Adwokat Marcin Dubieniecki: prokuratura chce mnie uśmiercić, nie tylko cywilnie, ale i fizycznie

Jacek Gądek
13.10.2017 10:04
Marcin Dubieniecki

Marcin Dubieniecki (RENATA DĄBROWSKA)

- Ktoś nieodpowiedzialnie i z naruszeniem prawa dokonał zamachu nie tylko na mnie, ale też na moją rodzinę - mówi w wywiadzie dla Gazeta.pl Marcin Dubieniecki, adwokat i biznesmen. Wskazuje prokuraturę i służby specjalne. - Znam akta, więc wiem, co mówię - podkreśla.

Mec. Marcin Dubieniecki został zatrzymany 23 sierpnia 2015 r. Prokuratura Regionalna w Krakowie postawiła mu zarzuty wyłudzenia 14,5 mln zł z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i prania brudnych pieniędzy. W areszcie spędził 14 miesięcy. Wyszedł z niego po wpłaceniu 3 mln zł poręczenia majątkowego. Zapewnia, że jest niewinny, nie zgadza się z zarzutami, a areszt uznaje za nieuzasadniony.

***

Jacek Gądek: - Pójdzie pan do więzienia?

Mec. Marcin Dubieniecki: - Nie.

Grozi panu do 10 lat.

To bez znaczenia dla człowieka niewinnego. Żeby trafić do więzienia, musi się zakończyć postępowanie przygotowawcze. Następnie do sądu powinien trafić akt oskarżenia. Musi zapaść wyrok skazujący w I i II instancji. Potem Sąd Najwyższy musi ten wyrok finalnie podtrzymać. Wtedy możemy mówić o definitywnym skazaniu.

Ja nie zakładam takiego scenariusza.

A dlaczego? Prokuratorzy mówią, że materiał dowodowy jest mocny.

Bo postawione mi zarzuty są absurdalne. Od samego początku. Do całej sprawy zostałem doklejony według jakiejś fabuły, ale nie wiem, kto ją pisze - śledztwo jeszcze trwa. Dziś wiemy tylko, że zarzuty są postawione i że nadal istnieją. Wokół tego kręci się cała narracja prokuratury. Od początku chodziło tylko o to, by Marcin Dubieniecki był podejrzany. Moja sprawa to ewidentna polityka.

Sądzi pan, że dojdzie aż do Sądu Najwyższego?

Jeśli prokuratura nie zaakceptuje prawdy, rozpocznie się rytualne przenoszenie sprawy przed coraz to wyższe instancje. Każdy rozsądny sędzia, na którego biurko trafi moja sprawa, będzie musiał jednoznacznie ocenić materiał dowodowy. Dziś - po ponad 26 miesiącach od zatrzymania mnie przez CBA - nie pojawił się materiał dowodowy, który wskazywałby na moją winę. Takich dowodów być nie może, bo nie mam związku z tą sprawą. To nie linia obrony, ale fakty wynikające z akt.

Śledczy pewnie odpowiedzieliby panu, że złodziej złapany za rękę mówi, że to nie jego ręka.

Raczej, że każdy z nas, kto nie został złapany za rękę, także może być złodziejem, a to już jest okrutne nadużycie. Jeśli prokuratura dysponowałaby dowodami przemawiającym za moją winą w kontekście przedstawionych zarzutów, to by je ujawniła. Przecięłaby wtedy spekulacje. Dotychczas nic takiego się nie wydarzyło, choć apelowałem o to wiele razy. Także w czasie wydobywczego aresztu.

Prokuratura wtedy odpowiada: nie można ujawnić dowodów, bo są objęte tajemnicą śledztwa.

Prokurator nie może ujawnić dowodów, bo sam je utajnia. Szkoda. Akta sprawy udostępniono wszystkim podejrzanym i obrońcom. Dowody nie są tu żadną tajemnicą, choć o ich treści nie mogę mówić publicznie.

Nawet jeśli są to zapisy pana rozmów podsłuchanych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne?

Jeśli takie dowody istnieją i są tajne, to chcę, by prokuratura ujawniła zapisy z podsłuchów w zakresie zarzutów, które mi stawia. Niech zdejmie klauzulę tajności i ujawni ten materiał. Myślę, że z niektórych rozmów będzie można się pośmiać, bo faktycznie jestem osobą z dużym poczuciem humoru. A na pewno nigdy nie działałem wbrew prawu.

Skoro jest pan tak pewny swego, to może sam wziąłby pan na siebie ciężar publicznego udowodnienia swojej niewinności?

Czy przemawia do pana obowiązek dowodzenia niewinności przez podejrzanego? Tego nie oczekuje ode mnie nawet prokuratura. Z niecierpliwością czekam na akt oskarżenia. Jeżeli trafi on w końcu do sądu, to zamierzam publicznie ujawnić wszystkie materiały z tego śledztwa. A jeżeli prokuratura będzie próbowała mi przeszkodzić, to i tak to uczynię. Łamiąc przy tym prawo, ale wyłącznie w wyższym celu, jakim jest oczyszczenie mojego dobrego imienia.

Dzisiaj jestem w matni: prokuratura nie kieruje do sądu aktu oskarżenia, ale twierdzi, że popełniłem przestępstwo. Postawiła mi wymyślone zarzuty kierowania grupą przestępczą, której członków nie znam, oszustwa i prania brudnych pieniędzy, nie mając na to - powtarzam - żadnego dowodu. Nie otrzymałem żadnych pieniędzy z PFRON. Nie otrzymały ich także spółki, których byłem właścicielem. "Sprawa Dubienieckiego" to fabuła stworzona przez śledczych w 2015 r.

Prokuratorzy zapewniają, że akt oskarżenia w najbliższych tygodniach trafi do sądu. A na pewno w tym roku.

Zatem jest już gotowy? Bez zakończenia śledztwa, bez przeprowadzenia wszystkich dowodów? Od siebie mogę dodać, że bez baczenia na prawdę. Ona jednak od samego początku nie miała dla śledztwa znaczenia.

Prokurator Piotr Kosmaty z Prokuratury Okręgowej w Krakowie podczas konferencji prasowych od dnia mojego zatrzymania (23 sierpnia 2015 r.) z uporem maniaka zapewniał, że akt będzie gotowy za dwa miesiące. Minęły ponad dwa lata i aktu nie ma. Dziś można tylko powiedzieć, że wydobywcze areszty stosowane w tej sprawie nie przyniosły oczekiwanego skutku. Po prostu prokurator pozbawił wolności niewłaściwą osobę.

Tylko, że w polskich warunkach długie czekanie na akt oskarżenia to nie jest sytuacja niecodzienna. Prawda?

Tu opóźnienie jest czymś nadzwyczajnym, bo śledczy po zatrzymaniu mnie twierdzili, że wystarczą dwa miesiące, czyli że akt wyślą w czasie wyborów do Sejmu. Później tego jednak nie zrobili. Otóż na początku było zatrzymanie, a później polowano na dowody. Bezskutecznie.

Sądy uznawały, że pana późniejsze aresztowanie przez 14 miesięcy jest zasadne.

Sądowe decyzje były rozbieżne: od zwolnienia po ogłoszenie przez prokuratora, że sąd jednak zmieni zdanie, po czym je zmieniał. Z ust sędziego słyszałem, że "coś" jest uzasadnieniem mojego aresztowania.

Sądy stosując areszt były bezrefleksyjne, a jedna sędzia była wyznaczana aż trzykrotnie do tej samej sprawy. Trzeba być naiwnym, by wierzyć tu w niezależność sądu. W mojej sprawie na wszystkie uchybienia sądu, o ile kończyły się korzystnie dla prokuratora, przymykano oczy mimo tego, że to właśnie prokurator powinien być rzecznikiem praworządności i dla transparentności postępowania, które prowadzi, sprzeciwiać się orzekaniu poza kolejnością przez sędziego z wyrobionym i niekorzystnym dla strony poglądem. Tu prokurator nie widział uchybień i nie podjął jakichkolwiek działań. Naprawdę trudno uwierzyć, że tak nietransparentnie można pozbawić kogokolwiek wolności. Nawet tymczasowo.

Złożyłem już do prokuratora generalnego zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, które polega na nie wyznaczaniu sędziów w zgodzie z prawem tylko według utartego i niekorzystnego dla mnie schematu. Przecież oddelegowanie trzy razy tego samego sędziego do tej samej sprawy, to w tym konkretnym przypadku szansa jak 1 do 2197. Jestem więc osobą pokrzywdzoną.

Może ta sama sędzia zajmowała się pana sprawą, bo ją zna?

Przede wszystkim ma już publicznie znany pogląd na potrzebę stosowania aresztu i nadal jest wyznaczana, a sprawy znać nie może skoro areszt ma służyć właśnie zebraniu dowodów. Jeśli przepis stanowi, że sędziów wyznacza się zgodnie z jawną listą, to nie można wyznaczać tego samego sędziego, nawet jeśli znałby sprawę.

Tajemnicą poliszynela było, że tylko tak obsadzony skład przedłuży areszt. Wiele razy wysyłałem pisma i skargi do Sądu Okręgowego. Jak to możliwe, by sędzia odpowiadał, że byłbym naiwny, gdybym przypuszczał, że decyzja sądu z uzasadnieniem nie była gotowa przed posiedzeniem sądu?

Kiedy pan wysłał to doniesienie na działania sądu?

Dwa miesiące temu mój pełnomocnik złożył zawiadomienie o możliwości popełniania przestępstwa przez ustalone i nieustalone osoby w Sądzie Okręgowym w Krakowie.

Pan wyszedł z aresztu...

...21 października 2016 r.

To dlaczego aż rok pan czekał na złożenie zawiadomienia?

W końcu przyszła i na to kolej, bo nikt nie podjął czynności z urzędu. Wcześniej wysyłałem pisma do przewodniczącego Wydziału III Sądu Okręgowego w Krakowie. Bagatelizował je i twierdził, że ma swój regulamin przydzielania spraw. To przecież kuriozum! W sądach dzieje się źle, wszyscy to wiedzą, ale tu przekroczono granice.

Z pana słów wyłania się obraz, że na siłę został pan przyklejony do sprawy, choć nie ma pan z nią żadnego związku. Śledczy mówią, że był pan jedną z kluczowych osób w procederze wyłudzenia 13 milionów zł z PFRON. Te wersje są zupełnie różne.

Nie słyszałem, by prokurator kiedykolwiek powiedział, że to ja wyłudziłem lub otrzymałem pieniądze z PFRON. Publicznie mówi się tylko, że postawiono mi zarzuty milcząc na temat dowodów i podstaw takich twierdzeń. Prokuratura nie chce publicznej konfrontacji ze mną. Jeżeli twierdzi, że zarzuty mają uzasadnienie w dowodach, to jestem gotowy nawet na publiczne starcie. Nie oczekuję wiele, tylko powrotu do publicznej dyskusji. Tak, jak to miało miejsce po zatrzymaniu mnie. Teraz prokuratura nie jest wylewna jak wtedy.

Pan zna cały materiał dowodowy?

Znam te akta na wylot. Wiem o wszystkich zaniechaniach i nielegalnych działaniach prokuratury, które były wobec mnie stosowane przez 26 miesięcy. Kulturalnie je nazywam intencjonalnym nieprofesjonalizmem.

To dlaczego nie zwoła pan konferencji prasowej i nie wskaże przewinień i dowodów na - jak pan mówi - spreparowanie zarzutów?

Nie mogę, bo będę miał zarzut ujawnienia tajemnicy śledztwa. Prokuratura czeka tylko na pretekst. Tak samo, jak czekają na to, bym opuścił terytorium Polski, bo wtedy zarządzą przepadek najwyższego poręczenia majątkowego w Polsce i ogłoszą, że ucieczka potwierdza zarzuty. Ja nigdy nie dam im jednak do tego powodu.

3 miliony złotych - ma się pan o co bać.

Bo ci ludzie popadli w amok. Szukają lub wręcz chcą doprowadzić do tego, by znaleźć na mnie jakiegoś haka.

Prokuratura twierdzi, że "haków" - rozumianych jako dowody - nie brakuje. Mechanizm przestępstw, które wedle śledczych miał pan popełnić, jest taki: spółki powiązane z panem zatrudniały niewidomych, pobierały z PFRON-u dofinansowanie ich płac, ale pieniądze te im potem odbierano, bo ludzie ci musieli płacić za wynajem sprzętu albo inne rzeczy.

Kompletna bzdura. A po drugie: żadne środki z PFRON nie trafiły do mnie ani moich spółek. Po trzecie: Marcin Dubieniecki nie zatrudniał w swoich spółkach żadnych ludzi, których koszty pracy finansowane byłyby z PFRON.

Także dowody, które otrzymano z Cypru, gdzie miały być prane brudne pieniądze, są ponoć mocne. Jak mechanizm przestępstwa, które przypisuje panu prokuratura, wygląda według pana?

Pieniądze prane na Cyprze? Nie wiem, o jakim przestępstwie pan mówi. Prokuratorowi Cypr myli się z Grecją, a "dowodami", o które starano się dwa lata, dysponowano od początku. Działalność mojej cypryjskiej spółki, która nie otrzymywała pieniędzy z PFRON, była przejrzysta i prowadzona w Polsce.

Skoro zna pan akta, to może pan opisać, jak wygląda mechanizm przestępstwa nakreślony w nich przez prokuraturę.

Niestety nie mogę. Nawet nie mogę panu skomentować planu śledztwa. Prokurator korzysta tu z monopolu. Jestem doklejonym na siłę wątkiem, by tylko o mnie zahaczyć.

Ten wątek, czyli jaki?

Prokuratura przesłuchuje ludzi, nagabuje i namawia do składania obciążających mnie zeznań. W śledztwie nie ma jednak żadnego źródła osobowego, ani dowodu materialnego, z którego by wynikało, że popełniłem przestępstwo. Jako adwokat wierzę w niezawisłość i bezstronność sądów, więc mając na uwadze podstawową zasadę procesu karnego - zasadę prawdy materialnej - jestem przekonany, że będę uniewinniony.

Sam pan jednak mówił wręcz o układzie prokuratorsko-sędziowskim w swojej sprawie. Z tym pana zaufaniem to jednak jest kiepsko.

Musimy oddzielić dwie rzeczy. Pierwszą jest postępowanie wpadkowe, czyli stosowanie tymczasowego aresztu. Inną rzeczą jest zbadanie sprawy, czyli ocena dowodów na rozprawie. Sąd decydując o areszcie ich nie bada. Po prostu albo stosuje areszt albo nie.

Zawsze pan składał zażalenia na przedłużanie aresztu?

Tak. Za każdym razem.

Pan ma jak najgorsze zdanie o prokuratorach. Rzecznika Prokuratury nazywa pan "zapijaczoną mordą", a innych prokuratorów oskarża pan o spreparowanie sprawy i motywacje polityczne. Pan idzie na totalne zwarcie?

Tak, ale nie chcę sporu dla samego sporu. Nie mam nic do ukrycia. Sprawa została spreparowana i musi zostać zbadana przez niezawisły sąd. Nie może wiecznie trwać stan, w którym prokuratorzy robią ze mną, co chcą.

Dlaczego sprawa miałaby zostać spreparowana?

Cel był prosty: w 2015 r. zbliżały się wybory parlamentarne, więc prokuratura chciała uderzyć w prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Władza podjęła próbę dezawuowania partii, która - chcąc czy nie - zmierzała po władzę. Chwilowo się to udało, bo zatrzymanie mnie chyba najmocniej zachwiało poparciem dla PiS, ale ostatecznie - nie (PiS zdecydowanie wygrało wybory - red.).

Prokuratura prowadziła postępowanie od 2013 r., wykonała gigantyczną liczbę czynności, które nie godzą w jakimkolwiek zakresie we mnie. A potem zatrzymało mnie CBA. Stało się to po ponad dwóch latach śledztwa i raptem na dwa miesiące przed wyborami parlamentarnymi. Trzeba być naiwnym, aby uwierzyć w to, że to nie ma żadnego związku z polityką. Działanie prokuratury potwierdza, że zatrzymanie miało nastąpić wcześniej. Kto je opóźniał i dlaczego tak, aby nastąpiło bliżej wyborów - dotychczas śledztwo tego nie wykazało.

Stawia pan śledczym zarzuty o polityczną motywację, ale wówczas prokuratura była niezależna od rządu.

Nie ma czegoś takiego, jak niezależna prokuratura. Zawsze są jakieś powiązania. Prokuratura była, jest i będzie zależna od władzy. Zawsze. Chodzi jednak o to, by władza nie dopuszczała do łamania życia pod płaszczykiem przedwyborczego wykrywania przestępstw.

Rząd PO nie mógł wówczas przecież nakazać prokuratorowi generalnemu Andrzejowi Seremetowi, co mają robić on i jego podwładni.

Ustawowo nie, ale faktycznie - tak. Nie ma sensu udawać, dlaczego premier Donald Tusk nie chciał przyjmować rocznych sprawozdań prokuratora generalnego. To przecież groziło możliwością odwołania Seremeta.

No i premier go nie odwołał.

Ale sama groźba godziła w niezależność Seremeta, bo władza PO miała narzędzie do nacisku na jego działania lub jego otoczenia. Zresztą nie twierdzę, że areszt zawdzięczam osobistym decyzjom prokuratora Andrzeja Seremeta.

Władza się zmieniła, ale pana sytuacja nie. Dalej jest pan oskarżony.

Dlatego mówię o sobie: Marcin Dubieniecki jest między młotem a kowadłem.

A to dlaczego?

Bo Platformie było wygodnie mnie zamknąć w areszcie i przedstawić zarzuty. Teraz PiS-owi umorzenie się nie opłaca, bo zaraz by się pojawiły komentarze, że to nepotyzm. Odsiedziałem w areszcie o 426 dni za dużo. Nigdy w nim nie powinienem się znaleźć. Prokuratura powinna mnie wezwać jak normalnego obywatela na przesłuchanie, bym mógł się ustosunkować do zarzutów. Woleli jednak zatrzymać mnie w świetle kamer, a zanim to jeszcze nastąpiło, to już poinformowano o tym opinię publiczną.

Ale jaki biznes miałoby mieć PiS w tym, żeby pana trzymać na celowniku?

Ale to nie PiS mnie trzyma na celowniku, tylko konkretni prokuratorzy.

Prokuratura jest dziś zależna od PiS.

Prokuratura jest zależna, ale od Zbigniewa Ziobry.

Jego pan więc obwinia?

Nie znam jego stanu wiedzy. Nie wiem, co przekazują mu podwładni, i jaką wiedzę podwładni uzyskują od prokuratorów referentów. Gdyby przeczytał akta, na co pewnie nie ma czasu, to stałby się pierwszym krytykiem działań prokuratury podjętych wobec mnie w sierpniu 2015 r. i później. Co do działań prokuratury też składałem zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstw.

I czego pan oczekuje w związku z nimi?

Wyłączenia prokuratorów referentów, którzy prowadzą moją sprawę. A następnie przekazania jej do innej, niezależnej jednostki, która będzie mogła ją zbadać na nowo i obiektywnie ocenić.

A dopiero co pan mówił, że prokuratury niezależnej nie ma.

W niezależność prokuratury - jak mówiłem - nie wierzę, ale w zdrowy rozsądek organów ścigania tak. Dziś prokuratura dysponuje materiałem pozwalającym umorzyć postępowanie przeciwko mnie.

Skoro według pana Zbigniew Ziobro co najmniej daje przyzwolenie, aby pana "trałować", to jaki byłby jego cel?

Nie mogę wprost postawić zarzutu prokuratorowi generalnemu, bo po prostu nie znam stanu jego wiedzy, choć chciałbym, by był szerszy. Jeśli komunikacja w prokuraturze zawodzi, to mogę w godzinach urzędowania Zbigniewa Ziobry osobiście przekazać na jego ręce wszystkie swoje zastrzeżenia. A od prokuratorów prowadzących moją sprawę chcę, aby usiedli przed kamerami i byśmy zaczęli wreszcie rozmawiać, bo do tej pory jedynie przyklejają mi łatę przestępcy.

Prokuratura odpowie: materiał tajny.

Tajny? A jęki rzecznika prokuratury w dniu 23 sierpnia 2015 r. jakoś nie były tajne. Wtedy mówił, że mają dowody. Jeśli je mają, to niech w końcu je pokażą, a nie tylko wrzeszczą o nich w mediach. Przepraszam, ale inaczej tego nazwać nie mogę.

Prokuratura odpowie: doczeka się pan, już niedługo.

A ja, gdybym miał taką moc sprawczą, to chciałbym, aby w mojej sprawie powstała sejmowa komisja śledcza. Materiałów by jej nie zabrakło.

Nie za daleko pan idzie?

Afera Amber Gold to błaha historyjka w porównaniu z "trałowaniem" mnie przez prokuraturę. Komisja śledcza mogłaby się zająć - po pierwsze - nieprawidłowościami w działaniach prokuratury. Mogłaby też wyjaśnić, jak w sensie faktycznym wyglądała sprawa, z której wyjaśnieniem śledczy sobie nie radzą. Ale najważniejsze jest to, dlaczego zostałem zatrzymany? Jak wybrano termin zatrzymania? Jakimi dowodami wtedy dysponowano? Z kim konsultowano decyzje?

Pan składał obszerne wyjaśnienia w tej sprawie?

W ogóle nie składałem wyjaśnień. Prokuratura ogłosiła to bezzwłocznie po moim przesłuchaniu.

Dlaczego nie chce się pan wytłumaczyć?

Bo nikt nie może mnie do tego zmusić, choć oczywiście chciano. Nie przyznanie się do winy jest wszystkim, czego może dostarczyć niewinny podejrzany.

Pan jest osobą publiczną. Przez dużą część ludzi jest pan kojarzony jako były zięć prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a dopiero potem jako adwokat czy businessman. Sądzi pan, że wątki osobiste mają znaczenie w tej sprawie?

Niestety, jestem przekonany, że takie były właśnie intencje poprzedniej władzy. Gdyby sprawa dotyczyła pana X, to nigdy nie postawiono by zarzutów. Pamięć śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie zasługuje jednak na to, aby łączyć go z tą sprawą.

Sądzi pan, że to postępowanie trwa też za sprawą Jarosława Kaczyńskiego?

Obawiam się, że moja sprawa miała być uderzeniem w Jarosława Kaczyńskiego, co się jednak nie udało. Dziś jest już jedynie próbą rozgrywania własnych celów przez bliżej nieokreśloną osobę albo osoby - oczywiście moim kosztem.

To, że nie może pan wyjechać z kraju, doskwiera panu?

Zakaz opuszczania kraju boli mnie jako obywatela. Z prostego powodu: narusza moje prawo do wolności i swobodnego przemieszczania się. A poza tym koliduje to z wieloma sprawami osobistymi dotyczącymi rodziny i kwestii zdrowotnych.

A jaką mają prokuratorzy gwarancję, że pan - nie mając nad sobą zakazu - nie wyjechałby gdzieś do... Ameryki Południowej?

Gdybym chciał uciec, tobym to zrobił już dawno. Ale nawet o tym nie myślę. Mam świadomość, że moja ucieczka zostałaby odebrana jako przyznanie się do winy, a na to sobie nie pozwolę.

14 miesięcy za kratami aresztu to był jaki czas?

Nie było to krótko, ale nie powiem, że te 14 miesięcy doprowadziło mnie do załamania psychicznego, wprost przeciwnie. Jestem dziś silniejszym i twardszym człowiekiem. Poza tym ułożyło mi się życie osobiste, mam wspaniałą partnerkę, troję fajnych dzieci, z których jestem dumny, a także przyjaciela - syna mojej partnerki - więc nie ma co narzekać. Zawsze może być gorzej.

W areszcie szykował się pan na proces?

Złożyłem już skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Powodem jest to, że nie zostałem zwolniony z aresztu, po niewzruszalnej prawnie decyzji sądu. Bezprawnie zmienionej i skutkującej dalszym nielegalnym pozbawieniem wolności.

W końcu wyszedłem, ale kogo dziś interesuje sprawa Marcina Dubienieckiego? Mnie i prokuraturę. W czasie kampanii wyborczej 2015 r. miała interesować wszystkich, ale teraz już nikogo poza nami na serio nie zajmuje. Dziś to jest moja prywatna wojna, którą muszę skończyć. Nie spocznę, póki nie wygram.

Gdyby sprawa nikogo szerzej nie interesowała, a była dęta, to prokuratura z ulgą by ją po cichu umorzyła, a nie szykowała się do procesu.

To prawda, ale nie do końca. Sytuacja, w której najpierw stosuje się 14-miesięczny areszt, a potem umarza sprawę, skutkowałaby dyscyplinarką albo postępowaniem karnym wobec prokuratorów. Trzeba to zważyć: prokuratorzy referenci mają po 40-50 lat, osiągnęli jakiś status zawodowy i co dalej? Pójdą udzielać porad prawnych?

Pan twierdzi, że śledczy walczą teraz o własny byt?

Od początku mają korzyści w postaci awansów, co zresztą nastąpiło.

Pan stawia oskarżenie, że prokuratorzy są zależni. Może się pan szykować na proces o ochronę dóbr osobistych.

Cała grupa zawodowa liczy tysiące osób, a ja spieram się tylko z kilkorgiem. Prawo do oceny ich działań mam jak każdy obywatel.

Do jakich instytucji i osób zwracał się pan o pomoc?

Do wszystkich możliwych w Polsce, do Rzecznika Praw Obywatelskich, do posłów, senatorów, do sejmowej komisji praw człowieka, do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Sądy jednak nie dopuściły do postępowań przedstawicieli HFPCz - to przykład źle rozumianej sędziowskiej dumy, która nie znosi krytyki obywateli.

A kto panu pomógł najbardziej?

Nikt.

Do ilu posłów i senatorów pan wysłał prośby?

Do wszystkich posłów z sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, która liczy około 30 posłów. Moja sprawa była zatem znana.

Pisał pan też do Jarosława Kaczyńskiego, który nie jest członkiem tej komisji.

Nie wiem, czy należy do komisji. Ale to tak samo, jakby pan zwrócił uwagę, że prezydent Andrzej Duda też nie jest członkiem komisji sprawiedliwości, a również otrzymał moją prośbę o interwencję.

Znacie się prywatnie z prezydentem?

Tak, oczywiście.

Odpowiedzi pan w ogóle nie dostał?

Niestety, nigdy jej nie dostałem.

I ma pan żal?

Nie. Myślę trzeźwo i twardo stąpam po ziemi. Proszę mi wierzyć: ludzie, którzy mi nie pomagali, gdy siedziałem w areszcie, dzisiaj ochoczo się odzywają i próbują odnawiać kontakt. Mi jednak na tym kontakcie nie bardzo już zależy.

Jarosław Kaczyński nie zignorował prośby o pomoc...

...podobnie jak choćby HFPCz.

Głos fundacji jednak znaczy dużo mniej niż lidera obozu władzy.

Jest raczej odwrotnie.

Serio?

Bo gdy przeciwnikiem jest władza, to obywatele mogą najskuteczniej krytykować. Zastanawiam się tylko, skąd medialne zainteresowanie samym wystąpieniem prezesa PiS, a nie jego przedmiotem.

Pan przecież doskonale sobie zdawał sprawę, że wiedza o pańskich pismach do albo od prezesa PiS wypłynie. Wcześniej lub później, ale na pewno.

Ale kto miał interes w tym, by skompromitować Jarosława Kaczyńskiego poprzez nadawanie tej sprawie niekorzystnego wydźwięku w mediach?

Gdyby prokuratura, którą tak pan krytykuje, miała bić w prezesa PiS, to byłoby to samobójcze.

Nie znam relacji pomiędzy prezesem PiS a prokuraturą. Wybranie przeze mnie legalnej drogi wynikającej z mandatu posła, a następnie powielenie jej przez adresata, nie wskazuje na jakąkolwiek sympatię, a jedynie na legalizm.

Byt prokuratury zależy od Ziobry, ale minister jest uzależniony od lidera całego obozu - Jarosława Kaczyńskiego.

Dlatego należy postawić pytanie, jaką odpowiedź uzyskał pan prezes Jarosław Kaczyński. Czy informacja była pełna i rzetelna, czy też zawierała jedynie powtórzenie schematycznych wypowiedzi upublicznianych dotychczas. Nie znam jednak treści tak pytania stawianego przez pana prezesa, jak i odpowiedzi, a nie chcę spekulować.

Sądzi pan, że zainteresowanie prezesa PiS dało jakiś efekt?

Nie o efekt tu chodziło, a o skierowanie oczu przedstawicieli narodu na bezprawie, jakie dzieje się w prokuraturze wobec mnie.

Prezes PiS zapoznał się z informacjami ze śledztwa.

Tego nie wiem.

To już wiedza publiczna. Jaki wpływ na to, że zdecydował się pan napisać do J. Kaczyńskiego, miał fakt waszych rodzinnych powiązań?

Żaden.

Serio?

Absolutnie żaden.

Pana proces pójdzie szybko?

To na początku zależy od tego, czy i kiedy prokuratura złoży akt oskarżenia. Zakładam, że będę mógł się jak najszybciej oczyścić z zarzutów i przedstawić swoje argumenty sądowi. Z doświadczenia adwokata wiem, że taki proces może trwać nawet 15 lat.

I na to się pan szykuje?

Już w ogóle o tym przestałem myśleć. Życie jest za krótkie, bym się skupiał na sprawach, które finalnie nie mają większego znaczenia. Byłem w areszcie i z niego wyszedłem, ale do więzienia nie pójdę, bo jestem niewinny.

W jaki inny sposób próbował pan zainteresować Jarosława Kaczyńskiego swoją sprawą?

Nawet nie musiałem. Zrobiły to za mnie media. Na moje pisma do polityków i instytucji nikt poza HFPCz i RPO nie odpowiedział. Przestrzeganie praw człowieka w tym kraju jest fasadą...

Zakłada pan taki scenariusz, że będzie pan żądał odszkodowania od państwa?

Nikt w ostatnich 10 latach nie został bardziej poniżony niż ja. W najbliższych dniach pozwę Okręgową Radę Adwokacką w Gdańsku, do której należę, bo bezprawnie utrzymuje mnie w stanie zawieszenia - nie mogę więc wykonywać swojego zawodu. Tymczasem w gdańskiej Izbie Adwokackiej są ludzie z wyrokami karnymi w I instancji albo z zarzutami prokuratorskimi, a mimo to mogą wykonywać zawód. Obowiązuje zasada domniemania niewinności, ale akurat nie wobec mnie.

Nikt inny nie ma jednak zarzutów oszustwa na aż 13 milionów złotych.

Być może nikt poza mną nie ma nieprawdziwych zarzutów. Moje nie wiążą się też z wykonywaniem zawodu. ORA po części pewnie obawia się rozwiązania samorządu adwokackiego, chce więc publicznie przypodobać się ministrowi sprawiedliwości.

Z tego, co pan mówi, wyłania się obraz, że oto cały świat sprzysiągł się przeciwko panu: politycy, adwokaci, prokuratorzy...

Po części niestety tak jest! To świat ludzi pozbawionych kręgosłupa moralnego. Ludzie, którzy są tchórzami i konformistami, a działają we własnym interesie. Dla nich wydanie decyzji pomyślnej dla mnie - nawet zgodnie z prawem - jest czymś złym i niepopularnym. Teraz chcę tylko równości wobec prawa i przywrócenia możliwości wykonywania zawodu adwokata. W ich - gdańskiej ORA - mniemaniu warto poświęcić jednego człowieka za cały samorząd. Ja się na to nie godzę.

Porzucił pan już ambicje polityczne?

Dziś jestem szczęśliwym ojcem trójki dzieci. Mam swoje plany. Jedną zasadniczą rzecz muszę podkreślić: dopóki nie będą przestrzegane podstawowe prawa i będzie się to na mnie odbijać, to będę zabierał głos publicznie. Ktoś nieodpowiedzialnie i z naruszeniem prawa dokonał zamachu nie tylko na mnie, ale też na moją rodzinę.

Znów mówi pan "ktoś"? Niech pan mówi wprost.

Prokuratura i służby specjalne. Znam akta, więc wiem, co mówię. Przykład: dla funkcjonariusza CBA niewyobrażalna jest sytuacja, w której spółka z kapitałem zakładowym 5 tys. zł była właścicielem nieruchomości o wartości 30 mln zł. Pokazuję im więc, że spółka giełdowa jest warta miliardy, a jej właścicielem jest spółka o kapitale zakładowym 5 tys. zł, ale oni nie rozumieją.

W 2010 r. chciał pan iść do polityki, a teraz już nie?

Powróciłem do znakomitej rady, jaką dał mi mój świętej pamięci teść. Prezydent Lech Kaczyński powiedział mi: w politykę idź dopiero wtedy, gdy będziesz finansowo ustabilizowany, żebyś nie był osobą, która będzie w polityce tylko po to, aby przetrwać i traktować ją jak sposób na życie.

Proszę nie być aż tak skromnym, bo pan finansowo przecież nieźle stoi. Ma pan gdzie mieszkać i jeździ dobrymi samochodami. Zawodu pan nie może wykonywać, ale to pana przecież nie zrujnowało.

Zamierzam - jak mówiłem - pozwać gdańską ORA o to, że uniemożliwia mi wykonywanie zawodu. Pozew będzie opiewał na co najmniej milion złotych za każdy rok zawieszenia. Takie straty ponoszę w związku z tym, że nie mogę wykonywać zawodu.

W sumie to na teraz byłyby ponad dwa miliony złotych roszczenia. Tyle rocznie pan więc zarabiał jako adwokat...

...jestem w stanie udowodnić swoje roczne straty na taką właśnie kwotę.

Jest więc pan finansowo bardzo dobrze sytuowany, może pan - zgodnie z radą - iść już w politykę.

Tego o sobie niestety nie mogę jeszcze powiedzieć.

Oskarżenie i areszt odbiły się na pana koncie?

"Ta sprawa mnie finansowo zrujnowała, jestem kompletnym wrakiem" - pewnie to chcieliby teraz usłyszeć prokuratorzy i opinia publiczna. Ale tak nie jest! Jem skromnie, ale regularnie.

Gorsze jest to, że z uporem maniaka prokuratura uniemożliwia mi podjęcie bardzo ważnego dla mnie leczenia poza granicami Polski. A jest ono niezbędne i istotne dla mojego zdrowia, a nawet życia. Zakładam więc, że prokuratura chce mnie uśmiercić, nie tylko cywilnie, ale i fizycznie.

To już najmocniejszy zarzut. Może się pan szykować na proces cywilny z prokuratorami.

Założenie było proste: Marcin Dubieniecki miał ponieść śmierć cywilną. Czy taką śmierć poniosłem? Jeśliby zapytać ludzi, którzy ze mną kooperują, to przetrwałem. Jednak uniemożliwianie mi ważnego leczenia, o którym informuję prokuraturę od dwóch lat, odbija się na moim fizycznym zdrowiu. W grę wchodzi co najmniej poważny uszczerbek na zdrowiu.

Co prokuratorzy na pana żądania umożliwienia wyjazdu?

Żadnej reakcji nie ma. "To Warszawa decyduje, nie my" - słyszałem to wielokrotnie.

Mówił pan lata temu, że "chciałby startować z list PiS po to, aby łączyć, nie dzielić. Po to, by wpisać się w ciąg myślenia o Polsce, jakie wyrażał Lech Kaczyński". Sporo się zmieniło?

Wtedy moment był szczególny. Po katastrofie smoleńskiej wydawało się, że wszystkie ręce muszą być na pokładzie. Widziałem osobiste rozdarcie Jarosława Kaczyńskiego. Widziałem faryzejskie sytuacje, które do dziś mnie przerażają. Mój cel był wówczas taki: włączyć się w nurt polityki i w niej działać. Życie szybko jednak zweryfikowało moje zamierzenia. Wybrałem więc pracę adwokata i biznes.

W życiu każdego odpowiedzialnego mężczyzny przychodzi moment, że chce zrobić coś dobrego dla kraju. Sam mam takie pomysły i byłbym w stanie wcielać je w życie. Na pewno odwagi mi nie zabraknie.

Rozmawiał: Jacek Gądek

Zobacz także. Kibice Legii mają genialny patent na motywowanie graczy! "Piłkarze dziękują i proszą o więcej" [MAKE POLAND GREAT AGAIN]

Znasz Zorkę 5 i Rubina? Sprawdź, jak dobrze pamiętasz marki z PRL-u
1/12Co sprzedawano pod marką 'Klubowe'?
Zobacz także
Komentarze (163)
Marcin Dubieniecki: ktoś dokonał zamachu nie tylko na mnie, ale i na moją rodzinę
Zaloguj się
  • szaja25

    Oceniono 37 razy 35

    Nie przeczytałem, bo na początku łzy wzruszenia zalały mi oczy.

  • krynolinka

    Oceniono 38 razy 30

    Będę chciał zrobić coś dobrego dla kraju...W pierwszej kolejności to proszę nie kraść.

  • lewaczka_z_fejsbuczka

    Oceniono 30 razy 26

    Biedny miś. Oczko mu się odlepiło, temu misiu.
    Wypełnia przekaz ideologiczny pisuaru."Prokuraturę WCIĄŻ trzeba zreformować, a sądy są be".

  • 92ilme

    Oceniono 22 razy 22

    Powinien posiedziec z bratem tescia, ktory jest winny spoleczenstwu rozliczenie afer z Porozumienia Centrum oraz z wyprowadzaniem pieniedzy ze SKOKow.

  • Maciej Nosówka

    Oceniono 24 razy 22

    "zatrzymanie mnie chyba najmocniej zachwiało poparciem dla PiS"
    O tak, bezpośrednio po aresztowaniu poziom notowań PiS spadł poniżej progu wyborczego, na Wall Street rozpoczął się kolejny krach a Australię nawiedziły jednocześnie powodzie i susze. Trzeba mieć ego, żeby trafić do tej rodziny, ale trzeba też mieć świadomość, że od niej tak po prostu się nie odchodzi. Teraz szloch, płaszczenie się, że to wina Tuska... Warto?

  • zd46

    Oceniono 20 razy 20

    Dubieniecki mówi:...."To świat ludzi pozbawionych kręgosłupa moralnego", a pan ma kręgosłup moralny? Czy to jest moralność, gdy rozbija pan małżeństwo i płodzi dzieci, których matka jest w formalnym związku z kim innym, co widziała cała Polska w wieczór wyborczy 2005 roku? Obłuda jest pana "prawdziwą cnotą". Co do pana sprawy i trzymania pana w szachu, to taki stan jest wielu politykom rządzącym, na rękę. Dzięki temu Jarek może zrzucać problem na PO a Andrzejowi "włos z głowy nie spadnie". Dla obydwóch milczenie pana jest bezcenne, a milczenie trwa dopóki sprawa się nie zakończy. Obaj oni mają świadomość, że pan jako nowa przylepka prezydenckiego dworu i Marty wszedł w posiadanie wielu poufnych i kompromitujących wiadomości z "historii dworu Lecha". O konszachtach z Drabą, o lobbistach, o PFRON-ie, o powiązaniach Andrzeja, o balangach na „dworze” i w ośrodkach wypoczynkowych, o zaginięciu dokumentacji ułaskawiającej a także o samych ułaskawieniach. Ujawnienie tych wiadomości mogłoby zdeprecjonować nieskazitelność Lecha, celowość budowy bałwochwalczych pomników, jego przeszłość polityczną a może także i kręgosłup moralny. Tak więc lepiej kiedy pan milczy będąc zmuszony do milczenia, "wilk syty i owca cała" a pomniki w drodze.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje