Zabójstwo 10-letniej Kristiny z Mrowin. Kryminolog: Sprawca zwykle jest związany z ofiarą

Po zabójstwie 10-letniej Kristiny z Mrowin zatrzymano 22-latka, który przyznał się do winy. Śledczy szukają najpierw osób powiązanych z ofiarą. Takich, które mogły skorzystać na jej śmierci - tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl prof. Piotr Girdwoyń, specjalista kryminalistyki z Uniwersytetu Warszawskiego. Dodaje, że wyjaśnienie takiego zabójstwa nie jest trudne, pod jednym warunkiem.

10-letnia Kristina z Mrowin koło Świdnicy zaginęła w czwartek około godziny 13:00, kiedy wracała ze szkoły do domu. Po kilku godzinach w pobliskim lesie znaleziono jej ciało z wieloma kłutymi ranami. Mężczyzna podejrzany o zamordowanie 10-latki z Mrowin usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. 22-latek został zatrzymany w niedzielę po południu. Wiadomo, że mieszka poza powiatem świdnickim, w którym doszło do zbrodni.

Zabójstwo 10-letniej Kristiny z Mrowin. Możliwe związki między sprawcą i ofiarą

22-latek był od początku typowany przez policję jako potencjalny sprawca zbrodni. Według eksperta, przypadków, w których sprawca nie jest w żaden sposób związany z ofiarą, jest niewiele. Dlatego śledczy rozpoczynają postępowanie od poszukiwania osób, które mogą odnieść korzyść z czyjejś śmierci, mają motyw, powód. 

- Z reguły krąg takich osób nie jest duży. Sprawdza się je po kolei, na przykład to, gdzie były w momencie dokonania danego czynu. Z punktu widzenia samej metodyki postępowania, wyjaśnienie zabójstwa 10-letniej dziewczynki nie jest skomplikowane, pod warunkiem, że potwierdzi się hipoteza o związku sprawcy i ofiarą

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl prof. Piotr Girdwoyń, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista w zakresie prawa karnego i kryminalistyki.

Nieoficjalnie: podejrzewany ws. zabójstwa 10-letniej Kristiny miał być zakochany w jej mamie >>>

Zabójstwo 10-letniej Kristiny z Mrowin. Istnieje termin "nadzabijanie"

Media informują, że napastnik mógł zadać 10-latce nawet kilkadziesiąt ciosów. 

W psychiatrii istnieje termin "nadzabijanie", czyli wielokrotne uderzanie, co może świadczyć o emocjach "wylewających się" z człowieka. Trudno powiedzieć, czy tak było w tym przypadku. Do interpretacji tego zdarzenia trzeba byłoby mieć potwierdzone i pełne dane. Poza tym opinię powinien wydać psychiatra na podstawie opinii medyka sądowego co do mechanizmu powstania tych ran - mówi prof. Piotr Girdwoyń.

Napastnik, niezależnie od tego, czy był nim podejrzany 22-latek, czy też inna osoba, będzie musiał znajdować się pod czujną obserwacją.

- Sprawca tego rodzaju czynu musi być chroniony w areszcie śledczym, zakładzie karnym ze względu na niebezpieczeństwo, które wydaje się grozić mu ze strony innych współwięźniów. Niezależnie od środowiska, czy to przed bramą, czy za bramą zakładu karnego, to negatywnie oceniany czyn i trzeba tego człowieka chronić. Prawdopodobnie będzie izolowany - tłumaczy prawnik.

Zastrzega jednak, że na razie trzeba zachować daleko idącą wstrzemięźliwość. - Na razie nie wiemy, czy ujęto sprawcę. Ujęto człowieka, któremu postawiono zarzuty, oczywiście na jakiejś podstawie, bo przepisy kodeksu postępowania karnego wymagają, żeby był odpowiednio wysoki stopień prawdopodobieństwa - tłumaczy prof. Girdwoyń. - Niewątpliwie jakieś dowody na duże prawdopodobieństwo są, ale czy to jest ta osoba, to się okaże znacznie później - dodaje. Już po naszej rozmowie z prawnikiem policja podała, że 22-latek przyznał się do winy

Prokuratura Okręgowa w Świdnicy na razie nie ujawnia szczegółów dotyczących sprawy. Prokurator Mariusz Pindera w poniedziałek rano powiedział portalowi Gazeta.pl, że ze względu na dobro śledztwa mediom nie będą na razie przekazywane kolejne informacje.

- Nie dziwię się prokuraturze. W takich sprawach każde postępowanie przygotowawcze jest niejawne. Po drugie, trzeba zastanowić się nad tym, czy to jest ta osoba, czy nie wchodzą w grę inni podejrzani. Z tego powodu nie można prowadzić postępowania w pełnej transparentności - podkreśla prof. Piotr Girdwoyń.

Więcej o: