Propaganda "Wiadomości" TVP zaczyna obracać się przeciwko rządowi. Historyk: Bezpieczniki wykręcone

- W PiS-ie nie ma schematu informacji zwrotnej - historyk prof. Piotr Osęka* w rozmowie z Gazeta.pl tłumaczy, dlaczego na Nowogrodzkiej nikt nie powstrzymał propagandy sukcesu "Wiadomości" TVP, która zaczyna obracać się przeciwko partii rządzącej.

Najpierw wpis na Facebooku, a niedawno komentarz na Gazeta.pl. Oba wywołały burzę, w obu porównuje pan „Wiadomości” TVP do stalinowskiej propagandy. Nie za mocno?

Nie. Jako historyk zajmuję się badaniem propagandy w XX wieku. To porównanie nie oznacza, że stalinizm wrócił. Jakby wrócił, nie mógłbym tego powiedzieć, a zamiast z panem, rozmawiałbym ze „smutnymi panami”, którzy byliby żywo zainteresowani, dlaczego szkaluję państwo polskie.

Przeczytaj także:  Osęka: "Wiadomości" jak "Trybuna Ludu". TVP czerpie garściami z komunistycznej propagandy

Na razie szkaluje pan „Wiadomości”.

„Wiadomości” są forpocztą procesu, który próbowałem opisać. Stały się łącznikiem między kulturą polityczną stalinizmu, a kulturą polityczną obecnej partii rządzącej.

Zwolennicy anty-PiS-u na pewno temu przyklasną, ale prawicowcy powiedzą: przecież TVN to też propaganda.

TVN nie ukrywa w swoich materiałach, że jest krytyczny i złośliwy wobec rządzących, ale jednak „Fakty” wciąż są serwisem informacyjnym. Nie występuje w nich zjawisko, które obserwujemy w „Wiadomościach” - że wszystkie informacje wzajemnie do siebie nawiązują, układając się w spójną, literacko skomponowaną całość. Co więcej, w „Wiadomościach” racje opozycji, jeśli w ogóle są przedstawiane, brane są w cudzysłów. Chodzi o to, żeby na wszystkie możliwe sposoby, w każdym zdaniu, w każdym słowie pokazać widzowi, gdzie jest racja i po której stronie my-dziennikarze stoimy.

Prezes TVP Jacek Kurski odpowiedział kiedyś na te zarzuty w wywiadzie dla tygodnika „W sieci”: „Nie możemy zaakceptować tezy, że dwie wielkie stacje prywatne, mające oficjalnie prawie połowę rynku, mogą być stronnicze i nie można nic z tym zrobić, a publiczna ma być pół na pół”.

Otóż to. Oni nawet nie ukrywają tego, że nie są obiektywni, że nastąpiło całkowite zerwanie z wcześniejszą formułą, która była zupełnie inna. Tutaj sam panu podrzucę kontrargument: TVP zawsze broniła władzy. Teraz PiS-u, wcześniej Platformy, a jeszcze dawniej SLD. Jednak to, co najważniejsze, dotyczy opozycji - po 2015 roku doszło do diametralnej zmiany przedstawiania jej w „Wiadomościach”. Jeszcze trzy lata temu politycy opozycji notorycznie skarżyli się na zbyt małą ilość czasu antenowego w „Wiadomościach”. Pewnie słusznie. Dzisiaj opozycji w „Wiadomościach” jest pełno. Gdyby porównać tylko ekspozycję Rafała Trzaskowskiego i Patryka Jakiego, dwóch głównych kandydatów na prezydenta Warszawy, to podejrzewam, że wyszłoby 65:35 na korzyść polityka Platformy.

Jacek Kurski o 'nieprzebranych tłumach' na pikniku z 'Koroną Królów' w Lidzbarku. Użytkownicy Twittera pokazali zdjęcia z lotu ptakaJacek Kurski o 'nieprzebranych tłumach' na pikniku z 'Koroną Królów' w Lidzbarku. Użytkownicy Twittera pokazali zdjęcia z lotu ptaka Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Po co tak eksponować opozycję?

Żeby ją ośmieszyć, zdyskredytować. W czasach stalinowskich opozycji w zasadzie nie było, więc nie było o czym mówić. Z kolei w PRL-u o opozycji nie mówiono nawet, gdy na ulice stolicy wyszło 30 tys. ludzi. Dzisiaj taki Trzaskowski obrywa w sytuacji, gdy zdarzy mu się wypowiedzieć zgodnie z linią PiS-u. Od razu słyszymy, że „Oficjalnie Rafał Trzaskowski uważa...”, bo oczywiście tak naprawdę kłamie i knuje przeciwko Polsce. „Wiadomości” zawsze muszą dobitnie pokazać, gdzie jest racja ludowa, a gdzie wróg klasowy. Poza tym, w „Wiadomościach” całkowicie zmienił się garnitur gości i ekspertów. To przedziwne, jak bardzo nowe twarze pojawiły się w charakterze ekspertów i jak często jako eksperci przedstawiani są ludzie znikąd – bez żadnego dorobku, anonimowi, ale mówiący to, czego się od nich oczekuje.

To pana zdaniem kolejne nawiązanie do czasów stalinizmu?

Przy trwającej wówczas równolegle rewolucji następowała zasadnicza wymiana elit. Dzisiaj w „Wiadomościach” również obserwujemy ambicję wymiany elit, chęć pokazania wszystkim, że my też mamy elity po swojej stronie. Te prawdziwe elity. Uważam przy tym, że tych ekspertów w „Wiadomościach” jest znacznie więcej niż kiedyś. Do tego, rzecz jasna, dziennikarze, ale tylko mediów rządowych lub prorządowych – kilka, kilkanaście tych samych postaci, które w kółko mówią te same rzeczy.

Na naszych łamach stwierdził pan: „Bieżąca polityka staje się pretekstem do codziennego recytowania PiS-owskiego katechizmu. Jak wygląda ten „katechizm”?

Dotyczy każdego emitowanego w „Wiadomościach” materiału, bo każdy materiał musi reprezentować podstawowe prawdy wiary. Ów „katechizm” ma kilka stałych elementów.
Pierwszy – nastąpił przełom gospodarczy, Polakom żyje się dostatniej, a Polska rośnie w siłę.

Drugi – skoro jest sukces, to musi być też porażka. Tę porażkę znajdujemy w przeszłości, w rządach poprzedników. Bo chociaż jest dobrze, to kiedyś było źle – jest ciągła potrzeba podkreślania różnic między świetlanym dniem dzisiejszym i ponurą przeszłością. Złe informacje, jeśli już są podawane, muszą być neutralizowane i pokazywane jako element wrażych podchodów opozycji przeciwko Polsce.

Trzeci – czas mierzymy od jesieni 2015 roku, bo obecna władza w żadnym stopniu nie jest kontynuatorem działań poprzedników. Nawet nieprzerwany rozwój gospodarczy kraju nie jest efektem wejścia Polski do Unii, tylko są to osobiste sukcesy rządów „dobrej zmiany”, ewentualnie premiera lub któregoś z ministrów.

Z tym wiąże się element czwarty, czyli nieobecność Unii Europejskiej w serwowanej widzom narracji. Unia znika z tego obrazu, nie pomaga nam, a co najwyżej bruździ.

Element piąty – w 2015 roku po wygranych przez PiS wyborach rozpoczęła się rewolucja, dzięki której Polakom żyje się lepiej, a Polska rozwija się jak należy.

Wreszcie element szósty i najważniejszy – wszystko, co złe łączy się ze sobą. Na Polskę czyha opozycja, czyli Platforma i Nowoczesna, do tego Unia Europejska oraz George Soros, który chce do nas sprowadzać imigrantów. Zagrażają nam też liberalny permisywizm i zachodnie zepsucie obyczajów, przejawiające się m.in. w postulatach równouprawnienia dla mniejszości seksualnych, które potem będą się szarogęsić w katolickiej Polsce.

Wciąż nie widzę, jak to się ze sobą łączy.

Już tłumaczę. Opozycja albo geje działają za pieniądze Sorosa. Niestety nie sposób powiedzieć, że Soros jest gejem, ale za to sugeruje się między wierszami, że jest węgierskim Żydem. Żydem, znaczy wrogiem, bo przecież wątek antysemicki też wybija u nas cyklicznie co jakiś czas. Do tego opozycja zawsze jeździ na skargę do Angeli Merkel, która jest Niemką, a przecież Niemcy są naszym odwiecznym wrogiem. Zatem Grzegorz Schetyna jest drugim Konradem Mazowieckim, który znów zaprasza Niemców do Polski.

Brzmi to dość egzotycznie. Mam rozumieć, że dziennikarze, którzy robią materiały dla „Wiadomości”, wierzą w taką spiskową teorię dziejów? A może robią to cynicznie?

Z punktu widzenia propagandy jest to bardzo trudne pytanie, bo nikt tak naprawdę tego nie wie, tzn. propaganda polityczna nie działa jak prosty marketing proszku do prania. Jest osadzona w gęstej sieci uwarunkowań, dlatego góra pieniędzy i sztab najlepszych piarowców wcale nie gwarantują sukcesu. Propaganda komunistyczna nie była skuteczna poprzez swoją wyjątkową perswazyjność, tylko stopniowe budowanie w odbiorcach przekonania, że komunizm jest wieczny i że tak jak jest dzisiaj będzie już zawsze.

Patrząc historycznie – „Wiadomości” to lepsza czy gorsza propaganda od tej stalinowskiej?

Przede wszystkim przewidywalna.

To chyba cecha każdej propagandy?

Właśnie nie. Dobra propaganda powinna być nieprzewidywalna. W myśl zasady: nie wiadomo, czym Was zaskoczymy. Sprawna propaganda powinna też odwoływać się do rzeczywistych lęków i emocji odbiorców, wyczuwać je i nawiązywać do nich.

Jarosław Kaczyński w Sejmie, luty 2017Jarosław Kaczyński w Sejmie, luty 2017 Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

W PiS-ie jest sporo głosów krytyki wobec „Wiadomości”. Głosów, które mówią, że „Wiadomości” poszły za daleko. Sam prezes Kurski, w przytaczanym już wywiadzie dla „Sieci”, stwierdził, że takie informacje do niego „rzadko, ale docierają”.

To kokietowanie i gra pozorów. Być może raz na jakiś czas prezes Kurski mówi swoim ludziom: „Pamiętajcie o obiektywizmie i o tym, żebyście nie byli stronniczy w swoich materiałach”. Ale jaki jest tego efekt, wszyscy od dawna widzimy, także nie brałbym tych jego zastrzeżeń na poważnie.

Znów prezes Kurski dla „Sieci”: „Czasem dziennikarze przesadzają, ale wówczas staram się ich upominać, a nawet karać. Umiemy się przyznać do błędu”.

Bardzo chciałbym zobaczyć tę listę napomnień i kar, które zostały wymierzone dziennikarzom przez kierownictwo TVP.

Były takie przykłady: Ziemowit Kossakowski i jego artykuł o lekarzach-rezydentach, Filip Styczyński i Lucjan Ołtarzewski pokazujący do kamer obraźliwe gesty podczas protestów w obronie sądów czy wreszcie Łukasz Sitek, który miał się awanturować z konduktorem w pociągu, krzycząc przy tym, że jest z TVP.

Ale w tych przypadkach, choć brzydko to zabrzmi, spadły majtki na wizji. Tu już nie dało się nic zrobić. Kwestia manipulacji, czyli pokazywania fałszywego materiału, była w przypadku pana Kossakowskiego oczywista. W pewnym sensie to był ten poziom kompromitacji, któremu nie dało się zaprzeczyć, bo jednak cały czas silna jest strona przeciwna, która takie potknięcia natychmiast wychwytuje i nagłaśnia. Właśnie dlatego uważam, że dobre notowania PiS-u wcale nie są efektem działania propagandy. Można wręcz powiedzieć, że są dobre pomimo propagandy, bo w jej obecnym kształcie jest ona raczej obciążeniem dla hipoteki rządu niż wsparciem. Oczywiście rząd tego nie dostrzega, bo każdy rząd uważa, że im bardziej się go chwali, tym lepiej. Tyle że tutaj wszystkie granice zostały przekroczone i wszystkie bezpieczniki wykręcone.

Przekonuje mnie pan, że „Wiadomości” to współczesna wersja PRL-owskiej propagandy, a ja zastanawiam się, jak to możliwe, że te wszystkie „chwyty” z przeszłości działają w XXI wieku. Przecież mamy społeczeństwo informacyjne i wszechobecny internet.

Tylko wcale nie jest powiedziane, że te „chwyty” działają. To ich nadawcom wydaje się, że tak jest, bo są więźniami własnej wizji świata. Nie potrafią poza tę wizję wyjść. To nie jest cyniczna robota, w której ludzie z mediów publicznych wiedzą, że to wszystko nieprawda, ale chcą podejść widzów. To suma oddolnych gorliwości, mieszanina konformizmu z politycznym zacietrzewieniem. Jak pokazują wyniki Telewizji Polskiej i samych „Wiadomości”, mieszanina raczej nieskuteczna.

Porozmawiajmy o odbiorcach przekazu „Wiadomości”. Do kogo jest skierowany – do wszystkich, tylko do wyborców PiS-u, a może do określonego grona wyborców PiS-u?

Wydaje się, że w dużej mierze jest to komunikat, skierowany do żelaznego elektoratu PiS-u. Do tych, którzy chcą wysłuchać komunikatów z frontu i posłuchać, że nasi wygrywają. To ich cieszy i podbudowuje. Taki rytuał tożsamościowy, który zapewnia tym najwierniejszym widzom poczucie bezpieczeństwa w sensie psychologicznym i antropologicznym. Co ważne, odbiorcy, do których „Wiadomości” są skierowane w szczególności, to mieszkańcy polskiej prowincji. Nieprzypadkowo ciągle pojawiają się tam przykłady zwykłych ludzi spoza Warszawy, którym wiedzie się lepiej, odkąd PiS wygrało wybory.

'Wiadomości' TVP'Wiadomości' TVP wiadomosci.tvp.pl

I tym zwykłym ludziom można wcisnąć absolutnie wszystko? Propaganda nie ma ograniczeń?

Można im wciskać wszystko do momentu, do którego nie dostrzegą sprzeczności między tym, co podaje propaganda a rzeczywistością. Bo siłą rzeczy mają też dostęp do różnych innych źródeł informacji, więc mogą sami sprawdzić lub zweryfikować to, na czym im zależy. Weźmy sprawę wyboru Donalda Tuska na drugą kadencję na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej. To było pierwsze poważne tąpnięcie wyników sondażowych PiS-u, chociaż przedstawiali to jako wielki sukces. Tyle że ludzie widzieli, co mówią o tym inne media i media w innych krajach. Do tego dochodzi aspekt, nazwijmy go, sportowy – podstawiliście nogę naszemu, Polakowi, a on walczył o historyczną rzecz.

Ale Tusk to dla żelaznego elektoratu PiS-u zdrajca, a nie Polak.

Mimo wszystko nasz, Polak. Dlatego działania rządu wyglądały jak gra przeciwko naszemu. Także to nie jest tak, że można ludziom wcisnąć absolutnie wszystko. Moim zdaniem wystarczy pierwsze poważniejsze tąpnięcie gospodarcze czy zachwianie koniunktury, żeby ta propaganda rozpadła się jak domek z kart.

W swoim poście na Facebooku napisał pan: „W gruncie rzeczy walka toczy się to, by widzowie zrozumieli, że w Polsce przyszłości dla przeciwników PiS nie będzie miejsca”. Wizja dość makiaweliczna – przejęcie kontroli nad umysłami Polaków. A co jeśli odpowiedź jest bardziej prozaiczna: władza nad mediami = władza nad wyborcami = wygrane wybory.

Rządzącym często tak się wydaje, ale to nie działa w ten sposób. Te mechanizmy są zupełnie inne, znacznie bardziej skomplikowane. W demokracji władza nad mediami wcale nie oznacza wygranych wyborów. Nawet w dyktaturze tak nie jest. Komuniści w '89 roku mieli pełnię władzy nad mediami i armię propagandystów, a wybory przegrali straszliwie. Stosunek armat propagandowych PZPR i „Solidarności” wynosił 10:1, a nic to nie pomogło.

Zdecydowała fala społecznego oburzenia i potrzeby zmiany.

Otóż to, kluczem do sukcesu jest wyczuwanie społecznych emocji i umiejętne odnoszenie się do nich. W tym sensie propaganda potrafi być pomocna dla rządzących. Natomiast ma ona bardzo niewielką zdolność „urabiania” opinii społecznej. To jest możliwe tylko do pewnego stopnia. Tak jak było w stalinizmie, gdzie mieliśmy propagandę, cenzurę i policję polityczną. Z jednej strony jest przekaz, z drugiej policyjna pała i albo to popierasz, albo idziesz do mamra. Ludzie postawieni w takiej sytuacji przestają mieć możliwość komunikowania komukolwiek i jakkolwiek, że w ten przekaz nie wierzą, bo zwyczajnie się boją. W związku z tym zaczynają w niego wierzyć, ale też na krótko. Historia stalinizmu pokazuje, że gdy bezpieka słabnie, to propaganda robi się nieskuteczna. W Polsce nie mamy, oczywiście, żadnej bezpieki, więc w momencie, gdy wyczerpie się paliwo społecznego poparcia, propaganda również przestanie być skuteczna.

Wcześniej może narobić sporych szkód. Rozbudziła oczekiwania wielu grup społecznych i zawodowych, które też chcą trochę tego sukcesu dla siebie. Widzimy to w ostatnich tygodniach. Kolejne grupy interesu mówią: sprawdzam. I rząd znalazł się w kłopotach.

Tak, dlatego będziemy obserwować rozpaczliwe miotanie się dziennikarzy, którzy będą starali się pokazać konflikty społeczne w taki sposób, żeby widzowie uznali, że żadnych konfliktów nie ma, tylko z jednej strony jest efekt manipulacji, a z drugiej – rzeczowe i spokojne negocjacje członków rządu. Przy zachowaniu wszelkich proporcji będzie to sytuacja jak na przełomie 1944 i 1945 roku, kiedy w cotygodniowej niemieckiej kronice filmowej opowiadano o kolejnych sukcesach wojskowych i o tym, że Wehrmacht wycofał się na z góry upatrzone pozycje, z których przypuści miażdżące kontruderzenie na bolszewików.

Jeśli dojdzie do ogólnopolskich protestów przeciwko rządowi, będzie to chwila próby także dla „Wiadomości”. Podołają?

Ale co to znaczy, że podołają? Dziennikarze „Wiadomości” będą wychodzić i dalej serwować swoje informacje. To nie jest sytuacja z gatunku: przeskoczą albo nie przeskoczą. Nikt tego nie sprawdza. Oni skaczą i mówią, że skoczyli bardzo wysoko.

Jarosław KaczyńskiJarosław Kaczyński Agencja Gazeta

Chyba, że rząd albo Nowogrodzka uznają, że jednak wcale tak wysoko nie skoczyli.

Jeżeli dojdzie do tego, że sondaże będą spadać, możemy znaleźć się w sytuacji, że decydent – a ja nie wiem tak naprawdę, kto jest decydentem w PiS-ie: czy już Morawiecki, czy jeszcze cały czas Kaczyński – mruknie niezadowolony i powie: „Kurski, za mało się staracie”. Wówczas prezes Kurski chwyci za telefon i nawrzeszczy na swoich dziennikarzy, że za mało się starają, że coś muszą zrobić, że nie może tak dalej być. Wtedy obejrzymy, o ile to jeszcze w ogóle możliwe, „Wiadomości” na sterydach i jeszcze bardziej zmanipulowany przekaz w stylu: emerytury są niskie, bo kradnie je Trzaskowski.

Dlaczego przez 2,5 roku nikt nie skorygował kursu „Wiadomości”? Łatwo było przewidzieć, że permanentna propaganda sukcesu w końcu wpędzi rząd w kłopoty.

Nikt nie zareagował, bo w PiS-ie nie ma schematu informacji zwrotnej. Ciężko znaleźć w Polsce partię, w której ów schemat działa, ale PiS jest tą, w której brakuje go zdecydowanie najmocniej. Nie ma spotkań, dyskusji, burzy mózgów, tylko są polecenia idące z góry na dół. Tak było zawsze, ta partia dzielnie trzymała się, przegrywając kolejne wybory, a mimo to zachowując spójność i wciąż idąc do przodu. Wówczas prezes nie słuchał żadnych rad i komunikatów z dołu, więc teraz, kiedy wygrywają i są na fali, nie będzie ich słuchać tym bardziej. Obowiązuje wersja, że to dzięki jego geniuszowi i przenikliwości PiS dotarło tu, gdzie jest.

Czego spodziewa się pan po „Wiadomościach” w trakcie dwuletniego maratonu wyborczego, w który właśnie wchodzimy?

Spodziewam się dalszego zaostrzania linii.

To jeszcze możliwe?

Kultura polityczna ma konstrukcję mechanizmu zapadkowego – może obracać się tylko w jedną stronę. Także jeśli już tak nakręciliśmy temperaturę sporu, to nie możemy teraz nagle zacząć od tego odchodzić bez rewolucji, przegranych wyborów, wymiany ludzi etc. Nagły powrót do spokojnego, rzeczowego języka jest niemożliwy. A jeżeli będzie trzeba coś robić, pokazywać, że reagujemy na zaostrzającą się sytuację, to będzie trzeba to robić coraz mocniej, coraz ostrzej, coraz bardziej delegitymizować opozycję. Bo co prawda możemy mieć setki tysięcy widzów, ale musimy pamiętać, że niektórzy widzowie są dla nas ważniejsi od innych. Szczególnie ważni są zaś ci telewidzowie, którzy mogą nas zwolnić z pracy.

Jak zareagują na to ci zwyczajni widzowie?

Będą z tego, oczywiście, kpiny i żarty. Tak było pod koniec lat 70. z telewizją Szczepańskiego, gdy żartowano, kpiono i niemiłosiernie szydzono z opowieści o kolejnych wielkich sukcesach Polski i gospodarskich wizyt towarzysza Gierka. Ludziom po prostu już nic innego wówczas nie zostało. W sklepach były pustki, żyło się ciężko, zostały tylko żarty.

Śmieszność nie zabija propagandy?

Jeżeli ludzie nie boją się z niej śmiać, to propaganda jest przeciwskuteczna. Propaganda rządzących ma bardzo ograniczone pole działania. Zawsze jest grą możliwości i najczęściej jej skuteczność trafia w otwierające się na krótko okienko czasowe. Można w nie wejść i dobrze wykorzystać sprzyjające okoliczności, dzięki czemu czasami udaje się wygrać wybory. Ale nie jest to długoterminowy patent, który pozwala nam nieustannie zdobywać sympatię wyborców.

*Piotr Osęka - skończył historię na Uniwersytecie Warszawskim, obecnie profesor w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w badaniu, dokumentowaniu i upamiętnianiu historii Marca '68.

'Nie jesteśmy w telewizji. Proszę nie cenzurować!'. Debata o TVP zaczęła się od awantury

Więcej o:
Komentarze (374)
"Wiadomości" TVP jako tuba propagandowa. Historyk ocenia
Zaloguj się
  • asperamanka

    Oceniono 88 razy 78

    Problem polega na tym, że program TVP jest robiony dla jednego człowieka. Dla tego, który dla mamusi w szpitalu kazał wydrukować w jednym egzemplarzu gazetę z informacją, że jej drugi sum wraca z Ameryki Południowej jakimś Batorym, bo wybuchł wulkan na Islandii.

    Jarosław zapewne wierzył w przekaz TVP za Macieja Szczepańskiego, w te 70-minutowe Wieczory z Dziennikiem, i w opowieści o tym, jak to sterowane przez imperialistów warcholy dopuszczają się przerw w pracy w sierpniu 80. roku aż do samego końca, więc myśli że dzisiejszy suweren też to wszystko łyka. A Kur(w)ski po prostu cynicznie trzepie kasę i trzyma się stołka póki się da.

  • dyskootantka

    Oceniono 83 razy 41

    Mówienie i pisanie o "kulturze politycznej obecnego systemu" to jakaś pomyłka. Tu żadnej kultury nie ma, goebbelsowska propaganda i tyle. No, ale po to na szefa TVP wyznaczył Kaczyński Jajcusia Kurskiego, faceta bez hamulców moralnych. W każdej zresztą dziedzinie. Śliska kanalia, której nie powinno się podawać ręki.

  • Igor Terleg

    Oceniono 60 razy 26

    PiS ma cały czas tyle poparcia co dwie albo nawet trzy dalsze partie w sumie, ale na pewno szkodzi mu TVP. Dobrze, że jest ta TVP, inaczej PiS by miał już 60%...

  • Dariusz Nawrat

    Oceniono 27 razy 23

    Gość wywiadu nie odkrył niczego nowego. To nie tylko dotyczy Wiadomości. Także prasy sprzyjającej władzy. Wystarczy zerknąć do serwisów internetowych DoRzeczy, W Polityce, czy na strony RM czy ND. KOmentarze to tak naprawdę potwierdzenie owego wywiadu. Oni żyją w swoim świecie. Ten nie ich jest im obcy. Nie widzą sensu z nm dyskutować, a na każdy argument maja kontrargument w stylu: Ty żydzie, lewaku, Niemcu czy o dziwi rusku. I w zasadzie dyskusja sprowadza sie do faktów a emocji. A jeśli emocje biorą górę fakty nie mają znaczenia.

  • pan_glosny

    Oceniono 38 razy 18

    A ktoś to jeszcze ogląda? Chyba tylko wyznawcy religii żoliborskiej...

  • fakiba

    Oceniono 84 razy 18

    Brawo Kurski tak trzymać , a swoją drogą to TVPis oglądają już tylko pisory w "rezerwatach"

  • stasi1

    Oceniono 32 razy 16

    Moja mama łyka wszystko co mówią w Wiadomościach. Jej znajomi w podobnym wieku również. Kiedyś u mojej prawie teściowej oglądaliśmy Fakty, później ona zmieniła sobie na Wiadomości. Stwierdziła że całkiem inaczej podają informacje.Ona żona patyjniaka to musi się teraz wykazać. Chociaż jak sama podkreśla nie lubi komunistów(czasami mam chęć złośliwie spytać od kiedy? Może od 89 roku za to stracili władzę).
    Kolega 53lata pisuar(nie dawno w pacy miałem prawie samych pisuaów) twierdzi że wiadomości nie da się oglądać, propaganda jak za PRL. Inny trochę młodszy(1500 plus bierze bo ma trójkę dzieci) twierdzi że jednak wydarzenia są najbardziej obiektywne.
    Ja TVPisu nie oglądam od stycznia 16 roku(nie licząc ABC z dzieckiem). Zrobiłem jeden wyjątek na mecz Polaków(w pracy w internecie aby nie odstawać od załogi)

  • pytlarro

    Oceniono 45 razy 15

    Nic z TVP, skoro PiS ma przegrać z kim? Z Schetyna? Który wygrał właśnie z Kaczyńskim rangi najmniejszego zaufania? Czy ta gruba Panią z ich przystawki, której nazwiska już nikt nie pamięta. Oni nie są poważnymi kandydatami, dopóki się taki nie pojawi, w TVP mogą codzień ogłaszać zwycięstwo w wojnie z USA, nic to nie da opozycji

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX