Dymek: nawrócenie Giertycha? Gratuluję obrotności, ale nabrać się nie mam zamiaru

10.08.2017 18:43
Roman Giertych podczas demonstracji w obronie sądów

Roman Giertych podczas demonstracji w obronie sądów (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Roman Giertych w roli obrońcy demokracji jest tak wiarygodny jak wynik charytatywnego meczu hokeja z udziałem Władimira Putina kwestującego na rzecz niezależnych mediów.

W gronie współczesnych obrońców demokracji przed Kaczyńskim jest postać, której obecność na marszach KOD-u i tyrady w obronie liberalnej, praworządnej i proeuropejskiej Polski nie przestają mnie zadziwiać. Stoi sobie na krawężniku, czasem wesoło podskoczy, za nim flagi biało-czerwone, unijny błękit i tęcza ruchu LGBT. Uśmiecha się i odmachuje przechodniom. Kiedyś był narodowym demokratą, dziś jest demokratą. Niby prawie to samo, a jednak w tym wypadku „prawie” robi wielką różnicę.

Kiedyś, gdy można było go zobaczyć na marszu, gdzie były unijne flagi, skandowano raczej: „Pedofile, pederaści, to są Unii entuzjaści!”. Występował na „Paradzie normalności” w 2005 roku, dziś kolebie się na swoich długich jak portowe dźwigi nogach do hasła „Wolność, Równość, Demokracja” i przymyka oko, gdy gdzieś w zasięgu wzroku migną mu tęczowe barwy „pederastów”. Roman Giertych, metr dziewięćdziesiąt wszechpolaka-demokraty, który z kolejnego politycznego zakrętu wyszedł jako przyjaciel liberałów i promotor pomysłu Zjednoczonej Opozycji. Byłemu liderowi Ligi Polskich Rodzin gratuluję obrotności, ale nabrać się nie mam zamiaru.

Z Kaczyńskim i przeciw Kaczyńskiemu

Roman Giertych w roli obrońcy demokracji jest w mojej opinii tak wiarygodny jak wynik charytatywnego meczu hokeja z udziałem Władimira Putina kwestującego na rzecz niezależnych mediów. I pech Giertycha polega tu na tym, że nie trzeba być człowiekiem wiekowym, żeby znać przeszłość mecenasa. Przeciwnie, właśnie dlatego, że za złotych lat kariery Giertycha jako ministra edukacji byłem w liceum, dobrze tę jego karierę pamiętam. I choć niewiele jest spraw, o których chciałbym się wypowiadać „w imieniu pokolenia”, to akurat postaci założyciela Młodzieży Wszechpolskiej w III RP moim rówieśnikom przedstawiać dwa razy nie trzeba. Jako potencjalnego sojusznika w walce o demokratyczną i praworządną Polskę w oczach znacznej części tego pokolenia przeszłość Giertycha kompromituje go absolutnie.

Ostatnio mecenas Giertych przypominał na Twitterze, że minęło dziesięć lat, odkąd „domagał się od JK [Jarosława Kaczyńskiego] dowodów winy Leppera”, sugerując że przeciwnikiem Prezesa jest nie od wczoraj. No tak, rzeczywiście będziemy obchodzić w tym miesiącu 10 rocznicę rozpadu koalicji PiS-Samoobrona-LPR – dzięki której Roman Giertych cieszył się przez jakiś czas stanowiskiem wicepremiera. Wypadałoby zatem też przypomnieć, że jakoś wcześniej się w tej koalicji znalazł i nie miał oporów, żeby z Kaczyńskim rządzić, prawda? To Kaczyńscy – po fiasku negocjacji koalicyjnych z PO i odwołaniu premiera Marcinkiewicza – dali mu największy życiowy awans, a ten w zamian ich nie krytykował. Za krytykę Macierewicza z rządu wyleciał późniejszy przyjaciel Giertycha Radosław Sikorski, ale szef LPR – jak pisał na łamach „Gazety Wyborczej” Wojciech Czuchnowski – „nigdzie wówczas krytycznie nie wypowiadał się o Macierewiczu ani o czołowych rycerzach IV RP. Zaczął to robić dopiero w sierpniu 2007 r., po ataku CBA na Leppera”. Taka to rocznica.

Kuroń jako zdrajca narodowy

Ale skoro przy okrągłych rocznicach jesteśmy, to nie ograniczajmy się do jednej. Także 10 lat temu Giertych przegrał proces z Adamem Michnikiem, którego nazwał „byłym partyjnym aparatczykiem”. Sąd przypomniał pozwanemu, że „bez problemu mógł ustalić, że pan Adam Michnik nigdy nie był w PZPR”. Giertych miał wpłacić 10 tys. złotych na zakład dla niewidomych w Laskach. Rok wcześniej o tej samej porze roku obrażał Jacka Kuronia. Zapytany przez dziennikarzy, czy Kuronia należy usunąć z programów szkolnych, łaskawie odpowiedział, że nie. Wystarczy „umieścić między Januszem Radziwiłłem a Szczęsnym Potockim”. Giertych sugerował też, że Kuroń uczestniczył w Okrągłym Stole – „spisku” – jako przedstawiciel „opcji komunistycznej”. Sąd uznał, że stawianie Jacka Kuronia w gronie zdrajców narodowych i targowiczan przekracza granice dopuszczalnej krytyki, a pozwany nie wykazał, że jego wypowiedzi o Okrągłym Stole mają ugruntowanie w faktach. Pisała wtedy „Wyborcza”: „Nawet nie starał się wykazać, bo Giertych ani razu nie pojawił się w sądzie”.

Tamten czas w ogóle chyba nie był najszczęśliwszy dla spotkań Giertycha i wymiaru sprawiedliwości: między procesem z Adamem Michnikiem i rodziną Jacka Kuronia, odbyła się też – wiosną 2007 roku – rozprawa w sprawie zwolnionego przez Giertycha szefa Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli, Mirosława Sielatyckiego. Sielatycki został wyrzucony, bo minister odkrył w „Kompasie”, podręczniku Rady Europy dla nauczycieli, scenariusz lekcji, który zakłada rozmowę o homoseksualizmie. Sąd pracy stwierdził, że zwolnienie było przejawem dyskryminacji i dokonało się w trybie nieuzasadnionym prawnie – i zasądził odszkodowanie. Niezrażony Giertych powołał na szefową CODN katechetkę Teresę Łęcką, która przekonywała, że „praktyki homoseksualne prowadzą do dramatu, pustki i degeneracji”. Zastępca Giertycha w MEN próbował zabraniać uczenia w szkołach o ewolucji. Broszura Związku Nauczycielstwa Polskiego „Czytanki o edukacji” z 2011 roku wspomina atmosferę czasów Giertycha w MEN jako mieszankę „konformizmu i zastraszenia” środowiska nauczycielskiego – jedna nauczycielka z Łodzi wyrwała się nawet przed szereg i odczytując płynące z góry sygnały po prostu zdjęła tablice prezentujące uczniom podstawy teorii Darwina ze ścian pracowni biologicznej.

Walka z pederastią

To właśnie jako Minister Edukacji Giertych miał okazję szczególnie gorliwie oddać się „zwalczaniu propagandy homoseksualnej”, choć swoją kampanię próbował prowadzić nie tylko w polskich szkołach, ale i za granicą. Jego wystąpienie w niemieckim Heidelbergu skończyło się skandalem – proponował wtedy stworzenie „Wielkiej Karty Praw Narodów Europy”. „W ramach poszanowania życia proponujemy wprowadzenie w Europie zakazu aborcji oraz zakazu propagandy homoseksualnej” - tłumaczył Giertych. W Niemczech jednak argumenty Giertycha – podparte prognozą, że Europa stanie się kontynentem „zasiedlonym” przed muzułmanów – nie zadziałały. Rząd publicznie dystansował się od stanowiska swojego ministra edukacji przedstawionego na międzynarodowym forum koleżankom i kolegom z krajów UE.

Ale pomysły Giertycha z roku 2007 i tak były postępem względem jego wcześniejszego wcielenia: przeciwko wejściu do Unii Europejskiej jako takiej Giertych agitował przecież od początku swojej kariery politycznej. Trudno zaś powiedzieć, kiedy ostatecznie porzucił słowo „pederasta”  – gdy jako minister edukacji wyrzucał z kanonu lektur Gombrowicza, mówił że premier, jeśli chce, sam „musi wziąć na  swoje sumienie wprowadzenie do kanonu lektur książki promującej pederastię”. W 2007 roku Giertych uważał też, że „Polska powinna wypowiedzieć umowę o poddaniu się jurysdykcji Trybunału [Praw Człowieka w Strasburgu]”, o ile Trybunał podtrzyma decyzję ws. Alicji Tysiąc, której odmówiono legalnej aborcji w 2000 roku, mimo że poród i ciąża stwarzały zagrożenie dla zdrowia kobiety.

Gdy w końcu w tym samym bogatym we wrażenia roku 2007 pożegnał się z polityką, jego LPR wypuścił spot wyborczy z Lechem Kaczyńskim w jarmułce i podpisem „nasi sojusznicy”. Pytany później o to przez Renatę Grochal i Wojciecha Szackiego antysemityzmu nie stwierdził. W innym wywiadzie, zapytany o getto ławkowe w II Rzeczpospolitej, odparł: „czy my nie przeceniamy zasięgu tego incydentu? Czy rzeczywiście miał on tak ogromny zasięg?”.

"Zrobić prezent Jasiowi"

W 2011 roku Giertych miał proponować dziennikarzom Piotrowi Nisztorowi i Janowi Pińskiemu („Uważam Rze”) stworzenie „listy stu pedałów w polskiej polityce”. Podczas tej samej rozmowy – przypomniał to ostatnio w książce o polskich „rekinach biznesu” Michał Matys – Giertych zaproponował Nisztorowi „400 tysięcy za niewydawanie książki o Kulczyku”. „Gdy wybuchł skandal, Giertych tłumaczył się, że działa na zlecenie klienta”, który „chce Jasiowi [Kulczykowi] zrobić prezent”. Giertych twierdzi, że taśmy zostały zmanipulowane. Wydawca „Wprost” oskarża go zaś o sprzeniewierzenie się etyce adwokackiej i sugeruje, że Giertych przez biznesmenów próbuje naciskać na wydawcę tygodnika. Giertych dla dziennikarzy, którym miał składać te propozycje – Nisztora wymienia z nazwiska – „domaga się 3 lata więzienia bez zawieszenia”.

Dobrze, można powiedzieć, to wszystko przeszłość. Giertych dokonał publicznej spowiedzi w „Gazecie Wyborczej” w 2012 roku. A jako katolik dodał też, „nie chcąc się przechwalać”, że „każdemu życzy takiej pokuty”. Skoro mamy trzymać się metafory spowiedzi – na koniec sakramentu spowiednik mówi grzesznikowi „idź i nie grzesz więcej”. Czy jednak Giertych roku 2017 jest tak bardzo różny od Giertycha roku 2007? Poza tym, że kiedyś straszył „dzikim liberalizmem”, a dziś z „dzikimi liberałami” albo się przyjaźni albo świadczy im usługi jako mecenas?

Obrońca demokracji

Na swoim Twitterze mecenas i były polityk zapytuje szefa Departamentu Stanu USA, Rexa Tillersona, „czy nie ma pilniejszych spraw” niż wsparcie dla osób LGBT, o którym Departament poinformował zresztą w lakonicznym i rutynowym komunikacie. „Oczekiwałbym, aby autorytety świata islamu potępiły zamachowców przynajmniej tak mocno, jak potępiali twórców karykatur Mahometa” - pisze w czerwcu. W odpowiedzi ktoś wysłał mecenasowi Giertychowi „Muslim Condemn List”, projekt 19-letniej Hery Hashmi, studentki z Uniwersytetu Kolorado, który zbiera w jednym miejscu dziesiątki tysięcy aktów potępienia terroru i przemocy ze strony muzułmańskich organizacji wyznaniowych, społecznych i naukowych oraz osób publicznych. Giertych tweeta nie usunął, ale go powtórzył w języku angielskim, co pokazuje, że język Szekspira zna, ale z materiałem źródłowym nie miał czasu się skonfrontować.

O Renacie Grochal z „Newsweeka” napisał, że „ciężko pracuje na sukces PiS”, bo „zakłada, że wszyscy Polacy mają lewicowe poglądy”. O Zandbergu - „komunista”. O Francji - „zakazuje prowadzenia stron pro-life. Hańba” (naprawdę jest inaczej: prawo zabrania wprowadzania w błąd i zniechęcania kobiet do zabiegu pod pozorem udzielania im informacji). O „Klątwie” w Teatrze Powszechnym - „niech się tym zajmie prokuratura”.

W sprawie „Klątwy” doradzał też – na antenie radia Tok FM – prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz. „Jeżeli pani Hanna Gronkiewicz-Waltz chce, żeby PiS rządził 30 lat, to niech zbija [sic!] opozycję takimi czynami jak seks oralny z Janem Pawłem II. Ale bez mojej zgody […] nie z wariatami, którzy popierają tego typu spektakle”.

Znając przeszłość Giertycha można by tylko zapytać, czy aby na pewno większym obciążeniem dla opozycji są „wariaci, którzy popierają tego typu spektakle”, czy on sam? Czy dawny wicepremier w rządzie Kaczyńskiego, minister zwalniający nauczycieli za poglądy, niestrudzony tropiciel komunizmu realizujący przysługi „dla Jasia” i domagający się nieuznawania przez Polskę decyzji Trybunału w Strasburgu naprawdę widzi siebie w roli sumienia polskiego obozu liberalno-demokratycznego, obrońcy praworządności i twarzy „umiarkowanego” konserwatyzmu w ramach tej samej Zjednoczonej Opozycji? Gratuluję i współczuję zarazem.

Jakub Dymek - kulturoznawca, dziennikarz i publicysta. Członek „Krytyki Politycznej”, stały współpracownik Dwutygodnik.com i nowojorskiego magazynu "Dissent". Za publikacje o tajnych więzieniach CIA w Polsce nominowany do nagrody dziennikarskiej Grand Press. Pracuje nad książką o powstaniu rewolucyjnej prawicy w ostatniej dekadzie.

Andrzej Duda zawetuje ustawy o KRS i SN

Czy rozpoznasz tę rasę psa po zdjęciu? [QUIZ]
1/14Na początek coś łatwego. Zdjęcie przedstawia:
Zobacz także
Komentarze (311)
Roman Giertych. Przeszłość Romana Giertycha i jego dzisiejsza działalność
Zaloguj się
  • waweryn

    Oceniono 45 razy 31

    A ja, w przeciwieństwie do pana Dymka, nikomu nie odbieram prawa do zmiany poglądów. Nie bylem wyborcą pana Giertycha, a więc także jego zwolennikiem. Ale teraz doceniam jego postawę i cieszę się, że porzucił ciemną stronę mocy. Gdyby tak inni poszli za jego przykładem...

  • tzetze1

    Oceniono 28 razy 24

    Pamiętacie rok 2005? Oburzał nas spot z lodówką i dziadek z Wehrmachtu ... w porównaniu z dzisiejszą retoryką to były niewinne PiSki ... A wracając do tematu - PiS z roku 2005 to przynajmniej na początku był jednak inny PiS, z Mężydło, z Dornem ... Z ludźmi z którymi mimo iż człowiek się często nie zgadzał ale których szanował bo reprezentowali jakiś poziom. Dziś PiS to horda orków Saurona. A przyznać się do błędów to nie lada odwaga. Konserwatyzm Giertycha to nie do końca moja bajka ale jest to konserwatyzm z którym można rozmawiać - z dzisiejszym PiSem się nie da.

  • nie_mam_facebooka

    Oceniono 35 razy 23

    A ja daję każdemu prawo do nawrócenia. I zawsze go będę cenił za to, jak pokazał w sejmie, jak podła kreaturą jest Kurski.

  • tomtg123

    Oceniono 32 razy 18

    Pan Dymek "rżnie głupa" , udaje większego idiotę niż jest.
    Pan Giertych jest i był prawnikiem i jest i był osobą praworządną.
    On się nie musiał "nawracać".
    Pan Giertych ma inne poglądy niż pan Dymek na wiele różnych spraw, ale dziś kluczowy spór
    w Polsce toczy się wokół praworządności, a nie wielu innych drobniejszych spraw.
    W jednym zdaniu : panie Dymek, nie zawracaj pan głowy duperelami.
    Dziękuję, wyczerpałem temat.

  • my_kroolik

    Oceniono 32 razy 18

    A znacie powiedzenie: wróg mojego wroga jest moim przyjacielem? Opozycja łącznie, jedynie w porywach przekracza 50% w sondażach, więc nie jest to czas na wybieranie sobie sojuszników. Poza tym założenie, że przeciwnikami pis są sami obyczajowo wyzwoleni lewicowcy, jest zwyczajnie błędne. Obecnie szanse na wygraną z pisem ma wyłącznie szeroka koalicja ugrupowań od lewej do prawej strony, połączona przede wszystkim myślą o ochronie demokracji i państwa prawa. Na myślenie o kompletnie niszowej tematyce LGBT, która jest kluczowa dla może 2% ludzi, będzie czas po zwycięstwie.

  • tadek1300

    Oceniono 25 razy 17

    Szanownemu autorowi chciałbym przypomnieć, że pierwszym, który zerwał współpracę z Kaczyńskimi, był Lech Wałęsa. Chyba tego bez powodu nie zrobił. Potem też wielu innych polityków również kończyło współpracę z Kaczyńskimi lub następnie z J.Kaczyńskim (oprócz "trzeciego bliźni aka" Dorna, można tu wymienić również niejakiego Ziobrę - potem nawróconego). Lub też w drugą stronę - awansowany i odznaczany w stanie wojennym prokurator Piotrowicz - Dzisiaj wzór i nauczyciel demokracji i przestrzegania prawa(!). Lisy oryginalne kolorystycznie?

  • japka_putina

    Oceniono 13 razy 11

    Jak zmienili się Giertych i Kaczyński przez ostatnie 10 lat? Ano tak, że Kaczyński robi to samo, co wtedy, tylko szybciej i mocniej, a Giertych zrozumiał, że to droga w przepaść. Wolę zmienność Giertycha, niż stałość Kaczyńskiego. Można też złośliwie zapytać, czego się nauczyła, jak się zmieniła, jakie wnioski ze swoich i cudzych błędów wyciągnęła przez te 10 lat lewica? No i czemu jest jej coraz mniej, skoro powinno być dużo więcej?

  • zsm-5

    Oceniono 25 razy 11

    NIe bardzo wiadomo, jaki jest cel wypowiedzi pana Dymka. Jaki był Giertych w rządzie PiS - większość doskonale pamięta. Co nie znaczy, że "wróg naszego wroga" nie może być naszym przyjacielem - choćby doraźnie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje