Jakie to ma znaczenie, że zrezygnuję z plastikowej słomki? Może mieć wielkie [PIĄTEK DLA KLIMATU]

Jedni przekonują, że ratowanie środowiska i klimatu trzeba zacząć od małych kroków, jak rezygnacja z plastikowych słomek i siatek. Inni przekonują, że to oszukiwanie samych siebie i nic nie zrobimy bez systemowych działań. Jednak małe akcje mają znaczenie - tyle, że nie takie, jak może się wydawać.

Dziś Piątek dla klimatu - jak co tydzień piszemy na temat związany z trwającym kryzysem klimatycznym.

Leonardo DiCaprio - działający aktywnie na rzecz ochrony klimatu - w swoim filmie dokumentalnym i wystąpieniach przypomina, że już lata temu namawiał ludzi, by podejmowali proste działania, małe kroki, jak zmiana żarówki na energooszczędną. Jednak teraz gwiazdor się tym nie chwali, lecz krytykuje taką postawę.

Powiedzmy to jasno. Nie chodzi o mówienie ludziom, by zmienili swoje żarówki albo kupli auto hybrydowe. Ta katastrofa przerosła kwestie wyborów, które podejmują jednostki - mówił w ONZ w 2014 roku. 

To w skrócie pokazuje debatę, która toczy się w sprawie najlepszego sposobu działania na rzecz walki z kryzysem klimatycznym i szerzej, ochrony natury przed katastrofą. Od lat - jak wspomina DiCaprio - mówi się o tym, że "nawet najmniejsze działanie ma znaczenie", że "każdy może mieć swój wkład". Zakręcaj kran przy myciu zębów, kup LED-y zamiast tradycyjnej żarówki, segreguj śmieci, zrezygnuj z plastikowej słomki i jednorazowy kubka, weź swoją torbę na zakupy. Rośnie rynek przyjaznych środowisku i klimatowi produktów, od wegańskiego jedzenia, przez płócienne torby na zakupy, po bambusowe słomki. Niektóre rozwiązania są zupełnie nieprzystające do rzeczywistości: kompostowanie w każdym domu (po co mieszkańcom bloków kompost?), robienie kosza na zakupy z węża ogrodowego (ile osób ma niepotrzebne węże ogrodowe?!). Marta Dymek w artykule na temat tego sporu pisała, że trafiła na eko poradę, by zamiast wyrzucać obierki z warzyw, przerobić je na chipsy z truflami (znów - kto ma w lodówce zapasowe trufle?).

Jak ma się słomka czy żarówka do globalnego kryzysu klimatu i bioróżnorodności, który zagraża cywilizacji? Krytycy podnoszą, że indywidualne działania są nie tyle niewystarczające, co wręcz szkodliwe. Mogą odwracać uwagę od potrzeby wielkiej transformacji w energetyce czy przemyśle, pozwalać unikać odpowiedzialności krótkowzrocznym politykom i wielkim korporacjom, które bogacą się na truciu natury - bo przenoszą odpowiedzialność na jednostki (to ja muszę segregować śmieci, a nie firma ograniczyć plastik). Przekładając to na konkretny przykład: niektórzy zachęcają do zrezygnowania z plastikowych słomek, bo plastik zanieczyszcza oceany - jednak 46 proc. śmieci w Wielkiej Pacyficznej Plamie Śmieci to nie odpady konsumenckie, a sieci rybackie.

Martin Lukacs w szeroko udostępnianym artykule na łamach "Guardiana" przekonywał, że "neoliberalizm oszukał nas, byśmy myśleli, że z kryzysem klimatycznym trzeba walczyć jako jednostki". Porównywał to do gaszenia płonącego domu mokrym ręcznikiem. Neoliberalizm - argumentuje - niszczy więzi społeczne, a teraz wpędza ludzi w poczucie, że są indywidualnie odpowiedzialni za kryzys ekologiczny.

"Ekokonsumpcjonizm może zmyć twoje poczucie winy. Ale tylko masowe ruchy mają moc zmiany kursu kryzysu klimatycznego" - pisze Lukacs. "Musimy przyznać, że nawet jeśli każda butelka i puszka będzie recyklingowana i tak dalej będziemy na kursie do katastrofy klimatycznej" - wtóruje w tym samym dzienniku aktywistka Emily Mulligan. Zamiast poświęcać całą uwagę na dbanie o segregację śmieci, lepiej iść na protest i wybory, wesprzeć jakąś organizację lub się do niej przyłączyć. 

Małe (i większe) kroki mają znaczenie - ale nie takie, ja myślisz

Ten argument słyszał każdy - gdy jedna osoba zrezygnuje ze słomki/żarówki/jedzenia mięsa to nie ma znaczenia, ale gdy zrobią to miliony, wtedy uratujemy świat. Ale tak nie jest. Plastikowe jednorazówki to tylko część śmieci w oceanach; żarówki to ułamek domowego zużycia energii, której mieszkania i tak wykorzystują mniej od przemysłu; ograniczenie mięsa w diecie ma poważne znaczenie dla ochrony klimatu, lecz jest tylko częścią rozwiązania. 

Czy zatem namawiam, by tych rzeczy nie robić? Absolutnie nie - indywidualne działania mają wielkie znaczenie, lecz nie dlatego, że sumują się do wielkiego efektu (choć może być i tak). To te rzeczy są podstawą działań na szeroką skalę - zmiany prawa, wymuszenia działań na korporacjach i politykach, transformacji energetycznej i konsumenckiej. Kluczem do efektywności indywidualnych działań jest to, by przekładały się i wspierały działaniami wspólnoty:

  1. Indywidualne działania są początkiem zmiany. W naszych osobistych ekologicznych wyborach chodzi nie tylko o ich bezpośredni efekt, ale też (a czasem przede wszystkim) ten pośredni. Kiedy zamiast tylko mówić, zaczynam coś robić, to ludzie w moim kręgu znajomych są bardziej skłonni się do tego przyłączyć. Im więcej zaangażowanych, tym większa szansa, że także ich głos będzie usłyszany i wpłynie na szerokie zmiany - np. zakaz jednorazowego plastiku. A co z sieciami rybackimi, których jest więcej niż słomek? Jest szansa, że skoro już zaangażowaliśmy swój czas i emocje w sprawę czystych oceanów to nie zatrzymamy się na jednorazówkach. Teraz jest to dla nas ważne! Będziemy walczyć, by także przemysł zrobił, co trzeba. To oczywiście ogromnie uproszczony przykład, ale w ten sposób małe kroki mogą prowadzić do wielkiej zmiany. Ponadto, pomagają aktywistom uniknąć zarzutów hipokryzji - kiedy sami stosują takie zasady, stają się bardziej wiarygodni.
  2. Ważne są szczególnie te decyzję, które są widoczne i stanowią wyrzeczenie. Oczywiście nie jest tak łatwo, jak w powyższym idealnym przykładzie. Aby to, co robisz sam przełożyło się na społeczność, trzeba spełnić kilka warunków. Po pierwsze - muszą to być widoczne działania. Możesz kupić sobie metalowe słomki do domu, ale mało osób się o tym dowie. Ale - pisze Julia Steinberger - jeśli na przykład ograniczysz jedzenie mięsa, to ludzie w pracy mogą zauważyć, że co innego przynosisz/zamawiasz na stołówce. O płócienne torby na zakupy może zapytać ktoś w kolejce. Takie sytuacje to przyczynek do rozmowy i opowiedzenia o tym, dlaczego podejmujesz takie działania. Pokazujesz, że to możliwe, a nawet fajne, że to jest kierunek, w którym zmierza świat. Po drugie, większy efekt mają te działania, które wiążą się z pewnym wyrzeczeniem. Nie, nie jesteś bohaterem, ponieważ segregujesz śmieci - to twój obowiązek i absolutne minimum. Ale jeśli dotychczas jadłeś mięso sześć dni w tygodniu i ograniczysz je do dwóch; jeśli wszędzie jeździsz samochodem i przesiądziesz się na rower/do tramwaju/ jeśli lubisz latać na wakacje, ale ograniczysz podróżowanie samochodem - to są wyrzeczenia, które mogą zrobić wrażenie. Wzięcie papierowej słomki zamiast plastikowej nic cię nie kosztuje, ale całkowita zmiana diety to jest COŚ. 
  3. Te działania muszą prowadzić do transformacji, która jest dostępna dla wszystkich. Uszycie swoich worków na zakupy to frajda - sam to zrobiłem i korzystam. Ale nie oszukujmy się, że teraz w każdym polskim domu ludzie zasiądą i przerobią stare firanki na woreczki lub tym bardziej, że kupią gotowe za kilkadziesiąt złotych na ekotargach w Warszawie. By zmiana objęła wszystkich, potrzeba przepisów (jak zakaz plastikowych jednorazówek) i zapewniania alternatywy - papierowych toreb, opakowań z kaucją itd. Miliony nie kupią w najbliższych latach elektrycznych samochodów - ale można przepisami ograniczyć ruch w mieście i zapewnić lepszą komunikację oraz trasy rowerowe jako alternatywę.
  4. Nie ma nic złego w tym, że chcemy czuć się dobrze.  Proste, indywidualne działania są krytykowane za to, że dają spokój sumienia, pozwalają "poczuć się eko". To problem, jeśli rzeczywiście z tego powodu przestajemy podejmować inne działania, jak choćby głosowanie na partie, które mają w programie walkę z globalnym ociepleniem. Jednak mamy też prawo, by czuć się dobrze sami ze sobą. Świadomość kryzysu klimatycznego może być przytłaczająca i trzeba sobie z tym radzić, ponieważ inaczej można popaść w apatię i zupełnie zrezygnować z działania. Jeśli wszyscy zginiemy, to po co się wysilać? Dlatego robienie czegoś, co nadaje nam poczucie wpływu na rzeczywistość, podejmowanie dobrych wyborów jest dobre - dla naszego własnego stanu psychicznego. Trzeba też jednak uważać na fałszywe rozwiązania - tzw. greenwashing - kiedy producenci starają się wcisnąć nam produkty oznaczone jako "eko", byśmy czuli się lepiej, choć niekoniecznie są one przyjazne środowisku.

Od niedawna publikowany jest anglojęzyczny podcast o zmianach klimatu pod tytułem "Outrage and Optimism" - czyli "wkurzenie i optymizm". W tytule zawiera się przesłanie, że obie te rzeczy są potrzebne do walki z kryzysem - wkurzenie, które mobilizuje do działania, ale też optymizm, zgodnie z którym jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić. Zaś jeśli chodzi o wybór między kolektywnymi działaniami a indywidualnymi wyborami - trzeba sobie zdać sprawę, że wcale nie ma potrzeby takiego rozróżniania. One muszą się wspierać i uzupełniać, by efekt był najlepszy.   

Ekologiczna praca u podstaw

- Żeby zaszła taka zmiana, to musi ona być pozytywna i zaczynać się od najmłodszego - przekonuje Joanna Studzińska, jedna z autorek Ekoeksperymentarium. To projekt edukacyjny, po raz pierwszy pokazany w czasie szczytu COP24 w Katowicach, a ostatnio na Łódź Design Festival. Autorzy stworzyli specjalne mieszkanie, w którym odwiedzający - głównie grupy młodzieży i rodziny, ale nie tylko - dowiadują się, jak żyć mniej konsumpcyjnie i bardziej ekologicznie (Ekoeksperymentarium możecie zobaczyć w filmie na początku artykułu).

Ważne jest, że dzieci uczą się ekologicznych nawyków przez zabawę i widzą ich pozytywne elementy. - Jeszcze żadne dziecko nie stało się mądrym dorosłym człowiekiem poprzez stałe straszenie - mówiła Studzińska i zwróciła uwagę, że choćby hasło Wielka Pacyficzna Plama Śmieci może jedynie nastraszyć kilkulatka. Tymczasem proste czynności, jak zakręcenie kranu i pamiętanie o zgaszeniu światła to coś, co dziecko może robić samo. - Pokazujemy, że proponowane przez nas zmiany mają znaczenie nie tylko dla ochrony klimatu, ale też choćby dla kieszeni rodzin. Możemy oszczędzić na rachunkach, możemy mniej kupować - zwracała uwagę Studzińska - sprawdźmy, czy mamy perlator na kranie, czy mamy szczelne okna.

Autorki projektu przekonują, że zmiany warto zaczynać od siebie. - Jeżeli poczujemy, że ta zmiana wpływa na naszą jakość życia, że jest nam po prostu lepiej, kiedy mamy zamiast 50 koszulek pięć, to zaczniemy wprowadzać te zmiany dalej, opowiadać znajomym. Będzie efekt domina - mówiła Studzińska. - Trzeba też wierzyć, że się uda. Jeśli dziś powiemy: zaraz wszystkie ryby umrą, potem my umrzemy i niczego już nie będzie, to po co cokolwiek robić?

My proponujemy metodę małych kroków. Bez straszenia na początku. Bo u wielu osób - choć są wyjątki - straszenie jest nieskuteczne, wywołuje odwrotny efekt, czyli niemoc i poczucie bezsilności. Albo sprzeciw. Ten lęk mogą też wykorzystać firmy czy politycy, by sprzedać nam produkty lub rozwiązania, które mają zniwelować ten strach, choć nie będą wcale naprawiać problemu

- powiedziała. Małgosia Żmijska, druga z autorek projektu dodaje: - Projektując tę wystawę zastanawiałyśmy się, jak my byśmy w naszych rodzinach rozmawiały o ekologii. Jakie proste codzienne działania nasze dzieci mogą same rozumieć i wprowadzać dla dobra planety. Ekoeksperymentarium to zbiór takich właśnie gotowych propozycji i punkt wyjścia do rozmów np. o ograniczeniu plastiku, przedmiotów, oszczędzaniu wody czy energii.

Warto zwrócić uwagę, że choć ekologia często kojarzy się z innowacjami jak energia wiatrowa czy słoneczna, to na własnym podwórku z powodzeniem można stosować rozwiązania sprzed lat. - Przecież najbardziej zero waste (styl życia, w którym generuje się jak najmniej śmieci) była moja babcia. Teraz ten trend został nazwany, ale kiedyś był powszechny - zwraca uwagę Studzińska. Kosze na zakupy, opakowania z papieru, słoiki, kupowanie na bazarach na wagę zamiast w gotowych opakowaniach, wykorzystywanie resztek - dziś to trendy starających się żyć eko, ale przecież nie tak dawno była to po prostu codzienność.

Klimatyczne newsy 

W cyklu Piątki dla klimatu co tydzień poruszamy jeden temat związany z kryzysem klimatycznym. Jednak w każdym tygodniu dzieje się wiele mniejszych i większych wydarzeń mających znaczenie dla walki ze zmianami klimatu. Niektóre z nich wspominamy w sekcji "Klimatyczne newsy".

Jeśli chcesz działać na rzecz klimatu, ale nie wiesz od czego zacząć lub jak to zrobić, możesz wesprzeć Greenpeace, które w Polsce prowadzi szereg działań na rzecz rozwoju czystych źródeł energii i sukcesywnie walczy z opieszałością polityków w tej kwestii. Nawet niewielka wpłata wzmacnia skuteczność tych działań. Możesz jej dokonać POD TYM LINKIEM>>

Masz pytanie, uwagi lub propozycję tematu, którym możemy zająć się w Piątkach dla klimatu? Napisz do autora: patryk.strzalkowski@agora.pl

Więcej o:
Komentarze (98)
Rezygnacja ze słomki to fanaberia, czy ratowanie planety? Sprawdzamy [PIĄTEK DLA KLIMATU]
Zaloguj się
  • piotr.grd

    Oceniono 18 razy 14

    A ja nie używam płóciennych toreb na zakupy - używam plastikowych "jednorazówek", ale każdej jednej od kilku do kilkudziesięciu razy. Gdy w sklepie sprzedawca chce mi zapakować pieczywo w nową reklamówkę, ja już mam rękę wyciągniętą w kierunku sprzedawcy z moją własną reklamówką, tą samą co wczoraj, tydzień temu i miesiąc temu. Na samym codziennym kupowaniu pieczywa jestem w stanie zejść z przeszło 300 reklamówek jednorazowych rocznie do 5-10.

    Plastikowe słomki są wygodne. Ale u mnie w domu od dziesiątek lat nigdy po użyciu nie lądowały w śmieciach. Po umyciu lądują w szufladzie ze sztućcami i wykorzystywane są wielokrotnie.

    Aby żywność, która zostaje po obiedzie czy kolacji zapakować do lodówki lub zamrażarki, nie kupuje się u mnie specjalnych do tego pojemników. Te gotowe, plastikowe, zamykane, po jakiejś margarynie do smarowania chleba, czy po lodach, po umyciu znakomicie się do tych celów nadają, mogą być wykorzystywane co najmniej kilka razy, dopóki się przypadkiem nie połamią.

    Do oficjalnych pism używany jest papier nowy, czysty. Ale do zrobienia zwykłych podręcznych notatek, choćby listy zakupów, spokojnie wykorzystać można drugą stronę tych pierwszych, gdy już są nieaktualne i niepotrzebne. Tył ubiegłorocznego kalendarza ściennego, koperta w której przysłano nam rachunek, itd. po pocięciu może służyć zamiast nowego bloczka z popularnymi karteczkami dedykowanymi na notatki.

    Gdy wysyłam paczkę, nie kupuję nowego kartonowego pudełka czy koperty bąbelkowej. Znajduję pudełko mniej więcej pasujące rozmiarem spośród pudełek już istniejących.

    Nie wspomnę o rzeczach takich jak sprzęty. Do pracy to i owszem, przydaje się sprzęt nowy, wydajny, który ułatwi i przyspieszy, skróci pracę. Ale do celów prywatnych, domowych naprawdę nie potrzebuję najnowszego smartfona, największego telewizora i lodówki z funkcją automatycznego robienia zakupów, równie dobrze mogę wykorzystywać sprzęt stary, dopóki tylko działa.

    * Bo nawet jeśli cały ten plastik, papier, szkło, elektronikę i wszystko inne będziemy sortować i poddawać klasycznie rozumianemu recyklingowi, to przecież cały ten proces - transport, rozbiórka mechaniczna, chemiczna, przetopienie na surowce, a z nich produkcja rzeczy nowych, ich pakowanie, transport do hurtowni, sklepu, klienta - cały ten proces też pochłania surowce, energię, przyczynia się dalszego zużycia surowców, energii, wytworzenia zanieczyszczeń. *

  • kaczkowski12

    Oceniono 12 razy 10

    Taaa,ja zrezygnuje ze słomki,a rząd nie potrafi spowodować aby tony plastiku np. z butelek PET,
    wróciły do producenta.

  • mydeer

    Oceniono 15 razy 9

    Selekcja odpadów jest chyba tak pomyślana, by nikt jej nie robił. Kilka przykładów:
    - do odpadów z drobnego remontu (jeden worek) powinienem zdaniem urzędników zamówić kontenter
    - zużytych baterii nie mogę wyrzucić NIGDZIE, muszę je wieźć na zadupie do PSZOK-u
    - zużyte żarówki muszę wymieniać przy zakupie nowych, przez co cały czas muszę gdzieś trzymać ich nadmiar
    - przeterminowane leki trzeba odnieść do jednej z aptek, które mają umowę na ich przyjmowanie. Które mają? Nie wiadomo, trzeba pytać.

    I nawet nie każcie mi zaczynać o tym, że do kontenera na szkło nie każde szkło można wyrzucić a do kontenera na papier - nie każdy papier...

  • jarsons70

    Oceniono 11 razy 9

    A jak myślicie, dlaczego słomka nazywa się słomka, a nie np. rurka? Bo jeszcze całkiem niedawno była robiona z prawdziwej słomy i też działała. Może wystarczy do tego wrócić?

  • krew_w_piach

    Oceniono 9 razy 7

    Gdybyśmy ograniczyli swój konsumpcjonizm to wywarlibyśmy znacznie większy nacisk na firmy, niż protestami. Halo firmy: spada popyt, więc musicie produkować mniej - to jest aż tak prosty komunikat. Tylko trzeba przestać ciągle kupować coś nowego i żyć dla doświadczeń, a nie dla rzeczy. Wychodzi na to, że mamy bezpośredni wpływ na to, co się dzieje.

  • k_r_m

    Oceniono 7 razy 7

    Czemu nie mogę kupić mleka w szklanej butelce zwrotnej, to samo z napojami. Można standaryzować butelki tam aby coca-cola i oranżada Helena była w takiej samej. Czy ketchup musi być sprzedawany w plastikowej butelce a piwo w puszce, czekolada w folii zamiast w papierku? To się da wszystko zrobić tylko czy lobby producentów plastiku na to pozwoli?

  • grey55

    Oceniono 6 razy 6

    Hahaha podatek węglowy .... Ciekawe kto go zapłaci ... Odpowiadam nabywca końcowy ....no chyba że jest pislamista i myśli że nie placi ...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX