Rząd PiS ma problemy z liczeniem? Mówi o 6 razy mniejszej liczbie niepełnosprawnych niż GUS

150 tys., 272 tys. czy 900 tys.? Nie wiadomo, ile w Polsce jest osób niepełnosprawnych w stopniu znacznym. Nie wiadomo, ile tak naprawdę będzie kosztowała ustawa PiS zaproponowana protestującym zamiast 500 zł. Rodzice nie składają broni. Dziś 27. dzień protestu w Sejmie.

W zeszłym tygodniu parlament przyjął dwa projekty dotyczące osób niepełnosprawnych autorstwa PiS. Posłowie zrównali rentę socjalną z najniższą rentą z tytułu całkowitej niezdolności do pracy (wzrośnie z 865,03 zł do 1029,80 zł), a także wprowadzili ułatwienia dla osób z orzeczonym znacznym stopniem niepełnosprawności. Jest jednak jedno "ale".

Nie wiadomo, ile takich osób jest, a każdy podaje inną liczbę.

Rząd PiS i NFZ mówią o 150 tys., protestujący o 272 tys., a z danych GUS wynika, że takich osób jest 893 tys.

Ile jest osób niepełnosprawnych w stopniu znacznym?

Skąd rozbieżności? Protestujący powołują się na liczbę rencistów socjalnych w 2016 roku podaną przez ZUS w kwietniu 2017 roku. Renta socjalna przysługuje osobom, które skończyły 18. rok życia i które są całkowicie niezdolne do pracy z powodu naruszenia sprawności organizmu, która powstała w okresie nauki.

Dane GUS wynikają z kolei z ostatniego Narodowego Spisu Ludności z 2011 roku.

Jednak na jakiej podstawie rząd i NFZ podają liczbę 150 tys., nie wiadomo. 

W trakcie posiedzenia Komisji Polityki Społecznej i Rodziny minister Krzysztof Michałkiewicz powiedział, że ustawa objęłaby 150 tys. osób. Gdy zapytaliśmy, skąd ta liczba, nie dostaliśmy odpowiedzi. Tak samo nie dowiedzieliśmy się, w jaki sposób rząd wylicza, że dzięki ustawie rodziny z osobami niepełnosprawnymi będą miały miesięczny zysk w wysokości 520 zł. Nie wyjaśniono też, co w tę kwotę jest wliczone

- tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl Magdalena Kochan, zastępczyni przewodniczącego Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.

Ani biuro prasowego rządu, ani NFZ nie odpowiedziały na nasze pytania. 

Ustawy autorstwa PiS są pokłosiem trwającego od czterech tygodni protestu rodziców i opiekunów osób niepełnosprawnych w Sejmie. Protestujący domagają się nie tylko zrównania renty socjalnej z najniższą rentą z tytułu całkowitej niezdolności do pracy, ale też 500 zł comiesięcznego dodatku na życie dla ich dorosłych niepełnosprawnych w stopniu znacznym dzieci.

Rząd nie chce się na to zgodzić, więc protestujący zaproponowali w ramach kompromisu rozłożenie tej kwoty na trzy raty. Propozycja protestujących była taka: 250 zł od września 2018 roku, 125 zł od stycznia 2019 roku oraz 125 zł od stycznia 2020 roku. Rząd tę propozycję również odrzucił.

Zamiast tego, w ramach ustawy, zaproponował "520 zł miesięcznej oszczędności w budżecie rodziny". Zgodnie z projektem, osoby po 18 roku życia i z orzeczonym znacznym stopniem niepełnosprawności będą miały refundowany sprzęt i wyroby medyczne bez limitów. Programem objętych byłoby około 130 produktów, m.in. pieluchomajtki, wózki inwalidzkie, protezy, cewniki, aparaty słuchowe czy igły. Koszt ustawy miałby ponieść NFZ.

Dzisiaj NFZ też dopłaca, ale tylko do np. 90 pieluchomajtek miesięcznie czy do jednego wózka inwalidzkiego raz na 5 lat. Zgodnie z ustawą, nie byłoby już limitów, a NFZ dopłacałby do tylu wyrobów i produktów, ile przepisywałby lekarz. W ustawie zapisano także dostęp do aptek oraz lekarzy bez kolejek oraz dostęp do lekarzy specjalistów bez skierowań.

Ale nie tylko NFZ płaciłby za rozwiązania zawarte w ustawie, bo wciąż 30 proc. kosztów ponosiliby rodzice i opiekunowie osób niepełnosprawnych.

Ja nie będę co roku wymieniać wózka, bo mnie na to nie stać. Nowy wózek, na którym jeździ Kuba, kosztuje 12 tys. zł. Musiałabym więc płacić około 3,6 tys. zł. Nie stać mnie na to

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl Iwona Hartwich, jedna z liderek sejmowego protestu. Podkreśla, że wszystko, co proponuje rząd, nie jest za darmo. - Za to wszystko rodzic musi zapłacić, a nie ma za co - tłumaczy.

Jaki będzie koszt ustawy PiS? 

Eksperci nie zostawiają na pomysłach PiS suchej nitki. Nie tylko nie wiadomo, ile osób byłoby objętych ustawą, ale także jaki byłby jej koszt. W finansowym uzasadnieniu projektu istnieje tylko zapis, że „Projektowane regulacje skutkować będą wydatkowaniem środków z planu finansowego Narodowego Funduszu Zdrowia”. Nie ma żadnych szczegółów ani wyliczeń.

Marek Wójcik, ekspert zdrowotny ze Związku Miast Polskich tłumaczy, że to, że ustawa przeszła przez Sejm bez oceny skutków finansowych, jest niezgodne z prawem.

Zgodnie z regulaminem Sejmu nie ma możliwości procedowania projektu, którego skutki nie są znane. Podczas posiedzenia komisji ta sprawa padła, ale maszyna jechała dalej. Nie wiemy, jakie będą finansowe nakłady, dlatego sądzę, że to jest miraż. Bo jeśli ktoś mówi, że znosi limity na wyroby medyczne, nie jest to prawdą, bo zostają limity finansowe

- tłumaczy Wójcik w rozmowie z Gazeta.pl. Dodaje, że jego zdaniem to wszystko wynika z pośpiechu i chęci pokazania, że coś się w sprawie niepełnosprawnych dzieje.

Ta ustawa jest niekonstytucyjna, bo nie zawiera skutków regulacji. To oznacza, że bez względu na to, co i kto opowiada, prawda jest taka, że nie ma na to pieniędzy. To pic na wodę fotomontaż. Była potrzeba zamydlić oczy, to je zamydlili

- mówi dla Gazeta.pl Magdalena Kochan.

Jeśli stać nas na wydanie 3 mld zł na strzelnice w każdym powiecie tylko po to, żeby mężczyźni mogli pobawić się w wojenkę, a nie ma pieniędzy dla najsłabszych, w tym dla rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi, to szlag mnie trafia

- denerwuje się posłanka PO.

Jednak rząd i NFZ uparcie twierdzą, że pieniądze się znajdą. Joanna Kopcińska podczas poniedziałkowego posiedzenia komisji polityki społecznej powiedziała, że w pierwszym kwartale 2018 roku nadwyżka z wpływów ze składki zdrowotnej wyniosła 100 mln zł. Właśnie z tych pieniędzy projekt PiS miałby zostać sfinansowany.

Szef NFZ Andrzej Jacyna poszedł o krok dalej i podczas tego samego posiedzenia stwierdził, że łącznie ta nadwyżka w 2018 roku wyniesie nawet 1,5 mld zł. Jego zdaniem właśnie z tej kwoty 270 mln zł poszłoby na wydatki na wyroby medyczne (czyli łącznie wyniosłyby 1 mld 270 mln), zaś budżet na rehabilitację zostałby zwiększony o 450 mln zł (czyli o ok. 25 proc.) i łącznie wyniósłby 2 mld 850 mln zł. Środki miałyby zostać uruchomione już w drugim półroczu 2018 roku.

Zdaniem prezesa NFZ, pieniądze starczyłyby na świadczenia dla 150 tys. dorosłych osób niepełnosprawnych z orzeczonym znacznym stopniem niepełnosprawności. Co na to eksperci?

Prezes Jacyna powiedział, że nie będzie żadnych problemów, że znajdzie 1,5 mld, że przeznaczy 720 mln zł na te działania. Tylko to więcej, niż wydajemy przez rok w całej Polsce na lecznictwo uzdrowiskowe. Niewiele brakuje do tego, żeby to było wszystko, co wydajemy na hospicja i usługi opiekuńcze razem wzięte. To jest naprawdę dużo pieniędzy. A nie można tego liczyć tylko w warunkach tegorocznych, tylko trzeba to robić dalej. Bo jeśli dzisiaj prezes NFZ mówi, że na drugie półrocze potrzeba 720 mln, to oznacza, że na jeden rok potrzeba 1 mld 440 mln zł. To jest nieprawdopodobna kwota

- tłumaczy dla Gazeta.pl Marek Wójcik.

Krótsze kolejki dla jednych, czyli dłuższe dla drugich

W kontekście ustawy PiS pojawia się jeszcze jeden wątek: to, w jakim stopniu osoby niepełnosprawne będą korzystały z tych świadczeń.

Obawiam się, że wystąpi taki sam syndrom jak z lekami: kupowanie na zapas. Bo jak myśli osoba niepełnosprawna? 'Teraz mam 50 pieluchomajtek, a będę mógł mieć ich nawet 200-300. Ale piorun wie, czy zaraz nie zmienią przepisów. Może więc teraz na wszelki wypadek się wykrwawię, bo muszę przecież zapłacić te 30 proc., ale kupię sobie na zapas i będę trzymać je w szafie?'. Byt określa świadomość. Obawiam się, że ze strony części osób pojawi się chęć korzystania z tych przywilejów w stopniu większym, niż potrzeba

- tłumaczy Marek Wójcik.

Eksperci alarmują w jeszcze jednej kwestii: dostęp poza kolejkami dla osób ze znacznym orzeczeniem niepełnosprawności sprawi, że kolejki dla osób niepełnosprawnych w mniejszym stopniu, a także dla wszystkich innych pacjentów, wydłużą się.

Skrócenie kolejek dla innych wydłuży je dla drugich. Wedle moich wyliczeń na koniec 2017 roku na fizjoterapię czekało 1 mln 40 tys. Polaków. Mediana wynosiła 464 dni. A teraz, gdy do świadczeń ułatwiony dostęp będzie miała konkretna grupa, utworzy się nowa, jeszcze dłuższa kolejka dla pozostałych. Bo osoby niepełnosprawne będą chciały w końcu skorzystać z 30 zabiegów, które są im potrzebne, tym bardziej, że do tej pory mogły skorzystać tylko z 10. Pozostali będą mieli problem, bo przecież lekarze mają kontrakty i nie mogą przyjąć ani jednego pacjenta więcej, bo nie dostaną za niego pieniędzy. Jeśli więc nie podwyższy się limitów finansowych, z tej ustawy nic nie będzie

- mówi Marek Wójcik dla Gazeta.pl.

Co o ustawie myślą rodzice?

My nazwaliśmy ją ustawą wydmuszką. (...) Od kiedy Kuba skończył 18 lat, jest jeden rehabilitant na 10 pacjentów. Nie wierzymy, że nagle będzie ich więcej. Kilka dni temu dzwoniłam do neurologa z państwowej placówki, by zapisać Kubę. Musimy czekać 8 miesięcy. Tam w poczekalni, nawet mimo ustawy, będzie pięciu takich Kubusiów. I ja nie pójdę z ustawą w ręku i nie będę im wymachiwać prze nosem, mówiąc, że mam to od minister Rafalskiej

- mówi Iwona Hartwich. Dodaje, że mimo wszystko nie traci nadziei. Mówi o posłance Annie Sobeckiej z PiS, która w zeszłym tygodniu przyszła z pomarańczami dla dzieci i słowami, że wspiera protest. Wspomina też Małgorzatę Wassermann, również z partii rządzącej, która przyszła z truskawkami, i też powiedziała "wspieram i popieram". Iwona Hartwich opowiada, że Wassermann zapewniała, że rząd pracuje nad spełnieniem pierwszego postulatu - Ja uwierzyłam. Nadzieja umiera ostatnia - mówi z żalem Iwona Hartwich.

Zrobisz ten quiz na 100 proc. tylko, jeśli jesteś lekarzem cz. 1: KOŚCI
1/15To na pewno wiesz. Na czerwono zaznaczyliśmy:

Zobacz także
Komentarze (138)
Rząd PiS podliczył niepełnosprawnych. GUS ma inne dane
Zaloguj się
  • szaja25

    Oceniono 25 razy 19

    Niepełnosprawni nie są zaliczani do kategorii "suweren" więc im się nie należy.

  • krynolinka

    Oceniono 27 razy 17

    Bandyterka w rządzie. Ludzie, którzy przez ponad rok nie "zauważyli" nadprogramowego wpływu po 6 x 500 miesięcznie faktycznie nie potrafią liczyć. Epatowanie 90 sztukami pieluchomajtek uwłacza mojej godności o samych zainteresowanych już nie wspomnę co muszą czuć.

  • frodozbagien

    Oceniono 20 razy 16

    Słuchajcie pisiaki, jak się skończą pieniążki, mówcie, że Tusk rozkradł, Polska w ruinie i w ogóle przez osiem ostatnich lat, Polcy i Polacy...

  • r0b0l_reaktywacja

    Oceniono 18 razy 14

    rząd PiSu nie ma problemów, jest na poziomie intelektualnym swoich wyborców, czyli jest wybitny.

    A kto mówi inaczej ten Żyd i dostanie w ryło

    Mordy w kubeł patologio inteligencka, jak Prezes każe liczyć inaczej to będziemy liczyć inaczej.

  • pan.szklanka

    Oceniono 20 razy 14

    Dość precyzyjnie wiadomo, że kleru katolickiego jest około 30 tysięcy. W większości zdrowe fizycznie chłopy, które mogą pójść do uczciwej roboty, a których utrzymanie z przyległościami kosztuje lekko licząc 10 miliardów rocznie.

  • demetria11

    Oceniono 15 razy 13

    Już od dłuższego czasu zastanawiam się, jak ta obsługa poza kolejnością w aptekach przyniesie 520 zł oszczędności w budżecie?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje