Wybory 2018. Politolog: Zaczyna się najbrutalniejsza część kampanii. Pierwsza tura tylko wstępem

- Jeśli będą problemy z szybkim i sprawnym przeliczeniem głosów oraz podaniem wyników, (...) to będziemy mieć zamieszki w wielu miejscach kraju - mówi w rozmowie z Gazeta.pl politolog prof. Antoni Dudek z UKSW w Warszawie.

Gazeta.pl: Za nami podobno najbrutalniejsza kampania wyborcza w III RP.

Prof. Antoni Dudek: Nie zgadzam się z taką tezą. Oczywiście była brudna i brutalna, ale jeśli mówimy, że najbardziej, to tylko w historii kampanii samorządowych. Dobrze pamiętam kampanie prezydenckie i parlamentarne z ostatnich już blisko 30 lat i obecnej kampanii pod względem ostrości nieco do nich brakuje. Na całe szczęście obyło się bez tego, czego bardzo się obawiałem, czyli fizycznych starć sympatyków poszczególnych kandydatów i partii. Mam nadzieję, że nie będziemy oglądać takich obrazków również pomiędzy pierwszą a drugą turą.

Fizyczne starcia sympatyków? Chyba trochę pan przesadza.

Bynajmniej. Zresztą ciągle obawiam się takiego scenariusza, jeśli będą problemy z szybkim i sprawnym przeliczeniem głosów i podaniem wyników. Jeśli powtórzyłaby się sytuacja z 2014 roku, to będziemy mieć zamieszki w wielu miejscach kraju. Obie strony są niezwykle zdeterminowane i rozemocjonowane. Sytuacji nie poprawia fakt, że najbrutalniejszej części kampanii spodziewam się przed drugą turą głosowania. Pierwsza tura była tylko wstępem.

Dlaczego? Z punktu widzenia PiS-u najważniejsza była bitwa o sejmiki wojewódzkie, a ta już za nami.

Po stronie PiS-u może być chęć osłabienia przed drugą turą kandydatów związanych z Koalicją Obywatelską. Chociażby w Krakowie spodziewam się zdecydowanie ostrzejszych ataków pani Wassermann na prezydenta Majchrowskiego właśnie po pierwszej turze. W tej batalii najcięższe działa jeszcze nie zostały przez PiS wytoczone i niewykluczone, że sztab zostawił je na decydującą rozgrywkę przed drugą turą.

Komu taki brutalny język i brutalny styl prowadzenia polityki pomaga, a komu przeszkadza?

To zależy od konkretnego wyborcy - jednych ta brutalność odrzuca, a innych dodatkowo nakręca. Przypominam sobie sytuację posłanki Sawickiej z 2007 roku i to, jak PiS próbowało zrobić z jej zachowań korupcyjnych maczugę wyborczą. Efekt był taki, że Sawicka zwołała pamiętną konferencję prasową, na której płakała i błagała, żeby PiS jej nie niszczyło. Ostatecznie "granie" tematem Sawickiej obróciło się przeciwko PiS-owi. Bo takie jest właśnie podstawowe ryzyko używania radykalnych argumentów i zbyt śmiałych posunięć - nigdy nie wiadomo, jaki będzie ich efekt końcowy i czy nie obróci się przeciwko autorowi.

Najświeższy przykład - antyimigrancki spot PiS-u.

Wydaje mi się, że tym razem raczej zaszkodził PiS-owi. Na Nowogrodzkiej najwyraźniej zapomnieli, że nie jesteśmy już w 2015 roku, kiedy setki tysięcy ludzi szturmowały granice Unii Europejskiej, a wielu ludzi w Europie naprawdę się tego bało. Czasy się zmieniły, sytuacja zdecydowanie uspokoiła, a w Polsce coraz więcej ludzi zaczyna rozumieć, że mamy bardzo poważny kryzys demograficzny i bez przybyszów z zagranicy na dłuższą metę sobie nie poradzimy. Trzeba ich jednak ściągać w sposób przemyślany, a nie chaotyczny, jak to ma niestety obecnie miejsce.

W przypadku Platformy rolę antyimigranckiego spotu odegrała wypowiedź Grzegorza Schetyny, w której porównuje PiS do szarańczy.

To był strzał w kolano przewodniczącego Platformy, zwłaszcza że ze swoich słów ani się nie wycofał, ani nie przeprosił. Odczłowieczanie przeciwnika politycznego fatalnie się kojarzy i PiS natychmiast to wykorzystało. Dodatkowo, słowa te padły raptem kilka dni przed rocznicą zabójstwa Marka Rosiaka. Schetyna nie mógł sprawić PiS-owi lepszego prezentu.

A może z tą brutalnością jest tak, że oceniamy ją przez pryzmat warszawskiego starcia Trzaskowski vs. Jaki, zdecydowanie najbardziej medialnego w skali kraju?

Przed laty Jan Rokita powiedział, że w wyborach samorządowych najważniejsza jest prezydentura stolicy, bo kto wygrał w Warszawie, ten wygrywa w całej Polsce. Oceniając faktograficznie, nie jest to prawda, ale od strony psychologicznej Rokita na pewno miał sporo racji. To tyle, jeśli chodzi o stolicę. Co do brutalności tej kampanii, na pewno miał na nią wpływ fakt, że to pierwsze wybory od trzech lat rządów PiS, które znacząco pogłębiły polaryzację. Konflikt między PO i PiS-em osiągnął niespotykane wcześniej rozmiary. W efekcie dla wielu Polaków wybory zmieniły się w plebiscyt "za" i "przeciwko" rządom "dobrej zmiany". Ale na poziom złych emocji w tej kampanii wpływ miała nie tylko Warszawa. Wszyscy śledziliśmy przecież, co działo się w Łodzi i to, jak PiS straszyło odwołaniem Hanny Zdanowskiej w przypadku wyborczej wygranej.

Rafał Trzaskowski, Patryk JakiRafał Trzaskowski, Patryk Jaki Gazeta.pl

To były tylko słowa czy jednak coś więcej?

Zobaczymy. Jeśli PiS faktycznie usunie Zdanowską ze stanowiska po tym, jak wygrała w pierwszej turze, będziemy mieć konflikt na znacznie większą niż dotąd skalę. Będziemy mieli bowiem konkretnego polityka, który właśnie uzyskał silny demokratyczny mandat z błogosławieństwem przewodniczącego PKW. A teraz władza centralna spróbuje go zastąpić swoim nominatem, ignorując wolę wyborców, którzy wszak wiedzieli o sprawie sądowego wyroku. Ludzie w Łodzi i nie tylko tam odczytają to jako próbę nadużycia władzy. Jeśli z kolei rząd PiS-u cofnie się w tej sprawie, to zostanie z problemem własnej wiarygodności, bo zaangażowało się w tę sprawę za późno i zbyt mocno.

Kiedy PiS zrozumiało, jakie były reakcje na zapowiedź ministra Jacka Sasina, politycy tej partii zaczęli się od sprawy dystansować. Na finiszu kampanii wojewoda łódzki Zbigniew Rau miał wygasić mandat Zdanowskiej, a jedynie pogroził jej palcem i mówił, że w razie wygranej nie powinna sprawować urzędu.

Tak, próbowali łagodzić sytuację i swój język w tej sprawie, ale to nie będzie łatwe. Weszli w ten temat zbyt mocno, ze zbyt dużymi groźbami. Teraz wycofanie się z niego zostanie odebrane przez ich twardy elektorat jak porażka. Myślę, że PiS nie odpuści tej sprawy do końca i najpewniej skieruje sprawę Zdanowskiej do sądu. Pozostaje pytanie, czy do czasu wydania wyroku pozwoli jej zachować urząd, czy zechce ustanowić komisarza.

Potencjalne straty wizerunkowe i polityczne są zbyt duże, żeby PiS rozegrało to w ten sposób.

Nie wykluczyłabym tego scenariusza, bo inaczej ktoś ich zapyta: co się stało, że już nie chcecie egzekwować ustawy o pracownikach samorządowych? Boicie się?

Kampanijna agresja i determinacja to pochodne tego, że - jak od miesięcy twierdzi opozycja - to najważniejsze wybory w historii III RP?

Te wybory samorządowe na pewno są szalenie ważne z tego powodu, że to pierwsze głosowanie, odkąd w kraju rządzi PiS, które wyraźnie podważa fundamenty demokracji liberalnej. Nigdy wcześniej wybory samorządowe nie były w aż takim stopniu plebiscytem "za" i "przeciw" rządowi. Nie zgodzę się jednak, że to najważniejsze wybory w historii III RP ani nawet najważniejsze wybory samorządowe po 1989 roku. Najważniejsze wybory samorządowe mieliśmy w 1990 roku, bo to wtedy ustanowiony został w Polsce samorząd. Obecne wybory są w tym zestawieniu na drugim miejscu, chociaż wszyscy, którzy uważają, że demokracja w Polsce wisi na cienkim włosku i zaraz się urwie, na pewno się ze mną nie zgodzą.

Wyniki wyborów samorządowych. Sondaż exit poll dla TVNWyniki wyborów samorządowych. Sondaż exit poll dla TVN Gazeta.pl

To jaka jest realna stawka tych, wciąż trwających, wyborów?

Otrzymamy, po trzech latach przerwy, pierwszą konkretną, a nie tylko sondażową informację o rozkładzie nastrojów społecznych. Wynik tych wyborów nie zdeterminuje oczywiście rezultatów kolejnych głosowań, ale z pewnością wpłynie bardzo znacząco na partyjne centrale. Bardzo ważny jest też wynik PSL. Ludowcy to ostatnia siła polityczna na wsi i w małych miasteczkach, która opiera się "dobrej zmianie". Uzyskany przez PSL w sejmikach dwucyfrowy wynik oznacza, że PiS nie zdominuje tzw. Polski B. Zarazem jednak taki wynik ludowców zrodzi także ważne pytanie w kontekście wyborów parlamentarnych: Czy PSL wystawi w nich samodzielne listy, czy też, co przy słabszym wyniku wydawało się oczywiste, przystąpi jednak do Koalicji Obywatelskiej. Podobnie, choć na nieco mniejszą skalę, problem ten dotyczy SLD. W każdym razie, jeśli dotychczasowe notowania sondażowe głównych formacji nie ulegną po wyborach samorządowych istotnej zmianie, to przy zachowaniu obecnej ordynacji opartej na systemie d’Hondta, tylko całkowicie zjednoczona opozycja lewicowo-ludowo-liberalna zdoła pokonać PiS.

Wybory samorządowe 2018. Gasiuk-Pihowicz: Odebranie władzy PiS jest możliwe. Samorządy to pierwszy krok

Więcej o:
Komentarze (132)
Wybory 2018. Politolog: Zaczyna się najbrutalniejsza część kampanii. Pierwsza tura tylko wstępem
Zaloguj się
  • qwerfvcxzasd3

    Oceniono 117 razy 83

    "wypowiedź Grzegorza Schetyny, w której porównuje PiS do szarańczy."
    była perfekcyjna. tak o PIS myślą uczciwi Polacy.

  • blechtrommel

    Oceniono 68 razy 60

    "Obie strony są niezwykle zdeterminowane i rozemocjonowane."

    Krycha Pawłowicz już domaga się likwidacji wolnej prasy. Przykład polityka kompletnie nieodpowiedzialnego, operującego wyłącznie emocjami i szczuciem. Jeśli dojdzie do fizycznych napaści to dzięki takim właśnie "dobrozmieńcom".

  • homo_lupus

    Oceniono 56 razy 42

    naprawdę nieźle... najpierw TSUE wdeptał mordeczkę PIS w błoto, teraz okazuje się, że porządzić to oni sobie mogą nie w samorządach, ale w przedpokoju, i to dopóty, dopóki panna Basia nie zwali ich kopniakiem ze schodów.

    Otrząsajmy drzewo z szarańczy :)

  • zwyklaosoba

    Oceniono 43 razy 35

    Wybory pokazały nam, że nie ma szans na polityczną eliminację przeciwników i dwa duże obowy polityczne będą w Polsce współistniały. I albo wyciągniemy z tego wnioski i zaczniemy odbudowywać Naród, albo pozwolimy na to by politycy dla swojej krótkoterminowej korzyści rozpieprzyli nasz kraj do końca. Nie będzie łatwo żyć, gdy sąsiad, znajomy z pracy czy krewny to "zdrajca", gorszy sort", "potomek ubeków", "oszołom", przedstawiciel "sekty" czy "kasty", etc. Pozwoliliśmy sobie zgotować ten los, i albo się opamiętamy albo zacznijmy odnawiać słupki graniczne z 1914 roku.

  • Ada Par

    Oceniono 44 razy 32

    "W której porównuje PiS do szarańczy". A do czego ma porównać? To i tak łagodne określenie porównaniu z tymi które o PO wygłaszał nie raz PIS.
    I dobrze, że się z niego nie wycofał. Nie ma się czego wstydzić.

  • jareal

    Oceniono 41 razy 29

    ...politolog prof. Antoni Dudek z UKSW w Warszawie... Politolog z "uczelni" zajmującej się Maryjologią, gdzie doktoryzował się Rydzyk. Wybitny ekspert.

  • plutoniczna

    Oceniono 35 razy 27

    niech PiS sobie przypomni co rzekł ostatnio prezes: "Wox populi, wox Dei" (głos ludu-głos Boga)

    jeśli PIS ruszy Zdanowską to może zapomnieć o jakichkolwiek wygranych w Łodzi i regionie,
    będzie miał przerąbane nie tylko tam.

  • heliheli

    Oceniono 32 razy 22

    wywiad potwierdza ze UKSW zatrudnia idiotow ktorzy swoje stopnie naukowe nabyli w warzywniaku .

  • kemor234

    Oceniono 34 razy 22

    PIS otrzymało "żółtą kartkę". Ale i tak ogłoszą "zwycięstwo". Tak już mają ...
    Teraz będą pewnie chcieli "nakarmić sfrustrowany elektorat". Kraków stanie się miejscem wielu prowokacji i prawdziwej bitwy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX