Walka o Mazowsze. "Kolega radny miał kłopoty, PiS przyszło z propozycją. Wiedzieli nawet, jaki ma debet"

Zdobycie władzy na Dolnym Śląsku było dla Prawa i Sprawiedliwości prestiżowym sukcesem. To w końcu matecznik Platformy Obywatelskiej i oczko w głowie Grzegorza Schetyny. Obóz "dobrej zmiany" nie planuje zwalniać tempa i robi, co w jego mocy, żeby z rąk opozycji odbić także Mazowsze.

Mazowsze to perła w koronie polskich sejmików wojewódzkich. Region największy, najludniejszy i, przede wszystkim, najbogatszy. Teoretycznie na Mazowszu wygrało PiS (24 z 51 mandatów), ale w praktyce nie ma większości, która pozwoliłaby rządzić. Tę większość zamierza stworzyć Koalicja Obywatelska (18 mandatów) z PSL (8). Nienaturalnie duże znaczenie ma tutaj także jeden mandat Bezpartyjnych Samorządowców, którzy z PiS-em weszli już w koalicję na Dolnym Śląsku.

Co prawda wczesnym popołudniem 16 listopada KO, PSL i SLD zapowiedziały utworzenie wspólnej koalicji w dziewięciu sejmikach wojewódzkich, ale zdaniem naszych rozmówców to jeszcze niczego nie przesądza. Po pierwsze, dlatego, że koalicja podpisana zostanie (albo nie) dopiero w poniedziałek 19 listopada. Po drugie, między jednym i drugim terminem jest jeszcze cały weekend, a więc i szansa na potencjalne wolty. O tym, kto wyjdzie zwycięsko z tego politycznego przeciągania liny dowiemy się zatem najpewniej dopiero 19 listopada – na pierwszej sesji nowego sejmiku.

"Dobierali się do nas"

– Jest strach, jest niepewność. Dobierali się do nas – mówi w rozmowie z Gazeta.pl polityk Nowoczesnej. Po czym dodaje: – Sam wiem o przynajmniej dwóch radnych sejmikowych. Jeden z nich propozycję wyśmiał, drugi – nie wiadomo. Ale znam człowieka i na 99 proc. jestem pewny, że spuści ich na drzewo.

Na czym polega "dobieranie się"? Ten sam rozmówca przytacza następującą sytuację:

Kolega radny miał ostatnio pewne kłopoty zawodowe i jak przyszli do niego ludzie z PiS-u z propozycją transferu, to wiedzieli nawet, jaki ma debet na koncie. To nie jest normalne

Osoba świetnie zorientowana w politycznych układach na Mazowszu: – PiS próbuje przeciągać ludzi, ale bardziej z Nowoczesnej niż z Platformy. W PO to sprawdzony "beton" i szanse na przeciągnięcie ich są małe. W Nowoczesnej – przedsiębiorcy i biznesmeni, dlatego PiS próbuje ich podkupić za pomocą spółek skarbu państwa. Ale nauczeni przykładem Dolnego Śląska robią to po cichu. Nie mogą ich poobsadzać w kluczowych spółkach, także oferują raczej spółki zależne od państwowych gigantów. Tam i tak miesięcznie zarabia się krocie.

Nasi rozmówcy zgodnie przyznają, że Nowoczesna została obrana przez PiS na cel dlatego, że jej politycy to debiutanci na szczeblu samorządowym. Mniejsze doświadczenie i mniej powiązań towarzysko-biznesowych z obecną ekipą rządzącą Mazowszem zwiększa, zdaniem Nowogrodzkiej, szanse na polityczny transfer.

Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka 19 lipca, posiedzenie dotyczące m.in. nowelizacji ustawy o Sądzie NajwyższymKomisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka 19 lipca, posiedzenie dotyczące m.in. nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Kamila Gasiuk-Pihowicz, wiceprzewodnicząca Nowoczesnej, mówi nam, że w partii doskonale zdają sobie sprawę z podchodów, które pod ich radnych wykonuje PiS.

Słyszeliśmy m.in. na taśmach KNF, jakie standardy obowiązują w środowiskach ludzi związanych z PiS-em. Od lat znamy prawdziwą twarz i metody funkcjonowania działaczy obecnej władzy

– mówi. Zapewnia jednak, że sejmikowi radni Nowoczesnej nie dadzą się kupić. Na dowód pokazuje nam zdjęcie – czwórka polityków pozuje z kartkami "Nie dzwoń! #NiePiSzęsię", dając jasno do zrozumienia, że próby "kupowania" radnych spełzną na niczym.

Judaszowe pieniądze

Zdecydowanie najtrudniejszym celem, jeśli chodzi o "wyławianie" pojedynczych radnych wydaje się Platforma Obywatelska, ale także tu trwają intensywne zabiegi. – Podobno PiS-owi udało się dogadać z jedną radną Platformy – mówi nam wpływowy polityk PSL.

Andrzej Halicki, szef mazowieckich struktur Platformy, przyznaje, że kuszenie radnych PO trwa, ale jest spokojny, że zakończy się fiaskiem.

Nikt rozsądny nie pójdzie razem z PiS-em. A ta forma politycznego przekupstwa, którą widzimy w wydaniu PiS-u jest czymś absolutnie obrzydliwym. To judaszowe pieniądze, nie wahajmy się nazywać rzeczy po imieniu

– stwierdza, kiedy pytamy go o oferty, które samorządowcom jest w stanie złożyć obóz władzy.

Zarzuty ze strony opozycji dziwią Adama Lipińskiego, wiceprezesa PiS-u. – Kiedy dwie siły polityczne rozmawiają o możliwej koalicji, prowadzą negocjacje, to naturalne, że rozmawiają nie tylko o programie, ale też o stanowiskach. Tak było na Dolnym Śląsku – przekonuje. – Przepraszam bardzo, a jak Platforma zawierała koalicję z PSL? W identyczny sposób, dlatego takie zarzuty z ich strony brzmią dziś absurdalnie – ocenia.

Uspokajające deklaracje polityków Koalicji Obywatelskiej to jedno, ale niepokój jest. Od warszawskiego polityka KO słyszymy, że stołeczne struktury dostały wyraźne polecenie, aby wstrzymać się z wyborem władz dzielnic do 20 listopada. Dlaczego akurat do tego dnia? Bo 19 listopada po raz pierwszy zbiera się mazowiecki sejmik nowej kadencji i stanie się jasne, kto zdradził, a na kogo można liczyć. Kierownictwo Koalicji chce mieć możliwość reakcji na rozwój wydarzeń również na poziomie lokalnych struktur.

Najdroższy mandat na Mazowszu

Mimo brutalnej walki w kampanii, PiS jest dziś więcej niż otwarte także na porozumienie z samorządowcami PSL. O ile samej formacji niemal na pewno nie uda się przekonać do koalicji na poziomie któregoś z sejmików wojewódzkich – wielokrotnie podkreślał to publicznie prezes ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz – o tyle wyciągnięcie jednego czy dwóch radnych jest już zdecydowanie bardziej realnym scenariuszem.

Tym bardziej, że ludowcy mają dziś spore problemy. Chociaż w wyborach samorządowych zdobyli ponad 12 proc. głosów, przeszło dwukrotnie przebijając prognozy sondażowe, nie przełożyło się to na faktyczne zyski. PSL straciło oba regiony, w których wygrało przed czterema laty – Warmię i Mazury oraz Świętokrzyskie. Co więcej, nie potrafiło się utrzymać nawet w swoich bastionach – na Lubelszczyźnie straciło pięć mandatów, z kolei w Świętokrzyskim aż osiem. W obu regonach nie ma szans na współrządzenie, bo PiS zdobyło samodzielną większość.

Trzeci z bastionów ludowców to Mazowsze. Adam Struzik, szef regionalnych struktur PSL, jest tutaj marszałkiem już niemal siedemnaście lat. Wynik niedawnych wyborów nie był jednak łaskawy dla formacji prezesa Kosiniaka-Kamysza nawet w mateczniku.

PSL ma ten problem, że na Mazowszu potraciło na rzecz PiS-u wiele powiatów. Po wyborach ludzie z PiS-u przychodzili do zatrudnionych w miejskich urzędach i spółkach działaczy PSL-u i mówili wprost: idziecie do waszego sejmikowego radnego i wymuszacie na nim transfer do PiS-u albo wszyscy wylatujecie z roboty

– relacjonuje jeden z naszych rozmówców.

MARTA DUDZIŃSKA

PiS gra więc na to, żeby wykorzystać frustrację partyjnych "dołów" przeciwko kierownictwu partii i sejmikowym radnym. Jakub Stefaniak, rzecznik prasowy ludowców, uspokaja: – Radni PSL to sprawdzone osoby, ludzie z poprzedniej kadencji. Zakusy, oczywiście, były, ale byliśmy i jesteśmy ich pewni.

Na Mazowszu po stronie opozycji mandaty zdobyła nie tylko Koalicja Obywatelska i PSL. Jednego radnego w sejmiku mają też Bezpartyjni Samorządowcy. Co prawda PiS porozumiało się z nimi na Dolnym Śląsku, ale zdecentralizowana struktura tego ruchu sprawia, że w każdym województwie negocjacje trzeba prowadzić od zera. Z naszych ustaleń wynika, że ceną za mandat Konrada Rytla ma być dopuszczenie Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej do władzy w gminach i powiatach na Mazowszu.

To najdroższy mandat w całym sejmiku

– kwituje nasz informator. Chociaż na pozyskanie Rytla zęby ostrzy sobie PiS, od naszych rozmówców dowiadujemy się, że bliski porozumienia z nim jest także PSL. To, w którym klubie ostatecznie znajdzie się samorządowiec Bezpartyjnych rozstrzygnie się zapewne w ostatnich godzinach przed pierwszym posiedzeniem sejmiku.

Tarcia w rodzinie

Odpieranie zakusów ze strony PiS-u to jeden problem Koalicji Obywatelskiej i PSL. Drugim jest osiągnięcie porozumienia między sobą. Wbrew pozorom wcale nie jest to proste i oczywiste. Powodów jest kilka. Poseł Andrzej Halicki mówi nam, że sytuacja polityczna na Mazowszu jest inna niż cztery lata temu – Koalicja Obywatelska ma trzy mandaty więcej niż Platforma w 2014 roku, natomiast PSL straciło aż ośmiu radnych – więc nie można wykluczyć zmian.

Po wyborach kierownictwa PO i PSL podkreślały, że chcą utrzymania status quo w regionach. Jeśli zatem faktycznie Platforma tego chce, to sobie nie wyliczajmy, kto ile zdobył mandatów. A wyliczać zaczęła Platforma

– słyszymy z ust prominentnego polityka PSL.

Drugi istotny czynnik, który wpływa na negocjacje KO i PSL to opisana wcześniej sytuacja PSL w innych regionach, zwłaszcza utrata bastionów w świętokrzyskim i lubelskim. – Ludowcy chcą teraz dla siebie jeszcze więcej, bo po prostu muszą zagospodarować przynajmniej najważniejszych działaczy z Lubelszczyzny i Świętokrzyskiego – słyszymy od osoby dobrze rozeznanej w partyjnych układankach na Mazowszu.

Nawet podczas gminnych czy powiatowych negocjacji PSL-owcy panikują, że dostaną „spadochroniarzy” z partii do zagospodarowania. Ogromne ciśnienie? Mało powiedziane. Im się po prostu pali pod du**

– dodaje nasz rozmówca.

Wśród ludowców panuje przekonanie, że mimo strat poniesionych na Mazowszu sytuacja nie jest tragiczna. Wszystko dzięki ogólnopolskiemu formatowi współpracy Koalicji Obywatelskiej z PSL. Ludowcy (czasami do spółki z SLD bądź Bezpartyjnymi Samorządowcami) są Koalicji niezbędni do rządzenia w czterech sejmikach: kujawsko-pomorskim, warmińsko-mazurskim, wielkopolskim i mazowieckim.

W związku z tym gdzieś będzie musiało posunąć się PSL, a gdzieś Platforma. Innej rady nie ma. A pamiętajmy, że w niektórych regionach trzeba jeszcze zrobić miejsce dla SLD

– zapewnia nas polityk PSL.

Wybory samorządowe 2018. Adam Struzik może nie być już marszałkiem województwa mazowieckiego.Wybory samorządowe 2018. Adam Struzik może nie być już marszałkiem województwa mazowieckiego. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Wreszcie kwestia trzecia i, być może, najważniejsza, a więc fotel marszałka. PSL jest przekonane, że swoją pracę na tym stanowisku powinien kontynuować Adam Struzik. – Jeśli facet robi wynik na poziomie 77 tys. głosów, najlepszy w kraju, to nie ma w tym przypadku i należy to uszanować – słyszymy w partii. Nasi rozmówcy dodają też, że za Struzika nikomu nie było źle – nie tylko Platformie, ale nawet PiS-owi. – Rozmawiał ze wszystkimi i patrzył przede wszystkim na korzyści dla regionu, a nie partyjne legitymacje – mówi osoba z otoczenia wciąż urzędującego marszałka.

Inny z naszych rozmówców podkreśla, że z punktu widzenia PSL, to właśnie ta partia "zabezpiecza nadwyżkę mandatów na Mazowszu", więc choćby z tego tytułu to jej powinno przypaść obsadzenie fotela marszałka.

Tyle że w Platformie na tym stanowisku widzieliby szefa warszawskich struktur partii – posła Marcina Kierwińskiego. Przekonywał o tym na antenie RMF FM rzecznik prasowy PO Jan Grabiec, który Kierwińskiego nazwał "naturalnym kandydatem na marszałka". Grabiec zastrzegł jednak, że rozmowy w tej sprawie wciąż się toczą i nic nie jest przesądzone.

– Słyszałem od polityków Platformy, że to wcale nie jest uzgodnione ze Schetyną – mówi nam jeden z polityków ludowców. Jak twierdzi, kandydatura Kierwińskiego to efekt "ambicji samego posła i podszeptów ludzi z jego otoczenia". Szef stołecznej Platformy ma się bowiem obawiać, że po spektakularnym zwycięstwie Rafała Trzaskowskiego w pierwszej turze wyborów samorządowych to właśnie nowy prezydent stolicy będzie rozdawać karty w Warszawie.

Na kilkadziesiąt godzin przed pierwszą sesją nowego sejmiku punktów spornych jest więc dość dużo. Niewiadomych co do układu sił w nowej kadencji – również. – Mazowsze to dzisiaj jedna, wielka układanka – podsumowuje osoba obeznana z polityką w tym regionie. I dodaje: – Nikomu nie jest na rękę, żeby sejmik szybko się zebrał, bo wszystko cały czas jest w grze.

Kwaśniewski o powrocie Tuska do polskiej polityki: Jeśli chce wrócić, to wróci

Więcej o:
Komentarze (143)
Wybory samorządowe 2018. Tak PiS walczy o władzę na Mazowszu
Zaloguj się
  • precz_z_komunia

    Oceniono 49 razy 41

    Pazerni i Skorumpowani :-)

  • m.marle

    Oceniono 38 razy 34

    "...wiedzieli nawet, jaki ma debet na koncie."
    Byłby wstyd, gdyby nie wiedzieli. Przecież po to przejęli te wszystkie służby, tajnych współpracowników i gdzie się da wpychają PiS-owców po cywilnemu . Nie?

  • yoonac

    Oceniono 42 razy 34

    O ile można podejrzewać, że te wybory były sfałszowane na korzyść PiS to w przypadku następnych wyborów parlamentarnych można być pewnym że bolszewicy nie będą chcieli oddać władzy.

  • T. S.

    Oceniono 27 razy 27

    Poparcie PiS-u przez członków innych partii politycznych to zdrada własnego elektoratu, który głosował PRZECIWKO PiS-owi. To także skrajna forma zeszmacenia się.

  • krynolinka

    Oceniono 33 razy 23

    Dziwne, że po stronie PiS-u nie negocjują koloratki, mogliby obiecać dożywotnie odpuszczenie grzechów.
    Nie do pogardzenia łapówka..
    A na poważnie jeśli gość od debetu nie chlapie jęzorem na prawo i na lewo o trudnościach finansowych, to ktoś musi mieć dostęp do poufnych danych bankowych.
    Co w kontekście ostatnich wydarzeń wcale nie dziwi.

  • baska_w5

    Oceniono 24 razy 22

    Wchodzenie w koalicję z PiS to zakładanie sobie pętli na szyję albo wciskanie się do paszczy lwa. Samoobrona już to przerobiła.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX