Papierowy przełom w polskim Kościele [ANALIZA]

Jacek Gądek
Więcej wiedzy na papierze, ale mniej empatii w sercach. Zaprezentowany przez Episkopat "raport" o pedofilii w polskim Kościele przyniósł postęp i regres jednocześnie. Biskupi powinni zacząć słuchać dobrodusznego o. Adama Żaka, bo "papierowy przełom" to za mało.

Nieco historii. Jest ona długa, ale warto, aby hierarchowie skonfrontowali się z własnymi słowami.

Historia z 2013 r. się powtarza

Rok 2013. Warszaw-Praga. Wybucha skandal, bo proboszcz z Tarchomina ks. Grzegorz K. mimo skazania go za pedofilię wciąż pracuje w parafii. W I instancji sąd uznał go winnym molestowania seksualnego (całowania ministrantów, wkładanie języka do ucha 11-latkowi). Ale jego przełożony, abp Henryk Hoser - dziś już emerytowany - nie odsunął go wcale od pracy z młodzieżą.

I tu clou tej historii: naprędce zwołano konferencję prasową z udziałem ks. kanclerza Wojciecha Lipki - to wyjątkowo arogancki duchowny, ale jednocześnie zaufany człowiek abp. Hosera. W konferencji uczestniczyli ponadto m.in.: prymas abp Wojciech Polak (stanowczy w walce z pedofilią w Kościele), o. Adam Żak (pełnomocnik Episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży - dobroduszny, ale niestety niewiele mogący zakonnik) - ci sami, którzy brali udział we wczorajszej konferencji o raporcie na temat pedofilii w Kościele.

O. Żak i abp Polak patrzyli wtedy z niedowierzaniem na ks. Lipkę, starając się przy tym zachować spokój. Przypomnijmy, co się wówczas stało i za co ks. Lipka zapłacił potem głową.

Inna czynność seksualna? "To kwestia interpretacji"

- A co to jest inna czynność seksualna? - dopytywali dziennikarze o wyrok na księdza-pedofila ks. Grzegorza K. w 2013 r.

Ks. Lipka stwierdził, że "to kwestia podlegająca interpretacji". A dlaczego księdza K. nie odsunięto od pracy z dziećmi? Bo - hardo ripostował - wyrok przecież jeszcze nieprawomocny. Tego było już zbyt wiele. Ks. Lipka miał jedynie odczytać krótkie oświadczenie swojego szefa, ale zaczął - pisząc wprost - bredzić i de facto stawać w obronie pedofila. Ks. Lipka stwierdził nawet, że czyny księdza dotyczą spraw "nieaktualnych", bo z 2001 r. Wolał być adwokatem diabła niż obrońcą ofiary. Nawet zagorzali wierni mogli wtedy stracić wiarę.

Wybuchł nowy kryzys. Co zrobił abp Hoser? Pojechał na ekspresowo zaaranżowany wywiad do TVP. Paliło mu się pod nogami. Przeprosił. Nie jakoś dosadnie, ale jednak - trzeba to docenić. - Przepraszam, jeżeli sytuacja sprawiała wrażenie, że doszło do próby pomniejszenia, niedostrzeżenia powagi przestępstwa - to jego słowa. Według niego ks. Lipka "nie potrafił odczytać sytuacji".

Zacytujmy dalej abp. Hosera: - Ks. Lipka spowodował pewne wątpliwości co do konieczności jednoznacznego wypowiadania się w tych sprawach.

Tylko bohaterowie ważniejsi

Minęło sześć lat i część tej historii się teraz powtórzyła, tylko z o wiele ważniejszymi postaciami.

Wczorajsza konferencja Episkopatu i ogłoszenie wyników badań nad skalą pedofilii wśród polskich duchownych. Masa liczb. Statystyki. Ankiety. Kwerenda. Przypadki. Wszystko to strasznie odhumanizowane. Ale emocje były już ludzkie.

Szef Episkopatu abp Stanisław Gądecki mówił o tym, że nie ma co "zacieśniać problemu", ale należy mówić "o całej skali problemów nadużyć wobec dzieci: turystyce seksualnej, handlu organami, zmuszaniu dzieci do tego, aby były żołnierzami". - Powinniśmy wrócić do istoty problemu, a nie marginalnego problemu, jakim jest pedofilia - dodawał.

Jego zastępcę abp. Marka Jędraszewskiego też gubi publicystyczny zapał. Według niego fraza "zero tolerancji" ma "charakter totalitarny". - Kiedy nazizm hitlerowski walczył z Żydami, stosował wobec nich "zero tolerancji", w wyniku czego powstał Holocaust. Kiedy w systemie bolszewickim stosowano "zero tolerancji" wobec wrogów ludu, doszło do kolejnej masakry - wytłuszczał abp Jędraszewski.

Wolał sięgać do bolszewików niż do papieża Franciszka. Bo przecież to papież mówił rok temu o walce z pedofilią: - Nie ma innego rozwiązania. Tolerancja zero. Bo to jest przestępstwo.

Miłosierdzie dla sprawców?

Abp. Jędraszewskiego pogrążyły słowa o konieczności okazania "miłosierdzia sprawcom". Tak - na konferencji o liczbie ofiar pedofilów z pewnością należało wspomnieć o miłosierdziu dla pedofila.

Na konferencji Episkopatu zabrakło tylko, aby hierarchowie podparli się cytatem z byłego szefa Episkopatu, abp. Józefa Michalika: - Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga.

Jaki był sens tych wczorajszych tyrad? Tym sensem była samoobrona. Tak jak w 2013 r. szeregowy ks. Lipka chciał - tak jak to sam rozumiał - bronić swojej diecezji, tak teraz szefostwo Episkopatu - w swojej intencji - broniło polskiego Kościoła instytucjonalnego.

Trzy pytania do Episkopatu

Te dwie konferencje dzieli sześć lat, ale niewiele więcej. Przytoczyłem dwie sceny, by zadać te pytania:

- Czy teraz przewodniczący Episkopatu abp Stanisław Gądecki i wiceszef Episkopatu abp Marek Jędraszewski "spowodowali pewne wątpliwości co do konieczności jednoznacznego wypowiadania się w tych sprawach"?

- Czy "nie potrafili odczytać sytuacji"?

Odpowiedź jest prosta: tak, tak.

I kolejne pytanie:

- Czy powinni przeprosić, bo sytuacja "sprawiała wrażenie, że doszło do próby pomniejszenia, niedostrzeżenia powagi przestępstw"?

I tu odpowiedź: "przepraszam" dziś już niewiele znaczy. Teraz liczy się już tylko - cytując abp Jędraszewskiego - "nieskazitelna stanowczość" Kościoła wobec pedofilii i molestowania seksualnego.

Właśnie z tą stanowczością był i jest - choć już mniejszy - jednak problem. Na wczorajszej konferencji dwie najważniejsze osoby w polskim Episkopacie poszły drogą ks. Lipki.

To krok wstecz, jeśli chodzi o komunikację

Przed sześcioma laty abp Polak i o. Żak słuchali bredni ks. Lipki. Teraz słuchali bezsensownych tyrad dwóch najważniejszych osób w polskim Kościele. Powiedzieć, że nic się nie zmieniło, to za mało. To jest regres - regres jeśli chodzi o empatię wobec ofiar nadużyć seksualnych. Regres we wczuwaniu się w skórę i emocje ofiar gwałtu dokonanego przez osobę duchowną. To krok wstecz, jeśli chodzi o formę komunikacji w sprawach pedofilii.

Szefostwo Episkopatu powinno iść na kursy doszkalające o. Żaka i uczyć się empatii od abp. Polaka. Uczyć się, jak mówić, by nie dawać w twarz ofiarom molestowania seksualnego. Wystarczy już, że ofiary te zostały skrzywdzone przez księdza pedofila złym dotykiem, niech teraz ekscelencje nie krzywdzą ich złym słowem. Złym - nawet jeśli biskupi mieli najszczersze intencje i dobre chęci.

Tym to smutniejsze, że temu regresowi empatii towarzyszy coraz większa wiedza i otwartość Kościoła, jeśli chodzi o same fakty.

Recydywa braku empatii

Ks. Lipka zapłacił głową za doszukanie się odcieni pedofilii. Za trzymanie strony - jak się później okazało, również prawomocnie - pedofila skazanego za molestowanie 11-letniego ministranta. Za zerowy poziom empatii.

Ale ks. Lipka był pionkiem i można go było odwołać za pstryknięciem palców - każda inna decyzja byłaby zresztą jak wymierzenie policzka ofiarom i wiernym. Decyzję podjął wówczas abp Henryk Hoser - hierarcha, który bynajmniej nie wykazywał się w sprawach pedofilii księży "nieskazitelną stanowczością".

Z kolei odwołanie biskupa byłoby wstrząsem - chłodno patrząc taka perspektywa jest bardzo mało realna. W polskim Kościele żaden z biskupów głową nie zapłacił za postawę wobec pedofilii czy krycie księży, którzy dopuścili się molestowania seksualnego. Nie ma póki co zresztą na stole wystarczająco mocnych dowodów, by kogoś zdejmować z urzędu tu i teraz.

Historia nr 2: Paetz

Ale to, co mówili abp Gądecki, a zwłaszcza abp Jędraszewski, budzi - delikatnie mówiąc - niesmak.

Tu też sięgnijmy wstecz.

Dzisiejszy metropolita krakowski - abp Jędraszewski właśnie - był wcześniej biskupem pomocniczym w Poznaniu (1997-2002). A wówczas głową poznańskiego Kościoła był nie kto inny, niż abp Juliusz Paetz. W środowisku wszyscy wiedzą, jak Paetz - dziś już senior - wręczał upatrzonym klerykom majtki z napisem "Roma" i zachęcał, by czytać to słowo od tyłu. Miał władzę nad nimi i mógł kusić ofertą wyjazdu na studia do Rzymu, gdy któryś będzie zadowalająco biegły w czytaniu wspak.

Ludzie Kościoła w Poznaniu - ale przecież nie tylko - doskonale wiedzieli, że abp Paetz klei się do chłopaków silnych wiarą i powołaniem, ale często też wyrwanych ze swoich rodzin, społeczności, wywodzących się prowincji - mało asertywnych.

Przez lata jednym z najbliższych współpracowników Paetza był abp Jędraszewski.

Teoria "nieskazitelnej stanowczości"

I znowu: po co przypominać tę historię?

Skonfrontujmy hierarchę z jego własnymi słowami. Czy abp Jędraszewski był "nieskazitelnie stanowczy", jeśli chodzi reakcję na ekscesy seksualne swojego szefa w Poznaniu? Czy był "nieskazitelnie stanowczy", jeśli chodzi ratowanie z potrzasku kleryków?

Nic publicznie nie wiadomo o heroizmie abp. Jędraszewskiego. Czy zatem teraz jest wiarygodny gromiąc przestępstwa i grzechy duchownych?

"Albo Paetz, albo ja"

Słowa abp Gądeckiego i jego brak empatii boli podobnie. Ale z innego powodu, choć też zahaczającego o Poznań.

Otóż w 2002 r. wybuchł skandal seksualny abp. Paetza. Z dramatyczną informacją o krzywdach wyrządzanych klerykom przez Paetza dotarła do Jana Pawła II jego prywatna przyjaciółka - dr Wanda Półtawska. Papież utrącił Paetza z rzędu.

Pogrążoną w kryzysie po seksskandalu diecezję przejął właśnie abp Stanisław Gądecki. Akurat jego postawa - na gruncie kościelnym - zakrawała o stanowczość, bo postawił Watykanowi ultimatum: albo Paetz, albo ja. To dlatego, że Watykan cofnął część kar nałożonych na splamionego hierarchę. Nota bene: dziś Paetz bryluje na salonach i opływa w dostatki, ale kary pozostają w mocy.

Lubieżnik już co prawda rękami nie dosięgnie kleryków, ale może - bo mieszka po sąsiedzku z seminarium - łasym okiem na nich łypać. Do dziś zresztą opływa w luksusy.

Dlaczego abp Gądecki - mając w pamięci, jak wielką szkodę Kościołowi wyrządza tolerowanie i tłumaczenie ekscesów seksualnych, a nawet jedynie wywoływanie takiego wrażenia - nie był w stanie ugryźć się w język kilka razy na wczorajszej konferencji?

Dlaczego nie wykazał się empatią? To tym dziwniejsze, że ostatnio osobiście rozmawiał z ofiarą molestowania.

Zagłuszony dokument

Niech nam jednak te słowne tyrady biskupów nie zmiotą sprzed oczu ważnej rzeczy.

Episkopat pokazał wyniki kwerendy i ankiet na temat zgłoszonych przypadków molestowania przez duchownych, choć "raport" to zbyt duże słowo.

W warstwie faktograficznej publikacja ta jest postępem. Trzeba to docenić. Nawet jeśli skąpy i obarczony słabościami metodologicznymi. Jest.

Ale to nie tyle zasługa Episkopatu, co wynik presji Watykanu. Dokument jest krótki, a przygotowywano go w biegu - do ostatniego dnia przed konferencją Episkopatu. I jeszcze niezbyt precyzyjny, bo czasami na przykład zamiast wskazywać konkretną liczbę znanych ofiar odpowiadano "kilka". 2+2 to w wyniku też jest 'kilka", ale jednak lepiej odpowiedzieć, że cztery.

W Niemczech Episkopat raport ws. pedofilii zlecił w 2014 r., a opublikowano go w 2018 r. W Polsce trwało to nie kilka lat, ale kilka miesięcy. O objętości dokumentów lepiej nie wspominać. O sposobie naprawiania szkód też nie, bo różnica jest kolosalna. W Niemczech Episkopat wziął na siebie odpowiedzialność finansową i otwarcie płaci każdej ofierze pięć tysięcy euro. W Polsce po cichu stara się zawrzeć ugody, a jak to się nie udaje, to ofiarę czeka droga krzyżowa w sądach.

Niech ekscelencje słuchają zakonnika

Niech biskupi szefujący Episkopatowi posłuchają skromnego zakonnika, o. Żaka. W końcu.

Jeszcze tydzień temu zakonnik mówił, że raport jest gotowy w 95 procentach. I dodawał bezradnie: - W Kościele trzeba zacząć mówić o problemie wykorzystywania seksualnego otwarcie. Jedną z poważniejszych bolączek Kościoła jest to, że nie umiemy się komunikować z wiernymi na ten temat. To sprawy bolesne, wstydliwe, bo to grzechy i przestępstwa popełnione przez ludzi, którzy zostali oficjalnie posłani do tego, żeby prowadzić do Chrystusa, a czynią coś innego, dając zgorszenie i siejąc przerażenie we wspólnocie - mówił ks. Żak.

Prosił i żądał jednocześnie: - Trzeba odzyskać mowę.

Wczoraj ekscelencjom się nie udało. Dziś był postęp, bo póki co nikt z biskupów nie zabrał głosu. Oby od jutra biskupi wykazywali się już "nieskazitelną stanowczością".

Więcej o:
Komentarze (172)
Papierowy przełom w polskim Kościele [ANALIZA]
Zaloguj się
  • lucifer

    Oceniono 59 razy 57

    Nie moge nie przyznac - Kosciol Katolicki robi dobra robote w sprawie piekla na Ziemi.
    Tej Ziemi >;>

    P.S. Bo innego piekla nie ma, drodzy.

  • rozterka47

    Oceniono 50 razy 50

    jednym słowem , hierarchia kościelna winą za pedofilię obarczyła dzieci

    Polacy, co wy na to ?
    Rodzice , co wy na to ?

    inna sprawa ,że takie uparte umniejszanie i ciągłe zamiatanie pod dywan problemupedofilii , oraz skierowywanie uwagi na inne tematy może oznaczać ,że jest on w tym kościele znacznie większy niż podejrzewamy

  • elzbietttta

    Oceniono 46 razy 46

    Za taki stan rzeczy obwnialabym nie tylko „dobrodziejów”, ale też bezkrytycznie wpatrzone w nich barany i owce.

  • gadolinn

    Oceniono 47 razy 45

    wsadzic te czarna holote w pociagi towarowe i wywiezc do kamieniolomu albo do watykanu

  • taroudant

    Oceniono 43 razy 43

    Banda zboczeńców w fikuśnych sukieneczkach i psychodelicznych czapeczkach miałaby pozbawić się rozkoszy dymania dzieci ? Niby po co ?

  • Oceniono 33 razy 33

    Kościelna mafia pedofilska ma się dobrze, a nawet coraz lepiej. Za poparcie polityczne dla PiSu ma zapewnioną bezkarność, przywileje i dotacje.

  • partia

    Oceniono 27 razy 27

    O czym tu gadać. Rozpasanie seksualne mają księża w pakiecie, to taki extra bonus dla oddających się służbie Bogu. A co, gdyby nie napastowali dzieci chronionych przez prawo tylko dalej się ciupciali z dorosłymi kolegami po fachu, z gospodyniami i z każdym, komu ochota? To by było w porządku? Przecież oni "czystość" ślubują! Gdyby im tego zakazać i surowo egzekwować wypełnianie "ślubów", to jestem pewien, że seminaria by opustoszały. Tym bardziej, że homosie mają coraz więcej wolności i w zasadzie się nie muszą ukrywać, przynajmniej po większych miastach. Kiedyś "stan duchowny" był dla nich jedyną (jeżeli nie byli wielkimi panami - bo tym zawsze wszystko co nie wolno było wolno) drogą życiową gdzie mogli być sobą nie narażąc się na śmierć. Tak, tak, w starych, dobry7ch czasach gdy rządziły "tradycyjne" wartości za tzw sodomię trafiało się w ręce kata. Bronią się więc klechy do upadłego a dudę Maryni umieszczają w centrum swojej teologii. Już nawet z innowiercami nie walczą czy ateistami, ale właśnie z ową "nieczystością". Może w ogóle takie tarzanie się w perwersji jest ostatnią nadzieją ich biznesu. Będą straszyć wiernych wiecznym potępieniem za masturbację a dla staruszków i staruszek w ławach koćcielnych to będzie jedyna okazja na dreszczyk podniecenia. Ech, pikne czasy idom!

  • siekier35

    Oceniono 26 razy 26

    nareszcie przyzwoite podsumowanie tych sodomickich pedofili

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX