Kostrzewa-Zorbas: Możliwy staje się pierwszy w historii USA impeachment urzędującego prezydenta

- Odkąd Trump objął urząd, prawdopodobieństwo impeachmentu jeszcze nigdy nie było tak wysokie - mówi w rozmowie z Gazeta.pl politolog i dyplomata dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, ekspert od polityki amerykańskiej.

ŁUKASZ ROGOJSZ, GAZETA.PL: - „Polowanie na czarownice” i „katastrofa dla naszego kraju – tak prezydent Donald Trump określił ustalenia specjalnego prokuratora Roberta Muellera i amerykańskiego wywiadu ws. ingerencji Rosji w wybory prezydenckie z 2016 roku. W kwestii wiarygodności zrównał je z dementi Władimira Putina. W amerykańskiej polityce zawrzało.

DR GRZEGORZ KOSTRZEWA-ZORBAS: Zawrzało zwłaszcza wewnątrz Partii Republikańskiej, co jest niezwykle groźne dla prezydenta Trumpa. W komentarzach i przekazach medialnych na razie na pierwszy plan nie wybija się jeszcze słowo „impeachment”, jednak treść reakcji obozu republikańskiego – zarówno polityków, jak i sprzyjających im wpływowych mediów – jest taka, że wezwanie do impeachmentu wydaje się kwestią czasu.

Michael Steele, były przewodniczący Partii Republikańskiej, ocenił, że zachowanie prezydenta Trumpa na konferencji z Władimirem Putinem przypominało sytuację, „kiedy agent stoi koło oficera prowadzącego”.

To niezwykle mocna ocena jak na realia amerykańskie. Komentatorzy zwracają też uwagę, że ani Trump, ani Putin nie zaprzeczyli, gdy jeden z amerykańskich dziennikarzy zapytał, czy Rosja posiada materiały kompromitujące prezydenta Stanów Zjednoczonych, czyli tzw. kompromaty.

Przeciw Trumpowi zwrócili się najbardziej wpływowi politycy republikańscy. Wśród nich znalazła się osoba numer trzy w amerykańskiej hierarchii państwowej, czyli przewodniczący Izby Reprezentantów, oraz osoba numer cztery, a więc przewodniczący większości republikańskiej w Senacie. Z kolei osoba numer dwa w państwie, czyli wiceprezydent, schowała się i milczy.

John Brennan, były dyrektor CIA, stwierdził, że zachowanie Trumpa w Helsinkach jest „niczym innym, jak zdradą”. Ocenił, że „Putin ma go całkowicie w kieszeni”. To zapowiedź działań mających na celu odsunięcie Trumpa od władzy?

Do takich działań może dojść w najbliższych tygodniach lub miesiącach. Odkąd Trump objął urząd, prawdopodobieństwo impeachmentu jeszcze nigdy nie było tak wysokie. Już w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin możemy być świadkami wydarzeń, których celem będzie przygotowanie procedury impeachmentu.

To znaczy?

Kluczowa jest tutaj sytuacja w amerykańskich agencjach wywiadowczych, a także instytucjach zajmujących się egzekwowaniem prawa. Prezydent Trump zaatakował oba rodzaje tych instytucji. Doczekał się już zresztą odpowiedzi – po konferencji w Helsinkach szefowie części z nich zabrali głos i podtrzymali wcześniejsze stanowiska swoich agencji i instytucji w sprawie rosyjskiej ingerencji w amerykańskie wybory prezydenckie. Najważniejsze były słowa Dyrektora Wywiadu Narodowego Dana Coatsa – człowieka nadzorującego wszystkie amerykańskie agencje wywiadu i kontrwywiadu – który zrobił dokładnie to samo.

Donald Trump Władimir PutinDonald Trump Władimir Putin Fot. Pablo Martinez Monsivais / AP Photo

To jak wypowiedzenie wojny Trumpowi.

Dlatego podstawowe pytanie brzmi: czy Trump zdymisjonuje Coatsa zaraz po tym, gdy obudzi się po powrocie z Helsinek, czy może Coats poda się do dymisji, a wraz z nim szefowie FBI, CIA i innych agencji wywiadowczych. Gdyby Trump zdymisjonował ich wszystkich, byłby to największy wstrząs w historii amerykańskich władz federalnych. Nawet dokonana przez prezydenta Richarda Nixona tzw. rzeź prokuratorów z czasów afery Watergate nie miała takiej skali. Pamiętamy jednak, że nawet ten ruch Nixona nie zatrzymał toczącego się przeciw niemu śledztwa i nie zmienił biegu wypadków. Afera Watergate ostatecznie zakończyła się jedyną w dziejach dymisją prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Teraz może dojść do powtórki z rozrywki?

Możliwy staje się pierwszy w historii Ameryki impeachment urzędującego prezydenta. Zwłaszcza że w listopadzie tego roku odbędą się wybory parlamentarne, w których Amerykanie wybiorą cały skład Izby Reprezentantów i jedną trzecią składu Senatu. To, co wydarzyło się w Helsinkach i idące za tym reakcje prawie wszystkich wpływowych mediów i polityków amerykańskich mogą znacząco wpłynąć na wynik wyborów. Jeszcze przed Helsinkami najbardziej prawdopodobnym scenariuszem było zwycięstwo demokratów i zdobycie przez nich większości w obu izbach. Teraz szanse Partii Demokratycznej na wygraną jeszcze wzrosły.

Jeśli demokraci zdobędą większość w Izbie Reprezentantów, będą mogli rozpocząć procedurę impeachmentu Trumpa nawet wbrew stanowisku wszystkich republikanów. Chociaż po ostatnich komentarzach wątpliwe, żeby republikanie chcieli Trumpa bronić za wszelką cenę. Sytuacja jest więc jasna: jeśli nie dojdzie do rozpoczęcia procedury impeachmentu przed wyborami parlamentarnymi, to po nich jej prawdopodobieństwo bardzo wzrośnie.

Notowań prezydenta Trumpa na pewno nie poprawia miażdżąca krytyka ze strony mediów, które nie zostawiają na nim suchej nitki. Nawet mocno sprzyjająca Trumpowi telewizja Fox News szczyt w Helsinkach ocenia bardzo krytycznie. „Trump zawiódł wielu Amerykanów”, „brakowało mu autorytetu” – czytamy w komentarzu dziennikarza Fox News.

To ważny zwrot, ale nie tylko Fox News zmieniło swoje nastawienie wobec Trumpa po szczycie w Helsinkach. To samo zrobił dziennik „The Wall Street Journal”, który, oceniając amerykańskiego prezydenta, zazwyczaj robił dobrą minę do złej gry. Wśród opiniotwórczych mediów za oceanem była to główna podpora amerykańskiego prezydenta. O ile Fox News oddziałuje na szerokie kręgi wyborców, o tyle „WSJ” na drugą bazę wyborczą Partii Republikańskiej – amerykański wielki biznes, bez którego republikanie nie mieliby funduszy na swoją działalność.

Andrzej Duda zdradził, czego dotyczyło spotkanie z Donaldem Trumpem. Odbyli dwie rozmowy

Szczyt w Helsinkach to niejedyny problem prezydenta Trumpa w ostatnich dniach. Wcześniej w wywiadzie dla telewizji CBS nazwał Unię Europejską wrogiem, odnosząc się do jej polityki gospodarczej. W tych okolicznościach zasadne staje się pytanie, czy Polska dobrze wybrała swojego strategicznego sojusznika. Mówiąc wprost, wydaje się on nieobliczalny.

Dla Polski jest ważne, żeby być we wszystkich inicjatywach świata zachodniego. Mamy tak trudne położenie geopolityczne i tak trudną historię, że musimy być aktywnym uczestnikiem wszystkich działań, inicjatyw i projektów, które podejmuje Zachód. Zwłaszcza w kwestiach bezpieczeństwa.

Wydarzenia z Helsinek przyspieszą tworzenie własnej polityki obronnej przez Unię Europejską. Takim działaniom dodatkowo sprzyja brexit, ponieważ to Wielka Brytania była w Unii głównym przeciwnikiem tego rodzaju inicjatyw w zakresie bezpieczeństwa i militarnego wzmacniania Wspólnoty. Tymczasem w Traktacie o Unii Europejskiej mamy „artykuł sojuszniczy”, który czyni Unię sojuszem polityczno-wojskowym: „W przypadku gdy jakiekolwiek Państwo Członkowskie stanie się ofiarą napaści zbrojnej na jego terytorium, pozostałe Państwa Członkowskie mają w stosunku do niego obowiązek udzielenia pomocy i wsparcia przy zastosowaniu wszelkich dostępnych im środków”. To brzmi mocniej i bardziej jednoznacznie niż słynny art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Tyle że ten zapis w TUE wcześniej nie był traktowany poważnie, teraz to się zmienia.

O „europejskiej armii” słyszmy od dawna, a jednak kolejne polskie rządy i tak wolały stawiać we współpracy wojskowej na Waszyngton.

W ostatnim czasie sytuacja mocno się zmieniła. Unia Europejska jest w trakcie podejmowania całej serii decyzji w kwestii swojej obronności. W tym także decyzji o charakterze finansowym – m.in. 5 mld euro rocznie na Europejski Fundusz Obronny – co świadczy o powadze sytuacji. Wiadomo przecież, że w polityce znacznie łatwiej o słowa niż o konkretne działania. Wspomniane 5 mld euro na całą Unię nie jest kwestią najważniejszą. To dużo więcej niż Unia kiedykolwiek wydawała na wspólną politykę obronną, ale też bez porównania mniej, niż wynoszą budżety obronne największych państw członkowskich. Jest to jednak jeden z wielu kroków, które Unia podejmuje jednocześnie w tej dziedzinie. Świadczy o woli i konsekwencji w rozwijaniu wspólnej polityki obronnej. Po Helsinkach przekonanie o słuszności tej polityki tylko się wzmocni.

Donald Trump i Władimir Putin na wspólnej konferencji prasowejDonald Trump i Władimir Putin na wspólnej konferencji prasowej Fot. Pablo Martinez Monsivais / AP Photo

Polska powinna pójść za resztą Unii i zacząć bardziej myśleć o swoim bezpieczeństwie w kontekście współpracy europejskiej, a nie polegać wyłącznie na Amerykanach?

Polska musi być maksymalnie aktywna w NATO, niezależnie od tego, co dzieje się w Waszyngtonie i w ramach amerykańskiej polityki zagranicznej. Musi być też jednak równie aktywna w Unii, jeśli chodzi o politykę bezpieczeństwa, politykę obronną i politykę zagraniczną. Nie możemy traktować Unii jako alternatywy dla NATO i odwrotnie. Nie możemy stawiać wszystkiego na jedną kartę. To jest istota sprawy.

Odrobimy tę lekcję?

Myślę, że powoli już ją odrabiamy. Stąd m.in. akces Polski do PESCO, czyli stałej współpracy strukturalnej w sprawach obrony, razem z prawie wszystkimi krajami członkowskimi Unii. To tym ważniejsze, że początki tej inicjatywy były bardzo niepewne. Wiele państw unijnych myślało jak Wielka Brytania i widziało w PESCO i całej Unii Europejskiej zbędną alternatywę dla NATO, która niepotrzebnie osłabia Sojusz. Dziś nikt w Unii już tak nie myśli.

Co z wiarygodnością Donalda Trumpa jako gwaranta polskiego bezpieczeństwa? Okazało się, że człowiek, w którym widzieliśmy naszego obrońcę przed ewentualną agresją rosyjską, nie potrafi (nie chce?) przed Rosją ochronić nawet własnego kraju, a rosyjskiemu prezydentowi wierzy bardziej niż własnym współpracownikom.

Jego wiarygodność bardzo ucierpiała. Musimy jednak pamiętać, że prezydent Trump to nie całe Stany Zjednoczone. Jest prezydentem, najwyższym przedstawicielem państwa, szefem władzy wykonawczej oraz dowódcą naczelnym sił zbrojnych, ale państwo to nie on. Pokazuje to olbrzymia skala krytyki, z którą prezydent Trump musi zmierzyć się po szczycie w Helsinkach. Krytyki płynącej zwłaszcza z jego obozu politycznego.

Potężna i kreatywna Ameryka istniała przed Trumpem, istnieje z nim, ale będzie też istniała po nim. Nie można odwrócić się od niej tylko z powodu Trumpa. Wręcz przeciwnie, musimy rozwijać stosunki i konkretną współpracę roboczą na wszystkich poziomach i we wszystkich dziedzinach. Wojskowość czy dyplomacja to tylko dwie z nich. Co prawda Trump jest dowódcą naczelnym amerykańskich wojsk, ale Departament Stanu, Pentagon czy dowództwa wojskowe i całe siły zbrojne Stanów Zjednoczonych są o wiele bardziej stabilne, przewidywalne i wiarygodne niż Trump.

Jak powinny się teraz zachować polskie władze? Prezydencki minister Krzysztof Szczerski powiedział: „Wszyscy, którzy wieszczyli, że po spotkaniu Trump-Putin nadejdzie druga Jałta, bardzo się pomylili”. To nie oddaje powagi sytuacji, w której znaleźliśmy się po Helsinkach.

Odpowiedź może być tylko jedna – Polska powinna bardzo aktywnie uczestniczyć w tworzeniu odpowiedzi Unii Europejskiej na wydarzenia z Helsinek i sytuację, które wyklarowała się po spotkaniu Trump-Putin. W tym również odpowiedzi na wydarzenia wewnątrz Stanów Zjednoczonych. O ile dla Amerykanów jesteśmy zewnętrznym partnerem, o tyle dla Unii Europejskiej jesteśmy państwem członkowskim, a nasi obywatele są obywatelami Unii Europejskiej. Unia jest naszą współwłasnością.

Spodziewa się pan ostrej odpowiedzi Brukseli?

Nie jest ważna ostrość, lecz energiczność reakcji. Odpowiedź Unii powinna być bardzo energiczna i mieć formę kolejnego przyspieszenia oraz rozszerzenia wspólnej polityki obronnej. Zgodnie z TUE na końcu tej drogi może być wspólna obrona całej Unii. Co prawda do realizacji tego celu jeszcze daleko – skomplikowane są choćby kwestie proceduralne – ale warto iść w tym kierunku.

Jak przyjąłby to Waszyngton?

To zależy od stylu, w którym Unia zacznie wprowadzać zmiany. Uniezależnienie się militarne od Stanów Zjednoczonych jest ważne, ale w taki sposób, żeby nie traktować Amerykanów jak rywali czy przeciwników. Rozstanie w gniewie z Ameryką byłoby wielkim błędem i absurdem w świetle tego, jaka jest Ameryka niezależnie od prezydenta Trumpa. Europa na pewno musi być bardziej samodzielna, ale też na pewno ma potencjał, żeby stać się potęgą wojskową wewnątrz NATO. A to zasadniczo zmieniłoby faktyczną strukturę Sojuszu – nie opierałby się już wyłącznie na Ameryce, tylko miał dwa równorzędne filary: Unię Europejską i Stany Zjednoczone. To byłoby wielkie wzmocnienie cywilizacji zachodniej i uodpornienie jej na zawirowania polityki amerykańskiej takie jak szczyt w Helsinkach.

Donald Trump uderza w Niemcy przed szczytem NATO. Merkel odpowiada: Doświadczyłam okupacji

Więcej o:
Komentarze (371)
Szczyt w Helsinkach. Spotkanie Putin-Trump. Trump konferencja
Zaloguj się
  • krzywelustro

    Oceniono 69 razy 41

    Trump powinien pobierać lekcje bezprawia u naszego kurdupla. Ten na jego miejscu już pierwszego dnia własnych rządów pozmieniałby dziennikarzy w publicznych mediach, nocą pozmieniałby ustawy dopuszczające impeachment, następnego dnia powyrzucał ze stanowisk sędziów i wsadził na ich miejsce własnych, a dopiero potem - hulajdusza!

  • a-lfa

    Oceniono 41 razy 25

    No cóż jest takie przysłowie jak kto sobie pościele tak się i wyśpi. Amerykanie wybrali sobie na głowę państwa narcyza myślącego głównie o zaspokojeniu własnego ego a nie o kraju. Zupełnie czym innym jest prowadzenie biznesu gdzie w pewnych ramach wszystkie chwyty są dozwolone byle efekt na koncie był pozytywny od prowadzenia kraju dodatkowo mocarstwa. Aktualny Prezydent ma zdecydowane z tym problemy. Moze i był bardzo dobrym biznesmenem nie mniej politykiem okazał się być słabym. Co więcej uważa iż ZAWSZE wszytko robi dobrze - zresztą kraj go nie interesuje specjalnie a zabawa w politykę mierzi. Robi to bo musi ale ogólnie prezydentura ma zaspokoić jego ego. I dlatego jest tak jak jest bo w związku z tym nie myśli przez pryzmat polityki a własnego wybujałego ego.

  • 19orion87

    Oceniono 65 razy 19

    Amerykanie wybrali sobie na prezydenta po prostu zwykłego, rasowego idiotę.

  • kac

    Oceniono 29 razy 17

    Trump wygrał przede wszystkim dlatego, że demokraci uparli się aby wystawić Panią Clinton, która z jednej strony miała ogromy elektorat negatywny (klan Clintoów itp) a z drugiej miała ewidentne kłopoty zdrowotne. W tym kraju na pytanie jak się masz nawet gdy masz złośliwy nowotwór odpowiadasz, że ok. Trump jest ekscentrykiem i dla wielu mógł być przy Clinton ciekawą alternatywą (ba nie tylko mógł ale okazało się że był). Teraz niestety okazuje się, że Ci co przed nim przestrzegali mieli dużo racji. Ten człowiek jest niebezpieczny (tu muszę nieco przyznać, że uważałem go za bardziej normalnego) i im szybciej zostanie usunięty z tego stanowiska tym dla świata lepiej. Problem w tym, że podobnie jak PiS wybrany został legalnie i demokratycznie i podobnie jak PiS trzeba odsunąć go od władzy tym samym sposobem... a to trudne.

  • jobrave

    Oceniono 26 razy 16

    Pisowate -po tym szczycie w Helsinkach - są zdezorientowane, jak ten kot z "Monty Pythona" :) Jarosław już dni liczył kiedy zostanie cesarzem Trójmorza lub, choćby Dwumorza, a tu takiej **jni Trumpek mu narobił, że musi mu wystarczyć Jednomorze :)

  • Oceniono 23 razy 15

    Facet, który zdradza żonę, ugania się za prostytutkami, w żaden sposób nie jest godny zaufania.Nie potrafi być ok.w tej sferze życia ,nie będzie w żadnej. To taki charakter. Jak ktoś lubi oszukiwać , to będzie to robił, bo nie widzi kompletnie powodów dla których nie miałby tego robić. Oszukiwał żonę, oszukuje własnych obywateli.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX