Ekspert o błędach w trakcie wizyty Williama i Kate: Pierwsze gafy już na lotnisku

Tego samego wieczoru, gdy podczas garden party w Królewskich Łazienkach wznoszono toast na cześć Królowej Elżbiety II, na ulicy Wiejskiej wznoszono transparenty i świece. Wizyta pary książęcej w Warszawie i Gdańsku skazana była na klęskę jeszcze przed jej rozpoczęciem.

Dostojni goście jechali do kraju, w którym tydzień wcześniej hucznie podejmowany był prezydent Trump. Ten sam, którego 1 800 000 mieszkańców Wysp Brytyjskich nie chciało u siebie gościć i apelowało do władz, aby do tej wizyty nie dopuścić. Ostatecznie, w mowie tronowej Elżbiety II nie było wzmianki o wizycie państwowej Trumpa w Londynie. 

Samolot z parą książęcą lądował w Warszawie, gdy przed Sejmem trwały protesty, a parlament odgrodzony został od społeczeństwa barierkami i kordonem policji. Przylot do kraju, który znajduje się w konwulsjach politycznych nie tylko zaciążył na klimacie wizyty, lecz również kłócił się z naczelną zasadą przyświecającą organizatorom wizyt królewskich: unikaniem włączania się w bieżącą politykę odwiedzanego państwa.

Goście mieli dużo szczęścia, iż protestujący spod Sejmu nie przeszli pod Belweder.

Właśnie opada kurz wrzawy medialnej wokół wizyty brytyjskiej pary książęcej w Polsce i w Niemczech. Czas więc na podsumowanie i kilka refleksji.

Należy zadać pytanie: co pozostanie z pobytu  “dublerów” Królowej w Warszawie i Gdańsku. Jaki będzie wymierny efekt tej wizyty?

Zacznijmy od przygotowania wizyty. Tu zostały popełnione pierwsze błędy, których konsekwencje zobaczyliśmy w trakcie jej trwania. Czasu na przygotowania było dość dużo. Nie został on jednak wykorzystany. Pomijam wcześniejsze zmiany planowanej trasy podróży (Gdańsk zamiast Krakowa).

Chodzi mi o to, co działo się od chwili podania do wiadomości opinii publicznej szczegółowego planu wizyty. Właściwie nic się nie działo. Ponieważ wizyta była realizowana na zlecenie brytyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych, to na nim ciążyło przygotowanie kampanii informacyjnej i promocyjnej. Przecież celem tej “Brexit diplomacy” miało być poprawienie wizerunku Zjednoczonego Królestwa w Polsce. Takich działań nie było widać.

Należało na kilka tygodni przed przyjazdem - być może przyszłej pary królewskiej - prowadzić kampanię budującą opowieść o rodzinie królewskiej i jej nowym, odmłodzonym obliczu. Wszak rodzina królewska nie zawsze miała dobrą passę. W budowanie tej narracji i tworzenie napięcia należało wprowadzić elementy ukazujące polsko-brytyjskie powiązania, choćby te z XVI i XVII wieku, kiedy to przez Gdańsk wysyłano polskie zboże i drewno do Anglii.

Brak materiałów archiwalnych

Smuci fakt, iż zabrakło spaceru książęcej pary wzdłuż Motławy i zdjęcia z gdańskim słynnym Żurawiem w tle (w Hamburgu plan pobytu uwzględniał wizytę w muzeum morskim, gdzie ukazano powiązania Hamburga z Wielką Brytanią). Organizatorzy wizyty nie zadbali o przygotowanie medialnej oprawy wizyty. Dlaczego wcześniej nie
przygotowano materiałów ukazujących historię wizyt członków rodziny królewskiej w Polsce? Co prawda rodzina królewska nie odwiedza nas i tej części Europy tak często jak np. Francji, Hiszpanii czy Niemiec, ale jednak można było wyjąć z archiwów taśmy i stworzyć taki film dokumentalny.

Dziwi fakt, że nie dysponujemy filmem dokumentalnym o wizycie państwowej królowej Elżbiety w Polsce w 1996 roku. Tylko jedna z prywatnych telewizji przygotowała, z inicjatywy świadków ówczesnych wydarzeń, materiał o nieco zapomnianej wizycie w Sopocie w sierpniu 1975 r. księcia Edynburga, małżonka królowej. To wówczas książę Filip udał się na Westerplatte, gdzie złożył wieniec u stóp pomnika.

Dlaczego na stronach brytyjskiej Ambasady w Warszawie lub na Twitterze Pana Ambasadora nie mogliśmy ujrzeć tych zdjęć? Zapewniam, że nie są one tajne i znajdują się w zbiorach archiwum rodziny królewskiej. Mam wrażenie, że strona brytyjska nie zadała sobie trudu, aby takie materiały wykorzystać. Jak widać, można było naprawdę wiele zrobić przed wizytą.

Charlotte bez bukietu

Przyjrzyjmy się, jak wyglądały kontakty dyplomatów brytyjskich z mediami. Ambasador Sebastian Wood, pełniący misję w Berlinie spotkał się z mediami dwukrotnie: na tydzień przed wizytą i w dniu poprzedzającym wizytę. To właśnie podczas takich spotkań przekazuje się dziennikarzom materiały informacyjne o odwiedzanych miejscach i buduje klimat wyjątkowości wydarzenia. 

Pierwsze małe gafy wobec małych gości. Ląduje na Okęciu samolot z książęcą parą, czerwony dywan i scena powitania na płycie lotniska. Księżna Cambridge otrzymuje bukiet kwiatów, a księżniczka Charlotte nic nie otrzymuje, podobnie jak jej brat. A szkoda.

Podczas powitania w nie tak odległym Berlinie niemiecki protokół dyplomatyczny nie zapomniał o małym bukieciku dla uroczej dziewczynki. Jej zdjęcia z tym bukiecikiem obiegły całe media. Mała Charlotte naprawdę była uradowana.

"Wizyta szacunku i przyjaźni"

Wizyta miała charakter wizyty oficjalnej (tak podał Kensington Palace), a strona polska ustami prezydenckiego ministra określiła wizytę jako “wizytę szacunku i przyjaźni” (obok wizyt oficjalnych i roboczych stworzyliśmy protokolarnie nowy rodzaj wizyt). W tym przypadku przymiotniki mają znaczenie, ponieważ warto wiedzieć kto wystosował zaproszenie do pary książęcej. Od tego zależy status wizyty i cały szereg rozwiązań protokolarnych. Z oficjalnego komunikatu Pałacu Prezydenckiego mogliśmy się dowiedzieć, iż para książęca “wyraziła wolę złożenia wizyty” i dlatego też Para Prezydencka spotkała się z gośćmi.

Protokolarnie sprawa nie jest łatwa. W zależności od tego jakiej rangi jest wizyta, jaka jest jej formuła, takie też mamy rozwiązania protokolarne. Status wizyt w Warszawie i Berlinie był identyczny, jednak zaszły tu spore różnice w programie spotkań z głową państwa. Prezydent Frank-Walter Steinmeier podjął następcę tronu w swej rezydencji,
Pałacu Bellevue, popołudniową herbatką. Wszak to obecnie royalsi oczekujący w kolejce na miejsce na tronie, a nie królewska para. Zupełnie inaczej było w Warszawie. Po śniadaniu w Pałacu Prezydenckim para prezydencka towarzyszyła parze książęcej w kilku punktach wizyty.

Sprawiało to wrażenie, iż mamy do czynienia z wizytą głowy państwa. A tak nie było. Kurtuazja i gościnność ma protokolarnie precyzyjnie określone ramy. Gdy książę William gościł w Białym Domu prezydent Obama przywitał go serdecznie, oprowadził po swej siedzibie, pożartował, ale nie udał się z nim poza swą siedzibę. Trudno sobie wyobrazić Obamę oprowadzającego Williama po muzeach.

Parę słów o potrawach

Menu. Ważna sprawa, gdyż obecnie stosuje się pojęcie “gastronomy diplomacy”, czyli promowanie własnego kraju przy wykorzystaniu rodzimych produktów, narodowych dań, regionalnych specjałów. Śniadanie takie musi być kwintesencją polskości. Tak więc parę książęcą podjęto w Pałacu rosyjskimi lub ukraińskimi blinami z kaszy gryczanej i piersią z kaczki z sosem morelowym. 

Wiadomo, morele polska specjalność. Na deser szarlotka ze śmietaną zwyczajowo podawana w Białym Domu.

Prezenty dla pary książęcej

Prezenty. Zwyczaj dyplomatyczny nakazuje wręczanie prezentów. W Gdańsku obok bursztynowych precjozów przekazano parze książęcej likier oraz tabakierę. Zacznijmy od tabakiery. Prezent powinien być spersonalizowany i dostosowany do zainteresowań i stylu życia osoby obdarowanej.

Wszyscy wiemy, że książę William lubi sport, ekologię, działania prozdrowotne. Zachęcanie księcia do spożywania tabaki w tym kanonie się nie mieści. A co do alkoholu, zazwyczaj czyni się tak, że obdarowuje się koszem miejscowych wiktuałów, a wśród nich znajdzie się też miejsce na butelczynę trunku.

Tak właśnie królowa Elżbieta z małżonkiem przekazała Ojcu Świętemu podczas wizyty w Watykanie kosz wiktuałów z ekologicznych farm Jej Królewskiej Mości. Tak też należało uczynić w Gdańsku. Prezenty powinny być pomorskie, a nie tylko kaszubskie.
Zabrakło kosza, w którym moglibyśmy ujrzeć nasze miody, dżemy czy też zioła.

Przyjęcie w "Royal Łazienki"

Garden party. I tu strona brytyjska zaskoczyła podwójnie. Mały kartonik, zaproszenie na przyjęcie to element korespondencji dyplomatycznej. Zainteresowanych odsyłam do podręczników tylko o tym traktujących. Biały Dom, Pałac Elizejski i nie tylko zatrudniają kaligrafów wypisujących zaproszenia. Pięknie wypisane zaproszenie, to zewnętrzny wyraz szacunku dla gościa. Zaproszenie wypisane niestarannie takiego przesłania ze sobą nie niesie, a szkoda.

Druga kwestia: gdzież to odbywało się tak znamienite garden party ku uczczeniu urodzin Królowej? Nie w Łazienkach Królewskich, tylko w Royal Łazienki. Zaproszenie zredagowane zostało zgodnie ze zwyczajem w języku angielskim, ale nazw własnych w oficjalnych dokumentach nie zmieniamy. To, co dopuszczalne w turystycznym bedekerze, jest niedopuszczalne w oficjalnym zaproszeniu wystosowanym przez Pana Ambasadora.

Pominę tu rozważania o trudnej dla wielu bywalców salonów sztuce wznoszenia toastu (lepiej zobaczyć nagranie i usłyszeć dźwięk kieliszków głośny niczym głos Dzwonu Zygmunta). Nie będę też komentował co oznacza zamieszczona na zaproszeniu wskazówka “lounge suit / day dress”, ale z całą pewnością nie jest to zestaw dżinsy i brązowa marynarka z łatami na łokciach.

Stosowność ubioru

Niestosowność przydarzyła się niestety lubianej przez nas księżnej Kate. Obóz koncentracyjny to miejsce szczególne. Przygotowując wizytę oficjalną należy dołożyć wszelkich starań, aby składając hołd pomordowanym oraz spotykając się z byłymi więźniami nazistowskiego obozu nie tylko symbolicznymi gestami dać wyraz swemu smutkowi i poruszeniu. Protokół dyplomatyczny wymaga, aby w każdym miejscu ubiór był stosowny do okoliczności. Aby szerzej nie rozwijać tej delikatnej kwestii, niech moje słowa zastąpi porównanie dwóch zdjęć.

Pierwsze przedstawia królową Elżbietę podczas składania hołdu ofiarom nazizmu w obozie w Bergen-Belsen (2015), a drugie parę książęcą w nazistowskim obozie koncentracyjnym Stutthof.

W Niemczech poczuli się sobą

Na koniec kilka uwag ogólnych. Porównując wizyty w Polsce i w Niemczech odnieść można wrażenie, że klimat obu wizyt był odmienny. Spoglądając na zdjęcie Williama i Kate z Polski i z Niemiec trudno nie dostrzec różnicy. Wysiadając z samolotu w Warszawie para książęca miała świadomość, iż nie mieli szczęścia i trafili właśnie w oko politycznego cyklonu.

Wyraźną ulgę było widać, gdy w Heidelbergu mogli poczuć się sobą. Heidelberg to miejsce, gdzie książę wyrabiał precle, a następnie ukazano “zwykłą” parę młodych ludzi (ubranych sportowo), którzy wsiedli do kajaków i pokazali radość jaką każdy z nas może czerpać ze sportu. Przesłanie tych obrazów było inne.

Monarchia z ludzką twarzą. W Berlinie znaleziono czas na wizytę w trudnej dzielnicy Marzahn, gdzie William i Kate spotkali się i dowartościowali swą obecnością wolontariuszy działających na rzecz młodzieży społecznie wykluczonej. To były bardzo bliskie, autentyczne, emocjonalne spotkania. U nas takich elementów w całym programie wizyty nie było.

Janusz SiboraJanusz Sibora Fot. Rosanna Sibora

dr Janusz Sibora, badacz ceremoniału królewskiego, autor książek z zakresu dyplomacji, protokołu dyplomatycznego i ceremoniału (@JanuszSibora)

"Podziwiamy Polskę jako wspaniały przykład odwagi, wytrwałości oraz odporności". Książę William wygłosił przemowę w Łazienkach Królewskich

Więcej o:
Komentarze (125)
Ekspert o błędach w trakcie wizyty Williama i Kate: Pierwsze gafy już na lotnisku
Zaloguj się
  • komentarzmoj

    Oceniono 41 razy 19

    ...Royal Łazienki... I tak dobrze, że nie napisali Royal Toilets. Nie są tacy źli.

  • drwoytek

    Oceniono 39 razy 15

    Nie spodziewałbym się po aktualnej ekipie Dudy, znajomości etykiety. Wszak kto miał ich tego nauczyć? Chociaż może poseł Pięta lub minister Zieliński??????

  • six_a

    Oceniono 28 razy 8

    zarówno trumpa, jak i księcia odbębniono, żeby zająć się poważniejszymi rzeczami, ważne, że goście wyjechali zadowoleni, a po tym jak kaczka zostanie królikiem, już nigdy tu nie przyjadą.

  • srv14

    Oceniono 29 razy 7

    Od półtora roku polska dyplomacja to jak wszystkim wiadomo 1 liga światowa co widać słychać i czuć Chodż łezka w oku się kręci do czasów A.Fotygi

  • spyderman2

    Oceniono 26 razy 6

    pisowskie chamy nie wiedzą co to protokół. taka krycha z pisu wpierda.a golonkę w czasie obrad sejmu i oddaje potłuszczone papiery

  • egalite11

    Oceniono 18 razy 6

    Należało zatrudnić do powitania Zielińskiego byłoby konfetti z pociętych katonów i anioły na koniach jako eskorta a przed Belwederem babcie z tańcem brzucha. Byłby hicior na cały świat.

  • obywalet

    Oceniono 27 razy 5

    Pierwsza gafa to słoma w butach wiochy belwederskiej

  • pissklamie

    Oceniono 39 razy 5

    Pissdzielstwo potrafi tylko łamać konstytucję nie wspomnę o przyjmowaniu gości.

    Duda to taki dyplomatolek.
    Adrianowi brakuje wiedzy kultury umiejętności całej dyplomacji jaką miał pan prezydent nasz wszystkich Polaków Bronisław Komorowski.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX