Były ambasador RP: Nasza polityka wobec USA stała się służebna

- Wciąż płacimy olbrzymią cenę za kompromitację przy nowelizacji ustawy o IPN - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Ryszard Schnepf, były ambasador RP w Hiszpanii i Stanach Zjednoczonych. - Nasza polityka wobec Stanów Zjednoczonych z sojuszniczej i partnerskiej stała się po prostu służebna - dodaje.

GAZETA.PL, ŁUKASZ ROGOJSZ: W czwartek szef MSZ Jacek Czaputowicz wygłosi w Sejmie coroczne exposé. Jak w skali szkolnej oceniłby pan miniony rok polskiej dyplomacji?

RYSZARD SCHNEPF: To nie będzie dobra ocena, uczeń nie przejdzie do następnej klasy: niedostateczny.

Dlaczego?

Z wielu powodów. Najważniejszym z pewnością jest katastrofa, którą była nowelizacja ustawy o IPN. To właśnie ten ruch doprowadził do poważnego kryzysu nie tylko z Izraelem, ale również ze Stanami Zjednoczonymi, czyli naszym głównym sojusznikiem w zakresie bezpieczeństwa. To, co działo się później w relacjach z Tel Awiwem i Waszyngtonem było już jedynie efektem działań wokół nowelizacji ustawy o IPN. Ostatnim akcentem była lutowa konferencja bliskowschodnia w Warszawie, która zburzyła dobrą i solidną linię, jaką polska dyplomacja przez lata trzymała w relacjach z państwami Bliskiego Wschodu.

To właśnie nowelizacja ustawy o IPN była najważniejszym wydarzeniem minionego roku, jeśli chodzi o polską politykę zagraniczną? Czy może jednak konferencja w Warszawie?

Te dwa wydarzenia są ze sobą silnie powiązane. Decyzja o ulokowaniu konferencji poświęconej Bliskiemu Wschodowi akurat w Warszawie wynikała z sekwencji kosztownych błędów najpierw przy uchwaleniu, a potem zmianie nowelizacji ustawy o IPN. Sama konferencja nie mogła się udać. Po pierwsze, była podyktowana wyłącznie priorytetami polityki wewnętrznej Izraela oraz Stanów Zjednoczonych. Po drugie, po międzynarodowej awanturze o nowelizację ustawy o IPN staliśmy się krajem, który był gotów uczynić absolutnie wszystko, by zatrzeć złe wrażenie i powrócić do łask partnerów. W dyplomacji taka desperacja jest rozumiana jednoznacznie - jako słabość. A słabości są bezwzględnie wykorzystywane. Tak było i tym razem.

Polska dyplomacja zmieniła się przez ostatni rok?

Jeśli chodzi o stylistykę, na pewno doszło do znaczącej poprawy. Nie było już śmieszności, która towarzyszyła działaniom poprzedniego ministra. Jeśli chodzi o meritum, to mieliśmy rozwijający się konflikt z Komisją Europejską i Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Do tego osłabienie naszych więzi w gronie państw członkowskich Unii Europejskiej. Poza wąską grupą krajów Grupy Wyszehradzkiej w zasadzie nie mieliśmy kontaktów zagranicznych.

Donald Trump, prezydent USADonald Trump, prezydent USA Fot. Joyce N. Boghosian / Biały Dom

Politycy obozu władzy mówią o zacieśnieniu współpracy ze Stanami Zjednoczonymi.

To nie zacieśnienie współpracy. Nasza polityka wobec Stanów Zjednoczonych z sojuszniczej i partnerskiej stała się po prostu służebna. Wciąż płacimy olbrzymią cenę za kompromitację przy nowelizacji ustawy o IPN. Co więcej, nasze rozumienie amerykańskiej polityki jest bardzo płytkie i jednostronne. Nie tyle minister Czaputowicz, co obecny rząd postawił wszystko na jedną kartę - Donalda Trumpa. Tymczasem jego sytuacja zarówno w krajowej polityce, jak i na arenie międzynarodowej nie jest stabilna. Śledztwo ws. rosyjskich wpływów na amerykańskie wybory prezydenckie, wycofanie się z Syrii, wojna handlowa z Chinami, próba sił z Koreą Północną, jawna wrogość wobec Iranu - można by długo wymieniać.

Do tego prezydent Trump jest politykiem mocno nieprzewidywalnym, a z takim trudno budować trwałe i mocne relacje w dyplomacji. Wielka szkoda, że nie zadaliśmy sobie trudu, żeby zainwestować w relacje z pozostałą częścią amerykańskiej administracji czy środowiskami - mam tutaj na myśli przede wszystkim będących na fali wznoszącej Demokratów - w Kongresie. Tymczasem my postawiliśmy wszystko na schlebianie Białemu Domowi. Gdyby pozycja prezydenta Trumpa była mocniejsza, faktycznie można byłoby budować wokół tego naszą politykę zagraniczną. W obecnej sytuacji taki ruch jest zwyczajnie karkołomny.

A nasza aktywność w Unii Europejskiej?

Tutaj na pierwszy plan wychodzi porażka albo poważne zaniechania Polski ws. pracowników delegowanych. W Brukseli nie uzyskaliśmy w tej materii absolutnie nic. Co gorsza, mam wrażenie, że w ogóle nie staraliśmy się, żeby wywalczyć dla naszych pracowników korzystniejsze warunki działania. Żeby osiągnąć jakieś efekty, konieczne było tutaj zawiązanie możliwie szerokiej i silnej koalicji, ale nasza pozycja w Unii jest tak słaba, że nie przekonaliśmy nikogo, żeby poparł nasze stanowisko. Ogólnie działania na forum unijnym zostały zaniedbane i dzisiaj nie wygląda to dla Polski dobrze.

Wreszcie coś, czym minister Czaputowicz bardzo się chełpił, czyli nasze członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Rząd wielokrotnie przedstawiał to jako wieli sukces polskiej dyplomacji. Tylko co to za sukces, skoro wygraliśmy w wyścigu, w którym byliśmy jedynym startującym, skoro wcześniej nasza jedyny rywal (Bułgaria) się wycofał? Dużo mówiliśmy o wadze tego członkostwa - i słusznie, bo ono jest istotne i niesie ze sobą spore możliwości - ale nie poszła za tym stosowna aktywność polskiej dyplomacji. Bardzo plastycznym przykładem była sytuacja, gdy na forum RB ONZ debatowano o agresywnym zachowaniu Rosji w Cieśninie Kerczeńskiej. Gdy przyszła kolej na prezentację polskiego stanowiska, na sali nie było pani ambasador, a nasze poglądy w tej kwestii drżącym z przejęcia głosem wygłaszał młody pracownik ambasady. Skończyło się na odczytaniu oświadczenia. Pozostałym delegacjom przewodzili ambasadorzy i ich wystąpienia wyglądały bez porównania lepiej.

JAKUB WŁODEK

Co z samym ministrem Czaputowiczem? W roli szefa polskiej dyplomacji wypada lepiej od swojego poprzednika, cechuje go większa sprawczość, ma większą autonomię działania?

Niestety gołym okiem widać, że o kursie polskiej polityki zagranicznej decydują priorytety polityki wewnętrznej i partyjnych interesów. To musi się źle kończyć, bo sytuacja na arenie krajowej często się zmienia - zresztą nie tylko w Polsce - a polityka zagraniczna wymaga stabilności i myślenia długoterminowego.

Minister Czaputowicz ma jedną dobrą cechę - nie jest człowiekiem agresywnym. Jego sposób działania i mówienia drastycznie różni się od tego, co prezentował jego poprzednik. To bardzo dobrze, bo agresją i arogancją w polityce zagranicznej nie można nic zdziałać. Z drugiej strony, nie mogę nie zauważyć, że minister Czaputowicz nie był i nie jest decydentem w swoim własnym resorcie. Bo nie chce mi się wierzyć, że to on dokonuje rzezi najlepszych kadr polskiej dyplomacji - ludzi, którzy wprowadzali Polskę do NATO i Unii Europejskiej. Zrezygnowano z nich na rzecz ludzi niedoświadczonych, ale politycznie pewnych. Co jakiś czas przekonujemy się, jak kończy się taka polityka kadrowa.

Kiedy minister Czaputowicz obejmował resort, miał być gwarantem poprawienia relacji z Unią Europejską, łagodzenia napięć w polityce zagranicznej, zamykania kolejnych frontów, które były otwierane od początku kadencji. Jak wywiązał się z tego zadania?

Nie mógł się z tego wywiązać, ponieważ nie dysponował żadnymi poważnymi argumentami, które mogłyby zmniejszyć napięcia pomiędzy polskim rządem a Komisją Europejską i doprowadzić do rozwiązań w dzielących obie strony kwestiach. Nawet jeśli strona polska czyniła jakieś ustępstwa, to w warstwie retorycznej Unia i tak była kreowana jako wróg lub w najlepszym razie przeciwnik Polski. Dzisiaj nasze relacje z Brukselą są de facto jedynie formalne. Nie ma uczestnictwa Polski w kształtowaniu dyplomacji całej Unii, nikt nie pyta nas o zdanie i coraz rzadziej ktokolwiek z naszym zdaniem się liczy. Kilka lat temu byliśmy w pierwszym szeregu państw unijnych i współdecydowaliśmy o kursie Wspólnoty. Dzisiaj w Unii po prostu jesteśmy, ale nic więcej.

Co usłyszymy w czwartkowym exposé ministra Czaputowicza?

Myślę, że nie ma tutaj wielkiego pola do domysłów. Dyspozycja z Nowogrodzkiej jest jasna - ma być pozytywny obraz Polski w świecie i optymistyczna narracja dla wyborców. Przekaz ministra Czaputowicza będzie się więc sprowadzać do tego, że osiągnęliśmy dużo, a osiągniemy jeszcze więcej. To będzie bardzo wyborcze wystąpienie, które będzie pokazywać rzekomo dobre strony, ale tak naprawdę będące iluzją tworzoną przez obóz "dobrej zmiany".

Więcej o:
Komentarze (54)
Expose Jacka Czaputowicza. Ryszard Schnepf o polskiej dyplomacji
Zaloguj się
  • xouveyer11

    Oceniono 27 razy 17

    Trzeba przyznać, że jeden z punktów swojego programu PiS konsekwentnie realizuje. Pozycja Polski na arenie międzynarodowej jest już w ruinie !!!

  • f451

    Oceniono 21 razy 13

    Po odsunięciu PiS od władzy czeka nas wiele pracy przy odbudowie państwa....

  • Mar Rian

    Oceniono 14 razy 12

    Prędzej czy później każdy lizus dostaje kopa w d,,,

  • maratss

    Oceniono 16 razy 10

    Od trzech lat wszelkich szczebli administracja Kaczego Gumna działa jak bezduszna maszyna. Która pokazała, że wmawiając ludziom brednie o Polsce w ruinie można podstępem zdobyć władzę. I wbrew własnej nazwie sPISku zrujnować praworządność, zdusić marzenia o trwałej demokracji, stabilizacji i pokoju społecznym. Unicestwić rozdział kościoła od państwa, sklerykalizować je i ustanowić prymat ewangelii nad prawem stanowionym. W państwie świeckim polityk nie kompromitowałby się modłami na imprezie publicznej. Ale L. Nadbereżny recytując modlitwę św. Franciszka zgrzeszył obcesowo. Przywołał świętego nadaremno! W złych intencjach! Bo ów (i chyba każdy święty...?) głosił miłość bliźniego, będącą podstawą pokoju. A bezprawie i niestrawność jest zaprzeczeniem filozofii miłości, rządzi poprzez strach, zburzyło ład społeczny w demokratycznej III RP, i z premedytacją podjudza obywateli, aby rzucili się sobie wzajemnie za gardła.

  • hatteras

    Oceniono 14 razy 8

    Jedynym i slusznym miejscem dla PiSu i sekty radia Maryja jest smietnik historii obok faszystow i komunistow.Niestety smrod pozostanie i to na bardzo dlugo.

  • 2halszka

    Oceniono 11 razy 7

    Polityka obecnego rządu to dewastacja, ośmieszanie naszego kraju, sprowadzanie jego pozycji nawet nie do parteru, ale do głębokiej piwnicy.Obsadzanie ważnych stanowisk w kraju i w najważniejszych dla gospodarki firmach wg zasady -mierny ale wierny- to faza początkowa naszego socjalizmu.Wtedy, zaraz po wojnie, w wielu wypadkach pytano tylko czy umie się i podpisać i jak zapisał się do partii, to zostawał np dyrektorem PGR-u.Jak mój sąsiad. Teraz taka polityka doprowadza nas do przepaści.Mam nadzieję,że nie zakończy się to rozlewem krwi lub , nie daj Boże . czymś jeszcze gorszym

  • baby1

    Oceniono 10 razy 6

    Nasza polityka wobec USA jest od wielu lat służebna: Udział w awanturach, które amerykanie robili na świecie, kiepskie interesy związane z zakupem uzbrojenia z USA, miraże dotyczące naszego bezpieczeństwa. Może to się wydać śmieszne, ale jedynie prosty robotnik Wałęsa był w miarę szanowany w USA, jako ten który przyczynił się do upadku bloku wschodniego i na tym koniec.

  • stefan4

    Oceniono 3 razy 3

    > To nie będzie dobra ocena, uczeń nie przejdzie do następnej klasy: niedostateczny.

    Etam, jakoś go przepchną. Jak nie łokciem, to kolanem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX