Zbigniew Nosowski: "Kler" już się przysłużył Kościołowi, choć reżyser mówi głupio

Jacek Gądek
Film "Kler" już się przysłużył polskiemu Kościołowi. Może stworzyć masę krytyczną, która zmieni podejście Episkopatu do ofiar - mówi dla Gazeta.pl Zbigniew Nosowski, red. naczelny kwartalnika "Więź". Ale już wywiady z reżyserem Wojciechem Smarzowskim uznaje za "beznadziejnie głupie".

Jacek Gądek: Cztery lata więzienia za złamanie komuś życia. Dużo?

Zbigniew Nosowski: Nie znam się na wymierzaniu kar. To pytanie do twórców prawa. Zresztą - ściśle odpowiadając na to pytanie - w żadnym kodeksie nie ma takiego przestępstwa jak złamanie komuś życia.

Ale w rzeczywistości jest. 12-letnia Kasia miała trudną sytuację w domu. Rodzice pili. Pojawił się ksiądz Roman. Zaufali mu. Zaproponował, że zabierze ją do szkoły z internatem. Zamiast internatu było puste mieszkanie i gwałty, bicie, faszerowanie lekami. Horror trwał kilkanaście miesięcy.

I nie ma żadnych wątpliwości, z czym mamy tu do czynienia. Ten przypadek był wyjątkowo drastyczny.

A milion złotych za złamane życie to dużo?

Naprawdę nie znam się na karaniu. Ale jestem pewny, że tak złamanego życia żaden milion nie sklei.

Czy w takim razie kościelna instytucja - w tym przypadku Towarzystwo Chrystusowe - powinna przyjąć odpowiedzialność finansową za czyny byłego już zakonnika Romana B. i mniej czy więcej, ale zapłacić jego ofierze?

W tym przypadku - bez żadnej wątpliwości - odpowiadam: tak. Widać tu oczywiste zaniedbanie w nadzorze nad zakonnikiem i bagatelizowanie problemu. Poza bezpośrednią krzywdą, jaką ks. Roman wyrządził tej dziewczynie - skandaliczne są działania jego przełożonych. Chrystusowcy nie przestrzegali kościelnych przepisów postępowania w takich sprawach, nie skierowali sprawy do Watykanu. Nigdy nawet jasno nie odpowiedzieli, kiedy powiadomili Stolicę Apostolską - zasłaniając się tajemnicą. Dopiero po reportażu Justyny Kopińskiej i upomnieniu od abp. Stanisława Gądeckiego sprawa ruszyła.

Jeśli są tego typu zaniedbania przełożonych, to instytucja kościelna powinna płacić. Sąd już zresztą w tym przypadku prawomocnie nakazał zakonowi zapłacić odszkodowanie. Nie można jednak z tego przypadku wyciągać zbyt łatwo ogólnej reguły. W polskim prawie nie obowiązuje bowiem zasada precedensu. Jest jednak linia orzecznicza, która właśnie na naszych oczach się kształtuje. Prawdopodobnie za tym wyrokiem - jeśli ostanie się on w Sądzie Najwyższym - będą się pojawiać kolejne.

Zakon chrystusowców składa skargę kasacyjną. Będą się bronić przed zapłaceniem ofierze swojego zakonnika w każdy możliwy sposób.

Zapowiedź złożenia skargi do Sądu Najwyższego jest kolejnym poważnym błędem tego zgromadzenia. Świadczy ona o tym, że chrystusowcy nadal konsekwentnie patrzą na tę sprawę wyłącznie z punktu widzenia "interesu" instytucji, a nie z perspektywy moralnej. Dla mnie najbardziej bulwersujące jest to, że zakon od lat gotów jest wydawać pieniądze na adwokata, ale nie na zadośćuczynienie dla ofiary. To świadczy o tym, co jest dla nich ważne.

Moralnie jest to skandaliczne.

Chrystusowcy zapewnili katowi miejsce w domu emerytów, a ofierze odmawiają pomocy. Przecież to nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem.

Wszystko, co robili w tej sprawie przełożeni w tym zgromadzeniu, jest godne potępienia. Od początku do końca. To, co robili w tej sprawie chrystusowcy, nie jest Chrystusowe.

Ks. Roman B. dopiero w czerwcu br. został wydalony z zakonu. A prawomocny wyrok sądu zapadł już w 2010 r. Jak to w ogóle możliwe?

Nie będę nawet próbował tego wyjaśniać, bo może to zostać uznane za usprawiedliwienie. Po ostatnich doświadczeniach o. Adama Żaka, który został - kompletnie bezpodstawnie - posądzony o głoszenie teorii o "dobrej pedofilii", wiemy, jak trudno jest w tej dziedzinie coś wyjaśnić, tak aby być dobrze zrozumianym.

O. Żak (koordynator Konferencji Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży) cały czas narzeka, że od polskich biskupów nie może się doprosić liczb, ile przypadków pedofilii było wśród duchownych. Biskupi te liczby mają, ale brakuje im woli, by je przekazać - jakby nie patrzeć - swojemu nominatowi. Dlaczego?

Amerykanie mówią, że w tego typu problemach istnieje kilka etapów świadomości społecznej i debaty publicznej. Pierwszy etap: zaprzeczanie. Drugi: legitymizacja, czyli stopniowe uznawanie, że problem faktycznie istnieje. Trzecia: epidemia - gdy media odkrywają, że to nośny temat. W wielu krajach jest tak, że pojawia się jakieś wydarzenie, które uruchamia lawinę przypadków ujawniania się następnych ofiar. Kolejna faza to opozycja, bo czasami pojawiają się fałszywe oskarżenia. A kończy się to instytucjonalizacją, czyli wprowadzaniem solidnych mechanizmów zapobiegania i postępowania.

Na którym etapie jest polski Kościół?

W moim przekonaniu większość - i hierarchów, i świeckich - wciąż łudzi się, że u nas to nie jest realny problem. Problemy o. Żaka biorą się stąd, że znaczna część polskich biskupów jest na etapie zaprzeczania lub dopiero wstępnego uznania problemu. A ci nieliczni, którzy dostrzegają, że społecznie jesteśmy już na etapie "epidemii", są odosobnieni, więc nie mogą nadać Episkopatowi swojego tonu. Ale próbują.

Dlatego właśnie mamy teraz do czynienia z indywidualnymi wystąpieniami biskupów. Niektórzy hierarchowie podali statystyki dotyczące przypadków oskarżenia o przestępstwa seksualne w swoich diecezjach, bez oglądania się na decyzje ogólnopolskie. Jako pierwszy zrobił to bp Piotr Libera z Płocka. Potem biskup polowy Józef Guzdek, a następnie biskup warszawsko-praski Romuald Kamiński.

Bolesne jest to, że większość biskupów nie wzięła pod uwagę rad i przestróg formułowanych już od wielu lat przez ekspertów. Specjalnie wziąłem na tę naszą rozmowę książkę o. Józefa Augustyna z 2002 r. "Głęboko wstrząśnięci. Samooczyszczenie Kościoła". To jego teksty, które powstały po fali skandali pedofilskich w USA i po polskiej aferze z abp. Juliuszem Paetzem.

Minęło 16 lat od wydania tej książki!

A wciąż dominująca część biskupów nie jest "wstrząśnięta", a już na pewno nie "głęboko".

Przypadkowo znaleziony cytat z tej książki: "W Towarzystwie Jezusowym sprawa postawiona jest jasno: jeśli ktoś jest ojcem dziecka, nie może pozostać w zakonie". A w Towarzystwie Chrystusowym wielokrotny gwałciciel mógł przez lata być w zakonie. Cóż z tego, że o. Augustyn pisał sobie pryncypialnie, skoro rzeczywistość nadal skrzeczy.

Skandal. Inaczej tego nie mogę określić.

Może Kościół - w tym przypadku zakon chrystusowców - przyjmuje strategię korporacji: przeczołgać swoje ofiary, sądzić się z nimi do upadłego, by zniechęcić kolejne osoby do składania pozwów, zamiatać swoje winy pod dywan, a jeśli już iść na ugodę, to w tajemnicy. Kościół jednak nie powinien być jak korporacja czy bank.

Karl Rahner, jeden z najwybitniejszych teologów XX w., mawiał, że Kościół, który wiele wymaga od innych, powinien najwięcej wymagać od samego siebie. Zdecydowanie więcej niż korporacja!

Ale trzeba też uczciwie przyznać, że obecnie, również w Polsce, pod względem sformułowania wytycznych postępowania w przypadku oskarżeń o wykorzystanie seksualne nieletnich, Kościół katolicki należy do instytucji przodujących.

Zasady - tak jak i książka o. Augustyna - są na papierze. Czasami tylko na nim.

I o tym właśnie rozmawiamy. Ale takie wskazówki są niezbędne i są dobrze opracowane. Teraz trzeba się uważnie troszczyć, by były dokładnie przestrzegane. Sam mam teorię czterech "P", które zagrażają pod tym względem Kościołowi w Polsce.

Czyli?

Pobłażliwość - tuszowanie przestępstw. W mojej ocenie od kilku lat praktyka reagowania kościelnych przełożonych zdecydowanie się poprawiła. Zdarzają się czasami skandaliczne wyjątki, jak ten, od którego rozpoczęliśmy naszą rozmowę. Są one wyjątkami, ale przyciągają uwagę na tyle, że niektórzy nadal będą je uznawać za regułę.

Przeszłość - bo choć teraz jest już poprawnie, to wcześniej bywało bardzo źle. I właśnie te przypadki z przeszłości (do tej pory nieujawniane) mogą uderzyć nawet w bardzo szanowane osoby.

Pieniądze - czyli odszkodowania. Każda instytucja woli nie płacić. W Kościele nie jest wcale tak jak w filmie "Kler", że Janusz Gajos jako arcybiskup z tajemniczego pokoju przynosi worek z pieniędzmi. Może się więc zdarzyć, że sąd nakaże wypłatę odszkodowania np. mojej diecezji. Wtedy nawoływałbym do udziału w zbiórce pieniędzy.

A to dlaczego?

Bo w katolickim rozumieniu grzech ma skutki społeczne, a nie tylko indywidualne. Grzech jednego dotyka wszystkich.

Gdyby pana diecezja miała zapłacić ten milion, to czułby się pan w obowiązku dać na to 100 zł?

Jako świadomy członek wspólnoty, która zawaliła, uznałbym za swoją pokutę przekazanie datku na takie odszkodowanie. Nawet jeśli sam nie jestem współwinny, nawet jeśli przed tym przestrzegałem, to jednak duchowo współuczestniczyłem w grzechu mojej wspólnoty.

Jest jeszcze jeden aspekt kwestii pieniędzy: brak stabilnego kościelnego finansowania Centrum Ochrony Dziecka i działań prowadzonych przez o. Adama Żaka.

Może o. Żak został powołany po to, aby świecić oczami za biskupów, a de facto nic nie może zrobić?

I tu dochodzimy do czwartego "P": PR-u. Kościół nie może robić czegoś tylko dla PR-u, dla poprawy wizerunku instytucji pogrążonej w kryzysie. A czasami tak właśnie bywa. Tymczasem tu chodzi o samą tożsamość Kościoła.

Bardzo trafnie mówił o tym bp Piotr Libera podczas nabożeństwa pokutnego w Krakowie w czerwcu 2014 r.: "Wykorzystywanie i zaniedbywanie dzieci nas dotyczy! Wyznajemy to nie po to tylko, żeby odzyskać mityczną wiarygodność Kościoła. Nie po to, żeby zrobić unik przed kolejnym ciosem. Czynimy to, bo tak trzeba!".

Czy to byłaby przesadna wspaniałomyślność, gdyby polski Kościół przyjął zasadę: płacimy odszkodowania za czyny pedofilskie duchownych?

To jest rozwiązanie, które zastosowano w innych krajach, więc prawdopodobnie i w Polsce stanie się ono kiedyś faktem. Teraz jednak nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić - tak duża jest aktualnie w naszym Kościele niechęć do płacenia odszkodowań.

To zadam pytanie w kategoriach moralnych, a nie prawnych: czy tak po prostu należałoby zrobić?

To też wcale nie jest takie proste. Dla mnie rozwiązanie przyjęte w Niemczech, że wypłacamy 5 tys. euro każdej z ofiar, jest chwytem bardziej wizerunkowym niż realnym. Jego wada to zrównanie wszystkich sytuacji, swoista glajchszaltyzacja ofiar.

Jednak alternatywą, którą obserwujemy, jest przeczołgiwanie ofiary przez adwokata wynajętego przez kościelną instytucję.

Zgadza się. Dziś już nie ma dobrych wyjść, tylko bardziej lub mniej złe. 10 tys. zł wypłacone przez Kościół żadnego zła, rzecz jasna, nie naprawi. Zapewne do takich wypłat w Polsce w przyszłości dojdzie. Być może jakimś rozwiązaniem byłoby pozostawienie ofiarom wyboru: albo przyjęcie jednorazowego odszkodowania, albo indywidualny proces. Ale według mnie wcale nie pieniądze są tu najważniejsze.

Tylko?

Sam mam kontakt z ofiarami księży pedofilów, które świadomie zrezygnowały z sądowej walki o jakiekolwiek odszkodowania, choć zapewne mogłyby je uzyskać. Te osoby mówią: medialne zafiksowanie na punkcie odszkodowań nam nie odpowiada, bo nie o wysokość sum chodzi. Działaniami, które by je najbardziej usatysfakcjonowały, są: uznanie prawdy, wyznanie winy, pokuta, wyciągniecie wniosków na przyszłość, stworzenie mechanizmów, które uchronią kolejne dzieci.

To wymienię panu warunki dobrej spowiedzi zaczerpnięte z katechizmu: 1. Rachunek sumienia. 2. Żal za grzechy. 3. Mocne postanowienie poprawy. 4. Szczera spowiedź. 5. Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu. Nic z tych rzeczy nie zostało dopełnionych. Gdzie tu wymaganie od siebie przez Kościół?

Nie lubię określeń "nic" i "wszystko". I Pan, i ja jesteśmy w stanie wymienić co najmniej kilka przypadków przeprosin oraz wyznania win przez biskupów czy księży. Podobnie - podziękowań dla mediów za ujawnianie przewin duchownych. I mnóstwo postanowień poprawy. W pluralistycznym świecie zawsze ktoś będzie niezadowolony. Zawsze będą też środowiska ideologicznie zainteresowane przedstawianiem Kościoła jako organizacji przestępczej. I odwrotnie: w samym Kościele zawsze będzie ktoś uznający, że oto jesteśmy niewinnie prześladowani. Nie mówmy więc, że "nic" nie zostało zrobione, lecz pokażmy, dlaczego zrobiono za mało.

Mimo kolejnych przeprosin zdarzają się też kolejne przypadki usprawiedliwiania pedofili także przez biskupów albo ochraniania pedofila, jak to robił zakon chrystusowców.

Takie skandaliczne sytuacje naprawdę są dziś niezwykle rzadkie. Więc nie w tym tkwi prawdziwy problem.

A może jest tak, że polski Kościół obrał strategię na wymarcie ofiar i pogrzebanie pamięci o nich?

Absolutnie nie. Kościół w naszym kraju przechodzi przez te same etapy, co Kościoły w innych krajach, tylko z pewnym opóźnieniem. Skandale pedofilskie wybuchły najpierw w krajach anglosaskich. Przyznam się, że przed 2010 r. byłem przekonany, że skoro w Niemczech taki skandal nie wybuchał, to pewnie Niemcy musieli zbudować mądrzejszy system. Byłem naiwny.

Chyba sprawniejszy system ukrywania, a nie zapobiegania.

Raczej po prostu było tam podobnie, tylko z jakichś powodów w oczach opinii publicznej problem pojawił się kilka lat później. A teraz to Polska wchodzi w fazę "epidemii" ujawniania się ofiar księży pedofilów.

W naszym kraju wielokrotnie od lat eksperci przestrzegali, żebyśmy uczyli się na błędach innych. Ale Polak znowu będzie mądry dopiero po szkodzie. Nasi hierarchowie długo nie słuchali znawców tematu, więc teraz polski Kościół wkroczył już na równię pochyłą. Są jednak biskupi, jak m.in. Wojciech Polak, Józef Guzdek, Piotr Libera, Andrzej Czaja, Grzegorz Ryś, którzy starają się go podtrzymywać i wpychać z powrotem na górę.

Opisuje pan syzyfową pracę. Niekończącą się i może nawet beznadziejną.

Niekończącą się - owszem, ale dlaczego beznadziejną? Unikając zmierzenia się z problemem, większość Episkopatu spycha Kościół w dół, ale sytuacja nie jest beznadziejna. Skandale mogą prowadzić do oczyszczenia. "Tylko prawda zbawia" - mówił w tym kontekście Benedykt XVI. U nas prymas Wojciech Polak jest najbardziej zdeterminowany, aby stworzyć pełny raport ogólnopolski, ale na razie Episkopat uznał, że należy jedynie zebrać dane statystyczne.

Raporty takie, jak stworzono w Irlandii czy w Niemczech, to są lata pracy, a statystyki można zebrać w jeden dzień - to żaden rachunek sumienia, tylko tabelki.

Zgoda - i dlatego uważam takie zestawienie dopiero za początek drogi. Z pewnością u nas też powstanie większy raport, tylko jeszcze trzeba poczekać. Potrzebni będą zewnętrzni eksperci, aby taki raport był wiarygodny. Większość biskupów musi jeszcze wykonać wielką pracę wewnętrzną, aby odważyli się zagłosować za przygotowaniem takiego kompleksowego opracowania.

A paradoksalnie taki raport może pokazać, że skala nadużyć w Polsce mogła być mniejsza niż w innych krajach. W PRL odebrano Caritasowi i zakonom większość instytucji wychowawczych i opiekuńczych, co zapewne zmniejszyło skalę możliwych patologii, takich jak te popełniane u sióstr boromeuszek w Zabrzu, co zresztą też jest pokazane w "Klerze".

Trzeba tu pamiętać, że dziś coraz trudniej być księdzem. Nie jest to już automatycznie związane z wysoką pozycją społeczną, a wręcz naraża na zarzuty o pedofilię, formułowane w oparciu o zasadę odpowiedzialności zbiorowej. To nie klerykalna bajka, lecz autentyczne historie. Np. ksiądz jedzie "po cywilnemu" pociągiem. Gdy jego sympatyczny rozmówca dowiaduje się, że ma do czynienia z duchownym, padają słowa: "Z pedofilem nie rozmawiam".

Scena jak z "Kleru".

A zauważył pan, że na ten film biskupi reagują mądrzej niż przypuszczano?

Nie komentowali go w komunikacie ze swoich obrad. Kilka dni temu bp Andrzej Czaja opowiedział, że poszedł do kina na "Kler" z nastawieniem, by usłyszeć, co Bóg chce mu przez ten film powiedzieć. I poruszyła go scena, w której dorosły mężczyzna - ofiara pedofilii sprzed 30 lat - siedzi przed bezduszną kościelną komisją, która go przekonuje, aby się zastanowił, czy chce szargać dobre imię księdza. Ofiara coraz bardziej kuli się w sobie i w końcu wychodzi, pytając "co wy robicie?". Dla biskupa to była najbardziej przejmująca scena, przez którą Bóg zadał mu pytanie: "Co wy robicie?". Nie sądzę, aby Wojciech Smarzowski przypuszczał, że zostanie uznany przez biskupa za narzędzie w rękach Boga.

Film pobił rekord otwarcia w kinach, ale czy jest w stanie coś zmienić?

W mediach społecznościowych niemal każdy, kto ma do czynienia z Kościołem (na dobre czy na złe), czuł się w obowiązku wyrazić opinię o tym filmie. Przeczytałem mnóstwo tych opinii i jestem zbudowany, bo dominują komentarze, które nie są ideologiczne. Nawet wiele osób o mocno konserwatywnych przekonaniach dostrzega walory filmu. Martwią mnie za to wywiady Wojciecha Smarzowskiego, które są beznadziejnie głupie.

Reżyser stwierdził ostatnio, że Polska zmierza w stronę "wyznaniowego państwa totalitarnego"…

…dlatego Bogu dziękować, że dzieło potrafi się oderwać od swego twórcy. Smarzowski mówi bzdury, ale jego film w porywach jest zaskakująco głęboki duchowo.

Może reżyser bredzi na potrzeby promocji?

Nie znam człowieka, więc się nie wypowiem.

Film jest w stanie przysłużyć się polskiemu Kościołowi?

Już to zrobił. I może stworzyć masę krytyczną, która zmieni podejście Episkopatu do ofiar.

Pedofilia w kościele. Watykan odczuwa ból i wstyd'. Papież reaguje na skandal w Pensylwanii

Więcej o:
Komentarze (344)
Zbigniew Nosowski: "Kler" już się przysłużył Kościołowi, choć reżyser mówi głupio
Zaloguj się
  • luna560

    Oceniono 130 razy 104

    Rezyser gada bzdury a odszkodowanie powinni zaplacic wszyscy. Celem artykulu jest wyjasnienie katolikom, ze to oni powinni zaplacic odszkodowanie ofierze za przestępstwa swoich duchowych liderow. Ofiary maja same placic sobie odszkodowanie. To jakas paranoja. 550 milionow dotacji a wierni maja sie skladac na kare. Bzdury to gada ten redaktorek. A Smarzowski ma racje: zyjemy w panstwie wyznaniowym. Zakaz kontaktow pedofilow w sutannach z dziecmi i mlodzieza do lat 18 zalatwi sprawe.

  • ARKADIUSZ WASYLÓW

    Oceniono 97 razy 81

    Wczoraj wieczorem byłem na filmie. Jest wstrząsający i bardzo rzetelny intelektualnie. Pewnie dlatego ten pan postanowił obszczekać reżysera. Taka metoda.

  • paastafarai

    Oceniono 119 razy 73

    Przestańcie traktowac ta instytucje jakby była czymś więcj niż korporacją kapłanów,

    Największą firmą jest Kościół katolicki, który handluje czymś czego nikt nigdy nie widział, czego nikt nigdy nie dotknął, jak świat światem nigdy tego nie spotkał, i to jest właśnie to, co nazywamy Bogiem.
    Bohumil Hrabal

    Ślimak, który kwiaty ślini,
    Tak ich nie brzydzi, jako ta zuchwała
    Fałszywa, dawna po cezarach wdowa,
    Kościół, — bez ducha bożego i słowa.
    Juliusz Słowacki

  • zwf

    Oceniono 61 razy 55

    Słownik języka polskiego
    mafia
    1. «organizacja przestępcza mająca powiązania z władzami i policją»
    2. «grupa osób prowadzących wspólne interesy, nieprzebierających w środkach w realizowaniu swych zamierzeń»

    Czy w jakiejkolwiek mafii są uczciwi, dobrzy, szlachetni ludzie? Bardzo w to wątpię...

  • ja.chmielewski65

    Oceniono 58 razy 52

    Jakaż troska!!!!!!!!!!!! "Może stworzyć masę krytyczną, która zmieni podejście Episkopatu do ofiar"!!! A może jej nie stworzy!!! I Episkopat nie zmieni swojego podejścia do ofiar!!! Oto święta krowa!!! Gdybym ja zgwałcił dziecko (i nie tylko dziecko), poszedłbym (jak najsłuszniej) do więzienia... Tymczasem w Polsce wszyscy (no prawie wszyscy) czekają, aż Kościół łaskawie zechce pochylić się nad ofiarami i nie chronić przestępców!!! Niebywały skandal!!! Pan Nosowski komplementuje polski Kościół, który wydaje tak mądre oświadczenia. Rozumiem, że trudno mu pogodzić się z myślą, że instytucja, której broni, jest absolutnie świecką organizacją, która ma na swoim sumieniu tysiące przestępstw (nie tylko seksualnych). Jestem w stanie zrozumieć niektórych księży (to często zwyczajne półgłówki w sutannach), ale p. Nosowskiego nie rozumiem...

  • misiek1959

    Oceniono 85 razy 43

    Pamiętasz, jak kilka - kilkanaście lat temu pan Nosowski bronił, a właściwie "rozmydlał" sprawę arcyzboka Paetza. Wtedy był zdaje się w KAI. Ciekawe, jak mu się teraz punkt widzenia zmienił.

  • Adam Paszkowski

    Oceniono 53 razy 43

    Nie znam tego pana ale widzę, że cwana z niego gapa. Z pełną powagą opisuje niemoralne praktyki Kk całkowicie dyskwalifikujące tę instytucję i zdaje się twierdzić, że doznaje oczyszczenia. Podobnie wierzy zakochany właściciel przeżartego korozją starego golfa, że trupa da się wyreanimować. Nie da się.

  • elasteena

    Oceniono 44 razy 38

    "Przypadkowo znaleziony cytat z tej książki: "W Towarzystwie Jezusowym sprawa postawiona jest jasno: jeśli ktoś jest ojcem dziecka, nie może pozostać w zakonie". A w Towarzystwie Chrystusowym wielokrotny gwałciciel mógł przez lata być w zakonie."

    Ależ ja tu nie widzę sprzeczności. Ksiądz-gwałciciel zmusił swoją ofiarę do aborcji więc ojcem nie został. Wszystko jest w jak najlepszym porządku.

  • dawno.urodzony

    Oceniono 85 razy 33

    Gdyby pan Smarzowski mówił, że 2+2=5, to byłoby bredzenie...
    twierdzenie, że Polska zmierza w stronę katolickiego państwa totalitarnego jest jedynie pewną uproszczoną analizą relacji kościół - państwo...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX