Były agent CBA Wojciech J. opowiadał w Sejmie o seksaferze na Podkarpaciu. "Nikt nie chciał tego ruszyć"

- Na Podkarpaciu nie było tajemnicą, że w domach publicznych są zamontowane studia nagrań. Wydaje mi się, że nikt nie chciał tego ruszyć, bo funkcjonariusze [policji - red.] z Podkarpacia sami z nich korzystali - mówił w Sejmie były agent CBA Wojciech J. To on utrzymuje, że Biuro dysponowało sekstaśmą z ważnym politykiem PiS, jednak sprawę zatuszowało.

We wtorek w Sejmie zebrał się zespół śledczy ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa, który tworzą posłowie klubu PO-KO. Gościem posiedzenia był Wojciech J., były agent CBA. Jak informowało w marcu tego roku Radio ZET, Wojciech J. wysyłał pisma do premiera i szefa CBA, jakoby w Biurze zatuszowano skandal obyczajowy z udziałem polityka Prawa i Sprawiedliwości.

Sprawa zatoczyła przez ostatnie dwa miesiące o wiele szersze kręgi. Jak opisywała "Rzeczpospolita", nagranie z politykiem PiS ma być jedną z wielu sekstaśm VIP-ów, jakie nagrywano w agencjach towarzyskich na Podkarpaciu. Chodziło o przybytki należące do Ukraińców, braci R., nad którymi przez dłuższy czas jeden z kierowników w podkarpackim CBŚ roztoczył parasol ochronny.

Wojciech J. utrzymywał już wcześniej, co powtórzył w trakcie spotkania z posłami z zespołu śledczego, że dostał od szefa CBA Ernesta Bejdy specjalne zadanie - miał sprawdzić "ewentualne powiązania korupcyjne poprzedniego szefostwa CBA". - Chodziło o pana inspektora Wojtunika [Pawła Wojtunika, b. szefa CBA - red.] i dyrektorów delegatur CBA - mówił J.

Były agent CBA odpowiada na zarzuty wiceministra Wąsika

W trakcie posiedzenia jeden z posłów dopytywał byłego agenta CBA o słowa Macieja Wąsika, wiceministra, zastępcy ministra koordynatora ds. służb specjalnych, który powiedział w Sejmie, że J. zataił fakt, że w między 2012 a 2016 rokiem ten leczył się psychiatrycznie. Łącznie, ze względu na stan zdrowia, miał ponad 100 dni zwolnienia z pracy od psychiatry.

Wojciech J. przyznał, że taki epizod miał miejsce w jego życiu, ale podkreślił, że podczas pracy w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym nie leczył się psychiatrycznie. Wskazywał też, że we wszystkich ankietach, które wypełniał na potrzeby pełnienia służby, przekazywał informacje na ten temat.

Wspomniał również, że jego obowiązki służbowe obejmowały też szczyt NATO w Warszawie i Światowe Dni Młodzieży, stąd też otrzymał nawet - od ABW - dostęp do wielu poufnych dokumentów. - W kwietniu 2016 roku (wtedy J. dołączył do CBA) wydano mi poświadczenie bezpieczeństwa - mówił były agent.

"Na Podkarpaciu nie było tajemnicą, że w domach publicznych montowane są studia nagrań"

Wojciech J. skomentował też szerzej sprawę domów publicznych prowadzonych przez braci R., o czym pisała "Rzeczpospolita".

Wiedza, pozyskiwana od OZI [osobowych źródeł informacji - red.], potwierdzała to, o czym teraz pisze "Rzeczpospolita", że takie nagrania były robione. (...) Jeżeli ktoś prowadzi dom publiczny, to nagrywa, nie można być zdziwionym, to jest najłatwiejsze do utrzymania klientów w szachu

- mówił J., dodając przy tym, że w przypadku osób "ze świecznika", czyli np. polityków, takie nagrania mogły służyć do szantażu. Dalej były agent wyliczał, że sieć agencji towarzyskich braci R. działała w ramach sieci hoteli - w nich miały być specjalne pokoje, w których robiono nagrania z ukrycia.

Na Podkarpaciu nie było tajemnicą, że w domach publicznych są zamontowane studia nagrań. Wydaje mi się, że nikt nie chciał tego ruszyć, bo funkcjonariusze [policji - red.] z Podkarpacia sami z nich korzystali

- powiedział Wojciech J. Dodał przy tym, że dostał też informacje, że kopie nagrań robionych w domach publicznych trafiły na Ukrainę.

Jak w ogóle J. zaczął poszukiwania rzekomych nagrań z Podkarpacia? Były agent przekonywał posłów, że otrzymał zlecenie od szefa CBA, by zbadać sprawę. - Pierwsza informacja pochodziła od szefa CBA, ja tego nie wyciągnąłem pierwszy. Dostałem zlecenie, by to zweryfikować, znaleźć miejsce ich przechowywania, szukałem w terenie - powiedział.

Taśmę z politykiem PiS, o której opowiada od początku sprawy, miał otrzymać natomiast od funkcjonariusza Straży Granicznej. Jednocześnie Wojciech J. zastrzega, że nie ma żadnej kopii taśmy, o którą toczy się cała batalia.

Więcej o:
Komentarze (103)
Były agent CBA Wojciech J. opowiadał w Sejmie o seksaferze na Podkarpaciu. "Nikt nie chciał tego ruszyć"
Zaloguj się
  • justas32

    Oceniono 74 razy 72

    Marszałek polskiego parlamentu gwałcił ukraińskie dziewczynki - tłuszczy to nie przeszkadza ...

  • kataryniarski

    Oceniono 70 razy 66

    Jedno jest pewne, ani prezesa, ani Zera z kobietą nie nagrają NIGDY! ;)

  • jurek4491

    Oceniono 55 razy 51

    Gdyby sprawa dotyczyła kogoś z opozycji to Wiadomości i Karnowscy już dawno roztrząsali by sprawę w mediach od rana do wieczora .

  • satjez

    Oceniono 35 razy 35

    No to czekamy. Pedofil Kuchciński jakoś zaginął i się nie pojawia. Ciekawe jak tam sytuacja pozwów w tej sprawie, które zapowiadał.

  • kms2x

    Oceniono 36 razy 34

    Taśmy, taśmy... Zobaczymy je przed wyborami? Byłoby ciekawie, chociaż jak jest tam pan K. trzeba wcześniej kilka dni diety żeby się nie porzygać.

  • kataryniarski

    Oceniono 37 razy 33

    Czy już wiadomo jakiej były płci i czy wszystkie były pełnoletnie te prostytutki, z których usług korzystali działacze PiS?

  • rafikman

    Oceniono 32 razy 30

    Chodzi o technika ogrodnika pełniącego funkcje marszałka ?

  • jack_flash

    Oceniono 29 razy 29

    Jesli wladze twierdza, ze nagrania nie istnieja, to znaczy ze sa.
    To jest niezwykle powazna sprawa. Ten kto posiada te materialy moze szantazowac politykow, wlacznie z najwyzszymi stanowiskami w Panstwie. W ten sposob wplywac na decyzje na poziomie politycznym. Jak nisko ta wladza upadla?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX