Samodzielny start PSL, czyli zagranie va banque ludowców. "Gdybyśmy poszli do wyborów z Platformą, podzielilibyśmy los Nowoczesnej"

Jeśli PSL nie dostanie się jesienią do parlamentu, będziemy mogli mówić o początku końca ruchu ludowego z ponad 125-letnią tradycją. Na trzy miesiące przed wyborami szanse na porażkę są duże. Mimo ogromnego ryzyka, ludowcy wystartują jednak samodzielnie w ramach Koalicji Polskiej.

- Co, jeśli się nie uda? - pytam prezesa ludowców Władysława Kosiniaka-Kamysza.

- Wreszcie powrót do normalności - odpowiada. W jego głosie ironia miesza się z rozgoryczeniem.

- Przed czterdziestką koniec z polityką i zapisanie się w historii jako grabarz ruchu ludowego?

- Wrócę do medycyny, pomyślę o habilitacji, wreszcie odpocznę, bo od ośmiu lat nie miałem urlopu, ferii ani nawet wolnego weekendu.

Prezes PSL szybko jednak dodaje: - Ale nie przyjmuję do wiadomości, że to mógłby być koniec. Jestem związany z PSL całe moje życie, wychowałem się w tej partii, dorastałem w niej, w niej spędziłem całe dorosłe życie. Jeśli nie dostalibyśmy się do Sejmu, to byłby osobisty dramat mój i mojej rodziny.

Hegemon Schetyna

Ryzyko scenariusza, w którym ludowcy kończą na politycznym marginesie, wydaje się dzisiaj co najmniej realne. Najnowszy sondaż Kantara dla "Faktów" TVN i TVN24 daje im raptem 3 procent poparcia. Łaskawsze jest badanie dla "Politico Europe", które przewiduje, że PSL może liczyć na dwukrotnie wyższy wynik. To jednak wciąż balansowanie na granicy progu wyborczego, czyli ciągła niepewność jutra.

Ludowców to nie zniechęca. Czołowi politycy partii, z którymi rozmawialiśmy, są pewni - jedyną opcją dla PSL jest samodzielny start w wyborach. Nie zmieni tego nawet środowy Zarząd Krajowy Platformy Obywatelskiej, na którym PO raz jeszcze ma rozważyć wariant wspólnego startu z PSL. Niezależnie od tego, z jaką propozycją wyszedłby po nim Grzegorz Schetyna.

Samodzielny start to efekt presji struktur terenowych oraz wyborców ze wsi i małych miasteczek. Ale nie tylko tego. Po wyborach europejskich ludowcy zamówili szereg analiz politologicznych ("Nie tylko u politologów nam przychylnych, ale też tych nie do końca PSL życzliwych" - mówi prezes Kosiniak-Kamysz). Z badań wyszły dwa kluczowe wnioski. Pierwszy, że gros wyborców PSL zostało w domach, bo nie utożsamiało się z programem i profilem Koalicji Europejskiej (stąd wzięła się krytyka lewicowego skrętu KE ze strony polityków PSL). Drugi, że dla pokonania PiS-u jesienią najlepsze byłyby dwa spójne programowo i światopoglądowo opozycyjne bloki - centrowy i lewicowy.

To dlatego ludowcy od początku obstawali przy samodzielnym starcie. Chociaż, jak przyznają politycy partii w rozmowach z Gazeta.pl, już 1 czerwca, czyli sześć dni po wyborach europejskich, złożyli propozycję współpracy Platformie. Propozycja pozostała bez odpowiedzi, po czym PO zaczęła mówić o konieczności odbudowania Koalicji Europejskiej i jak najszerszej liście opozycji. 

Wszyscy i w Platformie, i w PSL wiedzą, jaki cel przyświeca Schetynie. Chce być hegemonem na opozycji. A żeby nim być, musi ostatecznie pozbyć się lub podporządkować sobie PSL i SLD

- przekonuje jeden z posłów ludowców. Polityk ze ścisłego kierownictwa partii dodaje:

Gdybyśmy poszli do wyborów z Platformą, w kolejnej kadencji podzielilibyśmy los Nowoczesnej. Nie mam co do tego złudzeń

Wewnątrzpartyjni maruderzy

Chociaż decyzja o samodzielnym starcie już zapadła i - o czym przekonują czołowi politycy PSL - jest nieodwołalna, w partii wciąż nie wszyscy pogodzili się z obrotem spraw. Niezadowolona ma być grupa kilkorga posłów, którzy wiedzą, że startując z list Koalicji Obywatelskiej, mieliby lepsze miejsca i większe szanse na zdobycie mandatu.

Poza tym, także w części struktur ludowców wciąż są wątpliwości co do podjęcia ryzyka w postaci samodzielnego startu.

Myślę, że 60 procent "terenu" w pełni popiera naszą decyzję, pozostałe 40 procent ma jeszcze pewne wątpliwości, ale rozmawiamy z nimi i tłumaczymy, dlaczego samodzielny start to najlepsza decyzja. To kwestia czasu, aż ich przekonamy

- uspokaja poseł Marek Sawicki.

O ile spacyfikowanie szeregowych maruderów nie powinno być trudne, o tyle problemem może okazać się sceptycyzm niektórych baronów PSL. Takich jak Adam Struzik, wiceprezes partii i marszałek województwa mazowieckiego. "Jeszcze nie jest za późno! Gdy PiS, chcąc zdominować samorządy, wprowadził w 2006 roku blokowanie list, doszło do porozumienia PO-PSL. Wygraliśmy wybory i po wyborach parlamentarnych w 2007 utworzyliśmy koalicję 2007-15.Teraz podobne wyzwanie. Tylko koalicja PO-PSL może przeciwstawić się PiS" - napisał w poniedziałek na Twitterze.

W partii przekonują, że to jego osobiste stanowisko, które i tak nie zmieni decyzji o samodzielnym starcie. Co kieruje Struzikiem? Spekulacji jest wiele. Wśród nich wersja, że ostatnie napięcia wpłyną na relacje między partiami także w sejmikach wojewódzkich. Ale o tym, jak zapewniają nasi rozmówcy, nie ma mowy. Współpraca będzie kontynuowana. Co do Struzika, problem polega na tym, że to jedna z najpotężniejszych osób w PSL, od lat trzymająca żelazną ręką struktury partii na Mazowszu. W skrajnym przypadku, gdyby zdecydował się opuścić ludowców (nie mówiąc już o transferze do Koalicji Obywatelskiej), dla PSL byłby to gigantyczny cios, w praktyce grzebiący szanse na wejście do Sejmu.

Zbiorowa mądrość ludowa

Tymczasem ludowcy, wbrew grzebiącym ich szanse sondażom, liczą, że w wyborach zdobędą 8-10 proc. głosów i w przyszłej kadencji Sejmu będą mieć 30-40 posłów. To bardzo optymistyczne założenia, bo dzisiaj klub PSL-Koalicja Polska liczy 22 posłów.

Ludowcy są już też po pierwszych przymiarkach do układania list wyborczych. W Warszawie mają wystartować m.in. Władysław Teofil Bartoszewski i Michał Mazowiecki; z Tarnowa - prezes Kosiniak-Kamysz (w Koalicji Obywatelskiej mógłby liczyć na "jedynkę" w Krakowie); z Gdyni - Marek Biernacki, niedawny transfer z klubu parlamentarnego PO-KO, były szef MSWiA i były minister sprawiedliwości. PSL liczy, że na pokład Koalicji Polskiej uda im się wciągnąć także Bogdana Zdrojewskiego - byłego ministra kultury i dziedzictwa narodowego w dwóch rządach Donalda Tuska. Jego start we Wrocławiu - jest byłym prezydentem tego miasta - gwarantowałby kilkadziesiąt, a być może nawet około 100 tysięcy głosów. Rzecz w tym, że Zdrojewski widzi siebie w Senacie, a nie w Sejmie. Rozmowy o formule współpracy byłego ministra z ludowcami wciąż trwają. Po stronie PSL prowadzi je prezes Kosiniak-Kamysz.

Samodzielny start ludowców może mieć poważne konsekwencje nie tylko dla PSL czy opozycji, ale dla kształtu całej sceny politycznej po październikowych wyborach. Mało wskazuje bowiem, żeby po stronie opozycji skończyło się na dwóch blokach - chadecko-konserwatywnej Koalicji Polskiej i centrolewicowej Koalicji Obywatelskiej (PO i przystawki plus lewica). O wiele bardziej prawdopodobny jest scenariusz z trzema listami, w którym Koalicja Obywatelska i lewica idą do wyborów osobno.

W takim wariancie pewna swojego miejsca w Sejmie i Senacie mogłaby być jedynie Koalicja Obywatelska. Gdyby Schetyna dodatkowo osłabił lewicę, podbierając jej co wyrazistsze postacie (takiego wariantu nie można wykluczyć, bo w kuluarach mówi się o nim od dawna), zarówno ten blok, jak i PSL mogłyby nie przekroczyć progu wyborczego. Oznaczałoby to, że w Sejmie przyszłej kadencji znajdą się tylko dwa obozy polityczne - Zjednoczona Prawica i Koalicja Obywatelska - co utrwaliłoby duopol PO-PiS-u na kolejne lata. Co więcej, w tym wariancie PiS miałoby duże szanse na zdobycie większości 3/5 głosów w Sejmie, dzięki czemu mogłoby odrzucać prezydenckie weto.

W PSL nie załamują jednak rąk i liczą, że ten czarny scenariusz się nie zmaterializuje. Ludowcy przekonują, że jeśli solidnie przepracują najbliższe trzy miesiące i uda im się zmobilizować wszystkich swoich zwolenników, a także uszczknąć nieco głosów PiS-owi (wstępnie mówią o 2-3 proc.), to przyszłość klubu spod znaku zielonej koniczyny wcale nie musi być tak czarna, jak dziś wielu przewiduje. - Zbieramy się powoli, naradzamy długo, ale kiedy już coś postanowimy, to doprowadzamy sprawę do końca. Wierzę w naszą zbiorową mądrość ludową, dotychczas jeszcze nas nie zawiodła - mówi poseł Sawicki.

Więcej o:
Komentarze (224)
PSL startuje samodzielnie. Nie chce podzielić losu Nowoczesnej
Zaloguj się
  • caius1

    Oceniono 39 razy 33

    No to panie przewodniczący już szukaj pan miejsca w przychodni lub szpitalu. Z drugiej strony lekarzy brakuje więc problemu raczej nie będzie. Tylko trochę ciężko będzie się wziąć do ciężkiej uczciwej pracy po latach w polityce.
    NiePiS

  • awm10

    Oceniono 45 razy 29

    Czasami warto puknąć się w główkę.
    Albo zimny okład z lodu?
    Przy poprzednich wyborach SLD był taki mądry. I spokorniał.

  • alfred.ziemniak

    Oceniono 39 razy 27

    Sprzedam Polskę i Polaków pisowi. A potem se odpoczne, a wy się martwcie.

  • salsolo.4

    Oceniono 31 razy 25

    "Wrócę do medycyny, pomyślę o habilitacji, wreszcie odpocznę"
    I tym samym Kamysz okazuje się być małym Władziem - to co, że zatańczy oberka do fałszywej nuty pis, ale wreszcie będzie mógł pomyśleć o sobie. No prawdziwy mąż stanu.

  • jedkow1979

    Oceniono 30 razy 20

    Spoko Władek
    Ty sobie wrócisz, Polska poczeka na normalność. Pytanie czy do tego czasu przeżyje..

  • lew131313

    Oceniono 26 razy 18

    A zatem postanowione;
    Panie Kosiniak - pan zostaje w PeeZelu i odpowiednio nadzoruje jego upadek.
    Panie Kamysz - pan natomiast wraca do zawodu lekarza i niech pan przyjmuje pacjentów ze swojego byłego elektoratu.
    Panie Władku - a pan... niech spierd....la!

  • malarysa

    Oceniono 21 razy 17

    Zróbcie Sawickiego prezesem PSL chociaż na jeden dzień. Zaspokoi wtedy swoją ambicję i nie będzie bruździł. I wtedy droga do wielkiej koalicji będzie otwarta.

  • djenn

    Oceniono 18 razy 16

    Niech znikną, razem z tymi swoimi "wartościami". Obojętnie jaki będzie wynik tych wyborów, znikniecie ludowców pod progiem będzie dla mnie dużą radością.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX