Oficjalna wersja brzmi jak żart. Nominacja dla Andruszkiewicza to czysta polityka [ANALIZA]

Jacek Gądek
Przechodzisz do nas i masz na start fotel wiceministra - tak często brzmi oferta dla polityków, ale też dziennikarzy. Transfer popularnego na Facebooku narodowca Adama Andruszkiewicza do rządu PiS ma pomóc w cyfryzacji państwa. Tyle oficjalnej wersji, która brzmi jak żart.

W rzeczywistości fotel w e-resorcie to okup za przejście do obozu władzy. Nikt w Prawie i Sprawiedliwości nie ceni przecież potencjału Andruszkiewicza (byłego szefa Młodzieży Wszechpolskiej) przy informatyzacji państwa. Jego profil na FB lubi co prawda ok. 200 tys. osób. Jeśli jednak to zasięg na portalu społecznościowym miałby decydować, to niewiele mniejsze kompetencje, by być wiceministrem cyfryzacji, ma Sławomir (ten od polewania się szampanem).

Dla obozu władzy znaczenie ma natomiast posiadanie w swoich szeregach własnych narodowców. To bowiem nieco zmniejsza ryzyko wyklucia się na prawo od PiS jakiejś znaczącej partii, czego prezes Jarosław Kaczyński obawia się jak ognia.

Wiceminister z teczki

Mówi jeden z członków rządu PiS: - Jak się ma pod sobą 3-4 wiceministrów, to trzeba pilnować, aby nie były to osoby przypadkowe. A jak z tym jest w praktyce?

Oto historia zatrudniania jednego z wiceministrów za czasów premier Beaty Szydło. Nie o nazwisko chodzi, ale o model, bo podobny powtarza się dziś w rządzie Mateusza Morawieckiego. - Został przyniesiony przez panią premier. W teczce - mówi niegdyś członek rządu PiS. Minister usłyszał od Szydło, że ma tu człowieka i ma go zatrudnić w roli zastępcy. "Obdarowany" minister wprost odpowiedział, że to zły pomysł, bo kandydat ni w ząb nie zna się na działce resortu. Ale na propozycję nie do odrzucenia przystać jednak musiał, targując przy tym, że jednocześnie zatrudni też swojego człowieka do rzeczywistej pracy. Na tym stanęło.

Kandydat z teczki był świeżakiem w polityce. Ministrowie nie wyrywali go sobie z rąk. Trzeba było go - w dowód uznania za wcześniejszą współpracę - po prostu upchnąć w rządzie i to dość wysoko. Opisuje osoba doskonale zorientowana w sprawach ministerstwa, w którym go zakotwiczono: - Relacje wiceministra z ministrem były fatalne, bo nowy nabytek nic nie umiał zrobić. Gdy przyszedł, to powiedział ministrowi, że jego intencją jest zgromadzenie doświadczeń i wpisów w CV, które pozwolą mu na kontynuowanie kariery politycznej.

Wiceminister bez departamentów

Wiceminister ten dostał jeden jedyny departament do nadzoru - podobny zresztą do kompetencji świeżo upieczonego wiceministra cyfryzacji Adama Andruszkiewicza. Pozatrudniał swoich ludzi. - Po pół roku minister zabrał mu i ten jeden departament, a z częścią osób, które pozatrudniał, trzeba było się pożegnać - słyszymy. Wiceminister odszedł z miejsca pierwszego zakotwiczenia, ale dalej jest w rządzie, choć już blisko swoich protektorów.

W pierwszym resorcie wiceministra pamiętają tak: - W pracy bywał rzadko i krótko. Głównie siedział w KPRM, gdzie załatwiał jakieś partyjne czy polityczne sprawy.

To akurat zwiastuje wiceministrowi powodzenie w dalszej karierze politycznej lub w państwowym biznesie.

Woły robocze i "przeciepy"

Wiceministrowie dzielą się na kilka grup.

Pierwsza: woły robocze, dla których stołek ten jest tylko przystankiem w planie na dalszą karierę.

Druga: partyjni działacze, którzy łudzą się, że to tylko przystanek w dalszej karierze.

Trzecia: politycy wyrwani konkurencji, którzy pozwolili się kupić dla dobra państwa i suwerena. Podkupywanie i upychanie posłów opozycji w fotelach wiceministrów albo pełnomocników to zresztą ponadpartyjna praktyka, by nie rzec, że wspólna platforma.

Nabytki są cenne w dwóch sytuacjach. Po pierwsze, gdy obóz władzy potrzebuje przetransferować kogoś z opozycji do siebie i w ten sposób budować stabilną większość w Sejmie. Po drugie, gdy zbliżają się wybory i efektownie jest kogoś wyrwać przeciwnikowi, często za obietnicę stanowiska po wyborach.

Najciekawsze transfery do rządu

W tej kadencji dwa najciekawsze transfery z ław opozycji do obozu rządzącego to Andżelika Możdżanowska (z PSL do rządu PiS) i właśnie Adam Andruszkiewicz (z Kukiz'15, przez Wolnych i Solidarnych ojca premiera, po rząd PiS).

A na szczeblu samorządowym ważny był transfer radnego sejmiku śląskiego Wojciecha Kałuży (z Koalicji Obywatelskiej do PiS). Spektakularne mogło być przez podkupienie radnego KO na Mazowszu (PiS przejęłoby wówczas władzę w województwie). Łatwo zgadnąć, czym PiS kusiło radnego w zamian za zmianę barw: fotelem wiceministra rolnictwa. Ale radny nie zmienił barw i - jak mówi się w żargonie - nie stał się "przeciepem".

Andżelika Możdżanowska się skusiła i porzucając w Sejmie PSL trafiła wprost na fotel wiceministra rozwoju. Dziś ma w swojej nie tak jeszcze dawnej partii opinię zdrajczyni. Nieprzypadkowo: była przecież szefową sztabu wyborczego PSL w 2015 r. i walczyła z PiS-em o życie "peezelu", by potem się do PiS-u przyłączyć.

"Kłusownictwo" ponadpartyjne

Ludowcy ukuli nawet określenie "kłusownictwa politycznego", bo "korupcja polityczna" jest już nazbyt wyświechtana. I jest w tym sporo racji, bo pojedynczy posłowie czy radni to dla partyjnych machin tak PiS jak i PO zwierzyna łowna.

Zdobycz potrafi jednak utknąć w gardle i ośmieszyć myśliwego. Tak było choćby z posłem Mieczysławem Baszko (porzucił PSL na rzecz Porozumienia Jarosława Gowina). Gowinowi co prawda udało się wyjąć Baszkę z klubu PSL i zredukować ludowców do roli koła. Ale tylko na moment. PSL sięgnęło po pomoc renegatów z PO i się obroniło, a Gowin został w talii z Baszką - posłem, za którym ciągną się oskarżenia o przekręty z czasów, gdy był samorządowcem.

Podkupowanie posłów opozycji i "kłusownictwo" jest ponadpartyjne. W szeregach Platformy Obywatelskiej wyróżnia się Joanna Kluzik-Rostkowska - była wiceminister w rządzie PiS i była szefowa sztabu Jarosława Kaczyńskiego. Po transferze została ministrem i to w rządzie Donalda Tuska. Z lewa, bo z SLD, do PO przychodził z kolei Bartosz Arłukowicz - najpierw na stanowisko ministra w KPRM i pełnomocnika rządu ds. przeciwdziałania wykluczeniu społecznemu, a potem ministra zdrowia.

Historie z przeszłości

Schemat jest prosty: jeśli chcesz kogoś pokonać, to przyłącz go do siebie. PiS czyniło już ukłony wobec środowisk skrajne narodowych, a teraz podkupuje jedną z najpopularniejszych postaci tego środowiska. Nawet jeśli ciągną się za nim dziwne historie.

Nazwisko Andruszkiewicza pojawiło się w śledztwie ws. fałszowania podpisów pod listami poparcia dla kandydatów Młodzieży Wszechpolskiej, którą wówczas kierował . W Prokuraturze Regionalnej w Białymstoku zaginął jednak tom akt z tej sprawy.

Węgierski think tank Political Capital Institute ocenił, że Andruszkiewicz pozostaje pod "pośrednim wpływem" Rosji. Poseł - choć nie ma prawa jazdy - brał sute kilometrówki (kancelaria Sejmu nie dopatrzyła się przewiny z jego strony). A jego wypowiedzi wymierzone w środowiska LGBT i imigrantów można by mnożyć długo.

Sławomir też ma duży zasięg

W wywiadzie dla "Super Expressu" Andruszkiewicz podkreśla, że "przede wszystkim posiada wykształcenie wyższe i że to ważna kompetencja". Ponad 20 proc. Polaków w wieku 25-64 lat ma wykształcenie wyższe - gwiazda rock polo Sławomir Zapała również, a do tego jeszcze ponad 700 tys. fanów na YouTube, których wiceminister może mu tylko pozazdrościć.

W przywołanym wywiadzie opisuje, jak w długiej rozmowie przekonał ministra cyfryzacji Marka Zagórskiego. - Podpowiedziałem ministrowi, w jaki sposób mogę wykorzystać moją wiedzę w praktyce. To go przekonało - twierdzi Andruszkiewicz. Akurat poczucia humoru świeżo upieczonemu ministrowi nie brakuje.

Więcej o:
Komentarze (317)
Oficjalna wersja brzmi jak żart. Nominacja dla Andruszkiewicza to czysta polityka [ANALIZA]
Zaloguj się
  • wujekdolf

    Oceniono 63 razy 57

    to jest prawdziwa twarz pisiorów - narodowcy, kibole i inne naziole - głupkowaty ten kto to dopiero zrozumiał :)

  • nazwa.niepoprawna

    Oceniono 51 razy 47

    Mam nadzieję, że ów wice tak nawywija, że Krzywomordy narobi w gacie.

  • niekandydujacy_niepolityk

    Oceniono 49 razy 37

    Korupcja polityczna wypisz-wymaluj.
    Jednak antyunijny narodowiec w rządzie kraju należącego do UE to snadal.

  • ochujek

    Oceniono 38 razy 34

    Za pieniądze ksiądz się modli, a w polityce sami sprzedajni. Gdy zapowiadali że do władzy nie idą dla pieniędzy, a potem broszka wykrzykiwała że te pieniądze po prostu im się należały, to tylko smutny śmiech pozostał.

  • vito60

    Oceniono 35 razy 33

    Adam ma za sobą bandę internetowych trolli i uliczne bojówki. To jest to co pissie tygrysy lubią najbardziej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX