18+
Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Mam co najmniej 18 lat. Chcę wejść
Nie mam jeszcze 18 lat. Wychodzę

Nigeryjczyk oskarża strażników aresztu o pobicie. Prokuratura: Nie ma na to żadnych dowodów

"Jeden ze strażników zdjął mi spodnie i bieliznę i swoją pałką próbował spenetrować mój odbyt. Nie mogłem się bronić i po chwili to mu się udało" - zeznaje Joseph K., osadzony w areszcie na warszawskiej Białołęce. Śledczy nie dają wiary zeznaniom Nigeryjczyka, prokuratura umarza śledztwo. Mężczyzna nie odpuszcza. W grudniu sąd rozpatrzy jego zażalenie.

34-letni Nigeryjczyk Joseph K. przyjechał do Polski na studia z zakresu biznesu i administracji sześć lat temu. Jest przedsiębiorcą, zajmuje się m.in. importem i eksportem towarów.

Z jego relacji wynika, że w 2015 r. trafił na dwa miesiące do aresztu po tym, jak okazało się, że może być zamieszany w handel kradzionymi autami. Mężczyzna twierdzi, że sam padł ofiarą oszusta, od którego kupił samochód. Jak mówi, częściowo przyznał się przed sądem do winy, by “za radą prawnika zakończyć sprawę”. W ramach kary nosi na nodze elektroniczną bransoletę.

W 2016 r. znów trafia do aresztu, tym razem pod zarzutem próby założenia konta w banku na fałszywy dokument i próby przekupienia funkcjonariuszy policji. Ponownie przekonuje, że zaufał nie tym osobom, co trzeba. Spędza w areszcie ponad rok. W lutym 2018 r. ostatecznie wychodzi na wolność.

W trakcie pobytu w areszcie Nigeryjczyk uskarża się na bóle głowy. Czasem uderza głową o ścianę, bo twierdzi, że to mu pomaga. Miewa również bóle żołądka, cierpi na brak apetytu.

Jak czytam w aktach sprawy Josepha K., badania nie wykazują niepokojących zmian. Najprawdopodobniej dolegliwości mają tło psychiczne. Pod koniec października próbuje popełnić samobójstwo. Tłumaczy, że powodem jest ból, którego nie wytrzymuje. Jeden ze strażników w zeznaniach przywołuje słowa kolegi Josepha K. z celi, który twierdził, że Nigeryjczyk chciał w ten sposób zwrócić na siebie uwagę.

2 listopada Joseph K. odmawia jedzenia. Twierdzi, że to z powodu problemów zdrowotnych. Strażnicy uważają jednak, że to dlatego, że jest niezadowolony z umieszczenia w celi objętej całodobowym monitoringiem. Dzień później znów przyjmuje posiłki.

Z dokumentów aresztu wynika, że 2 grudnia ponownie przestaje jeść (Joseph K. podaje datę 1 grudnia). Wyjaśnia strażnikom, że to nie strajk głodowy, ale brak apetytu spowodowany złym samopoczuciem. 5 grudnia 2016 r. trafia na badanie do ambulatorium. 

Incydent z nożyczkami

Joseph K.: Od rana czułem się źle. Nie mogłem pić i jeść, miałem ból żołądka.

W ambulatorium oprócz strażnika sierż. Michała T. znajdują się pielęgniarka Justyna M. i lekarka Marta P.

Zeznania pielęgniarki Justyny M.: Wzięłam ciśnieniomierz i założyłam osadzonemu na ramię, ale on go odpiął i rzucił na podłogę. Podniosłam ten ciśnieniomierz, osadzony coś mówił po angielsku, ale nie wiem, co. Doktor Marta P. sama wzięła ciśnieniomierz i wykonała badania pomiaru ciśnienia krwi u osadzonego.

Joseph K. przedstawia tę sytuację inaczej. Twierdzi, że nie miał siły trzymać wyciągniętej ręki, bo było mu słabo po kilku dniach bez jedzenia. - Pielęgniarka poprosiła mnie, abym dał swoją rękę, ale nie miałem siły jej podać. Zdenerwowała się, chwyciła mnie za rękę i na siłę próbowała mi zmierzyć ciśnienie. Zabrałem rękę. Aparat spadł na podłogę  - mówi.

Wszyscy zgodnie przyznają za to, że badanie ciśnienia bez większych problemów czy niechęci ze strony Nigeryjczyka wykonała lekarka. 

Joseph K.: Zauważyłem, że pielęgniarka ma w górnej kieszeni fartucha kieszonkę, w której miała długopis i małe nożyczki. Chciałem obciąć sobie brodę. Nie pomyślałem, aby o nie poprosić, to był błąd wynikający z bardzo złego samopoczucia. Sięgnąłem bardzo powoli do tej kieszeni, pielęgniarka uderzyła mnie w rękę i wtedy wszystko wypadło z tej kieszonki. Chciałem pozbierać te rzeczy z podłogi, ale ona była szybsza, odepchnęła mnie i przytrzymała przy ziemi, a potem zostałem obezwładniony przez strażnika.

Mężczyzna dodaje, że “chciał przeprosić za tę sytuację, ale nikt go nie słuchał”. Podkreśla, że jego zachowanie było spowodowane właśnie dużym osłabieniem. 

Pielęgniarka Justyna M.: Osadzony zerwał się z kozetki w moją stronę i chwycił za fartuch z przedniej części, gdzie w kieszonce miałam nożyczki i długopisy. Nożyczki osadzony mi wyrwał z fartucha, ale  wypadły mu na podłogę. Osadzony rzucił się za tymi nożyczkami w stronę, gdzie upadły. W tym czasie oddziałowy Michał T., który stał przy drzwiach ambulatorium, zareagował i obezwładnił osadzonego.

Lekarka Marta P.: Osadzony nagle zerwał się z miejsca i zaatakował Justynę M., złapał za nożyczki mieszczące się w fartuchu medycznym pielęgniarki. Te nożyczki upadły w stronę wagi. Krzyknęłam do niej, żeby uważała. Oddziałowy obezwładnił osadzonego, który stawiał bardzo duży opór. Wybiegłam z ambulatorium i usiłowałam szukać pomocy. 

Sierż. Michał T.: Bardzo się rzucał, był agresywny i próbował się przez długi czas wyrywać.

Z ustaleń prokuratury wynika, że na miejscu pojawiło się wkrótce potem pięciu funkcjonariuszy: kapitan Jerzy H., kapral Aleksander C.., młodszy chorąży Wojciech M., starszy chorąży Cezary G. i podporucznik Mateusz F. Josephowi K. założone zostają kajdanki, trafia do celi zabezpieczającej. Zostaje przypięty do łóżka trzyczęściowymi pasami obezwładniającymi, które po kilkudziesięciu minutach zamienione są na kajdanki założone na trzymane z tyłu ręce. 

To oficjalne stanowisko aresztu i prokuratury. 

Nigeryjczyk utrzymuje jednak, że tuż po wyjściu lekarki i pielęgniarki z ambulatorium został przez strażników ciężko pobity.

Osadzony oskarża areszt

Joseph K.: Leżałem na ziemi na plecach, strażnik siedział mi na brzuchu. Byłem spokojny. Kazał mi się nie ruszać i nic nie mówić, wtedy otrzymałem od niego silny cios w twarz otwartą dłonią. Inny strażnik obrócił mnie twarzą do ziemi i założył mi na ręce metalowe kajdanki, ciągnął mnie za łańcuch kajdanek do góry, przyciskając butem moje plecy, a później głowę. Pozostali strażnicy ciągnęli moje nogi do góry i swoimi pałkami uderzali mnie po gołych stopach. Jeden ze strażników naciskał mnie palcem w okolicy szczęki, zadając mi duży ból.

Mężczyzna twierdzi, że wpychano mu papierowe chusteczki do ust, żeby nie krzyczał, a gdy mdlał z powodu trudności z oddychaniem, miał być polewany wodą. Jeden ze strażników miał wręcz “stanąć” butem na jego głowie. 

Joseph K.: Jeden ze strażników zdjął mi spodnie i bieliznę i swoją pałką próbował spenetrować mój odbyt. Nie mogłem się bronić i po chwili to mu się udało. Spenetrował mnie tą pałką, podetknął pod nos i zapytał, jak pachnie. Potem jeszcze raz mnie spenetrował pałką, co skutkowało tym, że oddałem kał na swoje ubranie. Wkładano mi pałkę do ust i pytano, "jak smakuje, małpo?".  Słyszałem, jak na pałkę z kałem mówili, że to afrykański banan. Krzyczeli coś w stylu: “dajcie mu afrykańskiego banana”.

Podpor. Mateusz F.: Używaliśmy jedynie siły fizycznej w postaci technik obezwładniających transportowych, gdyż osadzony nie stosował się do wydawanych poleceń, był agresywny, podburzony i stawiał opór. Nie był przez nikogo bity rękoma, czy pięściami po głowie, ani innych częściach ciała. Nie używaliśmy pałki służbowej, ani podczas zajścia, ani podczas umieszczania go w celi. 

Kpr. Aleksander C.: Żaden funkcjonariusz nie używał wobec osadzonego dodatkowej siły fizycznej czy przemocy. Nie był ugadzany ani kopany w mojej obecności i ja niczego takiego nie widziałem.

Mł. chor. Wojciech M.: Osadzony na nic się nie skarżył, kiedy próbowałem rozmawiać z nim w ambulatorium.

St. chor. Cezary G.: Nie widziałem, aby funkcjonariusze bili lub kopali tego osadzonego, nie było także innych aktów przemocy. Nikt także nie obrażał słownie osadzonego.

Nigeryjczyk twierdzi, że miał być następnie podniesiony za łańcuch w kajdankach i zaprowadzony do izolatki, gdzie, jak mówi, “nic mu nie robiono”. Potwierdza to notatka służbowa zawierająca analizę nagrań kamer z celi. Na żadnej z nich nie było widać “aktów pobicia czy wykorzystywania więźnia”. W ambulatorium monitoringu nie ma.

W aktach znajduję informację, że komisja penitencjarna uznała mężczyznę za “niebezpiecznego osadzonego”. Zapada decyzja o przetransportowaniu go do Aresztu Śledczego w Radomiu. 

Joseph K. przekonuje, że miał być też bity z otwartych dłoni po twarzy i uderzony w żebra w celi, w której oczekiwał na transport do Radomia. Twierdzi, że pękło mu jedno z żeber. - Gdy upadłem, kopano mnie tak, żeby nie było śladów. Następnie postawiono mnie pod ścianę i jeden ze strażników mocno przyciskał mi do niej rękę. Myślę, że chciał mi wyłamać nadgarstek - opowiada.

Psycholog działu penitencjarnego i inspektor działu ochrony piszą potem w sprawozdaniu z przeprowadzonych czynności, że Joseph K. “przejawia całkowity brak krytycyzmu wobec siebie i swojego postępowania”, sugerują, że jednym z powodów mogą, ale nie muszą, być czynniki psychopatologiczne. 

Przyznają jednak w dokumencie, że do tej pory Joseph K. “nie był konfliktowy ani agresywny wobec otoczenia”, a “zachowania agresywne przejawiał głównie wobec siebie”. 

Joseph K. z pobytu w areszcie w Radomiu jest zadowolony. Twierdzi, że jest tam dobrze traktowany i nikt go nie bije. W styczniu 2017 r. składa zeznanie o pobiciu, do którego miało dojść w białołęckim areszcie. Zostaje wszczęte prokuratorskie śledztwo. 

Areszt: Doszło do niewielkich uchybień

Wewnętrzne postępowanie wyjaśniające przeprowadzone w areszcie na Białołęce wykazuje, że “środki przymusu bezpośredniego stosowane były w sposób praworządny, z poszanowaniem godności osobistej osadzonego”. 

Stwierdzono jednak uchybienia. St. chor. Cezary G. nie użył kamery przenośnej, by zarejestrować zastosowanie środków przymusu bezpośredniego wobec Josepha K. 

Powód? Kamera na początku służby miała być sprawna, ale gdy strażnicy próbowali ją włączyć tuż przed podjęciem czynności, “okazało się, że nie można jej uruchomić”. Przyczyną miała być awaria akumulatora. 

Uznano też, że sierż. Michał T. dokonał “niedbale” kontroli pobieżnej Josepha K. po wyjściu z celi mieszkalnej przed doprowadzeniem do ambulatorium. Strażnikowi wytknięto również m.in. to, że w trakcie drogi do ambulatorium chwilami miewał osadzonego za swoimi plecami, przez co “nie kontrolował i nie obserwował jego zachowania”. 

Ze sprawozdania wynika, że Joseph K. trafił do ambulatorium ok. godz. 11. O godz. 11.16 o obezwładnieniu mężczyzny przez sierż. Michała T.  wiedział już kpr. Aleksander C., który właśnie o tej porze udał się do oddziału mieszkalnego, w którym znajduje się ambulatorium. 

Cztery minuty później na oddziale pojawił się ppor. Mateusz F., minutę potem st. chor. Cezary G., o 11.34 mł. chor. Wojciech M., a po czterech minutach kpt. Jerzy H.

Ok. godz. 11.44 Joseph K. został wyprowadzony z oddziału mieszkalnego.

Może to wskazywać, że Nigeryjczyk od momentu obezwładnienia przez sierż. Michała T. spędził w ambulatorium z funkcjonariuszami ponad 20 minut. 

Zobacz także: Korytarz ratunkowy jest przeznaczony dla karetek. Nie blokuj go, bo sam możesz kiedyś potrzebować pomocy

Prokuratura umarza śledztwo

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście w czerwcu 2017 r. wydaje postanowienie o umorzeniu. W uzasadnieniu czytamy, że “zeznania wszystkich świadków korelują ze sobą”, a drobne sprzeczności spowodowane są najpewniej “dynamiką zdarzenia”. 

Śledczy wyciągają wniosek, że “wszystkie działania podejmowane przez funkcjonariuszy Służby Więziennej były zgodne z obowiązującymi przepisami”.

Prokuratura wskazuje, że Joseph K. przed umieszczeniem w celi zabezpieczającej oraz podczas badania po pobycie w niej “nie zgłaszał żadnych dolegliwości fizycznych i nie wskazywał na żadne uszkodzenia ciała, również lekarz nie zauważył żadnych takich objawów w trakcie przeprowadzonych badań”.

W uzasadnieniu nie ma informacji o tym, że ok. ośmiu godzin po zdarzeniu Joseph K. trafił na badania do szpitala w Radomiu. Lekarz na karcie informacyjnej w polu “epikryza” wpisał “stan po pobiciu”. 

“[Pacjent - red.] zgłasza ból okolicy lewego łuku żebrowego, stopy lewej oraz okolicy odbytu” - czytamy. Stan ogólny zakwalifikowany został jako “dobry”, odnotowano jednak “tkliwość palpacyjną lewego łuku żebrowego”, “stopę lewą bolesną palpacyjnie”. 

Brak uszkodzenia zwieraczy lub krwawienia w okolicach odbytu. RTG żeber nie wykazało “uchwytnych zmian pourazowych”, podobnie jak RTG stopy.

Lekarz zapisał Josephowi K. leki przeciwbólowe i przeciwzapalne, a także znieczulające żele (w tym jeden do stosowania przy odbycie). 

Postanowienie o umorzeniu śledztwa z 2017 r. prokuraturze udaje się dostarczyć Josephowi K. dopiero po ponad dwóch latach, chociaż Nigeryjczyk utrzymuje, że śledczy cały czas dysponowali jego prawidłowym adresem. 

Mężczyzna kilka dni później - we wrześniu 2019 r. - składa zażalenie na decyzję o umorzeniu. Uważa, że śledczy nie zbadali wszystkich dowodów w sprawie, m.in. nie wzięli pod uwagę wyników badań lekarskich, które potwierdzałyby wersję o “agresji pracowników aresztu śledczego”.

Joseph K. domaga się też przesłuchania mężczyzny, z którym tuż przed wizytą w ambulatorium siedział w areszcie. Znajomy Nigeryjczyka z Białołęki mówi nam, że widząc złe samopoczucie Josepha K. wspólnie z innymi osadzonymi napisał list do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Twierdził w nim, że strażnicy bagatelizują stan zdrowia Josepha K. i źle go traktują. Mężczyzna uważa, że list w ogóle nie został wysłany przez areszt, bo więźniowie nie dostali żadnego pokwitowania.

Znajomy Josepha K. z celi: Kiedyś oddziałowy powiedział Josephowi, że "nie widzi, żeby go bolała głowa". Strażnicy uważali, że symuluje. Był dla nich uciążliwy, denerwowało ich to, że musieli z nim chodzić do lekarza. Niechęć, to mało powiedziane. Strażnicy bardzo nie lubią, kiedy ich się wzywa. Historia opowiedziana przez Josepha jest bardziej pewna niż niepewna. Nie takie historie słyszałem. Sam kiedyś dostałem wpierdol od czterech albo pięciu strażników.

Sąd wyznacza termin posiedzenia w sprawie rozpoznania zażalenia na 6 grudnia. 

Policja: Nie doszło do naruszenia nietykalności pielęgniarki

W sprawozdaniu aresztu napisano, że Joseph K. usiłował dokonać “zamachu na życie lub zdrowie” Justyny M. i miał “zamachnąć się nożyczkami w jej kierunku” (choć ani pielęgniarka, ani lekarka, ani sierż. Michał T. w zeznaniach o “zamachnięciu się” nie mówią).  

Josephowi K. nie są jednak stawiane żadne zarzuty w sprawie incydentu w ambulatorium. Policja umarza dochodzenie dotyczące ewentualnego naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego. 

W uzasadnieniu czytamy, że musiałoby dojść do “umyślnego i bezpośredniego działania sprawcy w celu bezprawnego dotknięcia innej osoby w sposób obraźliwy, kłopotliwy czy po prostu niepożądany”. 

“Podstawą ukarania sprawcy jest nastąpienie skutku, który nie musi łączyć się z bólem pokrzywdzonego, jednakże [skutek - red. ] musi być fizyczny” - brzmi treść uzasadnienia. 

Psychiatra o stanie zdrowia Nigeryjczyka

Joseph K. twierdzi, że pobyt w areszcie śledczym na Białołęce wywołał u niego ogromną traumę. Na dowód przedstawia opinię psychiatry, pochodzącą z lutego tego roku. Z opinii wynika, że mężczyzna trafił na konsultację pierwszy raz w listopadzie 2018 r. z powodu pogorszenia stanu psychicznego, które miało być wywołane według jego relacji “pobiciem i nadużyciem seksualnym przez strażników”. Objawy wskazują na przewlekły stres pourazowy PTSD. 

Psychiatra: Pan Joseph nie prezentował objawów psychotycznych. Był w umiarkowanie obniżonym nastroju i napędzie psychoruchowym. Relacjonował obecność wolnopłynącego lęku, a na jego tle występowanie napadów paniki (zwłaszcza przy zetknięciu się z bodźcami, które kojarzyły się z przeżytym traumatycznym zdarzeniem), relacjonował uczucie stałego wewnętrznego napięcia, czujność, brak poczucia bezpieczeństwa. 

W listopadzie 2018 r. wobec braku informacji od prokuratury Joseph K. informuje o swojej sprawie Rzecznika Praw Obywatelskich. Trzy miesiące później dostaje odpowiedź, że RPO “podjął do badania zarzut dotyczący pobicia przez funkcjonariuszy SW”. Jak dowiedzieliśmy się w biurze, dotychczas nie dokonano żadnych ustaleń. 

O finale tej sprawy - grudniowej decyzji sądu, a także ewentualnych wnioskach biura Rzecznika Praw Obywatelskich będziemy informować w kolejnych tekstach.

Imiona i niektóre inicjały bohaterów tekstu zostały zmienione. 

Więcej o: