Kluby "Gazety Polskiej" to bitne wojsko PiS. Są wściekli na Dudę. Utopią mu drugą kadencję?

Jacek Gądek
18.01.2018 08:51
Prezydent RP Andrzej Duda i redaktor naczelny 'Gazety Polskiej' Tomasz Sakiewicz.

Prezydent RP Andrzej Duda i redaktor naczelny 'Gazety Polskiej' Tomasz Sakiewicz. (Andrzej Hulimka/REPORTER / REPORTER)

Najbardziej aktywny i najliczniejszy ruch społeczny w Polsce - mówi o Klubach "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz. A dla Jarosława Kaczyńskiego to "oddziały szturmowe armii, która ma maszerować ku zwycięstwu". Liczą ok. 10 tys. ludzi. Przyczynili się do triumfu Andrzeja Dudy, ale dziś są na niego wściekli.

Najwierniejsi z wiernych. Radykałowie wśród radykałów. Gotowi tyrać dla PiS. Właśnie oni w kilka miesięcy doznają kolejnego upokorzenia. Ich polityczny mistrz - Jarosław Kaczyński - zgodził się na usuniecie z rządu ich wzorca cnót - Antoniego Macierewicza. Za ten dyshonor winią Andrzeja Dudę.

- Obiecałem, że jeśli Macierewicz zostanie zdymisjonowany, to nie zagłosuję na Dudę. A ja w odróżnieniu od pana prezydenta obietnic dotrzymuję - stwierdził w "Do Rzeczy" Sakiewicz. Jeszcze w emocjach, bo godziny po odejściu Macierewicza. Dla Sakiewicza były już szef MON to nie tylko polityk, którego pośród wszystkich zna najdłużej. Ale także przyszywany członek rodziny, bo Macierewicz jest ojcem chrzestnym syna Sakiewicza.

Dla odmiany spójrzmy chłodno na ruch Klubów "GP".

Widmo śmierci "GP"

Kluby powstały w 2005 r. po to, by "GP" mogła przetrwać. Celem Tomasza Sakiewicza było zrzeszyć swoich czytelników i w razie utraty kontroli nad pismem zabrać ich z sobą pod skrzydła... "Niezależnej Gazety Polskiej". Widmo upadku wisiało nad całym biedującym środowiskiem "GP". "Gdyby sprawy poszły źle, kluby przekształcą się w kluby "Niezależnej GP", a tą wspólnym wysiłkiem natychmiast zamienimy w tygodnik" - pisał Sakiewicz.

Skąd to widmo śmierci "GP"? Tu nieco historii.

W 2005 r. redaktorem naczelnym pisma był jeszcze Piotr Wierzbicki - antykomunista, internowany w stanie wojennym, pisarz, twórca "GP" ('93 r.), autor słynnego "Traktatu o gnidach". 13 lat temu Sakiewicz z częścią redakcji zarzucili mu odejście od linii pisma na rzecz "michnikofilii". W redakcji wrzało.

Na domiar w wydawcę "GP" (Niezależne Wydawnictwo Polskie) zainwestowała firma King&King. Sakiewicz początkowo widział w tym możliwość dokapitalizowania ledwo zipiącej "GP", ale potem - jak twierdził - inwestor chciał wyciąć mu autorów i infiltrować prawicę. Poszedł więc z "królami" na wojnę. A Wierzbickiego ekspresowo pozbył się z redakcji i zajął jego miejsce.

"Najoczywistszy pomysł"

Impuls do powstania klubów Sakiewicz w 2005 r. opisał tak: "Zbierało się na potworną awanturę (z K&K), którą chciałem opóźnić jak się tylko da. Potrzebowałem sojuszników, a tych było bardzo niewielu. (...) Zadzwoniła do mnie jakaś pani z Krakowa, by podziękować za nowe oblicze 'GP' (po pozbyciu się Wierzbickiego - red.). Wtedy przyszedł mi do głowy najoczywistszy pomysł: mam tysiące sojuszników. To są przecież czytelnicy 'Gazety Polskiej', którzy entuzjastycznie przyjęli zmiany w redakcji. Ale jak wykorzystać ich energię i zapał? To też było oczywiste: trzeba odtworzyć istniejące wiele lat temu kluby "Gazety Polskiej'".

Bo kluby istniały już wcześniej, ale pojedyncze i bez energii.

Triumf Sakiewicza

Na nowo kluby te narodziły się najpierw w Kielcach, a potem w Krakowie i innych miastach. Było to o tyle łatwe, że nie są formalizowane w świetle prawa. Nie są stowarzyszeniem ani fundacją - po prostu zbierają się czytelnicy, którzy chcą założyć klub. Jeśli Sakiewicz da im swoje błogosławieństwo, to dostają logo gazety i startują.

Po raz pierwszy policzyli się w 2006 r. PO zrobiła swój "błękitny marsz". Donald Tusk krzyczał "Tu jest Polska!". W kontrze do Tuska i pod sztandarem "GP" stawiło się kilkaset osób, co uznali za sukces.

Kluby "GP" pomogły Sakiewiczowi - po paru latach batalii - ostatecznie pozbyć się K&K z ze swojego wydawnictwa. Triumfował.

"Rycerstwo" PiS

Animowanie powstawania klubów się jednak nie skończyło. Cały czas się mnożyły, aby pozyskiwać nowych czytelników dla "GP" i sprawdzać, czy jest ona właściwie eksponowana w kioskach. Dziś klubów jest ok. 400, w tym ok. 70 za granicą - w Niemczech, USA czy Australii. Liczą po kilkadziesiąt-kilkaset osób. Łącznie ok. 10 tys. członków.

Przyjęcie do klubu - jak mawia Sakiewicz - "przypomina raczej pasowanie na rycerza". A do "rycerzy" dochodzą kolejne tysiące sympatyków i bywalców. Kluby są magnesem dla ludzi chcących się obywatelsko zaangażować. Działają także w malutkich miastach zapomnianych przez "warszawkę" i stają się ośrodkami życia publicznego.

Kluby spotykają się co tydzień. Mają walczyć o "IV Rzeczpospolitą". W lutym ekipa z Wejherowa i Gdańska organizuje po raz trzeci Bal Prawej Strony. Tegoroczny będzie połączony z aukcją charytatywną. Zapowiedziano już wystawienie broszki Beaty Szydło i "Atlasu Kotów" z autografem Jarosława Kaczyńskiego.

A na co dzień zapraszają polityków - głównie PiS - konserwatywnych dziennikarzy albo bliskich sobie artystów. Jak w jednym mieście wybuchnie jakiś konflikt, to pączkują. Nie są "piknikami" i letnimi wyborcami, ale hardymi działaczami - jądrem elektoratu PiS.

Kluby nie mogą jednak wystawiać swoich list w wyborach (to byłaby konkurencja dla PiS), ale członkowie mogą startować. Kluby mogą też wspierać swoich kandydatów na czyichś listach (czyt. PiS) i tak tez robią.

Przełom: Smoleńsk

Wszyscy w klubach mają się trzymać karty klubowicza "GP".

Dziś najważniejsze zdanie z tej karty brzmi tak: "Od 10 kwietnia (2010 r.) celem działania Klubów 'GP' stała się walka o wyjaśnienie wszystkich przyczyn katastrofy w Smoleńsku oraz o godne upamiętnienie jej ofiar".

Dla całego ruchu przełomem była właśnie katastrofa smoleńska. Wtedy - w latach 2010-11 - ruszyła nowa fala powstawania klubów: tygodniowo po 2-3 nowe. Za patronów zaczęły sobie obierać ofiary katastrofy: Janusza Kurtykę, gen. Andrzeja Błasika...

Od ośmiu lat reprezentanci klubów każdego 10. dnia miesiąca stoją przed Pałacem Prezydenckim. Miesięcznice organizuje Anita Czerwińska - była dziennikarka "GP", a dziś posłanka PiS. Lokalne komórki organizują swoje uroczystości smoleńskie.

Apele Klubów "GP" są co miesiąc wygłaszane zaraz po przemówieniu Jarosława Kaczyńskiego w dzień miesięcznicy. To próbką ich ducha. "Być wiernym i trwać: to doświadczenie dane nam przez Boga po śmierci naszego prezydenta i naszych przyjaciół" (styczeń 2018). "Walka o prawdę okazała się szkołą charakteru. Z tej szkoły wyszły elity nowego państwa" (jw.). "Nasze spotkania przypominają te sprzed trzydziestu lat, kiedy Polacy chodzili na msze za Ojczyznę odprawiane przez ks. Jerzego Popiełuszkę" (październik 2017). "Wciąż w polityce polskiej i europejskiej widać działania ludzi politycznie i moralnie odpowiedzialnych za dopuszczenie do śmierci polskiej elity i za tuszowanie śledztwa" (marzec 2017).

Ostrze IV RP

Po próbie - jak twierdzono - wrogiego przejęcia "GP" przez King&King, całe środowisko "GP" sprzęgło się ze spółkami powiązanymi z PiS. Już w 2005 r. Sakiewicz pisał do swoich czytelników, że "wszyscy bierzemy udział w nowej przygodzie, która jest elementem walki o 'IV Rzeczpospolitą'". Wizja IV RP została skutecznie zawłaszczona przez PiS, więc kluby "GP" mają na celu realizację program PiS. Walcząc przy tym o to, aby też czerpać z władzy. Tyrali przecież w kampaniach PiS i Andrzeja Dudy, nie mogą więc pozostać z niczym.

Dziennikarze i działacze "GP" obsiedli media publiczne. Szczegół, ale symboliczny: szef Klubów "GP" Ryszard Kapuściński ma na antenie Radia Kraków swój program: Radiowy Klub "Gazety Polskiej". Stałym gościem i komentatorem jest oczywiście Tomasz Sakiewicz. Kapuściński zagaja: - Tomku, jak zwykle Twój komentarz polityczny... A potem łączenia z szefami klubów w kraju i z zagranicy.

Długi marsz

Sakiewicz kilka miesięcy temu pisał: - Od tej pory (2005 r.) zaczął się 12-letni marsz do stworzenia największego ruchu społecznego wśród Polaków. To nasz wkład do odbudowy życia publicznego w Polsce. Życia, które bez klubów wyglądałoby dzisiaj zupełnie inaczej.

I ma tu rację. Kluby przyczyniły się do wygranej Andrzeja Dudy, a potem także PiS. W czasie kampanii rozdawali ulotki Dudy i na własną rękę agitowali za nim. Nieprzypadkowo prezydent dziękował klubom za "ogromne zaangażowanie i wysiłek".

Wzorce z Torunia i Europy

Masowe Kluby "GP" jako przybudówka PiS ma swoje wzorce i na Węgrzech, gdzie wspierają Wiktora Orbana, i we Włoszech, gdzie animował je Silvio Berlusconi. Na polskim gruncie można się dopatrzyć wzorca z Torunia: Rodzinę Radia Maryja.

Co ciekawe, Tomasz Sakiewicz jeszcze 10 lat temu był w ostrym konflikcie z o. Tadeuszem Rydzykiem. Pisał do papieża Benedykta XVI, że o. Rydzyk krzywdzi Polaków. Szef "GP" poszedł jednak śladem zakonnika i skrzyknął armie swoich czytelników. O. Rydzyk jest dziś w stanie ściągnąć na Jasną Górę po kilkaset tysięcy osób. Kluby były w stanie skrzyknąć ok. 10 tys. osób, by jechać na Węgry wspierać Wikora Orbana.

Sakiewicz mówił niedawno o swoich klubach: - Jest to pierwsza i jedyna niereligijna struktura tego typu w Polsce, która odniosła taki sukces. Jedyna, która nie jest ukrytą partią polityczną.

Faktycznie, kluby te nie są "ukrytą partią polityczną", ale jawną przybudówką PiS już tak.

Próby naśladownictwa

Odpowiedź opozycji na Kluby "GP" jest marna.

Jest Komitet Obrony Demokracji, który był i liczniejszy, i organizował większe demonstracje niż kluby. Ale KOD poległ szybko - dziś dogorywa. A ruch Sakiewicza? Istnieje i rośnie. KOD był domeną wielkich miast, a kluby są rozsiane po całej Polsce. Także inicjatywa Platformy Obywatelskiej ("Kluby Obywatelskie") nie są w stanie zrównoważyć ich determinacji i masowości.

As w rękawie Sakiewicza

Siła Klubów "GP" jest dziś narzędziem presji Tomasza Sakiewicza na PiS i Andrzeja Dudę. Bo triumwirat władzy - prezydent, prezes PiS i premier - zgodzili się na dymisję Antoniego Macierewicza - tego ani Sakiewicz, ani Kluby "GP" nie zapomną nigdy. Tak jak nie wybaczą prezydentowi długiej wojny z ich guru - zakończonej dymisją.

Sakiewicz wylewa swoje pretensje do prezydenta. Zarzucił już Dudzie, że "zaryzykował, że wyjaśnianie przyczyn tej tragedii nie będzie kontynuowane". "Sam nic nie zrobił dla prawdy o tym, co się wydarzyło 10 kwietnia" - podkreślał w "DRz". I groził, że Kluby "GP" już mogą Dudy nie wspierać.

"Trzonem kampanii wyborczych byli aktywiści z różnych ruchów społecznych, w tym z Klubów 'GP'. Wiem, że ci ludzie już na pewno nic nie zrobią dla Andrzeja Dudy" - podkreślał. Nie rozlepią plakatów. Nie rozdadzą ulotek. A nawet nie zagłosują na Dudę w kolejnych wyborach. Szkopuł jednak w tym, że po zajęciu Pałacu Prezydenckiego Dudzie taki "oddział szturmowy" już nie jest niezbędny.

Zobacz także: Jak Andrzej Duda oddalił się od PiS

14 faktów z czasów PRL, których wstyd nie znać! [QUIZ]
1/14Które igrzyska olimpijskie zbojkotowała Polska w 1984r.?
Zobacz także
Komentarze (226)
Kluby "Gazety Polskiej" - bitne wojsko Tomasza Sakiewicza i PiS
Zaloguj się
  • pisyf

    Oceniono 59 razy 53

    Kluby "Gazety Polskiej" to bitne wojsko PiS.

    Zwłaszcza szef Klubów Gazety Polskiej, Jan Bestry - skazany za gwałt i molestowanie seksualne dzieci.
    Pod przewodem pedofila i gwałciciela autobusy Klubów GP woziły "bojówki" po kraju - podczas wyborów, na Powązki, różne spotkania i manifestacje, by robić wrażenie tłumu popierającego PiS, by pluć, siać nienawiść, gwizdać i jątrzyć. Oto cała prawda o Klubach GP i ich szefie.

  • 174pit

    Oceniono 40 razy 36

    Правда, Der Stürmer, Gazeta Polska - różne nazwy, różne kraje, treść ta sama.

  • jurek4491

    Oceniono 36 razy 30

    Najbardziej cieszy mnie jak tak zwani dziennikarze z Gazety Polskiej , Niezależnej i portalu wPolityce.pl - PLUJĄ na prezydenta i jego otoczenie , jest to coś PIĘKNEGO , serce się raduje , PiSowski SUWEREN zagryza się - SZCZĘŚĆ BOŻE ,tak trzymać i nie popuszczać .

  • jes-ter

    Oceniono 20 razy 18

    Nic tak nie cieszy, jak wzajemne dogryzanie w szeregach PISbolszewii. Oby się pozagryzali jak najszybciej dla dobra Polski.

  • chi-neng

    Oceniono 20 razy 16

    A niech sie jak najszybciej wzajemnie powygryzaja, potopia i uwolnia wreszcie Polske od ich wplywow i widoku.

  • owca888

    Oceniono 19 razy 13

    Galareta i tak ma "utopioną" drugą kadencję za pogwałcenie Konstytucji.
    Jedyne, co może zrobić, to postarać się choć trochę odzyskać twarz. Ale czy ten głupi narcyz potrafi się na to zdobyć?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje