To nie koniec strajku nauczycieli. Teraz to rząd znalazł się pod ścianą, chociaż może jeszcze o tym nie wie [ANALIZA]

Rząd może myśleć, że skoro egzaminy gimnazjalne odbywają się normalnie, to wygrał starcie z protestującymi nauczycielami. Ale to błędna logika. Nauczyciele właśnie wygrali społeczne poparcie dla swojego strajku. Teraz tylko od ich wytrwałości i jedności zależy, ile ugrają.

Uczniowie nie zostali przypadkowymi ofiarami wojny pomiędzy nauczycielskimi związkowcami a rządem. Egzaminy gimnazjalne odbywają się bez przeszkód. – W całej Polsce tylko w trzech szkołach doszło do nieprzewidzianych sytuacji. W reszcie szkół egzaminy się odbyły – triumfalnie obwieściła podczas konferencji prasowej w środowy poranek szefowa MEN Anna Zalewska. Podziękowała też nauczycielom, którzy czuwają nad odbywającymi się egzaminami.

Triumf, którego nie było

Wszystko to zaledwie kilkanaście godzin po fiasku kolejnej tury negocjacji między związkowcami i resortem edukacji. Negocjacji, które nie mogły się powieść, bowiem strona rządowa przyszła na nie z odrzuconą wcześniej przez nauczycieli propozycją. – Rząd przyszedł z propozycją: albo zgadzacie się na porozumienie zawarte z "Solidarnością", albo możecie iść strajkować dalej. No to skorzystamy z tej propozycji – ocenił po rozmowach szef Branży Nauki, Oświaty i Kultury FZZ Sławomir Wittkowicz.

Rankiem 10 kwietnia okazało się jednak, że egzaminy gimnazjalne odbędą się zgodnie z planem. Rządzący mogli odetchnąć i pomyśleć, że to koniec strajku, a przynajmniej, że jego najgorszą fazę mają już za sobą. W końcu skoro egzaminy gimnazjalne się odbywają (w domyśle: odbędą się do końca), to przyszłotygodniowe egzaminy ósmoklasistów również dojdą do skutku. Bo dlaczego nauczyciele mieliby zaszkodzić jednym dzieciom, a innym nie?

Percepcja rządzących wydaje się prosta: pozycja negocjacyjna Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) i Forum Związków Zawodowych (FZZ) mocno osłabła, ponieważ stracili swój największy atut. Później, przynajmniej w teorii, jest już z górki – święta wielkanocne, a zaraz po nich majówka. Przekładając to na język polityki: szansa, że sprawa przycichnie, rozejdzie się po kościach i będzie można wrócić do kampanii europejskiej.

Nauczyciele wciąż w grze

Tyle że takie myślenie to błąd. I to na wielu poziomach. Zacznijmy od tego, że strajk się nie kończy. – Nie rozważamy zawieszenia akcji strajkowej. Odbywają się posiedzenia ciał statutowych obu organizacji. Na razie nie ma takiego wątku. Mamy plan działania. Nie jest tajemnicą, że jesteśmy przygotowani na różne rozwiązania – zapewnił prezes ZNP Sławomir Broniarz. Jego zdaniem fakt, że wielu nauczycieli wzięło udział w odbywających się egzaminach w żadnym stopniu nie zaburza akcji strajkowej, a już na pewno jej nie kończy. – Nigdy od dziecka, od ucznia nauczyciel nie odszedł – zaznaczył Broniarz.

Szef ZNP podkreślił, że determinację protestujących dodatkowo zwiększyło wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego. W "Gościu Wiadomości" na antenie TVP szef rządu stwierdził, że po świętach chciałby "ogólnonarodowej debaty o systemie oświaty z udziałem związkowców, nauczycieli, pedagogów i rodziców". Debata miałaby mieć formułę okrągłego stołu.

Uwaga zarówno opinii publicznej, jak i polityków czy mediów skupiła się w ostatnich dniach na egzaminach gimnazjalnych. To one stanowiły swego rodzaju deadline, punkt krytyczny. Musimy jednak pamiętać, że strajk nauczycieli odbywa się nie tylko w gimnazjach, które przez egzaminy przechodzą obecnie czy szkołach podstawowych, których uczniowie do testów przystąpią w przyszłym tygodniu. To także przedszkola oraz licea. Tam żadnych egzaminów nie ma, a strajk trwa i z każdym dniem staje się coraz bardziej uciążliwy. Nie tyle dla dzieci, co przede wszystkim dla rodziców czy wręcz całych rodzin, bo konieczność zorganizowania opieki nad pociechami często jest operacją logistyczną na wielką skalę.

Jeśli rządzący mają dziś przekonanie, że biorąc udział w egzaminach gimnazjalnych nauczyciele – a przynajmniej ta część z nich, która to zrobiła – wywiesili białą flagę, mogą się boleśnie przeliczyć. Wprawdzie od początku dyskusji o strajku kwestia obu egzaminów była fundamentalna, ale na tym potencjalne problemy władzy się nie kończą. Nie potrzeba nie wiadomo jakiej wyobraźni, żeby wybiec wzrokiem nieco w przyszłość. Mamy w niej zarówno matury (ruszają 6 maja), jak również zakończenie roku (21 czerwca), czyli kwestię promocji do następnych klas. W przypadku dalszego braku porozumienia między strajkującymi a stroną rządową kolejne dwa miesiące nauki polskich dzieci mogą upłynąć pod znakiem trwającej akcji strajkowej. Wówczas wszystkie scenariusze są w grze. Zwłaszcza, gdy sfrustrowani nauczyciele zobaczą, że przyzwoitość w kwestii kwietniowych egzaminów wyszła im bokiem. Drugi raz mogą nie przedłożyć dobra uczniów nad swoje interesy.

Wydłużanie się strajku i konfliktu nie jest też korzystne dla władzy, chociaż z pewnością istnieje pokusa przeczekania kryzysu tak, jak to miało miejsce w przypadku poprzednich protestujących grup zawodowych. Tyle że każdy upływający dzień przybliża nas do zaplanowanych na 26 maja wyborów europejskich. Walka na noże ze sfrustrowaną, zdesperowaną i liczącą kilkaset tysięcy osób grupą zawodową nie jest najlepszym pomysłem na finisz kampanii. Nie trzeba być światowej klasy specem od PR-u, żeby zdawać sobie z tego sprawę.

Wreszcie obóz władzy nie może zapominać o sprawie absolutnie kluczowej. Krok w tył, który przy okazji egzaminów gimnazjalnych wykonali nauczyciele co prawda chwilowo osłabia ich pozycję negocjacyjną, ale w długiej perspektywie istotnie ją wzmacnia. To oni okazali się bowiem stroną, której na sercu leży los polskich uczniów. Potrafili zaryzykować powodzenie akcji strajkowej, żeby nie zaszkodzić bogu ducha winnym dzieciakom. Jest duża szansa, że to zaprocentuje przychylnością społeczeństwa w dalszych etapach zmagań z rządem. Zwłaszcza, że jeszcze przed decyzją ws. egzaminów wielu rodziców, a nawet uczniów, wyrażało zrozumienie i poparcie dla nauczycielskiego strajku.

Koniec początku

O tej solidarności i wsparciu w wywiadzie dla OKO.press mówił sam prezes Broniarz: – Za nauczycielami stanęli podczas negocjacji samorządowcy i pracodawcy, odezwały się różne środowiska. Najważniejsze dla nas, że masowo poparli strajk rodzice. Dostajemy zewsząd informacje, że rodzice rozumieją powody strajku, wierzą w siłę nauczycieli i wierzą w to, że ten strajk może zapoczątkować prawdziwie dobrą zmianę w polskiej edukacji.

Jednocześnie związkowcy są pryncypialni, jeśli chodzi o postulaty, których realizacji domagają się od Ministerstwa Edukacji Narodowej. Chodzi o podwyżkę nauczycielskich pensji o 30 proc. – w dwóch ratach po 15 proc. od stycznia i września 2019 roku. Są przy tym otwarci na mediację w ich sporze z rządem. W roli mediatora widzieliby dr. Adama Bodnara, Rzecznika Praw Obywatelskich.

Tyle że do tanga trzeba dwojga. W swoim oświadczeniu wyraźnie zaznaczył to zresztą sam RPO. "Warunkiem niezbędnym każdej skutecznej mediacji jest wola i zgoda wszystkich stron konfliktu, zarówno strony związkowej, jak i rządowej. Dotychczas takie okoliczności nie zaistniały" – czytamy. Nawet, znając niechęć obecnie rządzących do dr. Bodnara, powinni poważnie rozważyć scenariusz z mediacją. Tym razem czas nie gra na ich korzyść. Dni pozostałe do wyborów europejskich szybko uciekają, a im bliżej 26 maja, tym rząd premiera Morawieckiego mocniej przyparty jest do ściany.

Zakładając nawet, że "dobra zmiana" nie ustąpi nauczycielom przed europejską elekcją, problem i tak nie zniknie. Nauczyciele zapewniają, że są gotowi protestować do skutku. Możemy wyobrazić więc sobie nawet taki scenariusz w którym rok szkolny się kończy, mijają wakacje, a we wrześniu strajk wraca do polskich szkół. Wówczas, na finiszu kampanii parlamentarnej, sytuacja rządzących będzie jeszcze trudniejsza. Który polityk w przededniu wyborów, zdaniem wielu najważniejszych po 1989 roku, powie nauczycielom: nie mamy i nie damy?

Gdy w listopadzie 1942 roku brytyjskie wojska odniosły arcy ważne zwycięstwo nad Afrika Korps pod El-Alamein, Winston Churchill, ówczesny premier Wielkiej Brytanii, wygłosił pamiętną mowę, w której padły równie pamiętne słowa: "To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca. Ale, być może, jest to koniec początku". Trudno o lepsze podsumowanie obecnej sytuacji strajkujących nauczycieli.

Więcej o:
Komentarze (799)
Strajk nauczycieli. Dalsze negocjacje nauczycieli z rządem.
Zaloguj się
  • winku

    Oceniono 153 razy 107

    Tylko dobrze oplacany zawód przyciąga do siebie najlepszych. A ja chcę, by nasze dzieci uczyli najlepsi a nie sfrustrowani. Juz teraz coraz mniej mlodych w zawodzie nauczyciela.

    Nauczyciele! Wytrwajcie w strajku w naszym i w swoim interesie! Murem za nauczycielami!

  • jael53

    Oceniono 135 razy 101

    Proszę teraz nie szantażować nauczycieli "dobrem uczniów". Nauczyciele mieli ponad 3 lata, żeby nauczyć się od rządu, gdzie ten miał "dobro uczniów".

  • oko2009

    Oceniono 112 razy 88

    Kaczyński ma gdzieś nauczycieli. Ta grupa zawodowa dla jego partii jest już i tak stracona. Oni na PiS na pewno nie zagłosują. Dlatego mogą sobie strajkować bez powodzenia do czerwca. Ważne, że obiecał rolnikom kasę z Unii Europejskiej, o czym UE nawet nie wie i nie zamierza nic dawać. Ale polski chłop ciemny jest więc wierzy.

  • bronek176

    Oceniono 95 razy 67

    Kolaboranci z Solidarności przyspieszają upadek Demokracji w Polsce!

  • wojtek45wawa

    Oceniono 68 razy 54

    Trzeba założyć FUNDUSZ STRAJKOWY!!!!!!!!!!
    Zrzućmy się na strajkujących nauczycieli.

  • xeniaczka

    Oceniono 60 razy 46

    Państwo polskie powinno się wstydzić, że pracownik zagranicznego marketu w Polsce, z niskim wykształceniem zarabia więcej niż wysoko wykształcony nauczyciel. Jaki obraz Polski ma przedstawić? Prezenter TV zarabiający w miesiąc tyle co nauczyciel przez rok? Mierny, ale klaszczący działacz partyjny dostaje posadę za kilkukrotną stawkę nauczyciela dyplomowanego? Sprawiedliwa Polska?

  • rasta-mw

    Oceniono 53 razy 43

    Jako rodzic, popieram strajk nauczycieli. PiS OBIECAŁ znaczące podwyżki i nie wywiązał się z tego zobowiązania, zwyczajnie oszukał ludzi od których zależy wychowanie naszych dzieci.

  • adam.gr

    Oceniono 41 razy 39

    nauczyciele to nie tylko Oni a le też ich Rodziny - razem tak około 3 - 4 miliony!!!

  • nezpers

    Oceniono 48 razy 38

    Pokazano nauczycielom ile znaczą...i że są zbedni.Pan Jurek z pod sklepu pomoże przy egzaminach, w przyszłości nauczycielom nie potrzebna już będzie niekaralność, ani szkolenia (zmieniono ustawę) ...tylko kto wystawi oceny maturzystom i kto weźmie udział w radach pedagogicznych końcowych? A matura za rogiem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX