Już nie Kaczor-dyktator, a wujek Jarek. Opozycja musi zmienić sposób postrzegania Kaczyńskiego [ANALIZA]

Eurowybory pokazały, że postrzeganie Jarosława Kaczyńskiego przez Polaków uległo istotnej zmianie. Jeśli opozycja chce myśleć o pokonaniu Zjednoczonej Prawicy, musi przyjąć to do wiadomości i zmienić swoją strategię wobec "dobrej zmiany".

To Kaczyński wygrał eurowybory dla Zjednoczonej Prawicy. Kiedyś takie zdanie byłoby absolutnie nie do pomyślenia, ale dzisiaj jest faktem. Przyznaję się, sam uważałem, że ogromna ekspozycja prezesa PiS-u na finiszu kampanii może drogo kosztować rządzących.

Piorunujący finisz prezesa

Kaczyński wziął na siebie najcięższe zadania w ostatnich dniach eurokampanii. To on zmierzył się z falą (absolutnie słusznej) społecznej wściekłości po demaskującym pedofilię w Kościele katolickim filmie "Tylko nie mów nikomu", to on stawił czoła antyżydowskiej i wymierzonej w PiS krucjacie Konfederacji, wreszcie to on zmobilizował prawicowy elektorat do wzięcia udziału w wyborach, co przełożyło się na rekordowe po 1989 roku zwycięstwo obozu władzy.

Na ostatniej prostej kampanii prezes PiS-u był obecny w przestrzeni publicznej niemal non-stop - udzielał wywiadów w mediach, występował podczas konferencji i briefingów prasowych, objeżdżał Polskę. Kiedy w szeregi jego obozu politycznego wkradły się chaos, nerwowość i prowizorka, to on wyznaczył kurs, którym podążyła cała Zjednoczona Prawica. Czas pokazał, że był to kurs na zwycięstwo.

W tym miejscu wiele osób zapewne zada pytanie, jak to możliwe, że polityk, którego jesienią 2015 roku spin doktorzy Zjednoczonej Prawicy chowali w przysłowiowej szafie, jak ognia obawiając się utraty centrowych wyborców, dzisiaj jest głównym motorem napędowym sukcesu wyborczego tejże Zjednoczonej Prawicy. Do tego świetnie wywiązał się z roli frontmana, którego bieg politycznych wypadków postawił w niełatwej przecież sytuacji (tu odsyłam czytających do drugiego akapitu).

Demonizowanie Kaczyńskiego

Odpowiedź jest bardzo prosta - przez trzy i pół roku polityczny krajobraz w Polsce zmienił się o 180 stopni. Nic nie jest i już nie będzie takie, jak przed 25 października 2015 roku. Czy to się komuś podoba, czy nie. Główny problem opozycji, zwłaszcza tej spod znaku Koalicji Europejskiej, polega na tym, że albo tego nie rozumie, albo zrozumieć nie chce.

Kaczyński to dla nich wciąż ajatollah z wystąpienia Donalda Tuska na poprzedzającym eurowybory "Marszu dla Europy". To krwawy satrapa, despotyczny naczelnik państwa czy Kaczor-dyktator z marszów KOD-u. Słowotwórstwo opozycji, jej wyborców i medialnych zauszników w określaniu prezesa PiS-u nie miało sobie równych w ostatnich latach. Wspólny mianownik zawsze był jeden - Kaczyński jako wcielone zło i autor wszystkich nieszczęść Polski.

Przywiązanie polityków opozycji do straszenia Kaczyńskim i PiS-em jest ogromne, ale trudno się temu dziwić. Przez długie lata w mniejszym lub większym stopniu przyczyniało się do kolejnych wyborczych zwycięstw. Przez cały ten czas prezes stanowił dla PiS-u wizerunkowe obciążenie. Dla twardego elektoratu był figurą niemal świętą, ale już poza nim zniechęcał potencjalnych wyborców do głosowania na PiS.

Nowogrodzka była uwięziona w złotej klatce 25-30 proc. głosów, bo tylko i aż tyle mogli jej dać najwierniejsi wyborcy. Kaczyński w końcu zrozumiał, jak oddziałuje na większość społeczeństwa i że jeśli chce zrealizować swoje cele, musi powściągnąć prywatne ambicje. Dlatego w 2015 roku usunął się w cień, ustępując miejsca postaciom z drugiego i trzeciego szeregu - Beacie Szydło i Andrzejowi Dudzie. Nadal zachowywał całkowitą władzę nad biegiem wydarzeń - polityczna samodzielność wspomnianej dwójki była i jest bliska zeru - ale minimalizował wizerunkowe straty, których PiS-owi przysporzyłaby jego obecności na pierwszej linii frontu.

Pokonać wujka Jarka

Dzisiaj, po trzech i pół roku rządów Zjednoczonej Prawicy, sytuacja wygląda zgoła inaczej. Prezes mógł wreszcie wyjść z ukrycia, nie ryzykując, że pogrąży to jego partię w wyborach. Dlaczego? Bo percepcja prezesa wśród Polaków uległa zmianie. Oczywiście, dla najzagorzalszych wyznawców opozycji Kaczyński to wciąż despota, wielbiciel moherowych beretów, katotalib czy w najlepszym razie smutny pan z kotem. Ale dla wielu Polaków niezaangażowanych w politykę ani faktycznie, ani emocjonalnie, to człowiek, dzięki któremu państwo wreszcie odwróciło się frontem do obywateli. Zwłaszcza tych, którzy po '89 roku byli zapomniani przez kolejne rządy i nie potrafili się odnaleźć.

To z nim utożsamiają fakt, że co miesiąc mają do dyspozycji więcej pieniędzy (500 plus), mogą pracować krócej niż w przeszłości (obniżony wiek emerytalny), a ich rodzice czy dziadkowie mają darmowe leki oraz trzynastą emeryturę. Dodajmy do tego jeszcze mnóstwo godnościowej retoryki, nabożny stosunek do tradycji i religii oraz wykreowanie wizerunku silnego i sprawnego państwa (mowa o odbiorze społecznym, nie o stanie faktycznym).

Efekt? Większość Polaków czuje się dziś w Polsce bezpiecznie, żyje im się lepiej niż w przeszłości (w dużej mierze dzięki dobrej koniunkturze gospodarczej w kraju i na świecie), są spokojni o swoją przyszłość. Jeśli na drugiej szali położymy upolityczniony wymiar sprawiedliwości, marginalizację Polski w Unii Europejskiej, czy zdewastowanie armii i mediów publicznych, to nie dziwmy się, że nie jest to w stanie zrównoważyć tego, za co Polacy cenią PiS, a razem z PiS-em - Kaczyńskiego.

Nie chodzi o rozgrzeszanie "dobrej zmiany" czy już zwłaszcza jej gloryfikację. Chodzi natomiast o zrozumienie ciągu przyczynowo-skutkowego, mechaniki władzy oraz emocji społecznej, która w polityce jest kluczowa. To, co opozycja z zapałem i konsekwencją godnymi lepszej sprawy zarzuca PiS-owi i Kaczyńskiemu, bulwersuje głównie ludzi dobrze wykształconych, nieźle zarabiających, zamieszkujących zwłaszcza duże miasta i metropolie. Słowem: przede wszystkim elektorat opozycji.

Dlaczego to takie ważne? Bo bez zrozumienia tej podstawowej kwestii, opozycja zawsze będzie przekonywać już przekonanych i odcinać sobie dostęp do tych, których przekonać musi, jeśli chce wygrać. Nie chodzi tu również o to, kto ma rację, a kto nie. Czyja Polska jest lepsza, a czyja gorsza. Chodzi o skuteczność, bo na koniec dnia tylko ona w polityce ma realne znaczenie. A dla elektoratu prawicowego czy nawet niegłosujących Polaków Kaczyński to dziś raczej dobry wujek Jarek, który chce, żeby każdemu w kraju żyło się lepiej niż bezwzględny zamordysta wprowadzający w Polsce totalitaryzm.

W takiej sytuacji straszenie PiS-em czy demonizowanie Kaczyńskiego przypomina walenie głową w gruby na dwa metry mur z nadzieją, że za którymś razem uda się go przebić. Mylą się też ci, którzy uważają, że problemy opozycji rozwiąże poszerzenie Koalicji Europejskiej albo większa mobilizacja wyborców (chociaż akurat to opozycji na pewno nie zaszkodzi).

Opozycja nie ma dzisiaj wyboru, musi odrobić trudną intelektualno-programową pracę domową, którą zaniedbywała przez trzy i pół roku, koncentrując się na przekazie o dziejowej misji odsunięcia PiS-u od władzy. Musi też walczyć o wyborców, którzy są tu i teraz, a nie - jak do tej pory - szukać wymyślonego, uśpionego elektoratu, który cudownie odnaleziony wygra dla opozycji wybory. Zjednoczoną Prawicę i jej wizję Polski popiera dzisiaj niemal połowa aktywnych wyborczo Polaków. Takie są fakty. Jedyną drogą do odzyskania władzy jest więc pokonanie tej wizji i zaproponowanie w jej miejsce czegoś lepszego. Na swoje nieszczęście, na tym polu opozycja ma sporo do nadrobienia.

Więcej o:
Komentarze (815)
Wybory do Europarlamentu 2019. Opozycja musi zmienić sposób postrzegania Kaczyńskiego
Zaloguj się
  • kamuimac

    Oceniono 118 razy 76

    Stalin to też był taki "dobry wujek " - po to żeby chłopo robotnikom żyło się lepiej dokonał ekterminacji milionów - ale w Rosji do dziś wielu starszych ludzi bardzo dobrze wspomina tamte czasy .

    mechanizm jest ten sam - jak widać działa do dziś .

  • zwyklaosoba

    Oceniono 102 razy 68

    Może to i prawda. Ale poczekajcie na drugą kadencję. Niemcy demokratycznie wybrali przyszłość(w 1933 r.) , Turcy też, jak i Wenezuelczycy. Bedzie dobrze - wreszcie mamy Ojca Narodu. A ja wiem, że może być inaczej. Wiem, że paszportu można nie mieć, a dostaje się go jak władza pozwoli. Wiem, że mogą być granice, wizy i kontrole graniczne. Wiem, że partia może decydować o przyjmowaniu i wyrzucaniu z pracy. Nawet o tym, że na telewizję satelitarną i ksero trzeba mieć pozwolenie. No i że złotówka może być niewymienialna. Ja to wiem, znam, więc sobie poradzę. Ale dla młodych to może być szok.

  • arreis65

    Oceniono 51 razy 47

    kaczyński to przede wszystkim oszust i kłamca, który rozdaje cudze pieniądze i za nic nie odpowiada a jego jedynym celem jest władza - nawet po trupach !!!

  • krynolinka

    Oceniono 76 razy 44

    O stadninach i rujnacji TK już się zapomniało. Miseczki wypucowane na ryż w rządku ustawiać!! Kawy!

  • oko2009

    Oceniono 64 razy 44

    Kaczyński ma tę przewagę, że obdarował prezentami swoich wyborców, wpędzając przy okazji nasz kraj w zadłużenie. Opozycja możliwości rozdawnictwa nie ma. Na wschodzie są całe połacie kraju, gdzie ludzie żyją wyłącznie z zasiłków i 500 plus. Pracuje na nich pozostała część Polski.

  • mike689

    Oceniono 55 razy 35

    co by ktos nie napisal Polacy to kraj w wiekszosci debile a debil patrzy tu i teraz jak daja to bierze tylko nie ma refleksji skad niedlugo beda chodzic po smietnikach i znow narzekac ze jest zle

  • jezierskiadam

    Oceniono 53 razy 35

    Pierwsze demokratury powstały na terenach post sowieckich. Sekretarze KPZR w dawnych republikach mianowali siebie prezydentami i sprawują władzę dożywotnio i dziedzicznie. Rosja Putina także jest demokraturą. Geneza demokratury na terenach postsowieckich jest nieco inna. To nie rozczarowanie i degeneracja liberalnej demokracji tylko odwołanie do carskiej tradycji. Białoruski dyktator Łukaszenka może być dowodem, że demokratura jest w stanie zyskać trwałe poparcie społeczne.

    PS. Naczelnik w tłumaczeniu na język niemiecki to Gauleiter.

    Adam Jezierski

  • Hrabia Przezdziecki

    Oceniono 58 razy 32

    No tak w szeregach? gorszego sortu? zaczyna się szerzyć zwątpienie, apatia a nawet próba dostosowania się do sytuacji i uwierzenia w pisowska propagandę. Otóż PiS nie zrobił nigdy niczego dobrego! Czego się tknie to spartoli. Dotyczy to również bezmyślnego i nieodpowiedzialnego rozdawnictwa, tych wszystkich ?plusów? Zamiast tego powinna być realnie znacznie wyższa kwota wyższa od podatku i ulgi podatkowe na dzieci, czy na wydatki na zdrowie. Tak, żeby ludziom chciało się starać, pracować, zarabiać, rozwijać, a nie tylko konsumować na kredyt. Bo to wszystko jest na krechę. Polska to wciąż biedny kraj, ze znikomym własnym kapitałem i przemysłem i wkrótce wszyscy za to ciężko zapłacimy, a najbardziej nasze dzieci i wnuki.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX