Kwaśniewski: Mogę oddać honor wyklętym, ale nie odbierajmy godności żołnierzom Armii Ludowej

- Mogę oddać honor żołnierzom wyklętym. Tym wszystkim młodym ludziom, którzy zdecydowali się na heroiczną postawę, płacąc za to nierzadko najwyższą cenę - ginąc w lasach czy ubeckich katowniach albo spędzając całe lata w więzieniach - mówi w rozmowie z Gazeta.pl były prezydent Aleksander Kwaśniewski.

W liście do wyborców przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty i sekretarz generalny SLD Marcin Kulasek piszą m.in., że „nie ma 100-lecia niepodległości bez 45-lecia PRL”. To już nie jest wyłącznie obrona słabych, starszych ludzi przed uderzającymi w nich ustawami PiS-u. Nie ma Pan poczucia, że to krok za daleko?

Absolutnie nie. Proszę zobaczyć, do jak absurdalnej sytuacji doszliśmy. W tym roku obchodzimy 100-lecie odzyskania niepodległości, ale gdyby uwzględnić zastrzeżenia różnych środowisk, to okazałoby się, że z tych 100 lat z dumą i otwartą przyłbicą możemy mówić jedynie o maleńkim wycinku.

Zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim czasów PRL-u.

Otóż wcale nie. Większych zastrzeżeń nie ma w zasadzie jedynie do lat 1918-22. Nawet lata 1922-26 są już przez niektórych ostro krytykowane, uznawane za partiokrację i bezhołowie. Ale idźmy dalej. Lata 1926-39 – przewrót majowy, który wszystkie stronnictwa nie-piłsudczykowskie uznają za zamach stanu i wprowadzenie w Polsce autorytaryzmu. Lata 1939-45 – druga wojna światowa, Polska pod okupacją niemiecko-radziecką jest państwem całkowicie podległym, a na jej terenie dzieją się przerażające rzeczy. Z kolei po 1945 roku zaczyna się PRL, czyli okres ograniczonej suwerenności, która wynikała z decyzji supermocarstw w Jałcie i Poczdamie. To nie była decyzja Polski, to nie był ustrój, który został wymuszony w Polsce np. przez naszą partię komunistyczną. To komunistom w tamtych okolicznościach historycznych Związek Radziecki powierzył sprawowanie władzy.

Przecież ZSRR infiltrował naszą scenę polityczną już w czasie drugiej wojny światowej, przygotowując grunt pod przejęcie władzy i ustabilizowanie swoich wpływów po przesunięciu frontu na zachód. Tutaj nic nie stało się przypadkiem – nowa władza i nowy ustrój zostały nam narzucone za milczącym przyzwoleniem światowych mocarstw.

To prawda. Stalin wygrał wojnę. W rozmowach dyplomatycznych okazał się lepszy od Roosevelta i Churchilla. Polska znalazła się w strefie radzieckich wpływów, a ci, którzy przeżyli dramat okupacji w Polsce stanęli przed dylematem – jak żyć w Polsce o ograniczonej suwerenności, ale jednak Polsce, a nie Republice Radzieckiej.

JałtaJałta Public Domain

Nawet w „Polsce o ograniczonej suwerenności” było wiele innych sposobów na życie niż praca dla partii i państwa. Tyle że bycie w partii i związki z władzą wiele rzeczy ułatwiały. Dla wielu osób pokusa była zbyt wielka.

Nikt nikogo nie zmuszał, to prawda. Ale to państwo istniało i jakby nie rządzili nim ci, to rządziliby inni. Jestem przeciwnikiem szufladkowania. Bo dochodzimy do roku 1989 roku, mamy już prawie 30 lat demokracji, ale znowu każdy ocenia to inaczej, bo np. PiS uważa, że w tym czasie tak naprawdę mieliśmy zaledwie trzy momenty do chwały – rząd Olszewskiego, rządy Marcinkiewicza i Kaczyńskiego i to, co jest od października 2015 roku.

Gdybyśmy w ten sposób patrzyli na historię Polski, to w listopadzie 2018 roku moglibyśmy obchodzić może 10- albo 15-lecie niepodległości, co jest przecież kompletnym absurdem

Absurdem nie jest przekonywanie Polaków, że praca dla peerelowskich władz nie była wcale taka zła i w sumie to żaden powód do wstydu, że pracowało się dla narzuconego reżimu?

Nikt na lewicy nie mówi, że praca dla peerelowskich władz była wyłącznie czymś dobrym. Ale nie była też wyłącznie czymś złym. Tymczasem obecny rząd stosuje odpowiedzialność zbiorową i do jednego worka wrzuca zarówno kata z bezpieki, jak i sekretarkę z biura PZPR-u. To prowadzi do setek czy nawet tysięcy ludzkich dramatów.

Na setną rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę nie składają się tylko fragmenty naszej historii, z których dumne jest PiS. Naturalnie to też nie tylko PRL. Zarówno jedno, jak i drugie jest częścią naszego dziedzictwa i nikt nie ma prawa tego negować. Zwłaszcza odgórnie i instytucjonalnie

Po odzyskaniu niepodległości mieliśmy 100 lat niezwykle skomplikowanej historii, gdzie dla każdego okresu, dla każdego wydarzenia musimy przyjąć właściwą miarę rzeczy.

Co to znaczy „przyjąć właściwą miarę rzeczy”?

Punktować to, co było dobre i to, co było złe, ale przede wszystkim zawsze patrzeć na kontekst historyczny i geopolityczny. Tak możemy ocenić okres do 1926 roku, potem rządy piłsudczyków czy wreszcie PRL. Czy w okresie PRL-u Polska miała pełną suwerenność? Nie. Ale czy Polska w tamtym czasie była państwem w rozumieniu prawa międzynarodowego? Oczywiście, że tak. Podpisywaliśmy umowy międzynarodowe, które do dzisiaj są ważne. Weszliśmy do ONZ i byliśmy jednym ze współtwórców tej organizacji. Kwestionowanie, że wówczas państwo polskie nie istniało, jak robi to premier Morawiecki, jest jakąś całkowitą aberracją.

Alternatywa, którą proponujecie to...

Przywrócenie właściwej postaci rzeczy i nadanie słowom właściwego charakteru. Znalezienie sposobu, w jaki o tym mówić. Chcemy przypomnieć i oddać honor wszystkim tym, którzy dla Polski, także tej dzisiejszej, uczynili bardzo wiele. Dzisiejszej Polski nie byłoby bez wielkich artystów i inżynierów tamtego okresu, ale też prostych ludzi, którzy robili swoje i odbudowywali zniszczony wojną kraj.

Konkrety, Panie prezydencie.

SLD nie chce usprawiedliwiać zbrodni, dokonywanych w tamtych czasach, nadużyć władzy, nękania ludzi czy zakrojonych na szeroką skalę ograniczeń wolności obywatelskich. Bo tego nie można w żaden sposób usprawiedliwić

Jeśli w wyniku procesów politycznych na śmierć byli skazywani ludzie, to można jedynie wyrazić najgłębszy smutek i przeprosiny, jeśli ma się poczucie jakiejś mocniejszej więzi z PRL-em. Ale jest też cała lista spraw, z których mamy prawo być dumni, szczególnie zaś ludzie, którzy tych rzeczy dokonali.

Proszę wymienić.

Proszę bardzo. Dokonaliśmy niesamowitego postępu cywilizacyjnego – mnóstwo ludzi ze wsi przeniosło się do miast, wykształciło, znalazło pracę, żyło dostatnio. Stworzyliśmy wówczas w Polsce wiele uczelni wyższych, z których część jest na naprawdę dobrym poziomie. Osiągnęliśmy niezły poziom medycyny. Dokonaliśmy także skoku kulturowego. Nasza kultura – film, plakat, plastyka, muzyka – z tamtych czasów jest ceniona i rozpoznawalna w świecie. To nie działo się ani za państwem, ani przeciwko państwu. To działo się w ramach współdziałania instytucji państwa i ludzi, którzy wówczas żyli.

Potrafiłby Pan wskazać, co dobrego zrobiło peerelowskie państwo polskie?

Chociażby to, że zintegrowało ziemie zachodnie, które w wyniku decyzji mocarstw znalazły się w naszych granicach. Ówczesne władze odbudowały zrujnowane w czasie drugiej wojny światowej miasta. To było coś bezprecedensowego, bo w tym biednym i targanym masą problemów kraju chciało nam się odbudować warszawską Starówkę w takim kształcie, w jakim była ona przed wojną. Odbudowaliśmy nawet gdańskie Stare Miasto, chociaż przed wojną Gdańsk nie był przecież polskim miastem. Tak trzeba też mówić o PRL-u, a mało kto to dzisiaj robi.

Fragment Trasy W-Z od strony ulicy krakowskie Przedmieście w kierunku Wisły. Widoczny również Zamek Królewski podczas odbudowy oraz pałac Pod Blachą (fot. nac.gov.pl)Fragment Trasy W-Z od strony ulicy krakowskie Przedmieście w kierunku Wisły. Widoczny również Zamek Królewski podczas odbudowy oraz pałac Pod Blachą (fot. nac.gov.pl) Fragment Trasy W-Z od strony ulicy krakowskie Przedmieście w kierunku Wisły. Widoczny również Zamek Królewski podczas odbudowy oraz pałac Pod Blachą (fot. nac.gov.pl)

Dobrze rozumiem, Społeczny Komitet Lewicy 100-lecia Odzyskania Niepodległości, na czele którego Pan stanął, będzie strażnikiem obiektywnej oceny czasów Polski Ludowej? Będzie mówić o tym, co w PRL-u było dobre, ale nie będzie też uciekać przed mówieniem, co było złe.

Uroczystości stulecia skłaniają raczej do mówienia dobrze. To trochę jak na urodzinach. Jeśli wyprawia Pan przyjęcie urodzinowe, to goście mówią raczej o Pana zasługach i dobrych cechach, a nie przeprowadzają egzegezę słabości i grzechów, które Pan popełnił. Ale, oczywiście, zgadzam się, że trzeba też mowić przy okazji stulecia odzyskania niepodległości o tym, co było w tym czasie złe.

Inaczej będzie ciężko o wiarygodność, zwłaszcza, że większość członków tego Komitetu to ludzie, których polityczny rodowód sięga do czasów głębokiego PRL-u.

Oczywiście, że tak. Z drugiej strony absolutnie protestuję przeciwko takiej polityce historycznej, która dzisiaj jest prowadzona przez rząd, bo jest to polityka niebezpieczna i zakłamana.

Mogę oddać honor żołnierzom wyklętym. Tym wszystkim młodym ludziom, którzy zdecydowali się na heroiczną postawę, płacąc za to nierzadko najwyższą cenę – ginąc w lasach czy ubeckich katowniach albo spędzając całe lata w więzieniach

Abstrahuję od tego, czy ich działanie było sensowne z punktu widzenia strategii, bo nawet ówczesne władze Armii Krajowej były przeciwne traceniu ludzi w ten sposób.

Marsz z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.Marsz z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. JAKUB PORZYCKI

Aleksander Kwaśniewski mówiący dobrze o żołnierzach wyklętych? Czytelnikom trudno będzie w to uwierzyć.

Szanuję tych ludzi, bo oni nie zajmowali się wielką polityką, dla większości z nich był to oczywisty odruch serca i najlepszy sposób okazania tak rozumianego przez nich patriotyzmu.

Inna rzecz jest taka, że mówiąc w ten sposób o żołnierzach wyklętych nie ma żadnego powodu, żeby odbierać godność żołnierzom Armii Ludowej. Oni tak samo byli młodymi chłopakami, którzy znaleźli się na terenach wschodnich nie dlatego, że tam pojechali, tylko dlatego, że tam żyli i to do nich przyszły wojska Armii Czerwonej, zajmując tamte tereny.

Ci ludzie także w poczuciu najlepiej rozumianego przez siebie patriotyzmu chcieli walczyć za ojczyznę i wrócić do Polski. Dlatego należy im się taki sam szacunek jak innym młodym ludziom, którzy w tamtych niełatwych czasach walczyli i ginęli, bo uważali, że to najlepsza droga, a być może nawet jedyna dostępna droga, żeby zrobić coś dla swojego kraju

Z nakreślonym przez Pana wizerunkiem jest jeden problem. Armia Ludowa zaczynała jako zbrojne ramię Polskiej Partii Robotniczej – organizacji, która już od 1942 roku na ziemiach polskich przygotowywała grunt pod oddanie Polski w strefę wpływów ZSRR.

Czy Pan naprawdę sądzi, że Ci młodzi ludzie mieli tego świadomość? Pan to mówi z perspektywy dziesiątek lat i mocno wspartej stereotypami wiedzy. Oni chcieli iść do Polski i to była jedyna droga! Walczyli, tracili życie i należy im się szacunek!

Patrząc, jak lewica wchodzi do walki o politykę historyczną najbardziej zastanawia mnie, do kogo adresuje swoje działania. Do wąskiego grona tych, którzy żyli w PRL-u i pracowali dla państwa, a o których dzisiaj upomina się SLD? Czy raczej do ogółu polskiego społeczeństwa?

To jest skierowane i do jednych, i do drugich. Bo o tych, o których nie będzie się mówić, będziemy zapominać. Albo wręcz, jak chce tego obecna władza, będziemy ich wymazywać z historii. Ale jest to też zwrócenie się do całego społeczeństwa, na czele z młodym pokoleniem, żebyśmy o historii rozmawiali szczerze, a nie wybiórczo.

Jako naród, jako społeczeństwo nie możemy manipulować historią dla własnych celów politycznych. Oceny historii są sprawą bardzo indywidualną, ale fakty historyczne są bezdyskusyjne

Jeśli sportowiec zdobywał złoty medal olimpijski w 1964, 1968 czy 1972 roku i miał lzy w oczach, gdy odgrywano mu Mazurka Dąbrowskiego, to on nie prezentował wspaniałej, patriotycznej postawy i nie walczył o ten medal dla Polski?

„Polska jest dziś w swoistym obłędzie tzw. polityki historycznej. Albo mamy historię i prawdę, albo politykę, czyli rodzaj wykorzystywania faktów dla pewnego celu politycznego”. To Pana słowa z konferencji, na której ogłosiliście powołanie Waszego Komitetu. Z jednej strony mówi Pan, że mamy do czynienia z obłędem, z drugiej angażujecie się w temat polityki historycznej dopiero teraz, tyle lat po PiS-ie. Dlaczego?

Skala upolitycznienia historii Polski, wykorzystywania jej do walki z politycznymi przeciwnikami i wymazywania z niej niewygodnych dla władzy osób oraz zdarzeń jest absolutnie nieakceptowalna

Nie można kreować historii post factum tak, jak się komuś podoba i jak jest dla kogoś użyteczne. Ktoś musi wreszcie położyć kres polityce historycznej, którą serwuje Polakom PiS.

Ale PiS prowadzi ją od lat i od lat w ten sam sposób. A tu nagle wychodzi grupa polityków lewicy i załamuje ręce.

PiS nigdy nie miało do dyspozycji w tej sferze takich instrumentów jak obecnie.

Od 2,5 roku ma dokładnie te same instrumenty, ale z Komitetem startujecie teraz, a nie w 2016 czy 2020 roku.

Przyczyną jest stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Jakby Pan poczytał lewicowe wydawnictwa, zobaczyłby Pan, że ta dyskusja na lewicy toczy się cały czas, tylko brakuje odzewu. Bo możliwości dotarcia do szerokiego grona odbiorców przez lewicę i PiS, które ma za sobą media publiczne i całe mnóstwo usłużnych redakcji, są nieporównywalne.

PiS zajmuje się tematem polityki historycznej od lat, podjęło go, gdy nikogo to nie obchodziło. Nie obawiacie się, że jest kilka długości przed resztą stawki i dogonienie go graniczy z cudem?

Mam nadzieję, że kłamstwo, które głoszą się nie utrzyma.

Aleksander Kwaśniewski na czele lewicowego komitetu obchodów 100-lecia niepodległościAleksander Kwaśniewski na czele lewicowego komitetu obchodów 100-lecia niepodległości MACIEK JAŹWIECKI

Wie Pan, co mówią o kłamstwie? Powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.

Tylko widzi Pan, jak skończył Goebbels. Także aż tak nie zawierzałbym w jego mądrości, bo one są dobre na krótką metę. Wszyscy, którzy byli wyznawcami teorii, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą – tak u Hitlera, jak i u Stalina – bardzo źle skończyli. Głęboko wierzę, że na końcu zwyciężą jednak ludzki rozsądek i przyzwoitość oraz chęć, żeby z całej naszej historii jednak co nieco zrozumieć.

Czytałem zapowiedzi Waszego Komitetu. Chcecie postawić w Warszawie pomnik Ignacego Daszyńskiego, ale przede wszystkim dotrzeć ze swoim przekazem do młodych Polaków, którzy Waszym zdaniem są najmocniej narażeni na działanie polityki historycznej w wydaniu rządzących. Jak konkretnie planujecie to zrobić? Ile czasu sobie na to dajecie?

To będzie długi proces. Spory historyczne toczą się zawsze. Ważne jest to, żeby pokazać różne punkty widzenia i zaufać, że ludzie mają swój rozum i ocenią to, co było, nie pozwolą na manipulację, kłamstwo i jedyną prawdę, serwowaną przez publiczne media.

Naprawdę wierzy Pan, że Polacy będą woleli zrozumieć historię swojego kraju, niż opowiedzieć się za którąś jej wersją?

Myślę, że tak. Powiem więcej – w pewnym momencie kategorycznie odrzucą także propagandę, która dokonuje dziś spustoszenia w tej sferze. Jeżeli nawet nie odrzucą wpajanej im na siłę historii zamierzchłej, to jestem przekonany, że nie ma zgody na zawłaszczanie historii ostatnich 30 lat

Bo w proponowanej przez PiS wersji historii III RP mieliśmy parę miesięcy rządu Olszewskiego, dwa lata rządów Marcinkiewicza i Kaczyńskiego i 2,5 roku „dobrej zmiany”. Także na trzy dekady wolnej Polski ich zdaniem możemy się szczycić raptem pięcioma latami.

Tymczasem żyjemy w państwie, które od 1993 roku nieustannie co kwartał może pochwalić się wzrostem gospodarczym. To sytuacja bez precedensu na skalę światową. To zasługa milionów ludzi, ale także wielu rządów, które mieliśmy po 1989 roku. Nawet mając na uwadze, że jedne radziły sobie lepiej, a inne gorzej. Ten sukces i jemu podobne są zasługą ciągłości, którą mamy w Polsce od 30 lat. PiS chce tę ciągłość zerwać i zawłaszczyć wszystko dla siebie.

To nie może się udać, bo Polacy są zbyt rozumnym narodem, żeby „kupić” tego rodzaju politykę historyczną. Nawet jeżeli krótkotrwale ona mocno oddziałuje i pozwala zdobyć kilka procent więcej w tych czy innych wyborach. Natomiast nie można opisywać polskiej polityki po 1989 roku bez Mazowieckiego, Cimoszewicza, Millera…

… Kwaśniewskiego.

Tak, również bez Kwaśniewskiego. Zresztą czasami żartuję, że próby wygumkowania mnie z historii Polski są tym bardziej niedopuszczalne, że skoro mamy 100 lat niepodległości, a ja przez dekadę byłem prezydentem, to 10 proc. należy do mnie. (śmiech) To nie jest tak mało, to więcej, niż wynik wyborczy niejednej partii.

Więcej o:
Komentarze (248)
Polityka historyczna lewicy na 100-lecie odzyskania niepodległości
Zaloguj się
  • maciejwscieklica

    Oceniono 63 razy 45

    no cóż
    PRL był moim krajem, moim państwem. Innego nie mielismy. Ale wywalczyliśmy w 89 roku wspólnym wysiłkiem, wspólna zgodą na zmianę inna Polske. Wysnioną, niepodległą.
    Po 2 RP, po Piłsudskim, Po Rydzu /nomen omen/ i Kwiatkowskim, pozostały nie tylko wojennezgliszcza, ale solidne podwaliny, materialne równiez. My, mieszkamy nadal w gomułkowskich klitkach i gierkowskiej wielkiej płycie. Zajezdżamy na Dworzec Centralny i podziwiamy Zamek.
    A co po nas, tych tu i teraz pozostanie ?
    Puszcza wyrżnięta, Mierzeja nieprzekopana i barany w Baranowie, no i nabzdyczony, skłócony suweren. A i imperium Rydzyka.
    Oto Polska własnie

  • religious-vigilante

    Oceniono 60 razy 36

    Patrząc na dzisiejszych polityków stęskniłem się za Kwaskiem. Jaki by nie był.

  • naz_niepoprawna

    Oceniono 43 razy 33

    Z pisiorstwa wyłazi zwykła zawiść, bo oni niczego wielkiego nie dokonali. Pierniczenie o ratowaniu przez Lecha jakiegoś kaukaskiego zadupia ma przykryć ważne wydarzenia, jak przystąpienie Polski do UE czy NATO. W narracji pisiorstwa nawet przewodniczenie RB w ONZ to ich zasługa, bo przecież suweren nie wie, że przez miesiąc każdy członek RB jej przewodzi na zasadzie rotacji. Teraz będą wałkować pińcetplus do upadłego, a właściwie do momentu, w którym przyjdzie rachunek za pińcetplus do zapłacenia.

    Ale każdy myślący widzi jakie jest pisiorstwo. I pudrowanie nie pomoże. Na wizaż broszki wydali grube tysiące, a ta dalej wygląda jak ociosana tępą siekierą sołtysowa.

  • wloczykijas

    Oceniono 41 razy 31

    Może pan Kwaśniewski nie był we wszystkich aspektach najlepszym prezydentem (ideałów nie ma), ale potrafi z dystansu dokonać pewnych ocen historycznych. Zarówno żolnierze tzw. wyklęci, jak i ci po drugiej stronie najczęściej trafiali w takie czy inne szeregi nie z głęboko przemyślanego wyboru ideologicznego, ale z przypadku i ew. pod wpływem otoczenia. Większość ludzi jest jednak zaledwie "pyłkami" na wietrze historii i okoliczności i tylko rzadko mają wpływ na to dokąd polecą...

  • barbara333-4

    Oceniono 32 razy 24

    Urodzilam sie w 1949 r, całe najlepsze lata żylam w PRLu, i powiem tak, to były najlepsze lata mojego życia. Nie czulam braku wolności, reżimu, dyktatury, ale wielką troskę panstwa o wszystkich, może żylam na obrzeżach wielkich miast, ale do dziś wraz z moimi znajomymi jesteśmy zbulwersowani opowiesciami pisu i prawicowych dziennikarzy o tamtym czasie jako o strasznym totalitarnym panstwie. To wierutne klamstwo jest powtarzane, by się utrwaliło. To dzis pisowskie rządy są niesprawiedliwe, kłamliwe, totalitarne. Nigdy w PRLu nie widziałam takich barierek , tyle policji chroniących dygnitarzy prlowskich, to co dzisiaj to Orwell się kłania. Stygmatyzowanie ludzi prlu i odbieranie im praw przez mafie pisowską jest wielka zbrodnia, za którą ujmuje się tylko SLD.

  • Oceniono 17 razy 17

    Prawie każdy, kto pracował w PRL, pracował na i dla komuny, bo to ówczesne władze zbierały i konsumowały w pierwszym rzędzie owoce tej pracy, rozdzielając następnie - to co pozostało - pomiędzy resztę narodu. Dlatego potępianie w czambuł tamtych czasów i wytykanie niektórym, że pracowali dla komuny, jest bez sensu. Bez sensu jest też wyrywanie z dziejów państwa kart opisujących tamten czas, bo on istniał z całym tym bagażem dobra i zła. A zresztą - czym zamierzają ci korektorzy uzupełnić lukę? Czyżby oni i ich potomkowie spadli z nirba?

  • horatio_valor

    Oceniono 27 razy 17

    Nigdy nie byłem zwolennikiem komunistów ani postkomunistów. Dlatego trochę irytująca jest dla mnie świadomość, że to Aleksander Kwaśniewski okazał się JEDYNYM inteligentnym prezydentem RP... Reszta to albo prymitywny cwaniak Wałęsa, albo partyjni nominaci, wybrani na zasadzie "żeby się nie stawiał premierowi".

    A co do tematu: paradoksalnie pisiarnia robi niezłą robotę w dziedzinie polityki historycznej. Oni tę swoją propagandę uprawiają tak głupio i nieudolnie, że obrzydzą, ośmieszą i zohydzą te swoje głupawe wizje na dobre. PiS kiedyś odejdzie do diabła. To nie zostanie.

    I to już widać - przez lata wśród ludzi inteligentnych jakoś tam wegetował (marginalnie wprawdzie) tzw. prawicowy paradygmat myślenia o historii ostatniego półwiecza, czyli pogarda dla PRL i szacunek wobec sanacji i powojennej partyzantki. Dziś to już znika w szybkim tempie - "wyklęciuchy" wywołują li tylko ironiczny uśmiech, sanacja coraz bardziej ukazuje swoje prawdziwe, ohydne oblicze, coraz bardziej dostrzega się odcienie szarości w PRL.

  • rozdeptany_przez_pis_robak

    Oceniono 43 razy 17

    Niech pan nie pieprzy głuot. Wojna się skończyła. Mocarstwa dokonału wcześniej podziału Europy, jak będzie wyglądac po zakończeniu wojny, Polskę oddano Sowietom i nie było żadnego powodu walczyć o coś, co było nie do wywalczenia. Poza tym pośród tych "żołnierzy" było sporo pospolitych bandytów mordujących dzieci. W mojej ocenie to są głupcy, nie rozumiejący rzeczywistości politycznej. Nie zasługują na żaden szacunek. Zasługują na potępienie.
    Wygłupił się pan. Pisobolszewicka swołocz zawsze będzie pana uważać za komucha, nawet jak pan pomodli się przy pomniku "Lecha" i uzna, że w Smoleńsku był zamach, a winę ponosi Tusk.

  • jan.go

    Oceniono 24 razy 16

    Bo jest moja historia ,twoja historia i prawdziwa historia której pewnie nie poznamy Zajmowanie się historią przez polityków powinno być prawnie zakazane A historycy niech się kłócą musimy tylko mieć świadomość że to nie matematyka

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX