PiS nie poległo jedynie w metropoliach, ale także w miastach prezydenckich. Zdobyło 4 ze 107. Kaczyński ma problem

Po pierwszej turze wyborów samorządowych politycy Prawa i Sprawiedliwości mówili o sukcesie ich partii. Po wyborczej dogrywce takiego stwierdzenia obronić nie sposób.

Samodzielna większość w Sejmie (po raz pierwszy w historii III RP), prezydent z własnego obozu politycznego, podporządkowane partii media publiczne i spółki skarbu państwa, bogaty program socjalny, stabilne i wysokie poparcie sondażowe na poziomie 30-45 proc. Mimo tego ze 107 miast prezydenckich w całej Polsce kandydaci startujący z list PiS-u będą rządzić w zaledwie czterech. Największym z nich jest 65-tysięczny Zamość. Dla Nowogrodzkiej to bolesna lekcja i ostrzeżenie przed wyborami do europarlamentu i parlamentarnymi.

Wielkomiejska klęska

Tegoroczne wybory samorządowe w wielkich miastach były dla PiS-u znacznie mniej udane niż te sprzed czterech lat. Najprostszy do znalezienia dowód to liczba kandydatów Nowogrodzkiej, którzy walczyli o zwycięstwo w drugich turach. W tym roku – zaledwie trójka; w 2014 roku – sześcioro.

Małgorzata Wassermann (Kraków), Kacper Płażyński (Gdańsk) i Bartłomiej Sochański (Szczecin) nie sprawili niespodzianki. Swoje pojedynki z dotychczas urzędującymi prezydentami przegrali bardzo wyraźnie, żeby nie napisać, że z kretesem. Odpowiednio: 38,06 do 61,94 proc., 35,2 do 64,8 proc. i 21,78 do 78,22 proc.

Przewodnicząca Małgorzata Wassermann w drodze na posiedzenie sejmowej komisji śledczej ds. afery Amber Gold. Warszawa, Sejm, 4 kwietnia 2017Przewodnicząca Małgorzata Wassermann w drodze na posiedzenie sejmowej komisji śledczej ds. afery Amber Gold. Warszawa, Sejm, 4 kwietnia 2017 Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

Według dr. hab. Sławomira Sowińskiego z Instytutu Politologii UKSW porażka polityków PiS-u w metropoliach nie dziwi. Zwraca jednak uwagę na coś innego – niezależnie od kandydata, miasta czy lokalnych uwarunkowań rozmiary porażki są bardzo podobne. – To pokazuje, że w metropoliach nie tyle przegrali konkretni ludzie, którzy występowali pod szyldem PiS-u, co przegrało chyba samo PiS jako partia – mówi w rozmowie z Gazeta.pl. I dodaje: – Byliśmy świadkami plebiscytu. Oceny nie tyle nawet reform PiS-u, co sposobu, w jaki były one wprowadzane. Mówiąc krótko: w dużych miastach doszły do głosu polityczne emocje, wywołane przez obóz „dobrej zmiany” po roku 2015.

Porażka Wassermann, Płażyńskiego i Sochańskiego dopełniła obrazu klęski PiS-u w metropoliach. Przed dwoma tygodniami ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego już w pierwszej turze przegrało walkę o Warszawę (Patryk Jaki), Łódź (Waldemar Buda), Poznań (Tadeusz Zysk) i Wrocław (Mirosława Stachowiak-Różecka). Na tym się jednak nie skończyło, bo PiS musiało obejść się smakiem również w wielu innych dużych miastach: Lublinie (Sylwester Tułajew), Białymstoku (Jacek Żalek), Rzeszowie (Wojciech Buczak), Gdyni (Marcin Horała), Opolu (Violetta Porowska), Toruniu (Zbigniew Rasielewski), Bydgoszczy (Tomasz Latos), Zielonej Górze (Piotr Barczak), Gorzowie Wielkopolskim (Sebastian Pieńkowski).

Jak przekonuje socjolog dr Robert Sobiech, dyrektor Instytutu Polityk Publicznych Collegium Civitas, w dużych miastach PiS płaci cenę za konflikt polityczno-społeczny, który rozpętało już na początku tej kadencji i który zraził do tej partii wielkomiejskiego wyborcę. Nasz rozmówca dodaje też jeszcze jeden istotny czynnik, który ma wpływ na wyniki PiS-u w ośrodkach wojewódzkich. – Większość dużych miast w Polsce zanotowała w ostatnich latach zauważalny skok, jeśli chodzi o jakość życia. Ludzie to widzą i wiedzą, że na tym korzystają, więc nie czują potrzeby zmian – analizuje dr Sobiech.

Przegrany kandydat PiS na prezydenta miasta Kacper Płażyński podczas wieczoru wyborczego. Druga tura wyborów samorządowych. Gdańsk, 4 listopada 2018Przegrany kandydat PiS na prezydenta miasta Kacper Płażyński podczas wieczoru wyborczego. Druga tura wyborów samorządowych. Gdańsk, 4 listopada 2018 Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Politycy PiS pytani o przyczyny porażki, wymieniają tutaj kilka kluczowych czynników: ograniczenia demograficzne (przewaga wyborców liberalnych w dużych miastach), wysoką frekwencję (im wyższa, tym wyniki formacji centrowych lepsze), postawienie w kampanii na wieś i małe miejscowości, wystawienie politycznie świeżych i niedoświadczonych kandydatów.

Nie brakuje też jednak zaklinania rzeczywistości. „W samorządowej dogrywce górą w większości kandydaci komitetów lokalnych. Nasze 35-40% pod własnym szyldem @pisorgpl w dużych i średnich miastach plus zdecydowanie zwycięstwo w większości regionów dobrze rokuje na wybory do Sejmu RP. W 4 meczach PiS kontra reszta Świata 1:0:)” (pisownia oryginalna) – kilka godzin po ogłoszeniu wyników drugiej tury ocenił na Twitterze europoseł Tomasz Poręba, szef kampanii samorządowej PiS-u.

Znacznie bardziej stonowaną ocenę sytuacji przedstawił w poniedziałkowy poranek w Radiu ZET Michał Dworczyk. Dopytywany o wyniki PiS-u w miastach, szef Kancelarii Premiera powiedział: – Oczywiście nieprawdziwe byłoby stwierdzenie, że my jesteśmy zadowoleni z tych wyników, to jest oczywiście olbrzymie wyzwanie i dowód na to, że dużo pracy jest przed nami w zbliżających się wyborach do Parlamentu i do Parlamentu Europejskiego.

– Bez wątpienia musimy popracować nad komunikacją – zaznaczył polityk. Po czym przekonywał, że głównym powodem niezadowalających wyników partii władzy była „oszczercza kampania kierowana przeciwko kandydatom PiS-u i całej formacji dotycząca rzekomego polexitu”.

Czwórka PiS-u

Porażkę PiS-u w metropoliach politycy tej partii mogą swojemu elektoratowi wyjaśnić w miarę szybko i relatywnie bezboleśnie. Prawdziwym wyzwaniem będzie wytłumaczenie, dlaczego PiS zawiodło w tzw. miastach prezydenckich, czyli ośrodkach liczących ponad 100 tys. mieszkańców oraz miastach na prawach powiatu.

Takich miast jest w Polsce 107. Druga tura odbywała się w 43 z nich, w 25 o władzę ubiegał się kandydat lub kandydatka PiS-u. Tylko w dwóch z tych 25 ośrodków PiS zdołało wygrać wyborczą dogrywkę. Efekt jest taki, że przed czterema laty PiS zdobyło jedenaście miast prezydenckich, a obecnie zaledwie cztery (Chełm, Otwock, Stalowa Wola, Zamość). Ten bilans można nieznacznie poprawić, jeśli doliczymy wygrane polityków związanych z PiS-em, ale startujących z własnych komitetów. Przyjmując tę miarę, PiS na swoje konto może zapisać także Racibórz i Tomaszów Mazowiecki. To jednak wciąż tylko sześć ze 107 miast prezydenckich, czyli nieco ponad 5,5 proc. całości.

Jarosław Kaczyński na przedwyborczej konwencji PiS ChełmieJarosław Kaczyński na przedwyborczej konwencji PiS Chełmie PiS/Facebook.com

Na tym lista problemów PiS-u po drugiej turze wyborów samorządowych się nie kończy. Prezes Kaczyński i jego ludzie będą musieli poważnie przeanalizować, jak doszło do tego, że partia została pobita nawet w swoich wieloletnich bastionach – Ostrołęce, Siedlcach, Kielcach, Nowym Sączu. Na liście utraconych terenów są też m.in. Mielec, Łańcut, Łomża czy Sanok.

Dr. hab. Sławomir Sowiński wylicza trzy główne przyczyny niezadowalającego wyniku PiS-u w miastach prezydenckich. Pierwszą jest pewien chaos w politycznych poczynaniach obozu władzy, który ostatnio przejawiał się m.in. olbrzymim zamieszaniem wokół wolnego 12 listopada. Drugą – złożenie przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę wniosku do Trybunału Konstytucyjnego ws. kierowanych do TSUE przez polskich sędziów pytań prejudycjalnych. Zwłaszcza przez wyborców wielkomiejski zostało to odebrane jako kwestionowanie polskiej obecności w Unii Europejskiej. Wreszcie PiS popełniło pewne błędy w swoim podejściu do małych i średnich miast. Z jednej strony właściwie oceniło aspiracje i potrzeby socjalne mieszkańców tych ośrodków; z drugiej – nie doceniło ich potrzeb obywatelskich. Nasz rozmówca wylicza tutaj takie kwestie jak polityczna stabilność, niezależne media, niezawisłe sądy czy poczucie satysfakcji i dumy z tego, co udało się osiągnąć po 1989 roku, a później także po wejściu Polski do Unii Europejskiej.

Kwestie kampanijne i styl prowadzenia bieżącej polityki to jednak tylko jedna strona medalu. W rozmowie z Gazeta.pl dr Robert Sobiech zwraca uwagę na głębsze przyczyny społeczne, które kryją się za wynikami PiS-u w miastach prezydenckich. Jego zdaniem jedna z głównych linii podziału biegnie dzisiaj pomiędzy miastem a wsią.

Niezależnie od wielkości i położenia geograficznego miast, mamy w nich do czynienia z inną strukturą społeczną, wykształcenia i dochodów niż na wsi, co bezpośrednio przekłada się na dostrzeganie postępów, jakie robią miasta i poprawy poziomu życia w tychże miastach

– tłumaczy. Zaznacza też, że potwierdzeniem tej tezy są porażki, których PiS doznało w swoich dotychczasowych bastionach na Podkarpaciu i w Małopolsce.

Według socjologa na PiS-ie mści się także silnie antyelitarystyczna retoryka, która nie ogranicza się tylko do elit na poziomie krajowym, ale także do elit na szczeblu regionalnym czy lokalnym.

W przypadku miast jest to retoryka skierowana przeciwko ludziom, którym mieszkańcy zawdzięczają postęp z ostatnich kilkunastu lat. Mieszkańcy utożsamiają się z sukcesami swoich miast, a przez to pozytywnie oceniają także ich władze

– mówi nam dr Sobiech. – Mieszkańcy miast są odporni na główne hasła PiS-u, zwłaszcza te antyelitarystyczne. One mogą przynosić efekty na terenach wiejskich, zwłaszcza tych najuboższych, ale już nie w miastach – dodaje.

Polityczna pora roku

Przed PiS-em staje trudne zadanie: jak ocenić dopiero co zakończone wybory samorządowe i jakie wyciągnąć z nich wnioski przed kampaniami europarlamentarną i parlamentarną.

Politycy partii rządzącej podkreślają, że głównym celem Nowogrodzkiej było zdobycie sejmików wojewódzkich. Sam prezes Kaczyński w lipcu mówił o przejęciu władzy w czterech, może pięciu regionach. Dziś wiemy już, że 34,13 proc. dało PiS-owi samodzielną większość w aż sześciu sejmikach (podlaskim, lubelskim, podkarpackim, świętokrzyskim, łódzkim i małopolskim). W dwóch kolejnych (Dolny Śląsk, Mazowsze) partia wciąż ma szanse na rządzenie, ale będzie to zależeć od negocjacji koalicyjnych i „podkupywania” radnych z innych formacji.

21.10.2018, Warszawa, Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński podczas wieczory wyborczego PiS po pierwszej turze wyborów samorządowych.21.10.2018, Warszawa, Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński podczas wieczory wyborczego PiS po pierwszej turze wyborów samorządowych. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Jeśli porównać wybory samorządowe 2018 do tych sprzed czterech lat – mając jednak na uwadze, że w tym czasie zmieniono ordynację wyborczą, co przełożyło się na wyniki – PiS również wypada bardzo korzystnie. Partia prezesa Kaczyńskiego zyskuje przeszło 2 mln głosów (3,21 mln w 2014 roku i 5,27 mln teraz), podczas gdy Koalicja Obywatelska milion (4,16 mln vs 3,14 mln) względem wyniku Platformy Obywatelskiej sprzed czterech lat.

Jeśli natomiast porównać sumaryczny wynik PiS-u w skali kraju do sejmików z rezultatem, który partia uzyskała trzy lata temu w wyborach parlamentarnych, okaże się, że „dobra zmiana” straciła od 444 (wybory do Sejmu) do 725 tys. (wybory do Senatu) głosów. Oczywiście ciężko zestawiać wybory samorządowe i parlamentarne w skali 1:1, ale powyższe porównanie jest o tyle istotne, że właśnie zakończone wybory były pierwszym wymiernym sprawdzianem poparcia dla PiS-u i oceną prowadzonej przez tę partię polityki.

Dr hab. Sławomir Sowiński: – Należy zwrócić uwagę na coś, czego nie pokazują suche liczby. Chodzi o tzw. dynamikę procesu politycznego. Zmienia się być może polityczna pora roku. To, co wczoraj wyborcy przyjmowali z akceptacją, respektem czy obojętnością, teraz zaczyna ich dziwić, irytować bądź niepokoić. Zwłaszcza druga tura wyborów samorządowych pokazuje, że sprzyjająca PiS-owi polityczna pora roku może dobiegać końca.

Kluzik-Rostkowska: Rząd jest doskonały w propagandzie. Kurski jest szefem sztabu PiS-u

Więcej o:
Komentarze (256)
Wyniki wyborów samorządowych 2018. PiS przegrywa w miastach.
Zaloguj się
  • korkodyl_nilowy

    Oceniono 64 razy 58

    Krotki, zauwazyles juz,
    ze Ci sie koncepcja sypie?
    Poczuliscie juz w pisiarni
    zimny pot na grzbiecie??

  • kolor

    Oceniono 56 razy 46

    Gonić Piskomuchow

  • kastoripollux

    Oceniono 48 razy 42

    Należało nie chować Antka. Ten patriota roku wyzwala w narodzie taki entuzjazm i optymizm, że widząc i słysząc go każdy głosuje na dobrą zmianę. A tak na poważnie to w PiSie są same takie Antki. Cała ta awangarda sekty jest nienormalna. Nie trzeba tego udowadniać, wystarczy ich posłuchać. Dać im mówić, to sami się obnażają. A że dojście do TVPiS mają nieograniczone to się zdekonspirowali, a wyborcy wyciągają wnioski. PiS zapewnić może jedynie budowę pomników i zmianę nazw ulic. To jest ich program. Pomijam symbiozę z Kościołem co jest skandalem patrząc przez pryzmat zapisów w konstytucji. Naród ma już dosyć świrowania pacynek prezesa i powiedział STOP. Szkoda, że tak późno. Natomiast martwi, że 35% populacji tego kraju to skończeni idioci. Niestety rozmnażają się na żywioł i to źle wróży jakości puli genetycznej naszego społeczeństwa.

  • korkodyl_nilowy

    Oceniono 40 razy 34

    Pisiarnia juz sie toczy.
    Moze to potkniecie demokracji
    okaze sie dobrą szczepionką na popoulizm?

  • lukasz_patrykus

    Oceniono 34 razy 30

    Trudno się dziwić że PiS przewalił w miastach, nawet na Podkarpaciu i to nawet nie koniecznie jakiś dużych ośrodkach typu Przemyśl czy Sanok...
    Ale trudno się dziwić skoro z jednej strony obiecywano mieszkańcom po 6 linii metra, lotniska i Nowy Dubaj a w rzeczywistości były barierki, blokowanie miasta, i nocne stawianie pomników wbrew mieszkańcom... Ludzie w miastach to nie chłopi panszczyzniani i wiedzą co widzą na codzień

  • kalina-net

    Oceniono 32 razy 30

    I tak to się zaczęło.Suweren pokazał co myśli o pisiorach

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX