Zdymisjonowana wiceminister jest tylko kozłem ofiarnym. Rząd daje ciche przyzwolenie na przemoc [ANALIZA]

Wiktoria Beczek
Rząd przestraszył się opinii publicznej, gdy światło dzienne ujrzała nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej. Wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej wzięła całą winę na siebie, a premier oznajmił, że państwo stoi po stronie ofiar. Ale to nieprawda - PiS od lat wspiera nie ofiary, a sprawców.

Premier Mateusz Morawiecki odwołał ze stanowiska wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbietę Bojanowską. To ona - oczywiście w pojedynkę i samowolnie - miała odpowiadać za nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Tę, dzięki której "jednorazowa" przemoc przestawała być przemocą, a stawała się nią dopiero, gdy dochodziło do niej wielokrotnie.

Sprawa wyszła na jaw i wywołała natychmiastowe oburzenie (nie tylko środowisk lewicowo-centrowych). Następnego dnia rząd wycofał się rakiem z nowelizacji, przy okazji deklarując, że "przeciwdziałanie przemocy domowej jest priorytetem rządu Prawa i Sprawiedliwości", a prawo ma "bez cienia wątpliwości w pełni chronić ofiary".

Żeby ograniczyć szkody, znaleziono kozła ofiarnego - Elżbietę Bojanowską, która wzięła pełną odpowiedzialność za treść dokumentu i oddała się do dyspozycji swojej przełożonej, minister Elżbiety Rafalskiej.

Zakopane nie chce zatrzymać przemocy

Ale cała ta szopka to wyłącznie reakcja na społeczne oburzenie i nie byłoby wycofywania ustawy na Twitterze oraz zwolnienia Bojanowskiej, gdyby nie strach przed protestami. Przeciwdziałanie przemocy - wbrew temu, co deklaruje Morawiecki, nie jest "priorytetem rządu PiS", a wręcz przeciwnie.

Jak informuje krakowska "Gazeta Wyborcza", jedną z osób, które miały doradzać ministerstwu podczas prac nad nowelizacją ustawy był zastępca przewodniczącego zakopiańskiej rady miasta w niedawno minionej kadencji. Nie znalazł się tam przypadkiem - Bojanowska w 2016 roku zadeklarowała zbuntowanej gminie Zakopane, że powoła zespół, który opracuje zmiany ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (lub jej całkowite wycofanie) i zaprosiła przedstawiciela rady do prac w zespole.

Dlaczego nazywam gminę "zbuntowaną"? Jest to bowiem jedyna z niemal 2,5 tysiąca polskich gmin, która nie wdrożyła ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Znowelizowana niemal dekadę temu ustawa wprowadzała system rozwiązań, który ma zapewniać kompleksową pomoc ofierze przemocy. Gminy zostały zobowiązane do stworzenia zespołów złożonych m.in. z policjantów, pracowników socjalnych czy pedagogów, którzy "przejmują" rodzinę zaraz po założeniu Niebieskiej Karty i ustalają indywidualny plan działania. W praktyce oznacza to niezapowiedziane odwiedziny dzielnicowego, pomoc psychologa dla dorosłej ofiary i pedagoga dla dzieci, pomoc rzeczową Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej czy terapię w przypadku problemu uzależnienia.

Jak wyjaśniała na łamach "Wyborczej" Zofia Kułach-Maślany z MOPS w Zakopanem, chodzi o to, by kobieta nie musiała do każdej instytucji chodzić osobno. - Chodzi o to, by poszła tylko raz, bo sama decyzja o zgłoszeniu się po pomoc jest bardzo trudna, bywa, że kobieta dojrzewa do niej latami - wyjaśniała. Takie rozwiązanie pozwala też zapobiegać wycofywaniu Niebieskiej Karty, gdy mąż zapowiada poprawę. Zespół zajmuje się rodziną długofalowo, może przekonać kobietę, by dała szansę sobie pomóc.

Ponadto w ustawie zapisano takie "niebezpieczne" rzeczy, jak zakaz stosowania kar cielesnych wobec dzieci, bezpłatną obdukcję  i izolację sprawcy. Pracownicy socjalni mogą też zdecydować o umieszczeniu dzieci u rodziny czy w placówce opiekuńczej, bez oczekiwania na orzeczenie sądu, gdy występuje zagrożenie ich zdrowia i życia.

Szydło chwali odważnych Górali

I właściwie można by powiedzieć - Bojanowska obiecała, Bojanowska powołała zespół, Bojanowska przygotowała nowelizację i Bojanowską zdymisjonowano. Ale nie ona jedna jest zwolenniczką strategii zakopiańskiej.

Muszę państwu przede wszystkim pogratulować, boście są odważni. No jedyny samorząd w całej Polsce, który się sprzeciwił. No ale Górale, wiadomo, jest naród odważny

- to słowa Beaty Szydło, wicepremier ds. społecznych, która wiosną 2017 roku spotkała się z radnymi Zakopanego. Nie bez kozery zaznaczam aktualną funkcję Szydło. Wydaje się bowiem, że przemoc domowa jest jednym z zagadnień, które powinny szczególnie interesować osobę na takim stanowisku. Okazuje się jednak, że tam, gdzie eksperci widzą ratunek dla tysięcy ofiar, Szydło widzi potworne zagrożenie. Co jest takiego strasznego w przeciwdziałaniu przemocy? Tego nie wiadomo, była premier nie chciała odpowiedzieć na pytania dziennikarzy.

Premier Szydło nie chciała mówić, czego gratulowała Góralom, ale oni sami - ustami radnego Józef Figiela - wyjaśniali, że ustawa pozwala zabierać dzieci, zakładać Niebieskie Karty bez wiedzy sprawcy i "inwigilować rodziny".

Faktycznie, wielkie to musi być nieszczęście, że gdy komuś dzieje się krzywda, a przeznaczone do tego instytucje reagują sprawnie i bez zbędnej zwłoki. Tradycyjna polska rodzina pierze brudy we własnym domu i nie życzy sobie żadnej inwigilacji, dziecko trzeba czasem zdzielić sprzączką od paska, a już kobietę to obowiązkowo - wiadomo przecież, że jak się kobiety nie bije, to jej wątroba gnije.

Radni Zakopanego już kilka lat temu zaskarżyli ustawę do Trybunały Konstytucyjnego, a podczas spotkania z Szydło prosili ją o wsparcie zmian w ustawie. Wicepremier obiecała pomóc - jak zręcznie konstatuje TVN24 - radnym, nie ofiarom przemocy.

"Równość płci to po prostu herezje"

Ale Zakopane to przecież nie jedyny przypadek, gdy politycy PiS zdecydowanie przeciwstawiali się walce z przemocą domową. W 2015 roku, gdy ratyfikowano Konwencję Rady Europejskiej o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, posłowie PiS zgodnie głosowali "przeciw". Tak głosowało 127 ze 132 posłów PiS (5 było nieobecnych), w tym Jarosław Kaczyński, Beata Szydło, Elżbieta Rafalska czy Mariusz Błaszczak. "Przeciw" była też Solidarna Polska, której barwy reprezentowali wówczas Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin.

Głosowanie nad ustawą antyprzemocowąGłosowanie nad ustawą antyprzemocową sejm.gov.pl

Ten straszny dokument prezentuje niezwykle kontrowersyjny pogląd, że kobieta to człowiek i państwo ma obowiązek chronić ją przed wszelkimi formami przemocy, wyeliminować wszelkie formy dyskryminacji i wspierać ofiary przemocy. Prawicowi politycy podnosili, że konwencja ma na celu wykorzenienie polskich tradycji. Zdecydowanie tak - jeśli oparte są na idei niższości kobiet, co podane jest explicite w treści konwencji. Państwa ratyfikujące dokument zobowiązują się również, że tradycja (a także kultura, zwyczaje, religia i tzw. "honor") nie będą uznawane za usprawiedliwienie aktów przemocy. Posłowie PiS, wówczas w opozycji, grzmieli z mównicy, że "równość płci to po prostu herezje" (Beata Kempa) oraz, że "konwencja nakazuje ślepe zwalczanie tradycji, religii i kultury" (Małgorzata Sadurska).

Gdy ówczesna opozycja doszła do władzy zaczęła myśleć, jak tu się tej strasznej konwencji pozbyć. Pod koniec 2016 roku Elżbieta Rafalska przyznała otwarcie, że popiera pomysł wypowiedzenia konwencji, a ministerstwo sprawiedliwości miało rozpocząć dyskusję na ten temat. Zdaniem Rafalskiej wyrażone w konwencji poglądy i rozwiązania "kłócą się" z poglądami polityków PiS.

50 przepisów, które chronią sprawców

Ostatecznym potwierdzeniem tezy, że rząd PiS staje po stronie sprawców przemocy niech będzie ujawniona przez "Rzeczpospolitą" informacja, że do prac nad nowelizacją ustawy nie został dopuszczony Zespół Monitorujący do spraw Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, który działa przy Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

"Zespół powołała w lipcu 2017 r. sama minister Elżbieta Rafalska. Wśród 22 jego członków dziesięciu to osoby z organizacji pozarządowych. Rząd miał poprawić źle działającą ustawę z 2005 r., m.in. uprościć procedury Niebieskiej Karty. Zamiast tego wprowadził - zdaniem ekspertów - aż 50 przepisów, które chronią... sprawców przemocy" - czytamy w "Rz".

To wszystko pokazuje, że polskie władze dają ciche przyzwolenie na przemoc. Ok, nie PiS pierwszy i nie ostatni. Ale niechże to będzie jawne! Niech rząd powie wprost, że takie jest oficjalne stanowisko, zamiast mieć usta pełne frazesów o przeciwdziałaniu przemocy jako priorytecie rządu i stawaniu po stronie ofiar.

Więcej o:
Komentarze (115)
Zdymisjonowana wiceminister jest tylko kozłem ofiarnym. Rząd daje ciche przyzwolenie na przemoc [ANALIZA]
Zaloguj się
  • krynolinka

    Oceniono 39 razy 31

    Ten obibok Szydło skoro uważa, że odwagą jest nie reagować na przemoc, może niech sobie popatrzy na relację z procesu w Toruniu.
    Trzyletni Tomek miał obrzęk mózgu. Zmarł.

  • zueoko

    Oceniono 39 razy 29

    Rząd, który nienawidzi kobiet. Nie tylko - cała jego działalność przepełniona jest nienawiścią. Wobec wszystkiego - przyrody, zwierząt, ludzi - tylko nie wobec siebie i swoich pociotków. Gniew i pogarda.

  • polakadam

    Oceniono 27 razy 21

    Dlaczego pisowcy starają się chronić sprawcę przemocy domowej zamiast jej ofiarę? Wszystko w imię tradycyjnych wartości?
    Odpowiedź. Bo są przecież katolikami.
    W taki sam sposób trzeba wytłumaczyć niechęć pisowców do walki z pedofilią w kościele czy do zwalczania przejawów nazimu.

  • norman67

    Oceniono 16 razy 16

    Boli PiS, robota boli, co nie zrobi to sp..li.

  • aldo666

    Oceniono 18 razy 16

    "Tę, dzięki której "jednorazowa" przemoc przestawała być przemocą, a stawała się nią dopiero, gdy dochodziło do niej wielokrotnie."
    czyli jak raz się żonę zabije to nie przemoc
    trzeba ją zabić przynajmniej dwa razy???

  • sierra65

    Oceniono 15 razy 15

    bojanowska nie jest w guście glapińskiego, więc NBP odpada ale dobra miejscówka w spółce skarbu państwa zawsze sie znajdzie dla tego pisowskiego odpada !!!!

  • sqlap72

    Oceniono 15 razy 15

    Chrzanowski - - samowolnie, Glapiński samowolnie, teraz ta Bojanowska - samowolnie Jakaś chorobliwa samowolka się w PiS zagnieździła.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX