11-miesięczny Szymon nie żyje. Rodzice twierdzą, że aparaturę odłączono bez ich zgody. Minister tłumaczy

W Szpitalu Dziecięcym przy ul. Niekłańskiej w Warszawie zmarł 11-miesięczny Szymon. Pełnomocnik rodziców dziecka poinformował media, że lekarze podjęli decyzję o odłączeniu chłopca od aparatury podtrzymującej życie wbrew ich woli. Sprawa zrobiła się głośna medialnie na początku czerwca - zaangażowali się w nią tzw. antyszczepionkowcy, choć sami rodzice wyjaśniali, że szczepienie nie miało związku ze stanem zdrowia chłopca.

We wtorek 18 czerwca zmarł niespełna roczny Szymon, który od 22 stycznia tego roku przebywał w Szpitalu Dziecięcym przy ul. Niekłańskiej w Warszawie.Chłopiec trafił tam z wysoką gorączką i drgawkami, musiał być reanimowany. Już wówczas tomografia komputerowa wykazała obrzęk mózgu, a lekarze mieli uznać, że nastąpiła śmierć mózgu. 

Od kilku miesięcy życie dziecka podtrzymywała szpitalna aparatura. O sprawie zrobiło się głośno, gdy na początku czerwca rodzice Szymona na założonym przez siebie fanpage'u na Facebooku zaczęli alarmować, że ich syn może wkrótce zostać odłączony od aparatury. Twierdzili też, że szpital nie wykorzystał wszystkich szans na ratowanie chłopca i zachęcali do przychodzenia pod placówkę z transparentami.

W sprawę zaangażowały się grupy tzw. antyszczepionkowców (czy też proepidemików) związanych z organizacją STOP NOP, które nazywały chłopca polskim Alfiem Evansem. Protestujący w ostatnich dniach wspólnie modlili się o wyzdrowienie chłopca przed szpitalem, próbowali też wtargnąć na oddział, na którym przebywał. Z kolei poseł Kukiz'15 Paweł Skutecki - jako przedstawiciel antyszczepionkowców - wraz z matką chłopca i policją przeprowadzili "interwencję", w trakcie której wręczono lekarzom pismo z żądaniem "zniesienia leczenia paliatywnego oraz wdrożenia leczenia". 

Warszawa. Roczny Szymon nie żyje. Rodzice twierdzą, że lekarze odłączyli aparaturę bez ich zgody

Jak informuje Polsatnews.pl - we wtorek 18 czerwca - lekarze podjęli decyzję o odłączeniu dziecka od aparatury. Minister zdrowia Łukasz Szumowski zapewnił, że "nikt nie odłączył aparatury przed stwierdzeniem, że pacjent zmarł" i wyjaśniał, że "musimy odróżniać śmierć, która po prostu nastąpiła w wyniku choroby, od eutanazji czy zaprzestania terapii". 

Po śmierci chłopca pełnomocnik rodziców Arkadiusz Tetela w rozmowie z mediami powiedział, że rodzice nie wiedzieli, iż podjęto decyzję o odłączeniu ich syna od aparatury. Wciąż mieli czekać na dokumentację medyczną od szpitala, którą chcieli skonsultować jeszcze z innym specjalistą. 

Rodzice są bardzo rozgoryczeni. Zdecydowali się złożyć zawiadomienie do prokuratury dotyczące podejrzenia popełnienia przestępstwa w związku z przebiegiem samej hospitalizacji 

- powiedział mec. Arkadiusz Tetela, pełnomocnik rodziców rocznego chłopca. Dodaje, że rodzice zostali poinformowani, że o godzinie 10 odbędzie się zebranie konsylium lekarskiego, które miało orzec o zakończeniu leczenia. Rodzice mieli natomiast nadzieję, że uda im się jeszcze odsunąć ostateczną decyzję w czasie i sprowadzą do tego czasu lekarza z USA. - Gdy pojawili się w szpitalu, okazało się, że decyzja już zapadła - mówi mec. Tetela. 

11-miesięczny Szymon nie żyje. Szpital wydał oświadczenie

W oświadczeniu wydanym jeszcze 10 czerwca lekarze ze szpitala przy ul. Niekłańskiej informowali, że chłopiec był w stanie "skrajnie ciężkim" i od stycznia przebywa na oddziale intensywnej terapii "z nieodwracalnym uszkodzeniem centralnego układu nerwowego". Rodzice chłopca od początku utrzymywali natomiast, że jego stan mógł być związany ze szczepionką przeciwko pneumokokom. Opisywali, że stan chłopca pogorszył się kilka dni po szczepieniu i wskazywali, że ich syn dostał szczepionkę z "wadliwej serii".

Jednocześnie pod koniec kwietnia sami rodzice pisali o tym, że badania genetyczne wykazały u chłopca mutację genu RAN BP2. "Wraz z mutacja genu RAN BP2 mamy do czynienia z ostra encefalopatia - indukowana infekcja. Według lekarzy i specjalistów choroba, która spotkała Szymonka mogła by zostać uaktywniona nawet poprzez katar, przeziębienie czy inne okoliczności zewnętrzne i mogło się to stać w każdej chwili, ale stało by się na pewno" - wyjaśniali. Apelowali też do internautów, by nie wiązali stanu zdrowia Szymona ze szczepieniem.

Lekarze ze Szpitala Dziecięcego wydali oświadczenie, w którym tłumaczyli, że szczepionka nie była przyczyną pogorszenia się stanu zdrowia dziecka. Podkreślili, że przed ujawnieniem informacji o tym, co było przyczyną choroby powstrzymuje ich tajemnica lekarska i zapewnili jednocześnie, że rodzice chłopca wiedzieli, co dolega ich synowi. W oświadczeniu napisano również, że żądania rodziców dotyczące alternatywnych metod leczenia chłopca były brane pod uwagę, ale "nie miały one podstaw merytorycznych do ich zastosowania, albo wiązały się ze zbyt dużym ryzykiem dla pacjenta".

We wtorek 18 czerwca, po śmierci Szymona, szpital wydał kolejne oświadczenie.

W związku ze śmiercią Pacjenta naszego Szpitala Szymona wszyscy lekarze, pielęgniarki oraz pracownicy Szpitala Dziecięcego im. prof. dr. med. Jana Bogdanowicza składają Rodzinie Pacjenta wyrazy współczucia i szczere kondolencje
Szpital nie będzie udzielał żadnych informacji związanych ze sprawą Szymona, m.in. ze względu na obowiązującą nas tajemnicę lekarską

- czytamy w dokumencie na stronie szpitala. Wcześniej w obronie lekarzy Szpitala Dziecięcego stanęła Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie, która apelowała do protestujących, aby nie utrudniali wykonywania obowiązków specjalistów i zdecydowanie potępiła próby wtargnięcia do placówki i utrudnienia pracy personelowi. 

Więcej o:
Komentarze (202)
11-miesięczny Szymon nie żyje. Rodzice twierdzą, że aparaturę odłączono bez ich zgody. Minister tłumaczy
Zaloguj się
  • justas32

    Oceniono 68 razy 62

    Proszę Państwa - Państwa dziecko umarło kilka miesięcy temu. Jego ciało było sztucznie podtrzymywane przy życiu - za nasze pieniądze. Te pieniądze mogły uratować kilkanaście innych żyć. To nie szpital zabił Wasze dziecko - ono samo umarło. Po prostu nie chcecie się z tym pogodzić ...

  • krynolinka

    Oceniono 62 razy 52

    Jedno jest pewne, gdy przestaniemy ufać następnej grupie zawodowej jaką są lekarze, to państwo nasze szybkim krokiem się zdestabilizuje. Nie można wszystkim zarzucać złych intencji. Wyginiemy z powodu braku zaufania do drugiego człowieka.

  • luzuj

    Oceniono 56 razy 48

    Rodzice powinni podziękować lekarzom, że musieli podjąć tę decyzję za nich. Być może nawet kilka miesięcy zbyt późno.

  • nie.jestem

    Oceniono 46 razy 42

    Lekarze chcieli odpiąć malucha od aparatury już w styczniu. W skutek protestów, walki rodziców i ogólnej nagonki, przełożyli tę decyzję do czerwca. Co dała ta walka? Pięć miesięcy więcej niepotrzebnego cierpienia dziecka (którego szczęśliwie nie odczuło przez śmierć mózgu), pięć miesięcy opóźnioną żałobę rodziców i pięć miesięcy zajętej aparatury, z której korzystać by mogły przypadki, które rokowały. O pieniądzach tylko wspominając. Sytuacja jest trudna, i bardzo żal rodziców, nic dziwnego, że podjęli walkę, ale lekarzom trzeba ufać. Przecież oni nie mają żadnego interesu w tym, żeby zabijać dziecko, które może wyzdrowieć...

  • nazwa.niepoprawna

    Oceniono 50 razy 42

    Ważna rzecz. PROEPIDEMIKÓW. Tak proszę nazywać "antyszczepionkowców". Skoro nazywacie ruchy antichoice ruchami prolife.

  • aistionnelle

    Oceniono 41 razy 37

    Rozpacz rodziców jest uzasadniona , ale histeria i nagonka jaką zorganizowali w ostatnich godzinach życia ich dziecka -już nie. Brakło wiedzy i wewnętrznego spokoju.Atakowanie lekarzy, doszukiwanie się spisku zamiast przyjęcia do wiadomości trudnej ,ale nieodwracalnej prawdy ,że dziecko umarło, nikt go nie zabił, po prostu ustały życiowe funkcje to nie jest zachowanie dorosłej świadomej osoby, nawet zdesperowanej.Przydałby się tam psycholog jak ktoś napisał bo lekarze nie zawsze radzą sobie z rozmową o śmierci.

  • Krzysztof Kowalski

    Oceniono 41 razy 37

    Dziecko zmarło.. Rodzice nie mogą się pogodzić z tym... Potrzeba im psychologa i wsparcia lekarzy. Szukają winnych naturalnej sprawie jaka jest śmierć. To trudne ale nadal ludzie umierają..

  • matts06

    Oceniono 33 razy 29

    Nie rozumiem tego, skoro nie jest w stanie żyć bez aparatury, to znaczy, że Bóg chce, by umarł. Dziwi mnie logika osób wierzących, które uważają, że w takich przypadkach trzeba utrzymywać życie do oporu. Przecież to jest sztuczne podtrzymywanie życia. Tutaj jest ok, jak sztucznie podtrzymujemy życie, bo skoro nauka się tak rozwinęła, to trzeba robić wszystko, nawet jak to nie ma sensu. Z drugiej strony jak jest in vitro, to zło wcielone... Nie dajmy szansy ludziom, by mieli dzieci, niech cierpią z powodu, że ich mieć nie mogą. To jednoznacznie pokazuje, że katolicyzm, to religia, która opiera się tylko na cierpieniu, chce by ludzie cierpieli, wyznaje kult cierpienia. To się świetnie nadaje do manipulowania tłumami, w książce Caparrosa "Głód", było to świetnie widać, ci ludzie się nie buntują, bo wierzą, że skoro jest tak źle, skoro tak cierpią, to widocznie tak chciał Bóg i dostaną nagrodę w niebie. Ten kto to wymyślił powinien dostać Nobla.

  • qulqa

    Oceniono 34 razy 26

    Jeżeli doszło do trwałego i nieodwracalnego uszkodzenia mózgu, zostały spełnione wszystkie kryteria śmierci mózgu i orzekła o tym komisja lekarska zgodnie z obowiązującymi przepisami, to niestety prowadzenie dalszej wentylacji jest już tylko wentylowaniem zwłok.
    Współczuję Rodzicom, ale pewnych rzeczy się nie odwróci ....

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX