Wybory samorządowe 2018. Pogodził PiS, PO i PSL. Partie nie wystawiły nawet swoich kandydatów

- Można lubić albo nie lubić partii, z którymi się współpracuje, ale czasami lepiej swoje zdanie zachować dla siebie - w rozmowie z Gazeta.pl Marek Materek, najmłodszy prezydent miasta w Polsce, opowiada o tym, jak udało mu się pogodzić PO, PiS i PSL w Starachowicach.

Kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi 2018 wchodzi w decydującą fazę. Czas zatem zacząć odliczanie do głosowania, które odbędzie się już 21 października. Z tej okazji codziennie rano na Gazeta.pl - w cyklu "Puls kampanii" - opublikujemy krótką rozmowę nawiązującą do aktualnych wydarzeń politycznych, związanych z trwającą kampanią wyborczą.

GAZETA.PL: Cztery lata temu został pan najmłodszym prezydentem miasta w Polsce i był swego rodzaju ciekawostką; dzisiaj w Starachowicach mówi się, że jest pan pewniakiem do zwycięstwa w nadchodzących wyborach. Spora zmiana.

MAREK MATEREK: W tej chwili mieszkańcy nie głosują już na nową, młodą osobę, która jest pewną zagadką. Cztery lata temu wiele osób głosowało na mnie, nie wiedząc do końca, czego mogą się spodziewać. Przecież znakomita większość z nich mnie nie znała. Powiem szczerze, że wielu moich wyborców wówczas zaryzykowało, oddając głos na kogoś tak młodego. Dzisiaj mnóstwo osób deklaruje poparcie dla mnie w nadchodzących wyborach. Zawiedzionych moją prezydenturą na szczęście jest więc chyba niewielu.

Dlatego 21 października przeciwko panu stanie tylko dwóch kontrkandydatów? Co więcej, ani Platforma Obywatelska, ani Prawo i Sprawiedliwość nie wystawiły swoich ludzi. Jak to jest - nikt nie chce rządzić Starachowicami czy wszyscy boją się pojedynku z Materkiem?

(śmiech) Nie mnie oceniać. Czasami żartuję, że praca w naszym mieście jest tak trudna, że po prostu większość osób nie chce się za to brać.

To dlaczego pan się za to bierze?

Powiem szczerze, mocno zastanawiałem się nad decyzją o ponownym kandydowaniu. Ostatecznie przeważył fakt, jak wiele osób jest pozytywnie nastawionych do tego, co wspólnymi siłami udało nam się przez ostatnie cztery lata zrobić. Dlatego w tej chwili pozostawienie tego ogromnego projektu komuś innemu byłoby nie fair wobec zaufania, którym obdarzyli i wciąż obdarzają mnie mieszkańcy.

Brak kontrkandydatów z największych partii, status wielkiego faworyta wyborów, zaufanie mieszkańców. Żyć, nie umierać. Nie przewróci się panu od tego w głowie?

Cztery lata temu, gdy zaczynałem kadencję, spotykałem się z takimi radami: "Marku, żeby tylko woda sodowa nie uderzyła Ci do głowy". Odpowiadałem, że skoro przez poprzednich pięć lat nie uderzyła, to i teraz nie uderzy. Mam wrażenie, że większość mieszkańców też widzi, że w ciągu tej kadencji "sodówki" nie było i jest małe ryzyko, żeby miało się to zmienić.

W mieście, ale nie tylko, zasłynął pan tym, że potrafił porozumieć się i z Platformą, i z PiS-em, i z PSL. Rzadka sztuka w dzisiejszych czasach.

Rzadka, ale ja wychodzę z założenia, że poglądy polityczne w samorządzie odkłada się na bok, bo należy kierować się dobrem miasta. Można lubić albo nie lubić partii, z którymi się współpracuje, ale czasami lepiej swoje zdanie zachować dla siebie i nie kruszyć kopii o sprawy, na które samorządowiec i tak nie ma wpływu. Całą swoją energię lepiej poświęcić temu, żeby w jak największym stopniu wykorzystywać możliwości, które przed danym samorządem pojawiają się w danym okresie.

Łatwo powiedzieć w dobie tzw. wojny polsko-polskiej.

Jak był rząd PO-PSL, to współpracowałem zarówno ze wszystkimi ministerstwami, jak również z wojewodą, i pozyskiwałem z każdej możliwej instytucji środki dla miasta. Gdy nastał rząd Zjednoczonej Prawicy, to również nastawiłem się na współpracę ze wszelkimi możliwymi instytucjami, ministerstwami i agendami w regionie, żeby wykorzystać absolutnie wszystkie możliwości, które pojawiają się przed miastem. Tę strategię realizuję i ona przynosi efekty. To też sprawiło, że PO, PiS i PSL zdecydowały się nie wystawiać przeciwko mnie swoich kandydatów.

Chce mi pan powiedzieć, że PiS nie patrzy krzywo na byłego polityka Platformy?

Oczywiście, że patrzy. (śmiech) Ale to nie zmienia faktu, że PiS ocenia także to, co zrobiłem dla miasta w ostatnich latach. Ta ocena w centrali PiS-u musiała być dobra, skoro stwierdzili, że nie wystawią w Starachowicach swojego kandydata.

Skoro jest pan taki popularny po obu stronach barykady, to żadna z wielkich partii nie probowała pana zwerbować? Młody i popularny prezydent to zawsze spore wzmocnienie w regionie.

Oczywiście, że próbowały. Ale po moich wcześniejszych doświadczeniach z czasów, gdy wyrzucano mnie z Platformy, stwierdziłem, że żadne zaangażowanie w ruch czy partię polityczną nie ma najmniejszego sensu. W ten sposób jedynie zaszkodziłbym miastu, a nie zamierzam tego robić.

Kto i jak próbował pana do siebie ściągnąć?

Nie mogę powiedzieć. Były takie próby na początku kadencji, kiedy na horyzoncie malowały się wybory parlamentarne. Wtedy zawsze rośnie zainteresowanie osobami z samorządu, które mogłyby być wzmocnieniem list sejmowych. Nie byłem tym zainteresowany wtedy i nie będę także teraz przy okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego czy później wyborów parlamentarnych.

Dwa lata temu w wywiadzie dla Weekend.Gazeta.pl stwierdził pan: "W samorządzie denerwuje mnie biurokracja, opieszałość, przerzucanie się odpowiedzialnością". To jak, udało się z tym skończyć w Starachowicach?

Nadal mnie to denerwuje. Ten proces wciąż trwa, bo tak już jest zorganizowany cały system w naszym kraju. Odpowiedzialność jest rozłożona na wiele instytucji, ale też na wiele jednostek samorządu. Starachowice to 50-tysięczne miasto, w którym jest pięciu zarządców dróg. Miasto, w którym Polskie Koleje Państwowe mają swoje tereny i za żadne skarby nie chcą ich nieodpłatnie przekazać gminie, żebyśmy mogli je rewitalizować czy zmieniać. Efekt jest taki, że te tereny stoją, niszczeją i w żaden sposób PKP nie służą. Idźmy dalej - Lasy Państwowe są właścicielami wielu działek, na których są drogi, i nie możemy tych dróg wyremontować; możemy działkę dzierżawić albo za nią zapłacić, ale nie możemy jej nieodpłatnie przejąć dla dobra mieszkańców Starachowic.

Co z ludźmi powiązanymi z aferą starachowicką, którzy pracowali lub pracują w urzędzie miasta? Na początku kadencji zapowiadał pan, że chce się z nimi rozstać. Udało się?

Została chyba tylko jedna osoba, pracuje jako ratownik. Tyle jeśli chodzi o pierwszą aferę starachowicką. Jeśli chodzi o ludzi zamieszanych w drugą aferę starachowicką, to nie ma już nikogo.

Jeszcze jeden pana cytat o mieście: "Chciałbym, żeby się rozwijało, żeby wykorzystało szansę, jaką daje nam obecne rozdanie środków europejskich. Żeby w przyszłości było miejscem, w którym dobrze się żyje i pracuje". Jak daleko do osiągnięcia tego celu?

Na szczęście się udało. W tej kadencji wszystko, co mogliśmy zrobić, jeśli chodzi o pozyskiwanie środków zewnętrznych, zakończyło się powodzeniem. Skorzystaliśmy z każdej nadarzającej się okazji. Zagwarantowaliśmy dla miasta pieniądze do 2023 roku. Na nową kadencję największym wyzwaniem będzie, żeby przy galopujących cenach w branży budowlanej zrealizować wszystkie inwestycje, na które pozyskaliśmy dotacje. Bo często będzie tak, że przy inwestycji, na którą dostaliśmy 95 proc. dofinansowania, po wzroście cen realna wartość dofinansowania spadnie do 50 proc. Zabezpieczenie środków na wkłady własne do wszystkich inwestycji, na które otrzymaliśmy dofinansowanie, będzie największym wyzwaniem na najbliższe cztery lata.

Kto może głosować w wyborach?

Idziesz na wybory? Sprawdź, czy twój głos na pewno będzie ważny!
1/15Tegoroczne wybory samorządowe odbędą się:
Zobacz także
  • Jakub Bródka 18 lat skończy na cztery dni przed pierwszą turą wyborów samorządowych Wybory samorządowe. "Mama była w szoku przez parę godzin". 17-latek walczy o mandat radnego
  • Andrzej Halicki PiS żąda dymisji rzecznika PO po konwencji w Legionowie. Halicki: Jest wstyd, ale i reakcja
  • Marcin Horała, Jacek Rostowski Wybory 2018. PiS przestraszyło się przesłuchania w czasie kampanii? Szef komisji: Śmiech na sali
Komentarze (11)
Wybory samorządowe 2018. Pogodził PiS, PO i PSL. Partie nie wystawiły nawet swoich kandydatów
Zaloguj się
  • pisus.syfilisus

    Oceniono 12 razy 10

    Jakie to inne od posła Kaczyńskiego, który z wykrzywioną gębą wykrzykiwał obelgi w Sejmie .. Jakie to inne od pisowskiego prezydenta Dudy, który 80% Polaków uważa za gorszy gatunek Polaka .. Jakie to inne od pisowskiego premiera Morawieckiego, który uważa, że Polacy są głupi.

  • labeo

    Oceniono 8 razy 6

    W jednym Pan prezydent się myli, wybory to decyzje polityczne i komitety wyborcze nie wystawiają ludzi kompetentnych tylko takich, którzy mają największe szanse żeby wygrać. Robią to po to, żeby dbali o interesy partii na danym terenie. Stąd stwierdzenie, że "PiS ocenia także to, co zrobiłem dla miasta w ostatnich latach" jest mocno naciągane. Pis po prostu nie ma kontrkandydata, gdyby miał proszę wierzyć, że nie mieliby skrupułów, żeby wystawić, nawet jeśli byłaby to osoba zupełnie nie znająca się na rządzeniu miastem i pochodząca z zupełnie innego regionu Polski,

  • junk92508

    Oceniono 5 razy 3

    Problem z polityką krajową jest taki że od 3 wp.. się na maksa w politykę lokalną...

    zmiany ulic nawet jak 94% mieszkańców jest przeciw...

    pomniki złych ludzi...

    rozp... polityki przestrzennej: lex Szyszko, lex developer...

    zmiany przepisów w ostatniej chwili lub za późno (śmieci)

    Wolałbym by tak nie było ale niestety wracamy do odgórnego zarządzania z PRL gdzie wódz i partia wiedzą wszystko najlepiej...

  • gsuh

    Oceniono 5 razy 1

    można ? widać , że można ! na mądrym wszyscy się poznają a na głupim NIE .. banalne ?

  • rts44

    0

    niezależny a z pisu!Załatwił rondo Lecha i ulicę Jadwigi K niby walczącej w powstaniu tylko którym?Napewno siedziała u rodziny starachowickiej

  • dziadekjam

    Oceniono 4 razy 0

    Tytlko dwie kadencje prezydentów miast wyeliminują takich dobrych gospodarzy i szanse "politykierów" na rządzenie wrócą...

  • smiki48

    Oceniono 10 razy 0

    pan Materek ma dobry PR. Natomiast jeśli chodzi o konkretne projekty to jest już gorzej. Na propozycję wspólnego przedsięwzięcia polegającego na wybudowaniu wielu mieszkań w ramach wspomaganych przez rząd akcji odpowiedź była prosta. Nie jesteśmy zainteresowani programem 500+. Jeżeli jest podobnie w realizacji innych przedsięwzięć, to gratuluję mieszkańcom Starachowic wyboru.

  • 31.februarius

    Oceniono 7 razy -5

    Sta
    ra
    cho
    wi
    ce

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje