Kandydatura von der Leyen to sukces Macrona i Merkel, a nie Morawieckiego i PiS-u

Politycy Prawa i Sprawiedliwości prześcigali się w gratulacjach dla premiera Mateusza Morawieckiego, gdy okazało się, że kandydatem na stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej nie zostanie Holender Frans Timmermans, tylko Niemka Ursula von der Leyen. Tyle że ten scenariusz to realizacja planu duetu Emmanuel Macron - Angela Merkel.

Po trzydniowym unijnym szczycie w Brukseli w szeregach polskiego rządu radości nie było końca. - Udało się doprowadzić do tego, że Frans Timmermans nie został szefem Komisji Europejskiej. To my przekonywaliśmy, że Timmermans nie rozumie państw Europy Środkowej - nie krył satysfakcji premier Morawiecki. - Mogę śmiało powiedzieć, że cele, które sobie zakładaliśmy jadąc na ten szczyt, zostały osiągnięte - ocenił kilkudziesięciogodzinne negocjacje w stolicy Belgii.

Pochwał dla szefa rządu nie szczędzili też inni politycy obozu "dobrej zmiany". - Podział unijnych stanowisk to jest ogromny osobisty sukces premiera Morawieckiego. Jego osobista rola w zablokowaniu Timmermansa była kluczowa - komentował w programie "Wydarzenia i opinie" na antenie Polsat News wicepremier Jarosław Gowin. "Timmermans out! Polska pokazała moc sprawczą! Wniosek: nikt, kto podnosi rękę na naszą Ojczyznę, nie zrobi kariery międzynarodowej!" - ekscytował się europoseł PiS-u Ryszard Czarnecki.

As w rękawie Merkel

"Gazeta Polska Codziennie", jedno z najwierniejszych obecnemu rządowi mediów, na okładce wydania z 3 lipca zamieściła podobiznę von der Leyen z podpisem: "Historyczny wybór na szefa KE. To sukces Polski". Redakcja, jak gdyby nigdy nic, zapomniała o pryncypialnym podejściu niemieckiej minister do kwestii praworządności (zwłaszcza w Polsce), jej bardzo bliskich relacjach z kanclerz Angelą Merkel (to jej polityczna wychowanka i zdaniem wielu ekspertów następczyni w krajowej polityce) czy poparciu dla małżeństw jednopłciowych i możliwości adopcji dzieci przez takie pary. Liczyło się tylko to, że kandydatem na szefa Komisji Europejskiej nie został znienawidzony przez polską prawicę Timmermans.

Tymczasem nasi rozmówcy z Brukseli i Strasburga - korespondenci polskich mediów oraz polscy urzędnicy i eurodeputowani - nie wykluczają scenariusza, wedle którego już na starcie negocjacji celem było wywalczenie nominacji na najważniejsze stanowisko w Unii Europejskiej dla von der Leyen.

Od początku były plotki, że "realni" kandydaci są trzymani w kieszeni "na później". Właśnie po to, żeby położyć ich nazwiska na stole, kiedy nie będzie porozumienia co do kandydatur, o których rozpisywały się media

- tłumaczy nam jedno z naszych źródeł.

Media rozpisywały się przede wszystkim o Timmermansie (kandydat socjalistów) i Manfredzie Weberze (kandydat chadeków, szef Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim), czyli przedstawicielach dwóch największych grup politycznych w europarlamencie. Rzecz w tym, że dla żadnego z nich nie udało się zbudować wystarczającego poparcia ani w Parlamencie, ani w Radzie Europejskiej, a więc dwóch instytucjach decydujących o obsadzie kluczowych unijnych stanowisk.

Sytuację dodatkowo komplikowało starcie zwolenników (m.in. Merkel) i przeciwników (m.in. Macron) tzw. mechanizmu wiodących kandydatów (niem. Spitzenkandidaten), który w dużym uproszczeniu zakłada, że szefem KE zostaje polityk wysunięty przez najliczniejszą frakcję w europarlamencie.

Dodatkowo nałożyły się na to podziały wewnątrz największej frakcji w PE - Europejskiej Partii Ludowej. Gdy Macron i Merkel (popierani przez premiera Hiszpanii Pedro Sancheza i szefa rządu Holandii Marka Rutte) wrócili ze szczytu G20 w Osace z propozycją, by przewodniczącym Komisji Europejskiej został Timmermans, na czele Rady Europejskiej stanął przedstawiciel liberałów, a na fotelu szefa PE zasiadł Weber, duża część Europejskiej Partii Ludowej zbuntowała się przeciwko niemieckiej kanclerz. Powód był oczywisty - nie mieli zamiaru oddawać socjalistom bez walki najważniejszego stanowiska w Unii.

Swoje trzy grosze dorzucili wówczas przywódcy V4, na czele z premierem Morawieckim, którzy żywiołowo oprotestowali kandydaturę Timmermansa na "premiera Europy". Gdy wydawało się, że trzydniowy szczyt UE w Brukseli zakończy się fiaskiem i unijni przywódcy nie ustalą niczego, pojawiło się nazwisko szefowej niemieckiego MON, które w zadziwiający sposób pogodziło zwaśnione obozy.

Pomysł Macrona

Jedni mówią, że to było od początku ukartowane. Inni, że trzeba było na szybko znaleźć wyjście z sytuacji. Teoria o "ustawce" jest prawdopodobna, ale też obarczona sporym ryzykiem, jak to zawsze w przypadku unijnych układanek

- ocenia w rozmowie z Gazeta.pl jeden z brukselskich korespondentów.

Mówi polska europosłanka: - Wedle mojej wiedzy kandydatura von der Leyen to nawet bardziej pomysł Macrona niż Merkel. Wobec impasu z Timmermansem Macron wysunął jej kandydaturę, a Merkel, co nie może dziwić, chętnie się na to zgodziła i pomysł poparła.

Ten scenariusz potwierdzają inni nasi rozmówcy. Co ciekawe, von der Leyen była w szerokim gronie 10-15 polityków branych pod uwagę przy obsadzie najważniejszych unijnych stanowisk, chociaż w kontekście kariery międzynarodowej szefowa niemieckiego MON myślała bardziej o NATO niż Komisji Europejskiej. W unijnej układance jej nazwisko przewijało się natomiast jako potencjalnej kandydatki na unijną komisarz.

Jedna z europosłanek Platformy Obywatelskiej przyznaje w rozmowie z Gazeta.pl, że utrącenie kandydatury Timmermansa było możliwe nawet nie ze względu na opór Grupy Wyszehradzkiej, co... bierność Platformy. Formacja Grzegorza Schetyny wraz z węgierskim Fideszem i hiszpańską Partią Ludową jest drugą najliczniejszą delegacją narodową w EPL.

Platforma zawaliła sprawę z Timmermansem. Nie poparliśmy go, nie zaznaczyliśmy, że walka o rządy prawa będzie kluczowa w nadchodzącej kadencji i że Timmermans jest najlepszym gwarantem zwycięstwa w tej walce. Teraz Timmermans ma do nas o to spory żal i trudno mu się dziwić

- mówi nasza rozmówczyni.

Sukces Merkel, nie Morawieckiego

Nasi rozmówcy są zgodni co do jednego - nominacja von der Leyen na szefową KE to bez dwóch zdań sukces kanclerz Merkel. Z kilku powodów. Po pierwsze, najważniejsze stanowisko w Unii może przypaść w udziale jej politycznej wychowance i być może następczyni w niemieckiej polityce. Po drugie, von der Leyen zabezpiecza wpływy i kluczowe interesy Niemiec w Unii oraz priorytety samej Unii (jak choćby walka o rządy prawa z rządami Polski i Węgier). Po trzecie, jej odejście z niemieckiego rządu byłoby na rękę koalicji CDU/CSU i SPD. Von der Leyen w kierowanym przez siebie resorcie obrony miała zatrudniać na koszt ministerstwa niezwykle drogich doradców. Sprawę bada obecnie komisja śledcza Bundestagu.

Co z sukcesem polskiego rządu? Według Bogusława Liberadzkiego, europosła socjalistów, nie ma o nim mowy. Z kilku powodów. Przede wszystkim, Europa Środkowa i Wschodnia przy podziale kluczowych unijnych stanowisk została całkowicie zmarginalizowana, nie dostała absolutnie nic. Pokaz siły Grupy Wyszehradzkiej, którym chwalili się politycy "dobrej zmiany", to fikcja, bo nie od dziś wiadomo, że członkowie V4 w zdecydowanej większości spraw głosują wedle własnych interesów, a nie kierując się solidarnością wobec zagranicznych partnerów ("Nieraz zostawaliśmy przez to na lodzie" - mówi Liberadzki). Wreszcie Timmermans jako pierwszy wiceszef KE będzie mieć dużo więcej czasu i swobody, żeby dalej zajmować się kwestiami praworządności w Polsce i na Węgrzech. Funkcja przewodniczącego Komisji Europejskiej w naturalny sposób by go w tym ograniczała (musiałby zajmować się szeregiem innych palących kwestii i uważać, żeby nie narazić się na oskarżenia o uprzedzenia czy stronniczość).

O tym, że to prezydent Francji i kanclerz Niemiec wyszli zwycięsko z ostatniej unijnej potyczki, ma świadczyć coś jeszcze. - Powiedzmy otwarcie, co liczy się dzisiaj w Unii Europejskiej: kontrola nad unijnym rządem, czyli funkcja szefa Komisji Europejskiej, i nad unijnymi pieniędzmi, czyli funkcja szefa Europejskiego Banku Centralnego - mówi nam Liberadzki. - Tutaj wszystko między siebie podzielili Macron i Merkel - dodaje.

Więcej o:
Komentarze (353)
Von der Leyen kandydatką na szefową KE. Sukces Macrona i Merkel
Zaloguj się
  • mariaczczi1

    Oceniono 91 razy 77

    Przewodnicząca Komisji Europejskiej , Niemka ? Toż to sukces nad sukcesy pisuarów. I nikt nam nie powie , że Niemka to Niemiec.

  • pis_to_organizacja_zbrodnicza

    Oceniono 92 razy 74

    PiSowcy to gratulują sobie nawet jak im 200 letnie Stadniny Koni przekształcają się w ruinę. To taki specyficzny sort nieudaczników.

  • yaspiman

    Oceniono 66 razy 58

    matoł morawiecki został ograny, jak dzieciak z piaskownicy, ale to dopiero początek.
    najwiekszym sukcesem będzie, gdy ue zredukuje dotacje a później całkiem je wstrzyma.

  • kloss8

    Oceniono 63 razy 55

    Uwielbiam takie sukcesy pisu

  • pis_to_organizacja_zbrodnicza

    Oceniono 63 razy 47

    PiS odniosło sukces taki sam jak ten ich Krasnodebski niedoszły wicemarszałek PE😂

  • pis_to_organizacja_zbrodnicza

    Oceniono 51 razy 45

    PiS ma takie sukcesy jakie elity typu Przyłębska nawalajaca kotlety dla starucha. Chyba nauczyła się tego w ZSMP albo od tatusia PZPRowca, ewentualnie od męża kapusia SB 😂😂😂

  • pis_to_organizacja_zbrodnicza

    Oceniono 52 razy 44

    Cała Polska z zapartym tchem czeka jak Beta Szydło drze mordę w PE po angielsku😂😂😂

  • fakiba

    Oceniono 51 razy 37

    Pis przedstawia tą kandydaturę jako sukces , pis bez sukcesu jak bez ręki nawet jak dostają w dudę to ogłaszają sukces jak 27;1

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX