Marcin P. obwiniał wszystkich oprócz siebie. Co jeszcze wiemy po przesłuchaniu

28.06.2017 17:02
Komisja ds. Amber Gold przesłuchuje b. prezesa Amber Gold

Komisja ds. Amber Gold przesłuchuje b. prezesa Amber Gold (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Blisko 6 godzin odpowiadał na pytania posłów z komisji śledczej b. szef Amber Gold. Marcin P. nie miał sobie nic do zarzucenia, twierdził, że poszkodowani klienci powinni czytać umowy, oburzał się na określenia "piramida finansowa". Strofował posłów, zrzucał winę i obciążał innych.

Pytania o pieniądze bez odpowiedzi

Marcin P. odmówił odpowiedzi na pytania, skąd miał pieniądze na założenie firmy. Oświadczył, że będzie składał wyjaśnienia, ale tylko w części, która nie będzie zagrażała procesowi karnemu przeciwko niemu.

- Odmawiam odpowiedzi - padło po każdym pytaniu nt. finansowania firmy. 

B. szef Amber Gold twierdzi, że nie wyprowadził jej majątku. - Obrót dzienny spółki wynosił ok. 40-50 milionów złotych. Żadnego wyprowadzania majątku spółki w postaci złota nie było - podkreśla.

- Czy świadek był słupem? - pytał poseł Nowoczesnej Witold Zembaczyński. - Odmawiam odpowiedzi na to pytanie - powiedział P. - Czyli nie zaprzecza pan? - dopytywał poseł. P. znów odmówił odpowiedzi.

P. nie czuje się winny 

Były szef Amber Gold powiedział, że nie ma nic do zwrócenia Polakom. Poseł Zembaczyński zwrócił uwagę, że P. ma "ekskluzywną szansę", żeby zwrócić Polakom prawdę o Amber Gold. - Ja nic Polakom do zwrócenia nie mam, panie pośle. Kompletnie nic - odpowiedział.

Oburzył się też na nazwanie firmy "piramidą". - To było przedsiębiorstwo, spółka z o.o., a nie piramida finansowa. Żaden wyrok prawomocny w tej sprawie nie zapadł, więc prosiłbym się ograniczać z takimi kolokwializmami - powiedział P.

Marcin P. przez całe przesłuchanie nie wykazywał żadnej skruchy względem tych, którzy stracili swoje oszczędności w Amber Gold. - Nie jestem w stanie zakazać każdemu podejmowania ryzyka - mówił.

 Pewnie też bym był rozczarowany, gdybym stracił swoje środki, jednakże jest coś takiego jak warunki umowy i czytając je każdy powinien mieć świadomość konsekwencji, które ponosi, kiedy ją podpisuje

- powiedział ze spokojem. 

- Rozumiem jaki jest wydźwięk społeczny i medialny sprawy Amber Gold, ale ja naprawdę nie jestem jedyną osobą, która powinna być tu bita przez wszystkich - powiedział.

Wątek Michała Tuska

Wielokrotnie przewijał się wątek pracy Michała Tuska dla należących do Amber Gold linii lotniczych OLT Express. Według Marcina P. syn ówczesnego premiera zarabiał 7 tysięcy złotych. - Przekazywał firmie ważne, niejawne informacje i jako pracownik gdańskiego lotniska dopuścił się konfliktu interesów - zeznał Marcin P.

Przekazywane przez Michała Tuska informacje miały dotyczyć tras wybieranych przez pasażerów portu lotniczego. Syn b. premiera zapewniał wcześniej, że udostępniał firmie jedynie informacje jawne.

Marcin P. mówił, że nie można wprost określić, czy Port Lotniczy w Gdańsku poniósł jakiekolwiek straty na pracy Michała Tuska w OLT Express.

Poseł Marek Suski (PiS) pytał czy umowy z Michałem Tuskiem były wykorzystywane do załatwiania rożnych innych umów:

Ja nigdy nie załatwiałem przez Michała Tuska żadnej umowy, ani nigdy się na niego nie powoływałem

- powtarzał Marcin P.

P. opowiadał, że Michał Tusk miał pierwotnie zostać zatrudniony w Amber Gold, na co jednak się nie zgodził. Chciał pracować w spółce OLT Express. - Nie pamiętam, jaki podawał powód - mówił.

Po chwili P. przypomniał sobie, że Michał Tusk miał wówczas kredyt hipoteczny i "potrzebował stałego źródła dochodu". 

Krzysztof Brejza zapytał P. "dlaczego w lipcu 2012 roku zależało mu na uderzeniu w rząd Donalda Tuska".

- Nie przypominam sobie, że zależało mi na uderzeniu w rząd Donalda Tuska - odparł świadek.

Zapewnił, że przecieki z ABW nie pochodziły od Michała Tuska.

- Nigdy nie było założenia, żeby pan Michał Tusk był kamuflażem dla działalności spółki i nigdy nie został on przeze mnie wykorzystany do uzyskania wpływów - stwierdził P.

Przecieki z ABW, plan śledztwa od dziennikarzy

Marcin P. twierdzi, że miał przecieki z ABW. Plan śledztwa miał otrzymać od dziennikarzy. Podał ich nazwiska, ale ze względów procesowych widzowie nie usłyszeli ich w telewizyjnej transmisji. Sami zainteresowani odnieśli się wkrótce do jego słów. 

"Marcin P. przeczytał plan śledztwa w artykule. Nigdy nie przekazywałem mu czegokolwiek. Każdy kontakt z Marcinem P. jest zarejestrowany" - napisał na Twitterze Sylwester Latkowski, który w tamtym czasie był dziennikarzem tygodnika "Wprost".

Również Michał Majewski, który o Amber Gold pisał razem z Latkowskim, prostował w mediach społecznościowych zeznania świadka. "Hej, Marcin P.! Nie spotkaliśmy się kilka razy, a raz. Latkowski nie był wtedy naczelnym, plan śledztwa poznaliśmy, jak byłeś już w ciupie!" - napisał dziennikarz.

Założyciel Amber Gold mówił, że o działaniach ABW wiedział od jednego ze swoich współpracowników, Emila Marata, który odpowiadał za PR. Powiedział, że jego pracownik powoływał się na kogoś z Kancelarii Premiera, nie był jednak w stanie podać nazwiska. Pytany, czy chodzi o Jacka Cichockiego, powiedział: "wydaje mi się, że tak".

Marat także zdementował słowa P., zapewniając, że nigdy nie proponował mu załatwienia sprawy.

B. szef Amber Gold dopytywany skąd jeszcze miał wiedzę o zainteresowaniu służb, odpowiedział: - Jeszcze miałem od dziennikarzy "Gazety Polskiej Codziennie", ale ona była związana z Miterem [Pawłem; miał dostarczyć Marcinowi P. notatkę ABW - red.], to od razu trzeba zaznaczyć. One wręcz potwierdzały to, co pan Miter przedstawiał i to pan Miter nakreślił nam nawet spotkania z dziennikarzami "GPC".

Kontakty z politykami

Były szef Amber Gold zapewniał, że nie szukał kontaktu z politykami. Zeznał, że o kontakty z nim "samodzielnie zabiegał" prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, który miał zaproponować mu sponsorowanie filmu o Lechu Wałęsie.

Samorządowiec odniósł się do tych słów na Twitterze. "Zeznania Marcina P. są nieprawdziwe. Nie zabiegałem o spotkanie z nim. Nigdy się z nim nie spotkałem" - napisał samorządowiec.

P. mówił, że wśród inwestujących w Amber Gold były nazwiska Kopacz i Adamowicz. Zastrzegł, że może to być zbieżność nazwisk. Mówił też o "znanym polityku PiS" .

P. zrzuca odpowiedzialność na pracowników

- Moim zdaniem, wszyscy pracownicy, którzy nie zwolnili się sami ze spółki Amber Gold i OLT Express, powinni zasiąść na ławie oskarżonych. Zarzucany mi czyn w punkcie pierwszym i trzecim aktu oskarżenia, uważam, że tego nie popełniłem - powiedział P.

Uproszczenie sobie sytuacji do Marcina P. i Katarzyny P. jest śmieszne. Bez analizy kompleksowej spółki Amber Gold nie ma możliwości stwierdzenia, czy doszło, czy nie doszło do oszustwa

- Bieżąca działalność spółki była zorganizowana, przejrzysta i klarowna. Stosownie do funkcjonowania spółki istniała struktura organizacyjna, regulamin porządkowy. Spółka dzieliła się na chyba 8 departamentów, każdy z nich miał swojego dyrektora - wymieniał

Uderza w śledczych

Marcin P. mówił, że w początkowej fazie śledztwa zarówno prokuratorzy, jak i funkcjonariusze ABW traktowali go "humanitarnie". - Po przeniesieniu sprawy do Łodzi atmosfera zaczęła się zmieniać. Nie chciałbym wysnuwać zbyt daleko idących wniosków, ale odniosłem wrażenie, że nikomu nie zależy na prowadzeniu tej sprawy - mówił P.

Szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała czy P. ma wiedzę, by jego zatrzymanie było przez kogoś opóźniane. - 15 sierpnia 2012 do Amber Gold weszło ABW, by zabezpieczyć dokumenty, złoto, materiały elektroniczne. Zabezpieczanie materiałów trwało trzy dni, bardzo długo trwało kopiowanie dysków, gdyż nie potrafiono tego zrobić. Albo inaczej: nie chciano tego zrobić, tak jak powinno się zrobić - powiedział P. Dodał, że jego zdaniem to było celowe działanie.

- Wezwanie wręczył mi w domu funkcjonariusz ABW, na półtora tygodnia przed aresztowaniem, z informacją taką, że mam się przygotować, że pójdę siedzieć - dodał.

I w dominikanów

Druga część przesłuchania zaczęła się od pytania czy P. korzystał kiedyś z pomieszczeń klasztoru dominikanów. Zaprzeczył, mówił, że chodził na nabożeństwa. Przyznał jednak, że Amber Gold przekazała duchownym pieniądze.

Dyscyplinuje posłów

Andżelika Możdżanowska z PSL drążyła, jak finansowane były linie OLT Express. 

Pani nie rozumie podstawowych pojęć ekonomicznych i zadaje pani bardzo głupie pytania, które dążą do oczerniania mnie i mojej żony

- powiedział podirytowany P.

W pewnym momencie zapytał czy posłanka jest głucha. 

Pytany czy jest w sporze z którymkolwiek członkiem komisji, zaprzeczył.

Widzę państwa po raz pierwszy w życiu, oprócz pana Suskiego, którego spotkałem kiedyś w sklepie

- powiedział Marcin P.

Przesłuchanie w sądzie, nie w Sejmie

 
Sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold przesłuchała założyciela i szefa gdańskiej piramidy finansowej Marcina P. w Sądzie Okręgowym w Warszawie, dokąd trafił z gdańskiego aresztu. 

Afera Amber Gold

Amber Gold to założona w 2009 r. przez Marcina P. spółka, która miała zajmować się inwestycjami m.in. w złoto. Oferowała klientom lokaty o wysokim w porównaniu do bankowych produktów oprocentowaniu - nawet do 16,5 procent w skali roku. Amber Gold była także głównym udziałowcem tanich linii lotniczych OLT Express. Już w 2009 r. Komisja Nadzoru Finansowego alarmowała, że Amber Gold nie ma zezwolenia na wykonywanie czynności bankowych. W 2012 r. spółka została zlikwidowana.

Kilkanaście tysięcy poszkodowanych

Jak oceniają śledczy, poszkodowanych mogło zostać 19 tys. osób, które nie odzyskały swoich pieniędzy. Straty szacuje się na ok. 851 mln złotych. Marcin P. trafił do aresztu w sierpniu 2012 r., Katarzyna P. - w kwietniu 2013 r. W marcu 2016 r. przed gdańskim sądem rozpoczął się proces. Obojgu małżonkom grozi 15 lat więzienia. Małżeństwo P. jest oskarżone m.in. o oszustwo i pranie brudnych pieniędzy. Oboje nie przyznają się do winy. W 2015 r. Katarzyna P. urodziła dziecko, które miała począć z jednym ze strażników więziennych.

Głuchy telefon na sejmowej komisji: "Pani Małgosiu, Pani napisze smska, to oddzwonię"

Na pewno wiesz, na którym kontynencie znajdują się te państwa. Poznasz je tylko po konturze?
1/20Które euroazjatyckie państwo przedstawia grafika?
Zobacz także
Komentarze (149)
Marcin P. obwiniał wszystkich oprócz siebie. Co jeszcze wiemy po przesłuchaniu
Zaloguj się
  • westgreg

    Oceniono 11 razy 11

    Poseł Brejza wykazał w czasie przesłuchania P. przed komisją, że współtwórcami Amber Gold był Rydzyk z Biereckim.

  • Dysk Galaktyka

    Oceniono 30 razy 6

    Wyborcy PiSu już dawno wiedzieli czym jest PO, PSL. To synonim zdrady, złodziejstwa, folksdjoctwa.
    Wolałbym podać rękę tajskiej prostytutce z q ta sem niż przywitać się z Tuskiem czy Schetyną.

  • szulgus

    Oceniono 27 razy 5

    P. opowiadał, że Michał Tusk miał pierwotnie zostać zatrudniony w Amber Gold, na co jednak się nie zgodził. Chciał pracować w spółce OLT Express. - Nie pamiętam, jaki podawał powód - mówił.

    Po chwili P. przypomniał sobie, że Michał Tusk miał wówczas kredyt hipoteczny i "potrzebował stałego źródła dochodu".
    ==========================================
    jest jeden który posłuchał rady Bula Gajowego czyli "weź kredyt, zmień pracę" buehehehehehe
    Amber Gold powstało żeby Józef Bąk mógł spłacić kredyt hipoteczny

  • jozbieszczad

    Oceniono 41 razy 5

    W skrócie

    1.Michał Tusk to jedyny znany przypadek zatrudnienia w Lotnisko Gdańsk i OLT jednocześnie.
    2.Zasiadał na fotelu prezesa 7 spółek będąc karanym
    3.Powiązania z kancelarią premiera vide Cichocki
    4.Nazwiska Adamowicz i Kopacz jako inwestorów plus 28 innych wysoko postawionych polityków .
    5.Sponsorowanie kwotą 3,5 mln zł filmu o Wałęsie (jak pomyślę w jaki sposób zebrano pieniądze na "Wołyń"
    6. Wiedział kiedy będzie miał założone podsłuchy
    7.Wiedział kiedy będzie miał wizytę ABW
    8.Dostał księgi LOT do wglądu
    9.Jedyna gazeta ,która odmówiła umieszczania reklam to "Puls biznesu (agora wzięła)
    10. Poseł Brejza " poległ" też w KO.

  • jozbieszczad

    Oceniono 33 razy 5

    W skrócie

    1.Michał Tusk to jedyny znany przypadek zatrudnienia w Lotnisko Gdańsk i OLT jednocześnie.
    2.Zasiadał na fotelu prezesa 7 spółek będąc karanym
    3.Powiązania z kancelarią premiera vide Cichocki
    4.Nazwiska Adamowicz i Kopacz jako inwestorów plus 28 innych wysoko postawionych polityków .
    5.Sponsorowanie kwotą 3,5 mln zł filmu o Wałęsie (jak pomyślę w jaki sposób zebrano pieniądze na "Wołyń"
    6. Wiedział kiedy będzie miał założone podsłuchy
    7.Wiedział kiedy będzie miał wizytę ABW
    8.Dostał księgi LOT do wglądu
    9.Jedyna gazeta ,która odmówiła umieszczania reklam to "Puls biznesu (agora wzięła)
    10. Poseł Brejza " poległ" też w KO.

  • kibolbandyta

    Oceniono 24 razy 4

    Amber Gold to jeden z jaskrawych symboli rządów PO i Donalda Tuska.
    Szkoda, że są tacy co chcą powrotu to "amber gold" czytaj KOD, UBywatele SB i im podobni.

  • asperamanka

    Oceniono 8 razy 4

    A czego się spodziewaliście? Marcin P. wie doskonale, że jeśli powie o jedno słowo za dużo, to się powiesi w celi na sznurówkach od drewniaków. Może siedzenie na nodze od taboretu i dokładny manicure przywróciły by mu pamięć, ale też nie na pewno.

  • losiu4

    Oceniono 11 razy 3

    "- Czy świadek był słupem? - pytał poseł Nowoczesnej Witold Zembaczyński. - Odmawiam odpowiedzi na to pytanie - powiedział P. - Czyli nie zaprzecza pan? - dopytywał poseł. P. znów odmówił odpowiedzi."

    i tu tkwi clou programu. Tak go zadaniowali oficerowie prowadzący (prawdopodobnie ze wsi którą starał się pogonić Macierewicz), teraz będzie mówił na prawo i na lewo kto to nie był umoczony, a winnych najprawdopodobniej wymienił na początku, by rozmyć odpowiedzialność. Dzięki temu uniknie wizyty seryjnego samobójcy przynajmniej przez jakiś czas i zyska wdzięcznośc m.in. czerskiej i przekreciazy z pełowni

    Pozdrawiam

    Losiu

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje