Sędziemu Zaradkiewiczowi może grozić kryminał. Akta sprawy zniknęły. "Prawdziwy prawny armagedon"

Według nieoficjalnych ustaleń "Dziennika Gazety Prawnej" sprawa sędziego Sądu Najwyższego Kamila Zaradkiewicza może zakończyć się w prokuraturze. Chodzi o akta postępowania, na podstawie których Zaradkiewicz zadał Trybunałowi Konstytucyjnemu pytania dotyczące legalności wyboru sędziów w Polsce. Zniknęły.

Sędzia SN Kamil Zaradkiewicz chciał dowiedzieć się od Trybunału Konstytucyjnego, czy sędziowie SN byli wybierani prawidłowo, skoro TK dwa lata temu uznał, że część przepisów o KRS była niekonstytucyjna (to Krajowa Rada Sądownictwa wskazuje kandydatów na sędziów).

Jak opisuje "DGP", jeżeli TK potwierdziłby wątpliwości Zaradkiewicza, to:

Mielibyśmy do czynienia z prawdziwym prawnym armagedonem. W efekcie pod znakiem zapytania stanęłaby legalność wszystkich orzeczeń wydanych przez takich sędziów.

Akta trafiły do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, a potem do TK, ale nie wiadomo, co się z nimi teraz dzieje.

Dariusz Zawistowski, jeden z prezesów SN, który kieruje Izbą Cywilną, powiedział w rozmowie z dziennikiem, że "nie wie", co się stało z aktami. - Oficjalnie, jako prezes Izby Cywilnej SN, co się stało z tymi aktami - nie wiem - przekonywał Zawistowski. Dodał, że w ostatni czwartek zażądał zwrotu akt z Izby Dyscyplinarnej, a później z TK.

Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. W piątek wysłałem podobne pismo także do TK. Naszym zdaniem bowiem akta zostały przekazane niezgodnie z prawem

- twierdzi Zawistowski. Stąd też nieoficjalne doniesienia, że władze SN mogą chcieć złożyć zawiadomienie do prokuratury.

Gdzie są akta sprawy Zaradkiewicza?

Sprawa nie jest jednak do końca czarno-biała. "Dziennik Gazeta Prawna" podnosi, że trochę racji ma też sędzia Zaradkiewicz, który postanowił przekazać akta, ponieważ prezes Izby Cywilnej SN "niedostatecznie szybko przekazał do TK sformułowane przez niego pytania prawne".

Tymczasem sędzia Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" nie ma takich wątpliwości, że Zaradkiewicz nie mógł rozporządzać aktami tej sprawy, a decydować o tym może tylko I prezes SN lub prezes Izby.

Zaradkiewicz pytania przedłożył 1 lipca, a ponieważ do 9 lipca nie było reakcji w jej sprawie, dlatego przekazał je dalej, bezpośrednio do Trybunału Konstytucyjnego.

Jak pisze w poniedziałkowym wydaniu "Dziennik Gazeta Prawna":

Na razie nikt z SN nie chce rozmawiać o ewentualnej odpowiedzialności karnej osób, które brały udział w całym zajściu. A to przede wszystkim dlatego, że do końca nie wiadomo, kto tak naprawdę podejmował konkretne czynności zmierzające do przekazania akt do TK. A aby to ustalić, najpierw akta muszą wrócić do SN. Z nieoficjalnych rozmów wynika jednak, że po zidentyfikowaniu osoby takie mogą się spodziewać kroków zmierzających do pociągnięcia ich do odpowiedzialności: czy to dyscyplinarnej, czy to karnej.
Więcej o:
Komentarze (203)
Kamilowi Zaradkiewiczowi może grozić kryminał. Akta sprawy zniknęły. "Prawdziwy prawny armagedon"
Zaloguj się
  • krynolinka

    Oceniono 102 razy 84

    Zrobiły pisiory burdel w systemie prawnym. Gdyby się ktoś pytał po co? A..żeby być bezkarnymi. Jakie to fajne i wygodne. Dla władzy wygodne.

  • def11

    Oceniono 68 razy 58

    Bolszewicka próba PiS-u destabilizacji konstytucyjnego i prawnego porządku w państwie.

  • antekpociecha

    Oceniono 46 razy 36

    Kamieni kupa...

  • pepe_papa

    Oceniono 41 razy 35

    Zniszczone nośniki CD, zaginione akta. Normalka w PiSim pastwie bezprawia.

  • munaciello

    Oceniono 47 razy 35

    O tym, co jest prawe i sprawiedliwe, decyduje Prawo i Sprawiedliwość.
    Rzekomo 18,6% elektoratu tak chciało, więc tak być musi.
    Co za kaczesyny.

  • odysej2012

    Oceniono 43 razy 33

    Lawirować można manipulując umysłami wyznawców - do czasu. W pewnym momencie pojawia się ściana faktów jakimi one są w rzeczywistości. Nie da się już powiedzieć, że zostali źle zrozumiani lub że "niezwłocznie" to sprawa indywidualnej oceny. Mam nadzieję, że kiedyś ONI, ORAZ pewna lubiąca zjeść posłanka odpowie za "Ja wiem, że to niezgodne z konstytucją ale będę głosowała za, bo jestem w pisie".
    Czy to zdrada stanu?

  • jacaja

    Oceniono 35 razy 31

    I to jest właśnie, pisiory, bandycka zmiana. Bolszewizm w czystej postaci. Prawo, ale tylko takie, które wam pasuje, kogoś się zamknie, kogoś się oczerni, czyjeś akta zginą. To już było, enkawudziści, chcecie nam zafundować powtórkę!?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX