Platforma nie może wiecznie żyć w strachu przed prawicą. Ściganie się z PiS-em na konserwatyzm to przepis na klęskę [ANALIZA]

Zamieszki podczas Marszu Równości w Białymstoku i (ponowna) debata nad prawami osób LGBT pokazały, że Platforma Obywatelska wciąż ucieka. Od nowoczesności, od trudnych tematów obyczajowych, od krytyki ze strony szeroko rozumianej prawicy. A jeśli chce jeszcze rządzić, musi mieć kontrolę nad sferą idei i wartości. Tej kontroli Platforma nie miała i nie ma.

Chociaż po przegranych eurowyborach Platforma pozbierała się, wzięła w garść i ruszyła do pracy w terenie, wciąż żyje w strachu. Strachu przed lewicowością i tematami światopoglądowymi, czyli tym, co zdaniem polityków PSL kosztowało Koalicję Europejską wygraną w majowych wyborach. Dobrze widać to po ostatnim tygodniu, kiedy tematem numer jeden w mediach i debacie publicznej były zamieszki na Marszu Równości w Białymstoku oraz prawa osób LGBT.

Politycy Platformy agresję wobec demonstrantów, rzecz jasna, potępiali, ale o całej sprawie mówili mocno niechętnie i jeśli tylko mogli, omijali temat. Gdy liderzy lewicy zapowiedzieli na miniony weekend marsz przeciwko przemocy w Białymstoku, Grzegorz Schetyna stwierdził: - Nie będziemy wpisywać się w grę i scenariusz przygotowany na Nowogrodzkiej. Dzisiaj PiS z tych demonstracji i spraw mniejszości chce zrobić główny wątek kampanii wyborczej. Tak nie jest.

W swojej opinii przewodniczący Platformy nie był wcale odosobniony. Nawet mająca przyciągać do Koalicji Obywatelskiej lewicowych wyborców Barbara Nowacka przekonywała na antenie TOK FM, że "teraz to miasto potrzebuje spokoju, a nie kolejnej manifestacji, na którą zaprosili trzej panowie". Z kolei inny z lewicowych polityków KO, Bartosz Arłukowicz, w wywiadzie dla Gazeta.pl ocenił:

Byliśmy, jesteśmy i zawsze będziemy przeciwko przemocy. Udowodniliśmy to wielokrotnie. Trzeba też jednak pamiętać, że politycznym marzeniem Jarosława Kaczyńskiego jest, żeby o wyniku wyborów w Polsce decydowały takie tematy jak LGBT

Atak z lewego skrzydła

Rejterada Platformy w kwestiach obyczajowych to wymarzony prezent dla dopiero co zjednoczonej lewicy. SLD, Wiosna i Razem mają na tym polu spójny program i jednolity przekaz, a ponieważ nie krępuje ich koalicja z bardziej konserwatywnymi partiami - wreszcie mogą być sobą. To wszystko sprawia, że dla odbiorców są bardziej wiarygodni od reszty stawki i trudno zaatakować ich z prawej strony (bo niby za co, za robienie tego, co zrobiłaby każda lewica?). Pod względem wiarygodności na tym polu biją na głowę miotającą się od ściany do ściany Platformę.

Dopiero co na Forum Programowym Koalicji Obywatelskiej Schetyna zapewniał, że w nowym projekcie jest miejsce i dla lewicowców, i dla konserwatystów. Obiecywał, że po odzyskaniu władzy Koalicja niezwłocznie zalegalizuje związki partnerskie ("W końcu związki partnerskie, najwyższy czas je wprowadzić"). Pierwszym punktem tzw. szóstki Schetyny, czyli fundamentów programu wyborczego KO, jest z kolei "wolność i demokracja".

Wspólna konferencja prasowa partii Wiosna, Razem i SLD.Wspólna konferencja prasowa partii Wiosna, Razem i SLD. Fot. Dawid ?uchowicz / Agencja Gazeta

Tymczasem gdy przyszła pierwsza chwila próby, Platforma stanęła jak wryta. Kiedy już odzyskała świadomość, po angielsku opuściła przyjęcie, na którym nie czuła się komfortowo. Znamienne, że nawet na organizowaną w Warszawie manifestację "Warszawa przeciw przemocy. Solidarni z Białymstokiem" Koalicja Obywatelska jako podmiot polityczny się nie stawiła. Pod Pałacem Kultury i Nauki pojawili się jedynie pojedynczy politycy tego obozu, ale zrobili to na własną rękę.

Dla lewicy to idealny scenariusz. Po pierwsze, zapewnia udane i dynamiczne wejście w kampanię, chociaż lewicowa koalicja nie utworzyła jeszcze nawet sztabu wyborczego (rozmowy w tej sprawie wciąż trwają). Po drugie, już na starcie kampanijnych zmagań Platforma de facto zrzekła się swoich roszczeń do progresywnego, nowoczesnego elektoratu i tematów dla tej grupy kluczowych. W to miejsce w naturalny sposób wchodzi (lub już weszła) lewica, która będzie pozycjonować się jako jedyna odtrutka na konserwatywno-konserwatywny układ PO-PiS-u. Jeśli w ślad za tym pójdzie przemyślany i odpowiadający na realne, codzienne problemy Polaków program społeczno-gospodarczy, a jednocześnie lewica uniknie poważniejszych błędów w kampanii, Platforma może mieć spore kłopoty.

Jednym z głównych zagrożeń podziału opozycyjnej sceny na trzy bloki było to, że PSL i lewica oskrzydlą Koalicję Obywatelską - ludowcy z prawej, a lewica z lewej strony. W szeregach Koalicji obawa przed tym była i jest spora, co przyznał zresztą w niedawnej rozmowie z Gazeta.pl jeden z polityków KO.

Teraz to my będziemy podgryzani z obu stron, chadeckiej i lewicowej. Finalnie może się okazać, że PSL jest od nas bardziej centrowe, a zjednoczona lewica bardziej lewicowa. Bo dlaczego wyborcy mają głosować na podróbę, skoro obok jest wiarygodny oryginał

- przewidywał. Ten scenariusz właśnie się materializuje.

Krach idei bezideowości

Kluczowe pytanie brzmi dzisiaj: dlaczego Platforma tak przestraszyła się tematów obyczajowych i związanej z nimi krytyki prawej strony. Nie jest to bynajmniej zjawisko nowe. Obserwowaliśmy je już podczas eurokampanii przy okazji gorącej debaty o karcie LGBT+ podpisanej przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. A to i tak tylko jeden z objawów choroby, która trwa od wielu lat i którą w połowie marca opisywaliśmy na Gazeta.pl.

Zasadniczy problem polega bowiem na tym, że PO jeszcze za czasów swoich rządów zupełnie wycofała się ze sfery aksjologiczno-symbolicznej. Uznała ją za nieważną, passé. Podobnie ze sferą językową. Triumfowała idea bezideowości. Dobrze oddaje to cytat z Bronisława Komorowskiego z czasów jego prezydentury:

Nie lubię politycznych aktów strzelistych. Jak ktoś ma wizję, to powinien iść do lekarza

Jako partia władzy PO skupiała się na rządzeniu, choć należałoby raczej napisać: zarządzaniu. Bo żeby rządzić, trzeba mieć kontrolę nad sferą idei i wartości. Tej kontroli Platforma nie miała i nie ma. Podczas gdy partia Tuska oddawała się zarządzaniu państwem, podbijaniu słupków poparcia czy pracy nad własnym wizerunkiem, ich odwieczny rywal krok po kroku przekonstruowywał świadomość Polaków, ich poglądy, język i sposób percepcji rzeczywistości. Na swoją katolicko-narodową modłę, rzecz jasna.

Donald Tusk, Bronisław KomorowskiDonald Tusk, Bronisław Komorowski Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Ni stąd, ni zowąd Polska stała się krajem dumnych konserwatystów, praktykujących katolików i nietolerujących żadnej odmienności heteroseksualistów. Do tego dziedziców bohaterskiej tradycji powstania warszawskiego i żołnierzy wyklętych, którzy w drugiej dekadzie XXI wieku walczą z zachodnią deprawacją, pedagogiką wstydu i antypolonizmem. Zupełnie jak przed dekadami ich dziadowie z bolszewikami i nazistami.

Nagle, po ośmiu latach rządów, Platforma obudziła się w rzeczywistości, gdy społeczeństwo jej nie cierpiało, a powtarzane jak mantra hasła o poprawie infrastruktury, inwestycjach czy najlepszym od kilkuset lat czasie dla Polski straciły czarodziejską moc hipnotyzowania wyborców. Oczywiście winę za podwójną klęskę Platformy w 2015 roku (późniejsze przegrane opozycji i sukcesy PiS-u również) można próbować zrzucić na aferę podsłuchową, kiepskie kampanie PO albo rozbudowane programy socjalne PiS-u. Tyle że to byłoby diagnozowanie objawów, a nie przyczyn choroby.

Odzyskać kontrolę i tożsamość

Wydawałoby się, że dzisiaj PO powinna już o tym wiedzieć i jeśli nie pracować nad odwróceniem całego procesu, to przynajmniej mieć wyciągnięte stosowne wnioski. Tymczasem obserwujemy jak wskutek podniesionego przez prawicę larum, ustami swojego rzecznika odcina się od posła Piotra Misiły, który na Twitterze opublikował Kotwicę Powstańczą na tle tęczowej flagi. Wspomniany post był infantylny, zupełnie niepotrzebny i obliczony na alergiczną reakcję prawicy, ale jeszcze ważniejsze jest tutaj zachowanie PO, które bardzo dużo mówi o mentalnym stanie tej partii.

Platforma daje jasny sygnał, że historycznie drogi Polakom symbol na tle tęczowej flagi to obrazoburstwo, że flaga środowisk LGBT ma w sobie coś złego, niegodnego, zasługującego na potępienie. Wszystko to odegrane na nutę, która wyszła spod palca prawicowych mediów i polityków. Z jasną kalkulacją - żeby tylko nikogo nie zdenerwować, żeby tylko mieć spokój. Znów pojawia się pytanie: dlaczego.

Otóż dlatego, że Platforma od lat nie kontroluje pola politycznej gry, w którym się znajduje i w którym działa. To pole jest od A do Z zaprojektowane i zdefiniowane przez PiS. Tak samo jak reguły gry. To PiS ocenia, co jest polskie, a co antypolskie. Co patriotyczne, a co niepatriotyczne. Co Polacy akceptują, a czego nie akceptują. Zamiast próbować zredefiniować ten podział, Platforma cały czas ukradkiem zerka, czy w sprawach obyczajowych ktoś z PiS-u lub jego mediów nie pogrozi palcem lub nie podniesie głosu.

BForum Programowe Koalicji Obywatelskiej w Warszawie #POrozmawiajmyBForum Programowe Koalicji Obywatelskiej w Warszawie #POrozmawiajmy Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Na krótką metę taka kalkulacja może pozwoli uciułać w tych czy innych wyborach kilka procent więcej. Albo stracić kilka procent mniej. Może pozwoli skoncentrować uwagę mediów i Polaków na, skądinąd prowadzonej naprawdę sprawnie, kampanii bezpośredniej i podnoszeniu przez Platformę ważnych, codziennych problemów każdego obywatela. Może pozwoli uniknąć rozgrywania przez PiS kwestii światopoglądowych, w którym to sporze PO jest zagubiona niczym dziecko we mgle. Tyle że w perspektywie długoterminowej nie sposób prowadzić tak partii, robić polityki. Cały czas na wstecznym, cały czas w defensywie, cały czas w strachu, co powie druga strona.

Tym bardziej, że wyborcy Platformy są znacznie bardziej progresywni, niż wielu polityków tej partii przypuszcza. Dobitnie pokazał to sondaż IPSOS dla OKO.press z końca lutego tego roku. 82 proc. wyborców PO popiera związki partnerskie, a 62 - małżeństwa jednopłciowe. Wyniki badania IPSOS pokazują też, że na większej śmiałości obyczajowej Platforma mogłaby skorzystać wyborczo.

Prym wśród postępowej części polskiego społeczeństwa wiodą bowiem kobiety (60 proc. popiera związki partnerskie, a 47 proc. małżeństwa jednopłciowe) i pokolenie dwudziestolatków (odpowiednio 68 i 50 proc.), czyli grupy, w których formacja Schetyny mogłaby sporo odzyskać względem lewicy i antysystemowych populistów (Konfederacja, Kukiz'15). Tu jest to mityczne centrum, o głosy którego walczy każda partia marząca o wygraniu wyborów parlamentarnych.

Licytacja z PiS-em na konserwatyzm to droga w przepaść. Takiego wyścigu nie jest dziś w stanie wygrać żadna partia w Polsce. Również Platforma, która, po pierwsze, nie istnieje ani na prowincji, ani wśród gorliwych katolików, a po drugie - nigdy nie będzie dla tej grupy wyborców bardziej wiarygodna od PiS-u jako obrońca rodziny i tradycyjnych wartości.

Oczywiście zawsze można spróbować zostać gdzieś pomiędzy - ani tu, ani tam. Być niewyrazistym, nijakim, bez tożsamości. Ciągle udawać - a to konserwatystę, a to lewicowca. Trwać od wyborów do wyborów, zadowalając się względnie stabilnym poparciem na poziomie ok. 20 proc. i bezpiecznym politycznym bytem. Ale to kręcenie sznura na własną szyję, bo - jak powiedział cytowany już wcześniej polityk Koalicji Obywatelskiej - po co głosować na podróbkę, skoro obok są oryginały.

Więcej o:
Komentarze (282)
Marsz Równości w Białymstoku. Ideologiczny problem Platformy
Zaloguj się
  • komentarz.24

    Oceniono 43 razy 25

    Jaką "prawicę" ma p. Autor ma na myśli?
    PIS nie jest ani prawicą, ani lewicą. To populistyczna hybryda propagandy, potrafiącej obiecywać wszystkim wszystko (trzy miliony mieszkań, milion samochodów elektrycznych, etc.), oraz korupcji politycznej, czyli w najczystszej postaci kupowania głosów w wyborach za pieniądze! A jej celem nie jest realizacja ideologii (bo jej nie ma), ale wygranie wyborów w takim stopniu, aby po zmianie konstytucji rządzić długo i korzystnie; oczywiście tylko dla siebie. Nie ma żadnego innego celu, ani żadnej ideologii poza zdobyciem niekontrolowanej władzy i jak najdłuższego czerpania korzyści z jej sprawowania. Jest to budowanie oligarchii monopartyjnej i nic więcej.
    Dlatego idę o zakład, że w nowej ustawie zasadniczej zostanie zlikwidowany Trybunał Stanu, a odpowiedzialność konstytucyjna będzie opisana jako "...przed Bogiem i historią...".
    Tylko przez zakłamanych potencjalnych koalicjantów PIS-u (jak Wiosna i PSL), otwarta korupcja wyborcza jest nazywana "polityką socjalną", czyli pomaganiem potrzebującym.
    To nieprawda; pomaganie potrzebującym to rzecz kosztowna, ale akceptowana społecznie, oczywiście do poziomu rozsądnego opodatkowania tych, którym pieniądze się zabiera.
    Natomiast korupcja polityczna to rozdawnictwo wszystkim, jak leci, biednym i bogatym, bez względu na ich potrzeby, za to za nadzieją, że obdarowany zrewanżuje się przy urnie. A najlepiej, jeżeli obdarowanego trwale uzależni się od świadczenia-łapówki; wtedy będzie się odwdzięczał do końca, swojego lub budżetu państwa.
    To trwałe uzależnienie wyborców próbowali zwalczać twórcy Konstytucji 3 Maja, pozbawiając prawa głosu "szlachtę" kupczącą głosami na sejmikach.
    Uczmy się na czyichś błędach, to najtańsza nauka!

  • stoperan12

    Oceniono 12 razy 12

    Grzesiek już nie daje rady i nie ma co udawać. Potrzebni sa nowi ludzie i nowe pomysły. Schetyna jest już cieniem. nie ma charyzmy Tuska, nie ma jaj., nie może się zdecydować czy jest bardziej na lewo czy bardziej na prawo. Pis wygra te wybory i będzie robił z każdym dniem Koreę Północną z tego kraju. Polacy okazali się karłowaci i za parę złotych są w stanie przehandlować swoja godność wolność. to społeczeństwo ciągle chłopskie, dla którego car jest nie taki zły. nieważne że od czasu do czasu walnie w łeb, ważne, że jest miska zupy i tyle. niestety nasze marzenia o wolnej i nowoczesnej Europie odchodzą. niedługo pozbawią nas wolności słowa, zgromadzeń, a zresztą protestować będzie garstka ludzi, bo tak było zawsze. Z UE powinni nas wywalić, bo co to za kraj w którym rządzi kto popadnie, a hitlerek kręci wszystkim na końcu.

  • marc.pl

    Oceniono 12 razy 10

    Tylko mądre i dojrzałe społeczeństwa odrzucają populizm wiedząc że doprowadzi do klęski. Niestety Polacy kochają populistów i żadna opozycja jak na razie z PiS nie ma żadnych szans - teraz musimy tylko czekać aby zobaczyć co jest na końcu drogi którą wybrali Polacy.

  • metanoja

    Oceniono 12 razy 10

    Ciekawa analiza, moim zdaniem trafna. Sama nazwa "Platforma" przywodzi na myśl epokę euroentuzjazmu i pacyfizmu ideowego, kiedy wydawało się, że chodzi nam wszystkim o dobrobyt i spokój. Ta epoka minęła, być może nie bezpowrotnie, ale nic nie wskazuje na jej powrót w najbliższych latach. Weszliśmy w czas wojny ideologicznej, gdzie prym wiodą i wieść będą ci, którzy najenergiczniej tańczą na golasa wokół plemiennych totemów. Platforma nie ma ani totemów, ani tancerzy.

  • mixman240

    Oceniono 13 razy 9

    Na Nowogrodzkiej nie mogli nawet marzyć o piękniejszej tyradzie w "GW", gratuluję panie Rogojsz! Ten młodzieńczy, rewolucyjny zapałał ma jednak kilka słabych punktów. Mówiąc z grubsza, to stek bredni (albo manipulacji), zapewniający bardzo efektowne seppuku w najbliższych wyborach. Już mi się nie chce po raz n-ty punktować wszystkich zawartych w nim głupot, tym bardziej, że ostatnimi czasy komuś te teksty na forum Gazety dziwnie zaczynają przeszkadzać, ale kilku uwag sobie nie odmówię. Może trochę powiszą...
    Ktoś wreszcie w PO zrobił bilans zysków i strat. Nie narobił się, bo wnioski były aż nadto oczywiste. To po pierwsze. Po drugie, zrobił to za późno, stanowczo za późno, bo pacjent jedzie już tylko na aparaturze, ale zawsze to jakiś sukces diagnostyczny... A pan dalej, z podziwu godnym uporem, lansuje swoją wizję leczenia. Czym pan chce leczyć zagrożenie nacjonalizmem i reżimem, patologiczną politykę społeczną, tragifarsę, jaką jest obecny system edukacji w Polsce, przypudrowany rynek pracy, bazujący na umowach śmieciowych, wiecznych stażach i imporcie coraz większej liczby taniej siły roboczej z Ukrainy? Małżeństwami jednopłciowymi! Brawo, to jest majstersztyk skutecznej kampanii wyborczej! Bo pan się nauczył, że istnieje sfera "aksjologiczno-symboliczna'. Szkoda, że najwyraźniej nie doczytał pan, jak i kiedy jest ona wykorzystywana w polityce. Ktoś w PiS to zrobił, pan - nie. Pozwolę sobie nawet na tezę, że pan ma bardzo utopijną i infantylną wizję tego, co się określa mianem ideologii. W PiS nie mają tego problemu :) I oni naprawdę z chęcią kupią panu farbę, żebyś pan mógł na trzy miesiące przed wyborami malować z zapałam niebo na tęczowo. Bo to, że znów schowali do szafy Macierewicza, że zamknęli w kojcu nieodżałowaną panią poseł "Profesor", że komisja smoleńska od dłuższego czasu wyjątkowo niczego nie odkryła (a jeśli już, to sprzedaje to tzw. starej Polonii w USA, której można z równym powodzeniem wcisnąć niemiecką okupację w Polsce A.D. 2019) to jedno, komanda wojujących gejów i lesbijek na ulicach to zaś miły bonusik wyborczy, zafundowany przez opozycję. Czyli bilans i tak wyjdzie na plus. Nie dlatego, że wzrośnie ich elektorat - bo ten jest już raczej ustabilizowany - tylko dlatego, że druga strona skutecznie strzeli sobie w stopę i to tam, gdzie jest do zyskania najwięcej. Tam, gdzie widzą realne zagrożenie rządami PiS, ale kwestia tego, czy Jaś może z Krzysiem, albo nie jest obecnie ich głównym zmartwieniem, albo - użyję eufemizmu - nieszczególnie im odpowiada, bo nie musi. Tak na marginesie, panie Rogojsz, demokracja to dyktatura większości z poszanowaniem praw mniejszości, a nie dyktatura każdej możliwej mniejszości, w której większość może mieć coś do powiedzenia tam, gdzie mniejszości uznają, że nie zagraża to ich wizji społeczeństwa. Radzę to przemyśleć, bo rewolucje bez poparcia większości kończą się dla rewolucjonistów dość nieciekawie...
    c.d.n.

  • zmeczona100

    Oceniono 12 razy 8

    A ja, wyborca PO, uważam całkiem inaczej! Na te wybory wyautować absolutnie sprawy światopoglądowe! Mamy palące sprawy do załatwienia- ochrona zdrowia, szkolnictwo, niepełnosprawni, seniorzy, inwestycje, praworządność! To jest pilne dla WSZYSTKICH Polaków! Te sprawy NIE DZIELĄ! Co z tego, że 82% wyborców PO popiera związki partnerskie, skoro sami wyborcy PO nie wygrają tych wyborów, głosując na PO? Trzeba zdobyć programem ogólnym tych, którzy siedzą na kanapach i nie idą na wybory. Dopiero po wygraniu można przejść do realizacji TAKŻE postulatów innych, niż gospodarczo- prawne.
    Jak komuś zależy przede wszystkim na LGBT czy związkach partnerskich, to niech głosuje na Lewicę. Ta, jadąc tylko sprawami światopoglądowymi, wyborów i tak nie wygra.

  • aszynko

    Oceniono 9 razy 7

    Mam pytanie do autora artykułu: Czy naprawdę Pan wierzy, że jakakolwiek grupa ludzi ma prawo "zarządzać" wartościami i ideami, zwłaszcza tymi moralnymi do jakichklwiek celów? Czy chciałby Pan by ktoś w pana rodzinie próbował siłą przekazać jakieś wartości? Czy czytał pan folwar zwierzęcy Geogra Orwella?

  • artur702

    Oceniono 6 razy 6

    Pan Grzegorz Schetyna powinien wziąć sobie do serca radę Pana Tomasza Lisa, który w Newsweeku radzi opozycji antypisowskiej zejść z boiska ustanowionego przez pisopatów, na którym obowiązują pisopatyczne reguły gry. Trzeba narzucać własne boiska i własne reguły gry. Pan Grzegorz Schetyna ciągle wchodzi w pułapki zastawiane przez pisopatów i dziwi się, że przegrywa. Przestańcie odpowiadać na wrogie zaczepki wandali. To prowadzi bezpośrednio do obniżenia poparcia w antypisowskim elektoracie. Po prostu zniechęca ludzi bezmyślnością.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX