Rafał Matyja: PiS kształtuje nową tożsamość części Polaków jako po prostu lepszych od reszty

Jacek Gądek
25.10.2017 06:46
Rafał Matyja

Rafał Matyja (Adam Stępień / Agencja Gazeta)

- PiS kształtuje nową tożsamość części Polaków, jako po prostu lepszych od reszty, głosującej na PO, Razem, Nowoczesną. Skutki wyraźnie zobaczymy już w przyszłym roku - mówi w wywiadzie dla Gazeta.pl Rafał Matyja, politolog i publicysta, wykładowca Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.

Jacek Gądek: IV RP to już chyba pana przekleństwo?

Rafał Matyja: Podejrzewam, że niejeden aktor przeżywa to samo, gdy wciąż jest kojarzony z jedną starą rolą. Poważnie mówiąc, to stworzenie idei IV RP w 1997 r. było naturalną reakcją na ówczesny stan państwa. Posługiwałem się tym terminem w perspektywie rządów AWS. Nie pisałem jako zdystansowany komentator, bo pomysł był polityczny. Sądziłem, że sięgając po to hasło można wywrzeć na presję, aby rządzący wzmocnili państwo nim wejdziemy do Unii Europejskiej, by reformy były elementem planu państwowego, a nie konkursu pomysłów.

Na dziś to już archeologia?

- No, poglądy dinozaura. Bardzo mi miło.

20 lat.

- W 2005 r. hasło wróciło za sprawą prof. Pawła Śpiewaka. Wówczas już nie miałem takiej wiary w realizację idei IV RP, AWS miał przyzwolenie na duże zmiany, kolejne rządy - już nie. Społeczeństwo miało dość słowa "reformy", po wprowadzeniu gimnazjów, OFE, kas chorych.

A dziś PiS szermując hasłem IV RP te trzy wielkie reformy dobija.

- No zaczęło SLD, potem PO, częściowo zresztą słusznie. Choć gimnazja bym zostawił.

Jarosław Kaczyński co jakiś czas wraca do hasła IV RP. Na miesięcznicy mówił, że "pewnego dnia będziemy mogli powiedzieć, że mamy IV Rzeczpospolitą, że Polska została naprawiona, że naprawa RP została zakończona, że mamy taką Polskę, której chcemy: Polskę sprawiedliwą, Polskę suwerenną, Polskę niepodległą, wolną i silną". Pan już nie jest przywiązany do IV RP, ale prezes chce ją wcielać w życie.

- Jarosław Kaczyński w rzeczywistości nie odwołuje się do żadnej mojej idei, choć parę razy elegancko wskazał mnie nie jako współautora hasła IV RP, ale ja tego sloganu nie opatentowałem. Poza tym każde hasło jest ze swojej natury traktowane instrumentalnie: i przez publicystów, i polityków. Jestem natomiast sceptyczny co do tego, czy prezes PiS faktycznie ma wolę uczynienia państwa polskiego silnym.

Jeśli prezes mówi, że buduje teraz IV RP, to się myli czy ma rację?

- Ani to, ani to. On ma swoją wizję, która nie jest wzmocnieniem państwa, a jedynie natężeniem kontroli nad państwem przez jego siłę polityczną. Gdyby to PO wzmacniała w ten sam sposób kontrolę, to J. Kaczyński nie mówiłby już o IV RP, ale ostrzegał przed nadużyciami. Działanie prezesa PiS polega na odsunięciu tych ludzi, którzy rządzili Polską w ciągu 25 lat, a nie byli związani z Kaczyńskim. Chodzi o kontrolę przez "nas", a nie przez "nich".

A ja zakładałem, że dobrze zbudowanym państwem mógłby rządzić w sensowny sposób Leszek Miller, Jarosław Kaczyński, Donald Tusk - każdy. W pierwowzorze, czyli V Republice Francuskiej, państwo cały czas było V republiką bez względu na to, czy do władzy dochodzili gaulliści czy socjaliści.

To niech pan będzie teraz politologiem, bez sympatii politycznych. Jaka idea przyświecała dwóm latom rządów PiS?

- To dwie bardzo ważne zmiany.

Pierwsza: personalno-środowiskowa, która wiąże się z wypychaniem dawnych elit oraz zmianą tonu propagandy. I to mimo faktu, że zdecydowana większość ekipy rządzącej to także elity, ale skłócona z drugą częścią elit, której się pozbywa. Prof. Piotr Gliński niewątpliwie jest elitą III RP. Jarosław Gowin? Gdyby w 2001 r. zapytał mnie pan, kto jest intelektualną elitą III RP, to odpowiedziałbym, że z pewnością Gowin. Beata Szydło ze względu na swoją samorządową przeszłość też należy do elity. A Mateusz Morawiecki to już śmietanka elity.

Kaczyński chce, aby rządziła ta część elity politycznej, która się z nim zgadza i jest wobec niego lojalna, posłuszna, albo w jakimś stopniu związana.

Po prostu TKM ("teraz k.... my")?

- Nie znam partii, która dochodzi do władzy, a ten skrót jest jej obcy. W wykonaniu PiS jest to proces dalej posunięty i antyelitarny w retoryce. PiS w ten sposób podnosi stawkę za zwycięstwo w wyborach. Każdy kolejny wygrany będzie miał - pod hasłami walki z PiS i jego złymi reformami - prawo do odbicia każdej instytucji, by potem pójść jeszcze dalej. Władza, która przyjdzie po PiS, od razu będzie przejmować całą pulę, a nie tylko fotele ministrów i inne wysokie stanowiska.

Jeśli ktoś wygra z PiS, to z dnia na dzień weźmie TVP. Nikt nie będzie czekał na zakończenie kadencji Rady Mediów Narodowych ani prezesów mediów publicznych.

A druga zmiana?

- Nazwałbym ją nową doktryną rządu: bardzo ostry konflikt oparty na diagnozie zepsucia Zachodu. Unia Europejska jest dla ekipy rządzącej zepsutą instytucją, polityka ws. uchodźców to samobójstwo Europy, a same Niemcy to wróg Polski, nie tylko w wymiarze historycznym, ale promowania wartości, z którymi nie chcemy mieć nic wspólnego.

"Dokąd zmierzasz, Europo? Powstań z kolan, Europo, bo będziesz opłakiwała codziennie swoje dzieci!". O tym pan mówi?

- Ta wypowiedź premier Beaty Szydło jest jedną z diagnoz tego zepsucia. Nie tylko jednak Szydło i Kaczyński tak twierdzą, ale całe prawicowy obóz - łącznie ze sporą częścią środowisk prawicowych, ale antypisowskich.

Dwie zupełnie zasadnicze cechy rządów PiS to według mnie wymiana kadr i konflikt z Zachodem. Częścią pierwszego planu jest paraliż Trybunału Konstytucyjnego i próba przejęcia Sądu Najwyższego. Elementem drugiego planu jest z kolei ostentacyjne lekceważenie instytucji UE.

Jeszcze przed wyborami 2015 r. pan sądził, że PiS tak brutalnie rozprawi się z TK, a potem weźmie się za SN?

- Mówimy tu raczej o intuicjach niż naukowych prognozach: byłem przekonany, że PiS skoncentruje się przede wszystkim na zmianach personalnych. Bardzo ciekawe dla analiz "pisoznawczych" było zapomniane przemówienie J. Kaczyńskiego wygłoszone w  Radomiu w 2007 r. Przeszło do historii, ze względu na słowa "inni szatani byli tam czynni". Na tym skupiły się media. Była w tym przemówieniu jednak inna ważna rzecz, którą wypowiedział pod adresem naiwniaków takich jak ja. Powiedział, że jeśli ktoś myśli, że w państwie najważniejsze są instytucje, to niech wie, że się myli, bo najważniejsze są kadry.

Zabolało?

- Nie tyle zabolało, bo takie rzeczy nie bolą, tylko irytują. Ale było punktem, w którym powiedziałem sobie, że "to koniec nadziei", PiS nie podejmie pracy nad naprawą instytucji. Żadnej Czwartej Rzeczpospolitej z tego nie będzie.

Generacyjnie trochę wierzyłem, że koalicja PO-PiS wyeliminuje wady tych partii, a pozostawi zalety. To była naiwność! Liczyłem jednak. A potem liczyłem, że PiS będzie chciało mieć takiego fantomowego koalicjanta - ministrów reprezentujących poglądy bliskie PO. Kazimierz Marcinkiewicz zaczął od ściągnięcia do rządu Stefana Mellera, Zyty Gilowskiej i Zbigniewa Religi, więc moja wiara miała pewne podstawy. Ale to przemówienie J. Kaczyńskiego sprzed lat całkowicie przekreślało już moją nadzieję. Prezes wprost powiedział, że PiS pójdzie drogą myślenia o kadrach, a nie o instytucjach. To szalenie ważna cecha tej partii, jej myśli politycznej i działania. Tą drogą idzie także teraz.

Biadoli pan, a sondaże mówią, że Polacy są zadowolenie ze zmian ordynowanych przez PiS jak nigdy dotąd.

- A dlaczego "biadolę"? Jedno i drugie to fakty.

Mówi pan, że PiS robi czystki personalne, a nie wzmacnia państwa.

- Nie biadolę. To opis sytuacji. Sam nie jestem wyborcą PiS - mówię to otwarcie. Nawet nie wiążę wielkich nadziei z tą partią. Nie mam też złudzeń, co do tego, że w Polsce istnieje jakieś duże poparcie dla koniecznych reform instytucjonalnych. Nie istniało za PO, nie istnieje teraz.

PiS stawia na nowe kadry, co nie jest żadną nowością. I co?

- Wyborca PiS nie jest zainteresowany naprawą instytucji i rzeczami długofalowymi, chce zmian spektakularnych, także personalnych. Elektorat PiS tworzą trzy podstawowe grupy ludzi. Po pierwsze: ci, którzy nie znoszą elit. Dla nich wyrzucenie dziennikarza z TVP jest powodem do satysfakcji. Część z nich nawet nie lubi umiarkowanych dziennikarzy prawicowych, bo kurs ma być twardy i basta.

Druga grupa wyborców PiS to ludzie, którzy zawsze będą głosować na partię będąca najbliżej Kościoła. A trzecia grupa to ludzie, którzy zwracają uwagę głównie na elementy patriotyczno-narodowo-godnościowe. PiS jak do tej pory nie zawiodło żadnej z tych trzech grup wyborców.

Wiem, że PiS wygrało, bo miało realne poparcie społeczne. Ale na tym nie koniec. Wybory w 2015 r. po raz pierwszy ugruntowały hegemonię prawicy w Polsce. PiS, Paweł Kukiz i Janusz Korwin-Mikke, czyli antyestablishmentowe ugrupowania, po raz pierwszy otrzymały ponad 50 proc. głosów. W niektórych sprawach PiS poszło dalej niż miało przyzwolenie społeczne, ale w wielu innych kurs rządu PiS jest zgodny z deklaracjami sprzed wyborów.

Status quo zostało odrzucone i nie ma powrotu?

- Ludzie twardo odrzucili sposób sprawowania władzy przez PO-PSL. W warstwie społecznej PiS dotrzymało danego słowa w kilku istotnych kwestiach: jest 500+ i niższy wiek emerytalny, choć nie ma podwyższonej kwoty wolnej. Władza zapewnia jednocześnie igrzyska, bo brutalnie wyraża się o establishmencie. Jego prowokowanie ma dać satysfakcję wyborcom.

Jeśli Jarosław Kaczyński mówi o "najgorszym sorcie", to na chłodno. A jak o "zdradzieckich mordach" to już w emocjach?

- O "gorszym sorcie", a także o "komunistach i złodziejach" - na chłodno. Jarosław Kaczyński i jego obóz chcą, żeby bolało poprzednie elity. To jest przemyślana polityka obliczona na to, aby odpowiadały jej zarzuty o autorytaryzmie i dyktaturze ''Kaczora''. Ten spektakl jest jednak na rękę Kaczyńskiemu. On chce być w takim konflikcie. Tak jak Wiktor Orban i Donald Trump. W ten sposób bardzo się uwiarygodniają w oczach własnego zaplecza.

Słowa o "zdradzieckich mordach" powiedziały dużo o prezesie PiS, ale akurat ten jego wybuch nie był - jak sądzę - kontrolowany. Puściły mu nerwy. Powiedział za dużo.  Przywódca większości w Sejmie powinien się liczyć ze słowami.

Grzech VI spośród wymienionych w raporcie z "8 grzechów głównych RP", który pan sygnował: unikanie rządzenia, ucieczka od odpowiedzialności. "Bez faktycznego rządzenia, rozumianego jako świadome przyjmowanie odpowiedzialności za rozwiązywanie trudnych problemów, demokracja niknie". PiS tu grzeszy?

- To był jeden z grzechów głównych Platformy. PiS dotyka on już w znacznie mniejszym stopniu, bo o wiele silniej podejmuje próbę rządzenia. Akurat tu obserwujemy wyraźną poprawę w stosunku do PO.

Wicepremier Mateusz Morawiecki stwierdził, że "my już wprowadziliśmy Polskę solidarną i to jest dokonanie, którego nam nikt nie odbierze". Prawda to?

- Od początku doceniałem program 500+ i to w dwóch wymiarach. Po pierwsze była to poważna deklaracja, poparta bardzo dużymi pieniędzmi, którymi państwo docenia wysiłek posiadania dzieci. Ale to tylko część społecznej solidarności. Wielu ludzi nadal żyje poza obszarem tej społecznej solidarności. To osoby wykonujące pracę na własny rachunek, które zaczynają miesiąc od konieczności zarobienia na ZUS i czasem niewiele więcej im zostaje, to ludzie zatrudnieni na umowach śmieciowych i spore grupy emerytów.

Może 500+ to był pierwszy przypadek, kiedy państwo dla szeregowego obywatela stało się nie źródłem opresji, ale wsparcia?

- Z pewnością nie pierwszy, ale bardzo spektakularny. Ten gest pokazał zrozumienie państwa dla realnych problemów społecznych.

Morawiecki z bankiera stał się dobrodziejem?

- Mateusz Morawiecki bardzo często niestety mówi językiem, który pamiętam ze swojego dzieciństwa, językiem propagandy sukcesu. To bardzo duży błąd - również socjotechniczny. Studziłbym te zapędy, bo frajda wynikająca z trąbienia o sukcesach bardzo szybko wchodzi w kolizję z realnymi możliwościami państwa. A jeśli premier Beata Szydło mówi, że "wystarczy nie kraść", to jest to już robienie ludziom kociokwiku w głowach. Pojawią się nowe żądania płacowe i te słowa "wystarczy nie kraść" wrócą do rządzących wcześniej czy później.

Ale każdej władzy trudno się ograniczać w samozachwycie.

- Ale zawsze, choć ministrowie byli śmiali w obietnicach, zwłaszcza w pierwszym roku, to minister finansów chodził z ponurą miną i mówił: na to wszystko nie ma pieniędzy. Morawiecki jest i ministrem rozwoju, i ministrem finansów, więc przynajmniej połowa jego twarzy powinna być kamienna i powtarzać "o ile będą środki".

Ma pan poczucie, że dla części polityków i dziennikarzy jest pan "zdradziecką mordą", która była na prawicy, a teraz bije w PiS?

- Nie będę powtarzał takich słów, nawet ironicznie. Rzeczywiście zmieniłem poglądy, ale dużo wcześniej. O PiS krytycznie pisałem na łamach "Dziennika" i "Europy" już w latach 2005-2007, bez sympatii dla Platformy. W 2008 r. brałem nawet udział w próbie stworzenia ruchu alternatywnego dla PO-PiS, jakim była Polska XXI. Więc ten rozbrat ma już dość długą historię.

wPolityce pisze o panu: Rafał Matyja już w całości po drugiej stronie. Temu się pan dziwi?

- Dla PiS jestem po ciemnej stronie. Szczerze mówiąc, to czułbym się głupio, gdybym był po stronie PiS. W 2005 r. byłem w komitecie honorowym Lecha Kaczyńskiego, niektórzy w świecie akademickim do dziś uważają mnie pewnie za PiS-owca. Inni widzą symetrystę. Ale to są etykietki, które mają mało wspólnego z rzeczywistością, podobnie jak ta "druga strona".

Jarosław Kaczyński stwierdził na miesięcznicy, że "nawet jeżeli w pewnych sprawach pozostaniemy w Europie sami, to pozostaniemy i będziemy tą wyspą wolności, tolerancji, tego wszystkiego, co tak silnie było obecne w naszej historii". To zarys polityki europejskiej?

- Mowy na miesięcznicach nie są podstawą do rekonstruowania istoty rządów PiS. Bardziej przydatne są twarde dane. Szkoda, że rząd PiS nie jest tak sprawny taktycznie jak Wiktor Orban. Dla Polski byłoby wtedy lepiej.

Z pewnością - jak mówiłem - jednym z wyróżników prawicy jest diagnoza zgniłej Europy. Sam jej nie podzielam. Są państwa słabe, a nawet w gorszym stanie niż Polska. Ale są i takie, z którymi trudno nam się równać. Może moje podejście jest pokoleniowe, obarczone doświadczeniem PRL, ale wciąż uważam, że Zachód był sensownym wyborem dla Polski. Można zachowywać swoją odmienność i zachowywać różnice, tłumacząc partnerom, że w Polsce jest tak i inaczej nie będzie, dotyczy to na przykład ustawy antyaborcyjnej, która - choć nie jest tak naprawdę żadnym kompromisem - jest warta obrony.

Ale nie rozumiem tego zamiłowania do pouczania wszystkich. Politykę zagraniczną PiS robi cepem. Towarzyszy temu dezawuowanie Zachodu, w sposób, który przypomina propagandowe popisy z lat PRL. Trudno to zrozumieć.

Propaganda w mediach publicznych też jest robiona cepem?

- W raporcie "8 grzechów głównych RP" był i taki, że czołowym narzędzie polityki stała się propaganda. Odnosiło się to do rządów PO, ale w jeszcze większym stopniu dotyczy PiS. Dotyczy to w znaczącym stopniu opozycji, ale także Zachodu. Możemy podać przykład: obóz władzy widzi propagandową skuteczność straszenia uchodźcami, więc nie odpuści.

Czym będzie skutkować takie wzmożenie propagandy i to przez lata?

- Uważam, że budowanie tożsamości narodowej i poczucia siły poprzez strach i niechęć wobec uchodźców skończy się bardzo źle.

Kulturowe DNA Polaków może się zmienić pod wpływem propagandy antyimigracyjnej?

- Połowa tej propagandowej wizji to niechęć do obcych, a druga połowa to przekonanie, że wróg jest wewnątrz. Wrogiem jest choćby Donald Tusk w niemieckim mundurze. "Śmierć wrogom ojczyzny", tłumaczona na forach internetowych i w mediach społecznościowych, nie oznacza gotowości do wojny z Putinem, ale z Tuskiem, "agentami Brukseli" i "polskojęzycznymi mediami".

PiS kształtuje nową tożsamość części Polaków, jako po prostu lepszych od reszty, głosującej na PO, Razem, Nowoczesną. Skutki wyraźnie zobaczymy już w przyszłym roku, w czasie obchodów 100. rocznicy odzyskania niepodległości. To będą obchody nieinkluzywne.

Czyli za barierkami jak w ostatnie miesięcznice smoleńskie?

- To bardzo dobra metafora dla budowanego przez PiS modelu patriotyzmu: część ludzi musi zostać za barierkami, a jak chcą się przedostać do nas, to tylko metoda na Jacka Saryusza-Wolskiego. Czyli przez danie silnego kopniaka ludziom, z którymi jeszcze wczoraj blisko się współpracowało.

Pan miał dobrą opinię o Jacku Saryuszu-Wolskim?

- Tak.

Na ile dziś Smoleńsk jest instrumentem do budowania podziału przez PiS?

- Tak jak Tusk był beneficjentem podziału i straszenia PiS-em, tak teraz Kaczyński chce mieć wyraźny podział na "obóz biało-czerwony" i przeciwników. U prezesa i innych polityków PiS są zakorzenione przekonania o realności różnych spisków, ale obok tego jest też pragmatyzm.

Z V RP już się pan spotkał?

- A nawet z VI! Ale na serio: PiS nie jest budowniczym IV RP, ale robi wiele, żeby zburzyć III. Czy będzie jakaś nowa forma ustrojowa państwa? To zależy, jak długo PiS będzie utrzymywać się u władzy i jak będzie wyglądać opozycja. Mam przeczucie, że to następne rozdanie może być rzeczywiście w jakimś stopniu założycielskie, ale jego wygranym nie będzie ani PiS, ani żaden z dzisiejszych jego przeciwników w rodzaju Grzegorza Schetyny.

Niech pan umiejscowi w czasie ten nowy porządek.

- Stare powiedzenie mówi: prorokujcie, ale nie podawajcie dat. Nie mówię więc o datach, bo to zależy od zbyt wielu wydarzeń, które nie są przewidywalne. Nagrania kelnerów i ich wyciek nie był do przewidzenia. Podobnie powódź z 1997 r., która zmiotła SLD.

Argumenty wskazujące na nieuchronność nowego rozdania są dwa. Pierwszy: istnieje problem pokoleniowy w polskiej polityce. Mamy najstarszy rząd w Trzeciej Rzeczpospolitej. Mamy jedną z najstarszych grup w Parlamencie Europejskim. PO jest najstarszą partią narodową w PE. W Sejmie, rządzie nadal słabo obecne jest pokolenie wyżu demograficznego. To się musi zmienić.

Prezes PiS lubuje się we wskazywaniu na przykłady z Europy, gdy to wiekowi ludzie pełnili władzę, jak na przykład 91-letni kanclerz Niemiec Konrad Adenauer.

- A ja twierdzę, że to złe zjawisko: nieobecność ludzi starszych, ale brak równowagi, brak młodych. Nie wartościuję, ale rewolucja pokoleniowa będzie potrzebna. Nie powolna zmiana, ale w którymś momencie będzie bum. Z punktu widzenia socjologii nie ma innej możliwości.

I ma pan ten bum: w Pałacu Prezydenckim.

- Troszkę. Nie ma w Polsce ukształtowanej elity 30- i 40-letnich liderów. Rewolucja pokoleniowa nie będzie przecież polegać na tym, że do władzy dojdzie Jarosław Gowin. Nie sądzę, aby młode pokolenie identyfikowało się z nim jako swoim liderem.

Ale z Andrzejem Dudą już tak.

- Owszem, to wpłynęło w istotnym stopniu na jego wybór. Nie stawiam twardej metrykalnej granicy, ale nowe rozdanie w polityce wyniesie pokolenie, które jest młode i inaczej się komunikuje. Takie, które jest już z innego świata niż Jarosław Kaczyński czy Jan Szyszko.

A ta druga przesłanka dowodząca nieuchronności nowego rozdania?

- Wydaje mi się, że byłoby bardzo dziwne, gdyby - jak mawiał prof. Grzegorz Kołodko - duży środkowoeuropejski kraj nie wydał z siebie alternatywy innej niż PO Grzegorza Schetyny i Hanny Gronkiewicz-Waltz. Mówię to złośliwie, ale postawa PO w tej sprawie jest zdumiewająca. I jest czymś niebywałym, że duża część społeczeństwa, która jest przeciwna rządom PiS, nie znajduje lidera artykułującego ich oczekiwania.

Wie pan, o co działacze PO najczęściej pytają polityków PO?

- "Kiedy odejdzie Grzegorz?"

Tak.

- Odejście Schetyny, choć pewnie mam o nim lepsze zdanie niż wielu działaczy Platformy, nie rozwiązuje problemu. Sądziłem, że Schetyna znajdzie rozwiązanie pozwalające na odmłodzenie wizerunku i kierownictwa, a zarazem utrzymanie się we władzach partii. Nawet z silnym pakietem kontrolnym. Ale tak się nie stało. Zmiana, gdy przyjdzie, zostanie dokonana przez młode pokolenie ludzi, którzy nie grali pierwszych skrzypiec w rządach PO czy PiS.

Czyli nowa elita?

- Albo nowi liderzy, którzy będą przeciwwagą dla dzisiejszych liderów. Nie ma powodów, aby w nowym rozdaniu przywracać idee i ludzi III RP. Na początku może nie być siły dla zmiany konstytucji, ale porządek w państwie może już być zupełnie inny.

Póki co mija połowa rządów PiS. Na co się pan szykuje w drugiej połowie? Wielu komentatorów mówiło o spodziewanym uspokojeniu, ale dziś brzmi to groteskowo.

- Taka była złota teza publicystyki jeszcze w czerwcu. Bardzo mnie to wtedy bawiło. Jarosław Kaczyński nie zaskoczył mnie zachowując ostry kurs.

Dziś, jeszcze bardziej niż Donald Tusk, Kaczyński prowadzi politykę w sposób nieuwarunkowany. Nie sposób przewidzieć, jak skorzysta ze swojej władzy, ale bardzo trudno mi uwierzyć, że jest w stanie prowadzić politykę à la Tusk, czyli ciepłej wody w kranie. Czego może się bać? Holenderski historyk Luuk van Middelaar opisywał, jak dziennikarz zapytał brytyjskiego premiera Harolda Macmillana o to, czego najbardziej się obawia w nowej kadencji. Macmillan odpowiedział „Wydarzeń, chłopcze, wydarzeń”. Właśnie wydarzeń PiS powinno się bać najbardziej.

Jeszcze w 2014 r. mógłbym mówić, że PiS jest słabe, więc wszystko wskazuje na trzecią kadencję Platformy, ale zaczęły wypływać taśmy. W dwa lata może się wydarzyć bardzo dużo, a jeśli ktoś będzie dobrze przygotowany i pod koniec 2018 r. sprawnie odpali swój nowy projekt polityczny, to może być game changerem w wyborczym roku 2019. Przecież Kukiz’15 i Nowoczesna powstały na miesiące przed wyborami.

Na ile politykę władzy determinuje nienawiść Jarosława Kaczyńskiego do Donalda Tuska?

- W bardzo dużym stopniu. Stanowczo za dużym, jak na normalne państwo.

Rafał Matyja - politolog, publicysta. W latach 1997-2000 redaktor „Kwartalnika Konserwatywnego”, współautor koncepcji IV Rzeczypospolitej. W 2000 r. przeniósł się z Warszawy do Nowego Sącza, gdzie współtworzył Wydział Studiów Politycznych WSB-NLU. Doktor habilitowany nauk społecznych, od 2014 r. profesor nadzwyczajny w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Stały współpracownik miesięcznika "Nowa Konfederacja", publikuje także w "Tygodniku Powszechnym" i "Rzeczpospolitej".

Do czego przyzwyczaiły nas dwa lata rządów Prawa i Sprawiedliwości?

Quiz wiedzy o Polsce. Sprawdź, czy odpowiesz poprawnie na 100 pytań
1/100Kto był królem Polski?
Zobacz także
Komentarze (141)
Rafał Matyja: PiS kształtuje nową tożsamość części Polaków, jako lepszych od reszty
Zaloguj się
  • krynolinka

    Oceniono 42 razy 28

    I nikt nie widzi problemu, że Morawiecki zamienił czy może podmienił pięć miliardów nadwyżki na pięćdziesiąt jeden miliardów deficytu. Ile czasu tej durnocie zwanej PiS jeszcze Polska pozwoli rządzić.

  • radon13

    Oceniono 20 razy 18

    Być może wystarczy nie kraść tyle że oni kradną do oporu.

  • krotkizzoliborza

    Oceniono 25 razy 17

    Już to po świńsku ostatnio pokazali podczas pochówku funkcjonariusza BOR-u który był przeciwnikiem Lecha i jego administracji

  • marc.pl

    Oceniono 18 razy 14

    PiS czarował Polaków o ogromnej nadwyżce budżetowej w co większość społeczeństwa uwierzyła, sondaże to pokazały. Teraz okazuje się że ta nadwyżka to pisowski blef gdyż na koniec roku budżet państwa będzie miał 51 miliardów deficytu.

  • kataryniarski

    Oceniono 18 razy 14

    PiS zagrał po prostu na kompleksach tej części społeczeństwa, która była na lub poza jakimś społecznym marginesem - z wielu przyczyn. Nagle znalazł się ktoś, kto powiedział im: "To nie wstyd mieć braki w uzębieniu". "Słuchasz disco polo? My też!!, "Nie będzie nam zagranica mówiła, jak dzieci i kobiety bić!","Tu jest Polska i tu się pije!" i wiele, wiele innych bzdur, z którymi suweren się utożsamił, bo to wszak o nim słowa są!

  • norbertrabarbar

    Oceniono 13 razy 13

    Konserwatyści nie widzą problemu, żeby państwo kształtowało w szkole poglądy polityczne ich dzieci.

    To nie ludzie - to kretyni i intelektualni niewolnicy.

    Dokładnie to samo robili komuniści - nauczyli myślenia zbiorowego całe pokolenie Polaków, które dzisiaj tłumnie zagłosowało na PiS.

  • spyderman2

    Oceniono 13 razy 11

    KORYTO+ dla pisiego aparatu partyjnego i pociotków kosztem Polaków

  • Oceniono 19 razy 11

    Wiele lat temu ktoś zapytał mnie z czym mi się kojarzy określenie IV Rzeczpospolita? Odpowiedziałem, że z zapitą parą, która zastanawia się, czy umyć dziecko, czy robić nowe. Teraz już każda zmiana będzie miała nową cyferkę przy swojej Rzeczpospolitej.

  • jael53

    Oceniono 12 razy 10

    Bardzo bym chciała, aby jasno i wyraźni powiedzieć, jaka jest różnica pomiędzy "kształtowaniem tożsamości", "tworzeniem tożsamości" a "wmówieniem tożsamości".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje