PiS ofiarą własnego sukcesu. Wyzwania na jesień? Już nie tylko wybory. Fala protestów zaleje kraj?

Ostatnie posiedzenia Sejmu i Senatu już za nami, polityczne wakacje rozpoczęte. Dla Prawa i Sprawiedliwości nie będzie to jednak czas odpoczynku, tylko przygotowywania się do trudnej jesieni. Wcale nie chodzi tu o zbliżające się wybory samorządowe.

Od wyborczej wygranej w październiku 2015 roku PiS chlubi się tym, że pamięta o najsłabszych, pomaga potrzebującym, wyrównuje szanse. Zakrojona na szeroką skalę polityka socjalna rządów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego pokazała milionom Polaków, że państwo jednak ma pieniądze, żeby się o nich zatroszczyć (inna rzecz, czy robi to właściwie), że wreszcie nie są sami, że jakość ich życia się poprawi. W tym samym czasie zarządzana przez Jacka Kurskiego Telewizja Polska na okrągło informowała Polaków, że gospodarka się rozpędza, budżet ma się doskonale, a inwestycjom nie ma końca. Słowem: rząd ma mnóstwo pieniędzy, a w Polsce jeszcze nigdy nie żyło się tak dobrze.

W końcu musiał jednak przyjść moment weryfikacji lukrowanej rzeczywistości, którą wmawiano Polakom przez 2,5 roku. Bo jak to możliwe, że państwo mlekiem i miodem płynie, wszystkim żyje się lepiej, ale w ich portfelach tych wszystkich zmian zupełnie nie widać. Determinację kolejnych grup społecznych i zawodowych do walki o swoje interesy spotęgowała akcja #SamiSwoi, w której PSL nagłośniło kolesiostwo PiS-u przy obsadzaniu politykami tej partii wysokopłatnych stanowisk w największych państwowych spółkach.

Efekt jest taki, że w środku lata PiS usłyszało z kilku stron głośne „Sprawdzam!”. Powiedzieli to lekarze-rezydenci, ratownicy i pracownicy medyczni, pielęgniarki i położne, służby mundurowe, rolnicy, nauczyciele

Wszyscy domagają się od rządu realizacji swoich postulatów – normalizacji warunków zatrudnienia lub pomocy w trudnej sytuacji. Ostrzegają, że w przeciwnicy razie jesienią pokażą PiS-owi, co oznacza ignorowanie głosu suwerena.

Na razie rząd porozumiał się jedynie z pielęgniarkami i położnymi. Złożył również pewne obietnice rolnikom i sadownikom, ale tutaj do realizacji i faktycznej zmiany sytuacji wciąż daleko. Pozostałe grupy nadal czekają, aż politycy obozu „dobrej zmiany” zasiądą z nimi do rozmów. O tym, czego i dlaczego chcą piszemy pokrótce poniżej.

Lekarze-rezydenci. Złamane słowo ministra

Wydawało się, że spór rządu z lekarzami-rezydentami dobiegł końca wraz ze zmianą ministra zdrowia. Łukasz Szumowski porozumiał się z młodymi medykami i obiecał zmiany, które poprawią ich sytuację – m.in. podwyżkę wynagrodzeń czy tzw. dodatek lojalnościowy. Dokonał więc tego, co przerastało jego poprzednika – Konstantego Radziwiłła. Choć konflikt wyglądał na zażegnany, to im bliżej było wejścia zmian w życie, tym atmosfera stawała się gorsza, a napięcie między oboma stronami większe.

Powód był prosty. Kształt ustawy, która miała realizować postulaty zawarte w porozumieniu lekarzy-rezydentów z ministrem Szumowskim znacząco odbiegał od tego, co obiecano młodym lekarzom. O całej liście rozbieżności między stronami opowiadał na początku czerwca w rozmowie z Gazeta.pl Jarosław Biliński, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL. Już wówczas ostrzegał, że jeśli do 1 lipca sytuacja diametralnie się nie zmieni, lekarze-rezydenci wznowią swój protest.

Najpierw powrót do protestu, bo masowe odejścia z pracy są najradykalniejszym środkiem, po który możemy sięgnąć. Ale jeśli będziemy do tego zmuszeni, to tak się stanie

– mówił nam Biliński.

Sytuacja zmianie nie uległa, więc medycy wznowią akcję protestacyjną. W jakiej konkretnie formie i od kiedy? Ta decyzja zapadnie najpewniej 1 sierpnia, kiedy odbędzie się walne zgromadzenie wszystkich organizacji medycznych. To podczas tego spotkania ma zostać opracowany plan działania na nadchodzące tygodnie.

JAKUB PORZYCKI

Ratownicy i pracownicy medyczni. Koniec z dyskryminacją

Jeśli lekarze-rezydenci zdecydują się na protest lub strajk, najpewniej nie będą sami. O podobnym rozwiązaniu myślą ratownicy i pracownicy medyczni. To konsekwencja fiaska rozmów z resortem zdrowia nt. nowelizacji ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym, która miała zapewnić tej grupie wyższe wynagrodzenia. Związkowcy narzekają ponadto na relacje z odpowiadającą za ratownictwo medyczne wiceminister zdrowia Józefą Szczurek-Żelazko. Domagają się, żeby nadzór nad ich grupą przejął inny wiceszef resortu Łukasza Szumowskiego.

O powadze sytuacji świadczy m.in. apel Bartłomieja Zimocha, prezesa zarządu Stowarzyszenia Ratowników Medycznych Pomorza Zachodniego. „Dziś w ministerstwie zdrowia usłyszeliśmy, że nie ma pieniędzy dla wszystkich ratowników medycznych zatrudnionych w podmiotach leczniczych (jest nas zaledwie 20 tys.). Jednocześnie to samo ministerstwo gwarantuje dwa razy większe kwoty dla innego zawodu medycznego, którego liczba wynosi 300 tys. osób. Czas pokazać że dysproporcja i antagonizowanie środowiska nie wyjdzie im na zdrowie. Jeśli nie stać ministerstwa na Nas, to Nas stracą” – napisał na swoim facebookowym profilu po spotkaniu w siedzibie ministerstwa Zimoch.

Rolnicy. Nie „kupują” obietnic rządu

Wielkim ciosem dla PiS-u może być konflikt z rolnikami. Z dwóch powodów. Po pierwsze, PiS od dłuższego czasu walczy o hegemonię na polskiej prowincji i wyparcie stamtąd PSL. Po drugie, tzw. Polska powiatowa to bastion „dobrej zmiany”. Wejście na wojenną ścieżkę z tak liczną grupą jak rolnicy to przepis na katastrofę. Zwłaszcza w przededniu wyborów samorządowych, kiedy pozycja negocjacyjna partii władzy jest słabsza niż normalnie.

Lista rolniczych postulatów jest długa. Znajdziemy na niej m.in. pomoc w walce ze skutkami suszy, powstrzymanie procederu zaniżania cen skupu owoców, zapewnienie ułatwień dla pracowników z zagranicy (ich brak dotkliwie odczuwa cała branża rolnicza), promocję polskiej żywności czy opanowanie afrykańskiego pomoru świń.

Po proteście rolników, który 13 lipca odbył się w stolicy, na Nowogrodzkiej zrozumiano, że żarty się skończyły. Reakcja przyszła już po kilku dniach. Nowy minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski wspólnie z premierem Mateuszem Morawieckim zapowiedział rządowy „Plan dla wsi”. W jego ramach politycy zapowiedzieli m.in. utworzenie Narodowego Holdingu Spożywczego. Rola nowego podmiotu – w uproszczeniu i telegraficznym skrócie – ma polegać na takim oddziaływaniu na polski rynek, żeby rolnikom nie działa się na nim krzywda. Inne obietnice obozu władzy to m.in. ułatwienia w sprzedaży bezpośredniej żywności, lepsza kontrola jakości produktów, które trafiają na rynek, uruchomienie programu poprawy jakości polskich gleb czy wreszcie pomoc dla rolników dotkniętych skutkami klęsk żywiołowych.

Co ciekawe, rolnicy wcale nie przyjęli tych zapowiedzi z entuzjazmem. W Narodowym Holdingu Spożywczym widzą miejsce docelowe dla dziesiątek nowych Misiewiczów, a co do reszty obietnic co prawda przyznają, że zmierzają w dobrym kierunku, ale brakuje konkretów (zwłaszcza podstaw finansowania). To natomiast oznacza, że problem nie zniknął i PiS będzie musiało do niego wrócić od razu po sejmowych wakacjach. Najlepiej już z gotowymi pomysłami na udobruchanie rolników.

Mateusz Morawiecki spotkał się z rolnikami w GłogowieMateusz Morawiecki spotkał się z rolnikami w Głogowie Fot. Robert Górecki / Agencja Gazeta

Służby mundurowe. Dość hejtu i upolitycznienia

O ile poważne problemy z rolnikami to dla Nowogrodzkiej melodia (niedalekiej) przyszłości, o tyle w przypadku „mundurówki” to kwestia jak najbardziej aktualna. Wszystkie służby mundurowe – Policja, Służba Więzienna, Straż Graniczna, Państwowa Straż Pożarna i Służba Celno-Skarbowa – protestują już od 16 lipca. Wśród ich żądań znajdziemy m.in. podwyżkę pensji, powrót do dawnego systemu emerytalnego czy waloryzację wynagrodzeń.

Kolejne rozmowy strony społecznej z MSWiA nie przyniosły rozwiązania problemu. Szczęście PiS-u polega na tym, że „mundurówka” nie może zastrajkować, ponieważ zabrania jej tego prawo. Nie oznacza to jednak, że partia rządząca może bagatelizować sytuację. Wzajemne relacji pogorszyły się przy okazji niedawnych protestów w obronie sądów. To właśnie policja stała się wrogiem numer jeden przeciwników rządu. Funkcjonariusze mają dość tej sytuacji, podobnie jak upolityczniania ich służby.

Presja wywołana upowszechnieniem tego zjawiska w coraz większym stopniu przekłada się na morale policjantów, co w połączeniu z niskimi uposażeniami doprowadzić może nawet do wypowiedzenia posłuszeństwa

– ostrzegał niedawno w piśmie do szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego przewodniczący NSZZ Policjantów Rafał Jankowski.

?Kolejny dzien protestu obywateli przeciw ustawom o sadownictwie?Kolejny dzien protestu obywateli przeciw ustawom o sadownictwie Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta

Nauczyciele. Już nie tylko reforma edukacji

Wrzesień oznacza również powrót do dyskusji nad sytuacją nauczycieli i szerzej – polskiej oświaty. Nauczyciele nie ograniczają się już jedynie do krytyki reformy edukacji i zwolnień swoich kolegów i koleżanek „po fachu”. Podobnie jak inne grupy społeczne i zawodowe mają dosyć swojej sytuacji materialnej i tego, że siłą nabywcza ich pensji maleje z roku na rok. Na początku drogi zawodowej polski nauczyciel zarabia zaledwie ok. 1750 zł „na rękę”. Po 20 latach pracy w zawodzie kwota ta rośnie, ale tylko do poziomu 3,3 tys. zł brutto. Ponadto nauczyciele ostro krytykują wprowadzone przez MEN rozporządzenia, dotyczące oceny pracy nauczyciela i wydłużenia procesu awansu zawodowego.

Na początku lipca przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) Sławomir Broniarz i szef Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych (OPZZ) Jan Guz stanęli murem za wszystkimi pracownikami budżetówki. Domagali się poprawy warunków pracy i postawili rządowi trzy postulaty: podwyżkę płac w sferze budżetowej o 12 proc., powiązanie wzrostu wynagrodzeń ze wzrostem PKB oraz podniesienie płacy minimalnej w „budżetówce” do poziomu 50 proc. średniego wynagrodzenia (obecnie jest to 47 proc.). Na spełnienie tych postulatów dali rządzącym czas do 15 września. W przeciwnym razie – ogólnopolski strajk budżetówki, w której pracuje co piąty aktywny zawodowo Polak.

Dla PiS-u byłby to najgorszy możliwy scenariusz w przededniu wyborów samorządowych. Z kolei opozycja już zaciera ręce i liczy, że ogólnokrajowe protesty kolejnych grup zawodowych pomogą jej przejść do politycznej kontrofensywy. Kontrofensywy, którą miałoby zakończyć spektakularne wyborcze zwycięstwo.

Kto w Warszawie, kto w Krakowie? Prezes PiS zaprezentował kandydatów na prezydentów dużych miast

Więcej o:
Komentarze (609)
Protesty przeciwko PiS. Protesty w budżetówce.
Zaloguj się
  • oko2009

    Oceniono 143 razy 63

    Jesień to będzie czas stawiania nowych murów, zasieków, barierek, kopania rowów. PiS się boi wiedząc, że ludzie przyparci do ściany nie będą mieli wyjścia i przyjdą po nich.

  • tadjan

    Oceniono 91 razy 35

    Rodzice, im szybciej zabierzecie dzieci z lekcji religii, tym szybciej wróci do Polski normalność...... wybór należy do was!

  • Piotr

    Oceniono 43 razy 27

    Wiele osób mówi, że PO i PiS są do siebie podobne i różnią się tylko skalą deprawacji. Otóż w świetle tego co obserwujemy w ostatnich latach widać wyraźnie jedno: PO to partia polityczna, która popełnia błędy, natomiast PiS to mafijna organizacja przestępcza, która dorwała się do władzy i z premedytacją niszczy polskie państwo. Okupantem wcale nie musi być ktoś z zewnątrz.

  • Henryk Czarny

    Oceniono 51 razy 27

    Dlaczego PiS przedstawia Polskę jako kraj rządzony przez mafię, postkomunistów, elity sędziowskie, oligarchów, przez koncerny zachodnie?
    Odpowiedz jest prosta. To wizja Kaczyńskiego, który przez spółkę z Tadeuszem R. doprowadza Polskę do osamotnienia, spadku pozycji gospodarczej, izolacji.
    Skąd ta wizja? Prawdopodobnie przez porażki osobiste .

  • abxcd

    Oceniono 71 razy 27

    "Zakrojona na szeroką skalę polityka socjalna (...) pokazała milionom Polaków, że państwo jednak ma pieniądze, żeby się o nich zatroszczyć"

    Co ma?? Wziecie kredytu na patologie 500 i ich rozdanie nie oznacza, ze państwo ma pieniadze!!! Nie piszcie bzdur!!!

  • Piotr Burek

    Oceniono 48 razy 22

    A co te durnie myślały, że jak rozdadzą nierobom i żulom kasę do poziomu ludzi ciężko pracujących to Ci będą grzecznie pracować na tę rozrodczą część i pozwolą się pasożytom rozmnażać za ich pieniądze. Przecież wiedziałem od początku, że pracujący w końcu tego nie wytrzymają.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX