W Jaworznie od miesięcy nikt nie zginął na drodze. "To zamyka gęby tym, co chcą 'pozapier***ać'"

"Debile nastawiali znaków ograniczeń prędkości, a przecież da się tu jechać szybciej i bezpiecznie - myślą polscy kierowcy. I zabiją w ten sposób ponad trzy tysiące osób. W tym siebie" - pisze w felietonie Tomasz Tosza, zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Jaworznie. To właśnie w tym mieście niemal od roku nikt nie zginął w wyniku wypadku drogowym.

Ale czy problem tkwi w głowach kierowców? Po części tak. Ale większa odpowiedzialność jest po stronie tych "debili", którzy zarządzają drogami. Zamiast stawiać znaki z ograniczeniami, można przecież drogi budować tak, żeby nie dało się "szybciej i bezpieczniej" niż tyle, co wymagają przepisy.

Kilkanaście lat temu w Jaworznie zmieniliśmy filozofię budowania miasta. Sześć lat temu ogłosiliśmy, że jedziemy drogą Vision ZERO – na ulicach ma nie ginąć nikt. Zero ofiar śmiertelnych. Trzy lata później od maja 2016 roku do stycznia 2018 w blisko stutysięcznym mieście nie zginął nikt. Dziś, od jedenastu miesięcy, nie mieliśmy nawet ciężko rannych.

Dekadę temu mieliśmy ofiarę śmiertelną co miesiąc. Wypadków z rannymi było ponad sto rocznie. Rzecznik jaworznickiej policji śmieje się, że dziś policjant z Wydziału Ruchu Drogowego może nawet zapomnieć, jak wypełnia się protokół wypadku - jeśli nie zdarzyło mu się do niego być wezwanym ani razu w roku? Bywa.

Zdążysz przejechać skrzyżowanie na żółtym? Tym kierowcom też się tak wydawało. Zobacz nagrania z kamery monitoringu w jednym z polskich miast:

Czy można było uratować młodego człowieka, który w pijackim widzie próbował pokonać skrzyżowanie dwupasmowej drogi w poprzek, kiedy kilkanaście metrów dalej miał sygnalizację świetlną, która zatrzymałaby mu czerwonym światłem samochody? Albo motocyklistę, który próbował moment obrotowy silnika rozpędzając się grubo do ponad setki na godzinę tak, że skręcający na posesję samochodem kierowca nie miał szansy dostrzec zbliżającego się punkcika? Albo starszego pana na pasach samym w centrum Jaworzna, bo kierująca rozmawiała przez telefon?

W takich okolicznościach przydarzyły się śmiertelne wypadki w mieście. Pierwszego nie mogliśmy uratować, nie mogliśmy nic zrobić. Ale gdyby stara Grunwaldzka byłaby przebudowana tak, jak na przykład Bielańska, albo nawet jak Wiejska, to motocyklista nie wpadłby na pomysł, by wykorzystać drogę jak prostą na torze i by żył.

W przyszłym roku będziemy Grunwaldzką kameralizować. Tak jak zrobiliśmy to z ulicą Podwale, gdzie w rejonie przystanku zginęła starsza pani, która miała za daleko do przejścia dla pieszych. Dziś na tej ulicy nie ma szans, by doszło do takiego wypadku. Jezdnia w jego miejscu ma 5 metrów szerokości mniej, przejście jest przeniesione bliżej i doświetlone wertykalnymi lampami, które wydobywają z mroku postać pieszego. Wcześniej jest wyniesione przejście dla pieszych, dalej wyniesione skrzyżowanie. "Szybko ale bezpiecznie" nie da się tam jechać więcej niż 40 km/h.

"Politycy boją się ukamienowania"

Ludzie nie giną dlatego, że wiedza na temat tego, jak należy budować bezpieczne drogi jest tajemna. Często nawet politycy wiedzą, co należy zrobić, tylko boją się, że efekty zmiany podejścia do przebudowy dróg nie zdążą się pojawić przed wyborami, a kierowcy ich do tego czasu ukamienują.

Gdy pojawia się w Jaworznie nowy projektant drogowy, to praktycznie bez wyjątku pierwsza rozmowa na temat tego, jak ma wyglądać przebudowana ulica, wygląda tak: - Naprawdę? Chcecie, żeby wam to narysować tak naprawdę?

I mówią to z uśmiechem na twarzy i z ogniem w oczach. Zdziwieni, że rozmawiają z ludźmi, którzy nie są strażnikami Świętej Przepustowości i wyznawcami Błogosławionych Miejsc Parkingowych. Bo oni wiedzą, jak zaprojektować bezpieczne drogi, tylko nikt od nich tego nie oczekuje. Samochód jest władcą i należy mu nieba przychylić.

Gdzie indziej nawet ludzie odpowiedzialni za zarządzanie drogami kierują się oportunizmem – skoro politycy oczekują poprawy płynności ruchu, to należy włączyć "mamtowdupizm" zamiast narażać się na dywanik u dyletanta, który uważa, że posiadanie prawa jazdy daje mu wystarczające kompetencje do wypowiadania się o tym, jak mają wyglądać drogi.

"Nie mamy wpływu na wysokość mandatów. Tylko na kształt infrastruktury"

Na drogach znają się wszyscy. Znaki ustawiają debile. A projektują durnie. Taka jest powszechna opinia wśród kierowców. W Polsce. Dokładnie ci sami ludzie po przekroczeniu granicy ze Słowacją nagle przestają "zapier...ć", bo pokuta wynosi kilkaset euro, a ze słowackim policjantem się nie dogadasz. Najwyżej dowiesz, gdzie najbliższy bankomat jest. Słowacy do 2007 roku jeździli i zabijali się dokładnie tak, jak Polacy. Nagle drastycznie spadła liczba wypadków i ofiar. Wystarczyło kilkakrotnie podnieść wysokość mandatów. Ale w Jaworznie nie mamy wpływu na wysokość mandatów. Tylko na kształt infrastruktury.

Ludzie giną na polskich drogach z powodu złych decyzji polityków i złego przykładu, jaki oni dają. Nie rozumiem, dlaczego nie wprowadzono dotąd zasady, jaka obowiązuje we Francji, że winnym potrącenia pieszego na przejściu dla pieszych jest zawsze kierujący pojazdem. Zawsze. 

Wiem, że to brzmi drastycznie, ale dzięki temu przepisowi we Francji wyeliminowano praktycznie śmiertelne potrącenia pieszych. Tak to działa. Odpowiedzialność przerzucona jest na kierowców, bo to oni prowadzą maszyny, które mają zdolność do zabijania. Nagle okazało się, że piesi zakończyli zjawisko wtargnięcia tuż przed nadjeżdżający pojazd.

Pół miliarda złotych na system dróg

Zaczęło się od tego, że drogi w Jaworznie były beznadziejne. Międzynarodowa droga rozcinała ścisłe centrum, biegła przez Rynek. Na wylocie miasta wąskie gardło przez osiedla mieszkaniowe. Do tego tragicznie rozpoczęta budowa obwodnicy dla tranzytu, choć prawdziwym problemem był ruch wewnętrzny. I jeżdżące trupy autobusów ściągnięte z Zachodu. I to była szczęśliwa okoliczność. Lepiej zaczynać od zera, niż po zmarnowaniu dziesiątków milionów złotych na drogi, gdzie bogiem jest samochód.

Kilkanaście lat temu w sali narad urzędu wisiała duża mapa pokreślona flamastrami z przebiegami nowych dróg. Wziętymi najczęściej z... czapy. Jak sobie pan Tadziu z panem Januszem wyobrażali transport. Na szczęście wpadła Najwyższa Izba Kontroli i poleciła zlecić Studium Komunikacyjne inżynierom od transportu. I ono powstało bez ingerencji polityków. Miasto stało pod ścianą i jedyne, co mogło zrobić, to zrealizować pomysły inżynierów od dróg.

Wydaliśmy łącznie pół miliarda złotych budując system dróg na nowo. Tranzyt wewnętrzny wyrzucony został na obwodnice, gdzie szansa napotkania pieszego została zminimalizowana, a ruch lokalny został skameralizowany i ściśnięty na węższych drogach pełnych szykan, jakichś przebruków, delikatnych utrudnień, które wzmagają uwagę kierowców. Liczba ofiar spadła po raz pierwszy, gdy pojawił się system obwodnic. Ale chcieliśmy miasta wygodnego, ciekawego, przyjemnego dla ludzi, więc przebudowywaliśmy ulice i wzmacnialiśmy transport publiczny. I to zaczęło działać.

"Chcesz mieć korki - buduj parkingi"

A miejsca parkingowe? Sporej części w śródmieściu się pozbyliśmy z przestrzeni publicznych. Główne parkingi trafiają pod ziemie, do ciemnych nor. Nie mamy płatnych parkingów, ani jakiegoś dramatycznego problemu braku miejsc parkingowych (gorzej jest na osiedlach, a zarządcy budynków się nie poczuwają, że to ich problem, nie miasta). Zresztą taki problem nie istnieje w ogóle. Źle jest opisany. To nie miejsc parkingowych brakuje, ale mamy nadmiar samochodów. Póki tego nie zrozumie zarządca dróg, to będzie sobie tylko generował problem.

Pięknie to wytłumaczył profesor Jan Gehl, który odmienił Kopenhagę – chcesz mieć korki – buduj parkingi. To działa również odwrotnie, ale opisane inaczej – nie chcesz mieć korków, to zaproponuj ludziom takie sposoby mobilności, żeby nie musieli mieć samochodów. Jak się zabiera ludziom transport publiczny, gdy tnie się linie, podnosi ceny, to na końcu tej drogi jest zawsze korek. A po drodze trupy.

Zamieniliśmy jedną ze śródmiejskich ulic, która była obrzydliwym ściekiem komunikacyjnym zawalonym samochodami, w woonerf – ulicę Mickiewicza. Na środku ulicy rosną teraz drzewa, obok jest szeroki na 8 metrów chodnik z ławkami, a samochodom zostało 3 metry w korytarzu ze słupków, żeby nie próbowały nawet zaparkować. Zaprojektowaliśmy tę drogę, nie wiedząc, że to nazywa się woonerf i zanim stało się to modne.

"Nie wymyśliliśmy niczego nowego"

Takim punktem zwrotnym, że coś się w głowach ludzi przestawiło, była sytuacja z "karnym kutasem", jaki dostał pewien prawnik, gdy zaparkował na trawniku przed kancelarią. Poszedł z żalami do lokalnej telewizji i gazety, potępiając nieznanych sprawców i domagając się ich ścigania. Kilkanaście godzin później błagał o usunięcie tego filmu z YouTube, bo jego historia rozniosła się po całym internecie i - eufemistycznie to opiszę - wszędzie dostawał wyrazy słusznego społecznego oburzenia za parkowanie w miejscu niedozwolonym. To było masowe. Z ludzi wyszło wkurzenie na samochody bezwładnie zastawiające przestrzeń.

W Jaworznie na drogach przestali ginąć ludzie - ale my nie wymyśliliśmy niczego nowego. Te wszystkie rozwiązania zostały sprawdzone w innych miejscach, które z problemem nadmiaru samochodów musiały się zmierzyć w latach 60. i 70. W Holandii dochodziło przecież do demonstracji i protestów społecznych z powodu ginących pod kołami samochodów dzieci.

Miasta Zachodu wyglądają dziś zupełnie inaczej niż 40 lat temu. Tryumf nowej urbanistyki jest niezaprzeczalny. Karta Ateńska ze swym prosamochodowym zachwytem powędrowała do piachu, zostawiając miasta z dramatycznymi problemami urbanistycznymi. Śmierć ludzi na drogach zaczyna się na etapie planowania przestrzennego. Bez planów nie da się przeprowadzić zmiany. Bez planów mamy rozpływanie się miast i nadmierną motoryzację. Kończy się korkami, a po drodze trupy. Udało się przekonać polityków lokalnych, że planowanie to podstawa. A potem konsekwencja.

"Nadmiar samochodów zabija"

Pamiętam zachwyt inżynierów transportu, że po 10 latach mogli ponownie zbadać miasto pod względem komunikacyjnym i z tego powodu, że po raz pierwszy badali miasto, gdzie plan inwestycji w drogi został zrealizowany i można było dowiedzieć się, czy prognozy ruchu były trafne. Odchylenia mieściły się w błędzie statystycznym. Czyli inżynieria transportu naprawdę działa, tylko trzeba zrozumieć, że mobilność miejska nie składa się tyle z praw naukowych, tylko niezrozumiałych dla niefachowców paradoksów.

Zobacz także: Jaworzno jak Skandynawia. Tu już wiedzą, co zrobić, żeby na drogach przestali ginąć ludzie >>>

Poszerzanie dróg nie działa. Ale zwykły człowiek tego nie zrozumie. Prędkość samochodu w układzie jest zależna od prędkości komunikacji publicznej. Gdy pozwolimy, by tramwaje jeździły wolno, to wolno pojadą samochody. Bo będzie ich więcej. Korki nie narastają liniowo, ale lawinowo. A miejsca i rozwiązania, które uważane są przez kierowców za niebezpieczne w rzeczywistości takie nie są.

Nie jesteśmy gatunkiem ewolucyjnie przystosowanym do prowadzenia pojazdów. Dlatego zabijamy nimi. Słabo widzimy w mroku, słabo na boki, nie potrafimy prawidłowo ocenić prędkości zbliżających się pojazdów. Łatwo nas zdekoncentrować, potrafimy być agresywni na drodze.

Ci, którzy zabijają na ulicach, tego nie chcą przecież. Jechali do domu, spieszyło im się. Piesze były ubrane na ciemno. Dwie białe trumny ze zwłokami dziewczynek idą do ziemi. Przypadek. Los. Albo infrastruktura, która pozwoliła się temu przydarzyć. Gdyby w tym miejscu była wzbudzana sygnalizacja świetlna? Kierowcy łatwiej zauważyć czerwony sygnalizator niż pieszego.

Ale przepustowość? Święta – dodajmy. Ucierpi. Tylko do czego nam potrzebna jest przepustowość. Jeśli na drodze jest umiarkowana ilość samochodów, to przepustowość jest pomijalna całkowicie. Nadmiar samochodów zabija. Jadąc od korka do korka gnamy na złamanie karku by nadrobić stracony czas. Irracjonalne, ale kto z nas tego nie robił?

"Milczeć, durnie"

Nie ma społecznie akceptowalnej liczby wypadków śmiertelnych na drogach. Tylko wariat zgodziłby się z tezą, że w imię wygody podróżowania samochodem może ginąć w kraju wielkości Polski trzy tysiące osób rocznie. A w mieście wielkości Jaworzna 8 osób rocznie. Na zachodzie uznali, że celem jest zero trupów. Nazwali to Vision ZERO.

Ale najcenniejsze jest to, że tym wielkim ZEREM można zamknąć wydarte gęby tych, co chcą sobie po publicznych ulicach "pozapier....ać". Nie macie racji. Nigdy nie mieliście. A teraz milczeć durnie, bo wasze pomysły zabijają ludzi.

Mogą również zabić was.

Tomasz ToszaTomasz Tosza Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta

* Tomasz Tosza jest zastępcą dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów w Jaworznie, mieście, w którym od grudnia 2018 r. nie odnotowano ani jednego śmiertelnego wypadku. Tekst ukazał się pierwotnie 31 października na portalu Obserwatorgospodarczy.pl, republikowany w Gazeta.pl za zgodą autora. Tytuł tekstu i śródtytuły pochodzą od redakcji. 

Więcej o:
Komentarze (456)
W Jaworznie od miesięcy nikt nie zginął na drodze. "To zamyka gęby tym, co chcą "pozapier***ać"
Zaloguj się
  • obeznany

    Oceniono 73 razy 41

    "Słowacy do 2007 roku jeździli i zabijali się dokładnie tak, jak Polacy. Nagle drastycznie spadła liczba wypadków i ofiar. Wystarczyło kilkakrotnie podnieść wysokość mandatów." Dasię? Dasię.

    We Francji "winnym potrącenia pieszego na przejściu dla pieszych jest zawsze kierujący pojazdem. Zawsze. (...) Odpowiedzialność przerzucona jest na kierowców, bo to oni prowadzą maszyny, które mają zdolność do zabijania. Nagle okazało się, że piesi zakończyli zjawisko wtargnięcia tuż przed nadjeżdżający pojazd." Dasię? Dasię.

  • krynolinka

    Oceniono 64 razy 24

    Wczoraj wieczorem pani na rowerku śmignęła po przejściu dla pieszych, tak sobie..Nawet się nie spojrzała czy coś jedzie. Nie jechałam sto trzydzieści. Może dwadzieścia. Ciemny rower, ciemna kurtka. Jeżdżę i chodzę na piechotę. I czegoś takiego nie rozumiem.

  • Paweł F. NOWAK

    Oceniono 38 razy 18

    Trzeba zdecydowanie podwyższyć mandaty, które obecnie są śmiesznie niskie. Może jak zaboli kieszeń to wszyscy ci żenujący wyścigowcy zwolnią, uszanują przepisy.

  • hejeczka

    Oceniono 23 razy 17

    Szybka jazda po mieście nic nie daje i nie upłynnia ruchu a jedynie rodzi zagrożenie. Codziennie mam bekę z agresywnie jadących jełopów z sflaczałymi wackami, których spokojnie na luzie doganiam (i przeganiam) na kolejnych światłach.

  • cozano

    Oceniono 19 razy 13

    "Często nawet politycy wiedzą, co należy zrobić, tylko boją się, że efekty zmiany podejścia do przebudowy dróg nie zdążą się pojawić przed wyborami, a kierowcy ich do tego czasu ukamienują."
    W pierwszej kolejności politycy sami lubią sobie pojeździć "szybko ale bezpiecznie" i sami olejawają przepisy ruchu drogowego, nie wysilając się w ich poprawę. Mieliśmy okazję często to widzieć w kolizjach kolumn SOP, jak i idywidualnych wyczynach samych polityków, całkiem na świeżo wyczyny Zawiszy.

  • kms2x

    Oceniono 24 razy 12

    Jaworzno ma dwie obwodnice, w pobliżu, ale nie przez miasto przebiegają dwie autostrady i dwie drogi krajowe, obwodnice są na południe i na północ od centrum (nie autostrady o których pisałem ale zwykłe obwodnice). No i nic dziwnego, że liczba wypadków jest mała. To nietrudne.

  • adocne

    Oceniono 48 razy 12

    Sprawa jest prosta. Trzeba (zwlaszcza w mistach) definitywnie skonczyc z polityka, ze mistao jest dla samochodow. NIE!. Miasto ma byc dla ludzi! A wiec zadnych nowych parkongow w centrach, zadnych nowyych ulic. Wylaczanie ulic z ruchu, bardzo drogie parkowanie i wjazd do scislych centrow miast. I wysokie mandaty za lamanie przepsiow w miescie. Jaak mawial moj dziadek: " w tym kraju dziala tylko bat". Jezeli prosby nie skutkuja wymusic. I karac za lamanie zasad, surowo i bezwzglednie. Miasto dla LUDZI, a nie aut!

  • ars-derivatia

    Oceniono 18 razy 10

    Czytam felieton mądrego człowieka, który opowiada rzeczy oczywiste nawet dla studentów pierwszego roku planowania przestrzennego.

    Teraz czytam komentarze "ekspertów", do których oczywiście nic nie dociera i wiedzą lepiej a samochód traktują jako największą składową swojej tożsamości. Bez samochodu to przecież są tylko podludzie jacyś. Bidota i trędowaci.

    I zastanawiam się, dlaczego Polacy żywią taką niechęć do Rosjan. Akurat w tej kwestii mają identyczną mentalność. Furmana.

    Kraj z Azji wyjdzie, ale Azja z kraju nigdy.

  • petrczech1

    Oceniono 10 razy 8

    Brawo. W końcu mamy niezbity przykład, że da się zrobić miasto dla ludzi. Nawet wbrew oporowi społeczeństwa. Ciekawe swoją drogą, jak mieszkańcy Jaworzna obecnie odnoszą się do wprowadzonych rozwiązań komunikacyjnych? Dalej są niezadowoleni, czy raczej czują dumę, że ich miasto jest brane za wzór dla całej Polski i żaden z mieszkańców nie ginie pod kołami?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX