Kto, jeśli nie Tusk? Platforma rozważa cztery nazwiska w kontekście walki o prezydenturę

W to, że Donald Tusk wróci do polskiej polityki, w Platformie Obywatelskiej nie wierzy już praktycznie nikt. To stwarza realny problem ze wskazaniem kandydata partii na prezydenta w 2020 roku. Na giełdzie są cztery mocne nazwiska, ale żadne z nich nie spełnia wszystkich warunków koniecznych do pokonania kandydata Prawa i Sprawiedliwości.

- Wszystko zależy od skali porażki Koalicji Obywatelskiej w wyborach - mówi w rozmowie z Gazeta.pl polityk Nowoczesnej, gdy pytam go, kto mógłby zająć miejsce Tuska jako kandydat KO na prezydenta. - Jeśli Schetyna utrzyma się jako szef Platformy, zakładam, że zrobi wszystko, żeby kandydatem był Trzaskowski. Schetyna może być słaby, ale dopóki będzie szefem PO, to dopnie swego. Jeśli jednak po wyborach "spadnie z rowerka", to otwiera się pole do dyskusji - dodaje nasz rozmówca.

Faworyt Schetyny

Trzaskowski jest "w grze" o prezydenturę właściwie od czasu wyborów samorządowych. Wówczas w świetnym stylu już w pierwszej turze zdobył dla opozycji Warszawę. Z wynikiem 56,67 proc. zdystansował reprezentującego Zjednoczoną Prawicę Patryka Jakiego (28,53 proc.). Uzyskany rezultat zaskoczył nawet kierownictwo Koalicji Obywatelskiej, wszyscy spodziewali się, że do pokonania rządzących w stolicy potrzebna będzie druga tura.

Trzaskowski bardzo "urósł" wówczas politycznie, z dnia na dzień z obiecującego polityka stał się jedną z największych gwiazd tzw. opozycji demokratycznej. Od razu zaczęto wymieniać go w kontekście przywództwa w Platformie czy szerzej na opozycji, stanowiska premiera czy właśnie prezydentury.

Ma śliczną buzię, która genialnie prezentuje się w telewizji, do tego ogładę i obycie, zna również perfekcyjnie kilka języków obcych

- polityk Koalicji Obywatelskiej zachwala prezydencki format Trzaskowskiego.

Jednak nawet w Trzaskowskim politycy Platformy i Nowoczesnej dostrzegają kilka minusów, które mogłyby zaprzepaścić jego szanse na pokonanie kandydata Zjednoczonej Prawicy. Nasi rozmówcy wskazują, że prezydent stolicy jest politykiem wyraziście liberalnym, niektórzy powiedzieliby nawet, że liberalno-lewicowym. O ile w metropoliach to recepta na sukces, o tyle w tzw. Polsce powiatowej już niekoniecznie.

Wszystko ładnie pięknie, ale jest za bardzo lewicowy, żeby wygrać wybory w skali kraju

- uważa jeden ze sztabowców Koalicji Obywatelskiej. Na prowincji w cenie jest poszanowanie historii, tradycji, rodziny, religijność. Ogólnie pojęty konserwatyzm. A to właśnie na wsiach i w małych miasteczkach opozycja musi poprawiać swój wynik, bo głosy metropolii ma w zasadzie pewne.

W Platformie obawiają się też, że w przypadku nominacji Trzaskowskiego, powróciłby temat podpisanej przez niego karty LGBT+, którą Zjednoczona Prawica straszyła Polaków w kampanii do europarlamentu. Pod adresem opozycji padały zarzuty o seksualizację dzieci, zamach na rodzinę, promowanie dewiacji. Koalicja Europejska nie radziła sobie z odpieraniem przejaskrawionych czy często zmyślonych oskarżeń, co wpłynęło na skalę poparcia wśród wyborców umiarkowanie konserwatywnych.

Z informacji Gazeta.pl wynika też, że w kręgach kierowniczych Platformy mają do Trzaskowskiego pretensje o to, że nie potrafi zapanować nad wydarzeniami o charakterze mocno lewicowym, na które wydaje zgody lub którym patronuje. Nasi rozmówcy w PO przytaczają tu chociażby Marsz Równości, podczas którego odbyło się ekumeniczne nabożeństwo. Politycy prawicy uznali je za profanację i parodię katolickiej mszy, a prorządowe media skorzystały z okazji do "grillowania" prezydenta Warszawy.

Schetyna chciał i chce postawić na Trzaskowskiego, ale takie akcje mogą go w końcu pogrążyć w oczach kierownictwa

- tłumaczy nam polityk PO, znający kulisy sprawy. - Dla kierownictwa nie jest problemem, że on w tych marszach idzie czy obejmuje je patronatem. Problemem jest to, że z jakichś powodów nie potrafi wpłynąć na organizatorów, żeby takie incydenty się nie zdarzały - dodaje.

Merytoryczny fighter

O ile wybory samorządowe były polityczną trampoliną dla Trzaskowskiego, o tyle europejskie - dla Bartosza Arłukowicza. 47-latek "wykręcił" 239 tys. głosów. To nie tylko najlepszy wynik w okręgu zachodniopomorsko-lubuskim (przypomnijmy, że polityk PO startował z "dwójki"), ale też ósmy wynik w całym kraju. W dodatku jako jeden z nielicznych czołowych polityków Platformy w kampanii dał z siebie 120 proc. - był w terenie, rozmawiał z ludźmi, przekonywał przeciwników, słuchał o codziennych problemach wyborców.

Dlatego to on odpowiada dzisiaj w sztabie KO za kampanię bezpośrednią. Szefem sztabu nie został, ponieważ Schetyna obawiał się przekazać mu tyle władzy, dzięki której Arłukowicz mógłby szybko umocnić swoją pozycję w partii. Inny argumentem było to, że europoseł dużą część tygodnia spędza w Brukseli, a trudno zarządzać wielką kampanią z drugiego końca Europy. Jednak Arłukowicz się nie poddał i dobrze wykorzystał obecność w sztabie. Po zaledwie dwóch, trzech tygodniach objazdu Polski został twarzą kampanii Koalicji Obywatelskiej. O jego rosnącej pozycji świadczy m.in. to, że stał się obiektem najostrzejszych ataków ze strony prorządowych mediów.

- Jest bardzo dobry w tym co robi - mówi nam polityk Nowoczesnej, współautor wielu kampanii wyborczych. I dodaje: - Widać w nim chęć pracy i walki, a to nie jest często spotykana cecha. Jest merytorycznym fighterem.

Polityk Koalicji Obywatelskiej z okręgu Arłukowicza:

Nie mam wątpliwości, że w interesie całej opozycji byłoby wystawienie Bartka. Jest lubiany, media rządowe non-stop w niego nawalają, jest tytanem pracy. Kluczem jest niestety Schetyna. Jeśli nasz wynik będzie powyżej 30 proc., to się utrzyma w siodle i nie sądzę, żeby Bartek został kandydatem. Wynik poniżej 30 proc. oznaczałby dla nas ogromną porażkę i wtedy może dojść do zmiany. Tu tkwi szansa Bartka

Sam Arłukowicz doskonale zdaje sobie sprawę, że jego akcje na politycznej giełdzie dynamicznie idą w górę, ale zachowuje chłodną głowę. - Mam precyzyjnie rozpisany plan polityczny. Na tym etapie chcę poznać mechanizmy polityki europejskiej i światowej - stwierdził w rozmowie z serwisem naTemat.pl, w swoim pierwszym powyborczym wywiadzie. Dopytywany o konkrety, odparł: - Plany są po to, by je realizować, a nie po to, by o nich opowiadać.

Nasi rozmówcy zachwalają jego autentyczność i prostolinijność. Jest wiarygodny, a to cecha, którą może się pochwalić bardzo niewielu polskich polityków. - Na Bartka nikt nie będzie patrzeć przez pryzmat paniczyka z wielkiego miasta. Przy walce o głosy wsi to bardzo ważne, bo kandydat musi też pochylić się nad kłosem na polu - tłumaczy nasz rozmówca z Koalicji Obywatelskiej.

Rzecz w tym, że niektóre zalety są też wadami Arłukowicza w walce o prezydenturę.

Jest trochę zbyt "hop do przodu". Trzeba by go nauczyć trochę ogłady, zmienić tembr głosu na spokojniejszy i wolniejszy, generalnie nad nim popracować ze specjalistami

- zauważa polityk opozycji mający duże doświadczenie kampanijne. - Rzecz w tym, że jeśli miałby być naszym kandydatem, to tę pracę należałoby wykonać już teraz. Obawiam się, że nikt nie wpadnie, żeby zacząć zmieniać jego image już teraz - dorzuca.

Charakter to jedna rzecz. Inną jest nabranie "formatu prezydenckiego". Walcząc o najwyższy urząd w państwie nie można przesadzać z wizerunkiem "człowieka z ludu". Prezydent to w wizytówka całego państwa. Jeden z naszych rozmówców przypomina w tym kontekście, jak sztabowcy PiS-u zmienili Andrzeja Dudę na potrzeby kampanii prezydenckiej. - Przeprowadzili tytaniczną pracę - od fryzury, przez sposób ubierania się i poruszania, na umiejętności przemawiania do narodu niczym Gierek - słyszymy.

Wreszcie Arłukowicz ma ten sam problem co Trzaskowski, tyle że w znacznie większej skali - jako były polityk i poseł Socjaldemokracji Polskiej kojarzy się jednoznacznie z lewicą i świeckością, a to nie dodaje punktów na prowincji.

Kobiety wejdą do gry?

Poza duetem Trzaskowski - Arłukowicz, po stronie opozycji w kontekście walki o prezydenturę wymieniane są też nazwiska prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej i prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz. Pierwsza zarządza miastem od dziewięciu lat i cieszy się niesłabnącą popularnością. W 2018 roku wywalczyła reelekcję już w pierwszej turze, zdobywając aż 70,22 proc. głosów. Druga jest wschodzącą gwiazdą obozu opozycyjnego i polityczną wychowanką zamordowanego na początku stycznia tego roku Pawła Adamowicza.

Obie mają silne charaktery i wyraziste poglądy, do tego cieszą się dużą popularnością w elektoracie Koalicji Obywatelskiej. Ich szanse na nominację są jednak dużo mniejsze niż Trzaskowskiego czy Arłukowicza.

Gdybyśmy wystawili Zdanowską, PiS od razu puściłoby w eter info, że ciągną się za nią cały czas jakieś zarzuty, że łazi za nią prokurator

- polityk Nowoczesnej zwraca uwagę na prawomocny wyrok sądu, którym we wrześniu 2018 roku skazano Zdanowską za poświadczenie nieprawdy we wniosku kredytowym jej partnera.

Inny z naszych rozmówców przyznaje, że w takich przypadkach polityka jest brutalna:

Może i się wybroniła, ale wydźwięk tego wybronienia nie był jednoznaczny. To działa w wedle zasady: nie ważne, czy ty ukradłeś, czy tobie ukradziono, ważne, że jesteś zamieszany w kradzież, więc jest po tobie

Dulkiewicz takich problemów nie ma, ale nie zmienia to faktu, że o uzyskanie poparcia Platformy mogłoby być jej równie ciężko.

Nie jest u nas traktowana jako "nasza". Jest od Adamowicza, a przypominam, że Zarząd Krajowy PO miał z Adamowiczem poważną kosę. Do tego jeszcze tajemnicą nie są jej dobre relacje z Tuskiem. Grzegorz by tego nie klepnął

- mówi nam polityk świetnie orientujący się w sytuacji w Platformie.

Kandydat, którego nie ma

Poza wspomnianą czwórką nasi rozmówcy nie potrafią wskazać polityka, który na niespełna rok przed wyborami mógłby liczyć na prezydencką nominację Koalicji Obywatelskiej. Przyznają, że ławka jest krótka, a żeby rzucić wyzwanie Andrzejowi Dudzie potrzebny byłby naprawdę mocny kandydat. - Jeśli PiS wygra wybory parlamentarne, to Duda zdobędzie reelekcję. Niezależnie od tego, kogo wystawiłaby opozycja - polityk Nowoczesnej nie kryje sceptycyzmu.

Inny polityk Koalicji Obywatelskiej widzi szanse na pokonanie urzędującej głowy państwa. - Ciężko podpiąć go pod charakterystykę prezydenta całego narodu. Jest mocno zaszufladkowany i będzie mu bardzo, bardzo ciężko powalczyć o dodatkowy elektorat poza tym, który ma teraz. A ten, który ma obecnie nie jest jakiś ogromny i jest szansa, żeby mu trochę tego elektoratu podebrać - przekonuje.

Jednak i tutaj padają słowa, że aby rzucić wyzwanie Dudzie potrzebny byłby kandydat, którego na ten moment opozycja nie ma. - Potrzebujemy kandydata, który byłby bliźniakiem Trzaskowskiego, ale miałby charyzmę i pracowitość Arłukowicz. Do tego umiarkowanie konserwatywne poglądy. O kogoś takiego będzie bardzo ciężko - słyszymy.

Więcej o:
Komentarze (515)
Wybory prezydenckie 2020. Kto będzie kandydatem opozycji
Zaloguj się
  • polakadam

    Oceniono 68 razy 42

    Pis takich problemów nie ma. Kogo by nie wystawili prezydentem i tak by był w dalszym ciągu kaczyński.

  • def11

    Oceniono 50 razy 40

    Pogłoski o 'śmierci" Tuska jako kandydata na prezydenta są mocno przesadzone..

  • alfred.ziemniak

    Oceniono 38 razy 22

    Ciemnota nie ma dylematów, za nich myśli kto inny, a oni grzecznie potem robią co im się każe. Typowe lemingi.

  • yaspiman

    Oceniono 41 razy 21

    a co z misiewiczem? nie wystartuja na prezydenta? taki młody, taki zdolny i ma piękną kryminalną przeszłość :-) idealny kandydat macierewicza, rydzyka i reszty tej zgrai.

  • state77

    Oceniono 27 razy 17

    Arłukowiczowi trzeba zmienić tembr głosu na spokojniejszy i wolniejszy... W takim razie Szydło trzeba całą oddać do wymiany albo lepiej od razu na złom.

  • prokuraturarejonowa

    Oceniono 28 razy 14

    Ekumeniczna msza w trakcie parady równości nie była parodią katolickiej mszy. Była mszą protestancką. To rzymskokatolicka herezja jest parodią chrześcijaństwa, za którą jej wyznawcy będą się w piekle smażyć.

  • marko.s

    Oceniono 34 razy 14

    Ale Gazeta pojechała z tematem.
    PISowskie trole sraczki dostają na samo nazwisko Tusk.
    Trzaskowski nie ma szans bo prowincja na niego nie zagłosuje.
    To jest kandydat wielkomiejski.
    Arukowicz bardziej - ale zaraz wyciągną mu lewicowe poglądy.

  • kenijro

    Oceniono 12 razy 12

    Uwazam, że opinia PO o siermiężnej prowincji, ktora zagłosuje tylko na patriarchalnego dewota, jest błędna.
    Wszystko zalezy od kandydata. Kwaśniewski poszedł do wyborów w stanie wojny z kosciolem, jako jawny ateista i wygrał w cuglach z wąsatym dewotem. Charyzma, rozum, elokwencja, wiarygodność, to będzie istotne a nie atest z kruchty.

  • hipo krater

    Oceniono 20 razy 10

    Przecież PiS przymierza się do tego , by mieć większość w Parlamencie i głosem większości, wybierać Prezydenta. Żadnych wyborów przez społeczeństwo nie będzie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX