndrom oblężonej twierdzy. W polityce to potężna broń - podkreśla socjolożka. I przestrzega: - Na końcu, jak już zabraknie wrogów zewnętrznych, jako wróg będzie prezentowany każdy, kto ma odmienne poglądy, każdy "myślący inaczej".

Więcej o:
Komentarze (1047)
Nagonka na środowisko LGBT. Jak władza wykreowała wroga.
Zaloguj się
  • supertiumacz

    Oceniono 90 razy 40

    Jakiś czas temu myślałem, że skłócenie Polaków przez PiS osiągnęło maksimum, i że teraz może być tylko lepiej, normalniej. Jednak za dużo jest lemingów rzucających się na wskazanego przez PiS wroga. Boję się, że niedługo wrogami zostaną łysi, rudzi, okularnicy, leworęczni, rowerzyści, niscy, ...
    Nauczyciele już są na cenzurowanym, podobnie pielęgniarki czy inne "wykształciuchy". Kto kolejny?

    Oto nadchodzi "demokracja" według PiS: głos niby większości, ale bez poszanowania praw mniejszości.

  • marc.pl

    Oceniono 44 razy 30

    Po ujawnieniu szokującej i skandalicznej afery pedofilii wśród polskich duchownych PiS oraz kościół szybko wyciągnęli gruby dywan z napisem LGBT i dokładnie tym dywanem przykryli pedofilie w kościele - szczególnie zaangażował się Kaczyński strasząc polską ciemnotę sodomią jaka zagraża naszemu państwu przez LGBT. O pedofilach w sutannach zapanowała całkowita cisza o zboczeńcach w sutannach już nikt nic nie mówi.

  • aquanta

    Oceniono 51 razy 23

    Już wiadomo jak będzie wyglądała kampania wyborcza. Zaczął Kaczyński (ręce precz od naszych dzieci) kampanię podjął kościół (biskup wojda i jego nawoływanie do pogromu zboczeńców) a teraz pałeczkę podjęły pieski szachermachera (homosie prowokują spokojnych obateli). I na tej strunie pan (ludzki pan) z plebanem będą grali do wyborów. Kościół katolicki właśnie przestał dla mnie istnieć. Nie mam kulturalnych słów na określenie tego bagna. Po pis wiele się nie spodziewałem.
    A tuż przed wyborami pisoskie służby znajdą gejowską komórkę terrorystyczną powiązaną z ISIS i planującą samobójcze ataki na kościoły. Tak jeden dzień przed ciszą wyborczą. Scenariusz sprawdzony w 2005 roku przed wyborami na prezydenta warszawy. Pojawił się gay power, kilka atrap bomb umieszczonych w tramwajach i Kaczyński wygrał wybory. Sprawa nigdy nie została wyjaśniona ale jestem pewien, że to zasługa delegatury UOP z Wrocławia. To tam jest najaktywniejsza ruska agentura w Polsce.

  • system777

    Oceniono 25 razy 17

    Autor tekstu mieszka chyba poza Polską, skoro pisze takie banialuki. Przecież w żadnym kraju EU kościół nie ma takich wpływów w życiu publicznym jak w Polsce. Od 1989 kościół rozgrywa polityków i nastroje społeczne jak chce. Na pytanie dlaczego, odpowiedź jest prosta. JP II.

  • niekandydujacy_niepolityk

    Oceniono 26 razy 14

    To by w jakiś sposób tłumaczyło, dlaczego obchodom 450 rocznicy podpisania aktu Unii Lubelskiej nadano w Polsce możliwie najniższą rangę, żeby nie powiedzieć wprost, że tę rocznicę po prostu olano.
    Rzeczpospolita Obojga (Wielu) Narodów, która była państwem wielonarodowym, wielowyznaniowym, słynącym z niespotykanej wtedy gdzie indziej tolerancji, zdecydowanie nie pasuje, jest wręcz biegunowo odległa, do aktualnej politycznej narracji.

  • sunzi15

    Oceniono 18 razy 12

    Lajdacy czerpia calymi garsciami
    z metod i doswiadczen hitlerowskich nazistow.

    Tam tez nachalna, szowinistyczna propaganda
    z mniejszosci zydowskiej, Bogu ducha winnej, liczacej 0,8 % ludnosci,
    zrobili wroga publicznego nr 1 i tysiackrotnymi powtarzaniami,
    oszczerstwami, karykaturalnym zohydzaniem, odczlowieczaniem przekonali
    do tego Niemcow.

    PiS dzie cy i faszyzujacy ePiSkopat, z braku Zydow i uchodzcow
    znalezli do tego celu naturalne w kazdym spoleczenstwie
    mniejszosci orientacji seksualnej.

    Nastepnym krokiem jest zakwalifikowanie do tej zohydzonej
    spoleczenstwu mniejszosci wszystkich swoich przeciwnikow,
    z wykreowaniem sie na obronce ZDROWEJ PRZYTLACZAJACEJ WIEKSZOSCI,
    ktora oczywiscie stanowia oni i ich zwolennicy.

    To jest wyprobowana przez nazistow metoda
    i nie wolno dac sie wpuszczac w maliny,
    idac po pasku tej szowinistycznej propagandy.

    My, obroncy Rzeczypospolitej, demokracji,
    praw i wolnosci obywatelskich, w tym wszelakich mniejszosci,
    JESTESMY WIEKSZOSCIA, jak nie pozwolimy sie podzielic
    i na siebie napuszczac.

    Kazdy z nas jest indywiduum i nalezy pod roznymi wzgledami
    do mniejszosci, skladajacych sie na OGROMNA WIEKSZOSC !!!

    A wiec ZBIERZMY SIE DO KUPY
    i dobierzmy faszystowskim BANDYTOM do D*PY !!!

  • lubiedobrefilmy100

    Oceniono 76 razy 12

    Jasne i nie ma to nic wspolnego z teczowymi MB, mszami z durszlakiem na glowie, teczowa procesja i cipkomaryjka... jestem za LGBT i bede zawsze, ale pretensje to srodowisko moga miec wylacznie do tych cyrkowcow, ktorzy im wyswiadczyli te niedzwiedzia przysluge urzadzajac podobne artystyczne cuda. Sorry...

  • toxicpony

    Oceniono 22 razy 10

    Morawiecki: "Polska jest bijącym sercem Europy".
    2015: sercem bijącym uchodźców
    2018: sercem bijącym Żydów
    2019: sercem bijącym osoby LGBT
    A kogo serce będzie bić w latach następnych?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX