Osiem ciosów w dwa dni. Konferencja w Warszawie posłała Polskę na deski [ANALIZA]

Już przed konferencją poświęconą Bliskiemu Wschodowi było wiadomo, że polskiej stronie ciężko będzie na niej zyskać. Chyba nikt jednak nie przypuszczał, że organizowany przez nasze władze szczyt w Warszawie przyniesie Polsce aż tyle szkód na tylu poziomach.

Cios numer 1: Zdrada Unii

Pierwsze problemy zaczęły się już przed szczytem w Warszawie. Przyjmując jego współorganizację i mając świadomość antyirańskiej retoryki, która w jego trakcie będzie używana, polskie władze w zdecydowany sposób stanęły po stronie Waszyngtonu w sporze z Brukselą.

Spór dotyczy polityki wobec Iranu. Unia Europejska uważa, że należy respektować zawarte w kwietniu 2015 roku porozumienie nuklearne, na mocy którego Teheran odchodzi od rozwijania technologii jądrowych w zamian za stopniowe znoszenie sankcji nałożonych przez Zachód. Przeciwnego zdania jest Waszyngton. Kiedy Donald Trump został prezydentem, Stany Zjednoczone wycofały się z porozumienia, stwierdzając, że sankcje są skuteczniejszą metodą wychowawczą wobec Iranu niż dialog i kompromis.

Teraz nieoczekiwanie Polska – członek Wspólnoty i państwo pretendujące do miana jednego najważniejszych unijnych graczy – w bardzo otwarty sposób stanęła po stronie Ameryki w sporze z Unią. Nie wróży to poprawy stosunków z państwami tzw. starej Unii. Można było się o tym przekonać chociażby patrząc na składy delegacji z tych państw podczas warszawskiej konferencji. Delegacji albo nie było, albo przyjeżdżały w składzie sugerującym – powiedzmy najdelikatniej – umiarkowany entuzjazm wobec antyirańskiej inicjatywy.

Pójście w poprzek unijnym partnerom można by jeszcze zrozumieć, gdyby szły za tym wymierne i będące nie do przeceniania korzyści, które Polska w ten sposób miałaby uzyskać. Tyle że o takowych – jeśli w ogóle są – nic nie słyszeliśmy. Każe to przypuszczać, że Stany Zjednoczone zrobiły interes życia – za jednym zamachem uderzyły w Iran i poróżniły Unię Europejską. A za wszystko to cenę zapłacą nie oni, tylko Polska. Dyplomatyczny majstersztyk.

Cios numer 2: Konflikt na własne życzenie

Polska dyplomacja spotkała się z ostrą krytyką z jeszcze jednego powodu. Chyba nikt nie rozumie, dlaczego na własne życzenie tak mocno angażujemy się w konflikt bliskowschodni. I to po jednej ze stron. W odróżnieniu od Stanów Zjednoczonych nie mamy tam strategicznych interesów, nie prowadzimy polityki na skalę globalną i nie rywalizujemy o utrzymanie statusu jedynego supermocarstwa na planecie.

A o tym, że mamy do czynienia z konfliktem chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Za dostateczny dowód może służyć fragment przemówienia amerykańskiego wiceprezydenta Mike'a Pence'a: „Na początku tej historycznej konferencji liderzy z całego regionu zgodzili się, że największym zagrożeniem dla pokoju i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie jest Islamska Republika Iranu. 40 lat temu duchowni przejęli kontrolę nad tym krajem. Od tego czasu wspierali terrorystyczne bojówki, Hezbollah, Hamas, eksportowali broń, napędzali konflikty w Syrii, Jemenie i innych miejscach. Irański reżim jest największym sponsorem terroryzmu na świecie. Zbombardowali amerykańskie ambasady, zabili setki amerykańskich żołnierzy”.

– Nie można osiągnąć stabilności na Bliskim Wschodzie bez skonfrontowania się z Iranem. To po prostu niemożliwe – stwierdził z kolei sekretarz stanu USA Mike Pompeo. A premier Izraela Benjamin Netanjahu dodał: – Wczorajszy dzień to był historyczny punkt zwrotny. Izraelski premier i kilku ministrów spraw zagranicznych z czołowych krajów arabskich zgodzili się w całkowitej jedności i pełnej jasności co do tego, że największym zagrożeniem dla pokoju i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie jest Iran i irański reżim. (…) Miała miejsce solidarność, jedność, której nie pamiętam w całym moim życiu. Uważam, że to niezwykła zmiana, która będzie dobra dla Bliskiego Wschodu, ponieważ potrafimy się zjednoczyć przeciw wspólnemu zagrożeniu, a także pracować razem i kształtować lepszą przyszłość.

Polska dyplomacja starała się, jak tylko mogła, żeby w kontekście Iranu nie mówiono o wojnie, a sytuacja na Bliskim Wschodzie była rozpatrywana zwłaszcza pod kątem pomocy humanitarnej. Na niewiele się to jednak zdało, w świat poszły przede wszystkim przytoczone powyżej konfrontacyjne wypowiedzi. A także tweet kancelarii izraelskiego premiera o „wojnie z Iranem”. Wpis co prawda szybko zniknął, zastąpiony przez cytat w nieco łagodniejszej wersji, ale niesmak i świadomość nieczystych intencji pozostały.

Spotkanie w Warszawie ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza z sekretarzem stanu USA Mikem PompeoSpotkanie w Warszawie ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza z sekretarzem stanu USA Mikem Pompeo Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

Cios numer 3: „Polski reżim” podczas drugiej wojny światowej

Konferencja w Warszawie będzie się też kojarzyć z kilkoma zdarzeniami upokarzającymi Polskę w oczach opinii międzynarodowej. Pierwszym z nich niewątpliwie jest niemająca nic wspólnego z prawdą relacja amerykańskiej dziennikarki MSNBC Andrei Mitchell. – Wiceprezydent wraz z żoną odwiedzą miejsce powstania polskich Żydów w warszawskim getcie, które trwało miesiąc przeciwko polskiemu i nazistowskiemu reżimowi – powiedziała widzom Mitchell, komentując wizytę wiceprezydenta Pence'a i jego żony pod Pomnikiem Bohaterów Getta.

Jej słowa szybko wywołały międzynarodowy kryzys, w który (po stronie Polski) włączył się nawet prezes Światowego Kongresu Żydów Ronald S. Lauder. Niektórzy polscy posłowie domagali się nawet skierowania sprawy przez polskie władze na drogę sądową i wydalenia Mitchell z Polski. Ostatecznie skończyło się na przeprosinach ze strony dziennikarki. „Wczoraj, prowadząc program, opowiadając o powstaniu w getcie warszawskim w 1943 roku, popełniłam błąd. Dla jasności – polski rząd nie brał udziału w tym przerażających czynnościach. Przepraszam za niefortunną niedokładność” – napisała na Twitterze.

Cios numer 4: Pochwała zbrodniarza

Jeszcze większy szok wywołały słowa sekretarza stanu USA. Podczas konferencji prasowej z szefem polskiego MSZ Jackiem Czaputowiczem Mike Pompeo obsypał pochwałami Franka Blajchmana – stalinowskiego zbrodniarza, którego Instytut Pamięci Narodowej podejrzewa o mordowanie członków polskiego ruchu oporu.

– Życie Franka Blajchmana było świadectwem odporności polskiego narodu oraz świadectwem amerykańskiego ideału. Ideału, który mówi że każdy, kto ma duże marzenia, może wznieść się na wyżyny – przekonywał jeden z najbliższych współpracowników Donalda Trumpa. – Blajchman był jednym z wielu dzielnych żydowskich partyzantów w Polsce, którzy ryzykowali życie, stawiając opór nazistowskiej machinie wojennej – podkreślił.

Polscy politycy, dziennikarze i komentatorzy byli po tych słowach w szoku, a na Pompeo spadła olbrzymia fala krytyki. Amerykański polityk jednak się z nich nie wycofał ani za nie nie przeprosił. Jego wystąpienia nie sprostowała też administracja Białego Domu.

Konferencja bliskowschodnia na Stadionie Narodowym w Warszawie.Konferencja bliskowschodnia na Stadionie Narodowym w Warszawie. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Cios numer 5: Spór o żydowskie mienie

Wspomniany już Pompeo z pewnością nie zostanie faworytem „dobrej zmiany”. Na tej samej konferencji prasowej zdążył bowiem upokorzyć Polskę raz jeszcze. Tym razem mówiąc o restytucji mienia amerykańskich ofiar Holokaustu. – Doceniamy także wagę rozwiązywania najbardziej istotnych problemów z przeszłości – przyznał. I dodał: – Zachęcam moich polskich kolegów, by wprowadzili prawo, które pozwala na zwrot majątków tym, którzy je stracili podczas Holokaustu.

Także ta wypowiedź spotkała się z otwartą krytyką przedstawicieli polskich władz. Odpowiedzi Pompeo udzielił Adam Bielan, wicemarszałek Sejmu i jeden z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego. – Jeśli chodzi o kwestię restytucji mienia dla obywateli amerykańskich to ona jest regulowana umową polsko-amerykańską z 1960 roku i ta sprawa jest zamknięta – zapewnił polityk obozu władzy. – Rząd Stanów Zjednoczonych w 1960 roku wziął na siebie wszystkie roszczenia w tej sprawie – przypomniał.

Cios numer 6: Kolaboracja czy kooperacja?

Jakby szokujących wypowiedzi na tle historyczno-wizerunkowym było mało, swoje trzy grosze dorzucił ostatniego dnia szczytu także premier Izraela Benjamin Netanjahu. Dziennik „Jerusalem Post” relacjonował, że zapytany przez jednego z dziennikarzy o historyczny rewizjonizm, szef izraelskiego rządu odparł: – Jestem tutaj i mówię, że Polacy kolaborowali z nazistami. Znam historię i niczego nie wybielam. Podnoszę tę kwestię.

Na jego słowa błyskawicznie zareagowali premier Mateusz Morawiecki i prezydent Andrzej Duda. Pierwszy napisał na Twitterze: „Blisko 80 lat temu Polska padła ofiarą brutalnej agresji i bestialskiej okupacji hitlerowskich Niemiec. W czasie II WŚ zamordowanych zostało ponad 6 mln Polaków, w tym 3 mln Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia. (…) Płacąc niewyobrażalną cenę, naród polski nigdy nie poszedł na kolaborację z Niemcami hitlerowskimi; staliśmy po stronie dobra przeciw absolutnemu złu”.

Z kolei prezydent Duda zaproponował, żeby nadchodzący szczyt Grupy Wyszehradzkiej zamiast w Jerozolimie odbył się w jego rezydencji w Wiśle. „Jeśli wypowiedź Premiera Netanjahu brzmiała tak, jak podają media, gotów jestem udostępnić Rezydencję Prezydenta RP 'Zameczek' w Wiśle na spotkanie Premierów Grupy Wyszehradzkiej (V4). Izrael nie jest w tej sytuacji dobrym miejscem by się spotykać, mimo wcześniejszych ustaleń” – oceniła głowa państwa.

Kryzys zrobił się więc naprawdę poważny. Odwołanie szczytu V4 w Jerozolimie byłoby silnym ciosem w wizerunek Izraela na arenie międzynarodowej. Samemu premierowi Netanjahu mogłoby natomiast odebrać punkty, które u swoich potencjalnych wyborców – wybory parlamentarne w Izraelu odbędą się na początku kwietnia, a poparcie dla formacji szefa rządu słabnie – zyskał ostrą wypowiedzią ws. Holokaustu.

Już w piątkowy poranek Anna Azari, ambasador Izraela w Polsce, oświadczyła, że całe zamieszanie było wynikiem nieprawdziwych informacji podanych przez „Jerusalem Post”. Światło dzienne ujrzała też osobista wiadomość premiera Netanjahu do polskiego MSZ, w której zapewnia, że nie wypowiedział przypisywanych mu słów. Strona polska z radością przyjęła te wyjaśnienia. „Wygląda na to, ze artykuł w @Jerusalem_Post to przykład szkodliwej manipulacji dziennikarskiej; dobrze że zostało to wyjaśnione po naszych interwencjach” – napisał na Twitterze minister Krzysztof Szczerski, szef gabinetu prezydenta Dudy.

Abstrahując od tego, że szerokim echem na świecie odbiła się wyłącznie pierwsza wersja wydarzeń, wiele wskazuje też na to, że wyjaśnienia i rozejm były efektem politycznej kalkulacji po obu stronach i świadomości, że kolejny dyplomatyczny kryzys na linii Warszawa – Tel Awiw nikomu nie jest w tej chwili na rękę. Zwłaszcza, że „Jerusalem Post” w zmienionej wersji artykułu słowo „collaborated” (pol. współpracować, kolaborować) zastąpił łagodniejszym, ale wciąż dosadnym „cooperated” (pol. współpracować). Poza tym, redaktor naczelny gazety broni pierwotnej wersji artykułu.

Sprawy nie pomógł wyjaśnić też sam autor słów. Pytany przez dziennikarzy o swoją (rzekomo zmanipulowaną) wypowiedź, Netanjahu odmówił komentarza i odesłał ich do rzecznika prasowego. Cóź, na użytek wewnętrzny opłaca mu się uchodzić za męża stanu, twardo walczącego o izraelskie interesy. Z kolei na użytek zagraniczny, lepiej całą sprawę wyciszyć i uznać za niebyłą.

Najnowsza odsłona sporu o słowa premiera Netanjahu to wezwanie do siedziby MSZ ambasador Izraela w Polsce Anny Azari. – Wyraziliśmy wobec ambasador Azari oczekiwanie, że strona izraelska jednoznacznie odniesie się do tego, co miał na myśli premier Benjamin Netanjahu. Dotychczasowe wyjaśnienia uważamy za nieczytelne – oświadczył podczas piątkowej konferencji prasowej wiceszef polskiej dyplomacji Szymon Szynkowski vel Sęk.

Ambasada Izraela w Polsce broni się z kolei na Twitterze: „Oświadczenie Kancelarii Premiera Izraela: podczas rozmowy z dziennikarzami premier Netanjahu mówił o Polakach, nie polskim narodzie ani państwie. Jego wypowiedź została błędnie zrozumiana i zacytowana w prasie. W skutek interwencji później zostało opublikowane sprostowanie”.

Premier Izraela Benjamin NetanjahuPremier Izraela Benjamin Netanjahu Abir Sultan / AP

Cios numer 7: Fort Trump za (głowę) Huaweia?

Optymiści liczyli, że warszawski szczyt przyniesie jakiś przełom ws. budowy w Polsce „Fortu Trump”, czyli stałej amerykańskiej bazy wojskowej. Tak się jednak nie stało. Co więcej, nawet na tym polu zrobiliśmy kilka kroków wstecz. Sekretarz stanu USA Mike Pompeo dał nam bowiem jasno do zrozumienia, że dopóki na naszym rynku telekomunikacyjnym operuje chiński gigant Huawei, którego Waszyngton podejrzewa o szpiegostwo na rzecz chińskiego rządu, żadne amerykańskie bazy nad Wisłą nie powstaną. – Stany Zjednoczone nigdy nie umieszczą swojego sprzętu w kraju, w którym jest zagrożenie, że Chińczycy będą mogli hakować informacje – zaznaczył podczas konferencji prasowej z szefem polskiej dyplomacji Jackiem Czaputowiczem.

Cios numer 8: Interes życia (tylko dla kogo?)

Bilansu zysków i strat nie uratowało nawet długo wyczekiwane podpisanie kontraktu na dostawę amerykańskich wyrzutni rakiet HIMARS. W finalnej wersji zamawiamy znacznie mniej wyrzutni, niż planowaliśmy (18 zamiast 56) i na bez porównania gorszych warunkach – bez offsetu i transferu technologii do Polski. Ale przynajmniej znacznie taniej: za 1,5 mld zł a nie 9-14 mld. Więcej o tym, dlaczego zakup systemu HIMARS wcale nie jest dla Polski złotym interesem pisaliśmy niedawno na łamach Gazeta.pl.

Wnioski: Wielopoziomowa klęska

O tym, że zakończony już szczyt w Warszawie okazał się naszą porażką świadczy fakt, że nawet przedstawiciele rządu i zaprzyjaźnione z nim media nie próbują czarować rzeczywistości. Bo i trudno tutaj o magię, która nagle wybawiłaby polskie władze od konsekwencji właśnie zakończonej konferencji. Strona polska poniosła całą serię prestiżowych porażek – na płaszczyźnie obronności (zakup systemu HIMARS, deklaracja sekretarza stanu ws. amerykańskich baz w Polsce), na płaszczyźnie dyplomatycznej (odnowiony konflikt z Izraelem, uderzenie w spójność stanowiska Unii Europejskiej ws. Iranu, zaangażowanie w konflikt bliskowschodni) czy wreszcie na płaszczyźnie wizerunkowej (w świat znów poszły informacje, że Polacy mordowali Żydów i kolaborowali z nazistowskimi Niemcami). Z tego festiwalu nieszczęść płynie wątła nadzieja – ponieśliśmy tak dotkliwe straty na tak wielu polach, że następnym razem, gdy ktoś będzie chciał naszym kosztem urządzić w Polsce tego typu wydarzenie, być może zastanowimy się przynajmniej dwa razy, zanim powiemy „Tak”.

Więcej o:
Komentarze (996)
Konferencja w Warszawie. Okrutny dla Polski bilans zysków i strat
Zaloguj się
  • strzalowyg

    Oceniono 234 razy 212

    Wytykanie przez PIS Iranowi tego, ze rządza u nich przywodcy religijni, to szczyt hipokryzji, he he he

  • window_licker

    Oceniono 160 razy 138

    Goście się wprosili a na koniec nas..ali na dywan a tyłek wytarli w zasłonę. Brawo PiS!!!!

    ps. Waszczykowski wracaj! nawet ty byłeś lepszy

  • jerzysm42

    Oceniono 139 razy 133

    Nie ma pieniędzy dla służby zdrowia, inwalidów, policjantów, nauczycieli...
    Pieniądze suwerena są przeznaczane na igrzyska pachołków Trumpa.

  • bioder65

    Oceniono 141 razy 127

    W tv Kurskiego całkiem inny przekaz.Normalnie się pogubiłem.Pozekam co na ten temat powie tata dyrektor.On wszystko wie najlepiej.Alleluja i do przodu.Może jutro znowu skłóimy się z jakimś krajem.To główny cel pisomatołków.

  • geraldine2015

    Oceniono 129 razy 119

    Pisałam wielokrotnie, ale powtórzę, że mądra, dalekowzroczna polityka międzynarodowa to jak gra w szachy na poziomie arcymistrzów. My gramy w chińczyka w wersji dla przedszkolaków.

  • kleopatra51

    Oceniono 118 razy 100

    Geniusze dyplomacji hyhyhy. Jeszcze potrzeba nam Irańczyków za wrogów

  • pivit

    Oceniono 109 razy 93

    Dyplomatołki po raz kolejny potwierdziły diagnozę Władysława Bartoszewskiego.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX