Za rok Mateusz Morawiecki może stać się Donaldem Tuskiem PiS-u [ANALIZA]

Jacek Gądek
Pierwszy rok w butach premiera był dla Mateusza Morawieckiego głównie gaszeniem pożarów. Zaczynający się teraz drugi będzie czarowaniem obietnicami. Jeśli przedłuży rządy prawicy poza rok 2019, stanie się Donaldem Tuskiem PiS-u - premierem i w dużo większym stopniu faktycznym decydentem na lata.

Póki co jednak, Mateusz Morawiecki był premierem przypominającym szefa korporacji, do której przyszedł i nie był w stanie energicznie wyprowadzić jej z bezwładnego dryfu. Korpopremierem.

Po pierwsze: dbał głównie o poszerzanie wpływów i zabezpieczenie swojej kariery. To akurat w polityce jest dość powszechne, ale już w PiS-ie miało być karczowane. Nim Morawiecki wszedł do polityki, starał się być przyjacielem dla wrogów z dwóch stron barykady. Był doradcą ekonomicznym Donalda Tuska i na "taśmach Morawieckiego" krakał jak inni ludzie Platformy. Ale współpracował też - o czym solennie zapewnia Jarosław Kaczyński - już wtedy z obozem PiS.

Dużo szybszą i atrakcyjniejszą ścieżkę awansu dało mu PiS, więc racjonalnie wybrał na swojego protektora Jarosława Kaczyńskiego, a nie Donalda Tuska. Choć oczywiście nie można mu odmówić konserwatywnego rysu, wszak już jako prezes prywatnego banku prowadził taką właśnie politykę historyczną.

Premier inwestuje stale w relacje z prezesem i jego zaufanymi ludźmi, nawet jeśli są z zupełnie innej bajki. Morawiecki stworzył zatem tandem z Joachimem Brudzińskim. Sam też miał zabiegać o to, by do swojego gabinetu politycznego ściągnąć "żołnierza prezesa" - Marka Suskiego. Premier takimi sojuszami mówi Nowogrodzkiej: jestem wasz, macie nade mną kontrolę. Zdarza się też, że Morawiecki i Kaczyński dzwonią do siebie nawet kilka razy w ciągu dnia.

Po drugie: ogłasza co rusz "mamy to!". Sukcesem ogłasza krok do przodu, a potem sukcesem okazuje się być wycofanie z tego sukcesu. Tak było choćby przy okazji ustawy o IPN, która sprowokowała furię środowisk żydowskich, władz Izraela i wywołała bezprecedensowy kryzys w relacjach z USA. Potem ekspresowo obóz władzy skasował własną ustawę IPN ogłaszając przy tym dziejowy sukces w postaci wspólnej deklaracji premierów Polski i Izraela. Podobnie przebiegało odwrócenie czystki w Sądzie Najwyższym.

Dziś premier napisał, że "od samego początku naszym [PiS] celem było stworzenie państwa przyjaznego przedsiębiorcom, które traktuje ich jako partnerów w dialogu i rozumie ich wkład w rozwój gospodarki". - Wierzę, że Polska jest dziś miejscem, w którym każdy może się w dowolny sposób realizować - podkreślił. Wiara premiera jest niezłomna wobec rzeczywistości. Z kolei przed dwoma tygodniami ogłosił: "przeprowadziliśmy gruntowny remont naszego domu" i "jesteśmy po wszystkich zmianach". Gdyby miał rację, to Jarosław Kaczyński mógłby się w tym momencie ogłosić świeżo emerytowanym zbawcą narodu, ale jakoś tego nie czyni.

Po trzecie: przychodził jako obietnica nowej jakości, a tylko koryguje zastany kurs. Na tle środowiska PiS Morawiecki wyróżnia się szerokością horyzontów, znajomością świata, kontaktami z ludźmi biznesu i polityki na Zachodzie. Ale to atut póki co marnowany. W rzeczywistości - wbrew sobie czy z pełną aprobatą - przyjął utarty kurs PiS-u, korygując go nieco. Przejął też dość toporną retorykę Beaty Szydło i zaczął ją tyko okraszać cytatami z poetów. Już w kilka dni po tym, gdy został premierem, napisał w "Washington Examiner", że w Polsce normą jest "wymaganie łapówek" przez sędziów, "gdy sprawa wygląda na najbardziej dochodową". Takie przykłady można by mnożyć.

O ile jednak Szydło nie miała w oczach Kaczyńskiego żadnego autorytetu, to Morawieckim prezes wciąż jest oczarowany. Wciąż też ma - jak pialiśmy pół roku temu - unikatową w całym obozie PiS zdolność do przekonywania prezesa do swojego zdania. Bez tego PiS mogłoby dalej iść na zwarcie z Brukselą ws. Sądu Najwyższego, a tymczasem - za sprawą premiera - wycofało się z tego głupio otwartego frontu.

Po czwarte: czaruje wizjami i prezentacjami, z których wciąż niewiele wynika. Oczywiście oprócz budowania przekonania, że jest liderem i wizjonerem. W sferze realnych zmian to już jednak strata czasu.

Dowodem na wielkość wizji premiera i zarazem na ich teoretyczność jest polska elektromobilność i walka ze smogiem. Sprowadza się ona do modelu auta, który w kultowym "Tob Gear" skonstruowali Jeremy Clarkson i spółka. Był to sklecony z żelastwa toporny samochód elektryczny, do którego prąd dostarczał spalinowy agregat prądotwórczy umieszczony w bagażniku i dymiący na potęgę.

Wielkie wizje nowoczesności premier kreśli z zapałem. Cóż z tego, skoro jego rząd nie potrafi rozwiązać choćby problemu drożejącego prądu, który bezpośrednio albo pośrednio dotknie wszystkich, a miast (które mają tramwaje i oświetlają ulice) już potwornie. Tę coraz droższą energię elektryczną ma - wedle planów - produkować też nowa elektrownia węglowa Ostrołęka C. Wypisz, wymaluj: model energetyczny jak z żartu trefnisiów z BBC.

Po piąte: wie, od kogo zależy jego pozycja i tylko na tych mu zależy. Gdy Mateusz Morawiecki odbierał papiery na premiera z rąk prezydenta, Andrzej Duda mówił mu: "Jest pan moim premierem". Dziś brzmi to jak żart, bo kontakty premiera z prezydentem wygasły. Łączą ich już tylko ustawki, jak choćby ta gdy spotkali się dla pstryknięcia wspólnego zdjęcia i wysłania komunikatu do mediów, że przejmują władztwo nad marszem 11 listopada.

Morawiecki od początku był i jest premierem prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Wojowniczą retoryką walczy o uznanie w szeregach PiS. Gdyby to od terenowych działaczy zależał jego los, to dalej byłby podwładnym Besty Szydło, a nie pierwszym kandydatem do schedy po Jarosławie Kaczyńskim.

Po szóste: przypisuje sobie sukcesy, choć wcześniej był przeciwny. Tak było z 500+. Gdy w połowie 2016 r. program ruszał, Morawiecki (jeszcze nie gryzł się wtedy w język) mówił na jednym z partyjnych spotkań: "Przypominam, że 500 plus jest na kredyt. Zadłużyliśmy się o dodatkowe 20 mld zł, bo chcemy promować dzietność. Jesteśmy we własnym gronie i nie musimy mówić sobie tylko pięknych słów". Nie był też zwolennikiem prostego obniżenia wieku emerytalnego, co PiS jednak zrobiło.

Nie odbiera mu to jednak zasług przy uszczelnianiu podatków, co - w połączeniu z prosperitą w gospodarce - zapewnia pieniądze na lawinę wydatków.

Tylko jeden cel: przedłużyć władzę za rok

I można by się tak dalej rozpisywać, ale dziś ważniejsze jest co innego. Na rok przed wyborami Mateusz Morawiecki stał się niewymienialny w fotelu premiera. Nie wrósł co prawda w tkankę PiS i wciąż jest w dołach partii postrzegany jako bankster, ale  Kaczyński zainwestował w niego tak dużo, że w fotelu premiera mógłby go zastąpić tylko sam prezes. A to - ze względów zdrowotnych i wiekowych - staje się już niemożliwe.

W całym PiS nie ma postaci, która mogłaby stać się twarzą kampanii wyborczej. A przecież teraz dla PiS absolutnym i jedynym celem jest wygrana w wyborach parlamentarnych na jesieni 2019 r. Wszystko inne jest jedynie etapem, narzędziem albo przeszkodą na drodze do tego celu.

Morawiecki już w kampanii samorządowej stał się jej frontmanem i mimo wpadek, konieczności prostowania własnych słów, pociągnął tę kampanię. Mimo że wynik okazał się pod pewnymi względami gorszy niż liczono na Nowogrodzkiej (np.utrata władzy w średnich i mniejszych miastach jak Kielce czy Ostrołęka ), to faktem jest, że Morawiecki po raz pierwszy wygrał PiS-owi wybory.

Morawiecki na drodze, by stać się Tuskiem prawicy

Teraz Morawiecki będzie oceniany w swojej partii już tylko z perspektywy wyborów do Sejmu. Bo czas rewolucji w tej kadencji się skończył i pora zdobyć demokratyczny mandat do jej kontynuowania w drugiej kadencji. Patrząc na sondaże zaufania (IBRiS dla Onetu), to premier jest trzeci (zaraz po Donaldzie Tusku i Andrzeju Dudzie) z wynikiem 42 proc. ankietowanych. To ulotny, ale jednak spory kapitał.

PiS ma zaprezentować niedługo swój nowy program i nowe, zapewne kosztowne, obietnice. To okazja dla restartu Morawieckiego w roli premiera. Trwająca prawie rok kampania wyborcza z wyborami do Parlamentu Europejskiego po drodze, jeśli zakończy się odnowieniem władzy PiS, otworzy Morawieckiemu drogę do przyjaznego przejęcia PiS-u po Jarosławie Kaczyńskim. I stania się Donaldem Tuskiem prawicy - nie tylko premierem, ale też w dużo większym stopniu faktycznym decydentem na lata.

Więcej o:
Komentarze (305)
Za rok Mateusz Morawiecki może stać się Donaldem Tuskiem PiS-u [ANALIZA]
Zaloguj się
  • doomsday

    Oceniono 18 razy -16

    Za rok UE może już nie być. Popatrzcie, co się dzieje i będzie działo we Francji. Od piątku ma tam być strajk generalny, nie tylko demonstracje w soboty.

    To jest powstanie anty-żydowskie. Coraz więcej Francuzów pracuje w zakładach typu magazyny Amazonu za minimalną pensję, z której nie idzie wyżyć. Wiekszość ludzi ma tam zadłużone karty bankowe na tysiące euro. Natomiast kilka milionów tamtejszych Żydów sa kastą panującą. To oni są w służbie dyplomatycznej, w polityce. Na wyższych uczelniach, przeważnie państwowych, pracownikami naukowymi będą wyłacznie Żydzi. Francuzi na Politechnikach, Akademiach i Uniwersytetach sa najwyżej sprzątaczami. Żydzi są właścicielami tych obozów koncentracyjnych typu magazyny Amazonu, gdzie zwykli francuzi pracują. Popatrzcie na youtube na twarze i ręce tych protestujących. To sa twarze więżniów Auschwitz:

    www.youtube.com/watch?v=bCRxR06KPUo, to jest film z ostatniej soboty, 8 grudnia.

  • mireczekb

    Oceniono 13 razy -13

    Wysilił pan panie Jacku mózgownicę, na pisanie takich dyrdymałów. Psu na budę. PiS i Morawiecki będą nadal rządzić po wyborach, bo po prostu dobrze rządzą. Nie obrzydzicie Polakom ani jego, ani człego obozu prawicy. Kpijcie, rzucajcie oszczerstwami, atakujcie nadal. To tylko przynosi punkty PiSowi. Tak trzymać.

  • uthark

    Oceniono 15 razy -13

    PiS wygra wybory parlamentarne, bowiem PO wycina inne partie opozycyjne, a Schetynę interesuje tylko i wyłącznie jakieś 20-25% w Sejmie. Nie interesuje go zdobycie władzy w kraju, bowiem wie, że nie nadaje się na premiera.

  • mederith

    Oceniono 12 razy -12

    Wlasciwie to pan Morawiecki moze byc Tuskiem. Podobny schemat klamstwa i oszustw, z tym tylko wyjatkiem, ze pan Morawiecki odszczekal swoje klamstwa, natomiast pan Tusk czeka na "odpowiednia chwile" po powrocie z politycznej emigracji, aby w kraju Jana Papy ratowac "swoj elektorat" przed "pisowskom zarazom":):):)

  • radmaj12

    Oceniono 9 razy -9

    Żadna żydowska Gazeta nie jest w stanie zohydzić Morawieckiego. Te powyższe próby są żałosne i naciągane bardziej niż guma od majtek.

  • typowynazista

    Oceniono 9 razy -9

    "Tob Gear"....
    Przestałem czytać.
    Jakość języka i staranność w pisaniu pierwszym krokiem do uzyskania wiarygodności. Po czymś takim wiarygodność tzw "redaktora" spadła do poziomu charyzmy Schetyny - czyli oscyluje między zerem, a wartością ujemną.

  • birgir siggi

    Oceniono 11 razy -9

    Szkoda mi czasu na dalsze pisanie,ale spójrzcie ilu obrońców ma donaldino!Oj jak polaczki uwielbiają tego typu osobniki!Przecież ponoć "polskość to nienormalność",to czego wy niezadowoleni jeszcze tu szukacie?Może też wybierzcie się do Brukseli czyścić buciki królowi?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX