Mają bezużyteczną amunicję i rosyjskiego czołgu nie "ugryzą". MON nic z tym nie robi, tylko poddaje je liftingowi za 1,75 mld zł

Większość polskich czołgów, spotykając na polu bitwy swojego przeciętnego rosyjskiego odpowiednika, może sobie strzelać na wiwat. Ewentualnie liczyć na wielki łut szczęścia. Po prostu nie mają dobrej amunicji. Ta, która jest, to radziecki standard z lat 70., już wtedy kiepski. Problem jest znany od dawna, ale nikt z nim nic nie robi. Co więcej, podpisując ostatnio umowę na "modyfikację" czołgów T-72, MON ten stan betonuje.

Konkretnie chodzi o amunicję przeciwpancerną do armat kalibru 125 mm. Takie są w czołgach pochodzenia radzieckiego, które nadal stanowią dwie trzecie wszystkich służących w polskim wojsku. W tym w T-72, których "modyfikację" MON i premier ogłosili z wielką pompą w minionym tygodniu.

Ta amunicja, którą mają, jest bardzo stara. Zabytek, nie dający szans na równorzędną walkę ze zdecydowaną większością czołgów jedynego realnego przeciwnika - Rosji. I to się nie zmieni, choć wydajemy na lekkie odmłodzenie T-72 1,75 miliarda złotych.

- Stare radzieckie naboje 3BM15, które już w latach 70. miały niewystarczające osiągi, produkowaliśmy rozpędem do około przełomu wieków. To oznacza tyle, że teraz te najnowsze mają po 19 lat. W przypadku amunicji czołgowej normalny okres składowania to do 15 lat. Po 20 latach powinna być bezwzględnie zutylizowana, ponieważ zaczyna stwarzać zagrożenie dla załóg podczas strzelania - mówi Jarosław Wolski, dziennikarz, specjalizujący się w temacie broni pancernej.

Problem jest znany od dawna. Próbowano mu zaradzić, ale uniemożliwiły to nieustanne zmiany strategii i planów wojska oraz MON. Co więcej, ostatnie decyzje o zatrzymanej w pół kroku "modyfikacji" T-72, wręcz betonują obecną dramatyczną sytuację.

 

Nerwowa reakcja i puste deklaracje

Kiedy w 2017 roku opisałem problem z amunicją po raz pierwszy, MON w swoim komunikacie zarzuciło mi rozpowszechnianie "nieprawdziwych informacji" i "fałszywe opisywanie sytuacji polskiej armii". Nie stwierdzono jednak, gdzie minąłem się z prawdą. Wręcz przeciwnie, zadeklarowano szybkie rozwiązanie problemu, który "fałszywie" opisałem:

Ministerstwo Obrony Narodowej podjęło działania zmierzające do modernizacji czołgów T-72, a równolegle Polska Grupa Zbrojeniowa rozpoczęła prace nad wyprodukowaniem skutecznej i nowoczesnej amunicji 125 mm. Pozwoli to w perspektywie kilkunastu miesięcy uzupełnić brakujące zapasy amunicji.

Od tego czasu minęły ponad dwa lata i ostatecznie zdecydowano, że T-72 nie zostaną zezłomowane, ale mają jeszcze wiele lat służyć w polskim wojsku. Zadałem więc MON pytanie, co zrobiono w kwestii ich amunicji. Odpowiedzi, pomimo upłynięcia ponad dwóch miesięcy, nie otrzymałem. Może dlatego, że sytuacja się nie zmieniła. Wręcz przeciwnie, jest jeszcze gorzej.

Przekroje przez przykładowe naboje do czołgowej armaty kalibru 125mm. Drugi od prawej nabój przeciwpancerny. Do wrogiego czołgu dolatuje wyraźnie widoczna metalowa 'strzała'Przekroje przez przykładowe naboje do czołgowej armaty kalibru 125mm. Drugi od prawej nabój przeciwpancerny. Do wrogiego czołgu dolatuje wyraźnie widoczna metalowa 'strzała' Fot. Witalij Kuźmin/Wikipedia CC BY-SA 4.0

Nowy nabój bez nowej armaty nie ma sensu

Według nieoficjalnych informacji, tym, co udało się zrobić w ciągu ostatnich dwóch lat, jest opracowanie nowego naboju przeciwpancernego kalibru 125 mm w Wojskowym Instytucie Techniki Uzbrojenia. Jego kluczowe elementy, takie jak rdzeń (ciężka metalowa strzała, która ma przebijać pancerz wrogiej maszyny) i wprawiający ją w ruch proch, sprowadzono zza granicy. Nie jest więc tani. Podobno został przetestowany i osiągnął przyzwoite wyniki w przebijaniu pancerzy. Nie ma jednak informacji, aby planowano go kupować i produkować seryjnie.

Jest bowiem pewien "drobny" problem. Otóż wszystko wskazuje na to, że nasze czołgi T-72 i PT-91 (polska modernizacja radzieckich T-72) nie będą w stanie owym nabojem strzelać. Żeby nowy pocisk był w stanie skutecznie przebijać pancerze nowszych rosyjskich maszyn, musi mieć między innymi większą energię kinetyczną, niż te muzealne obecnie używane przez polskich czołgistów. Większa energia oznacza jednak większe siły działające na armatę podczas wystrzału. Te stare, które są w polskich czołgach, takich sił nie będą w stanie bezpiecznie znosić.

- Już nabój Ryś opracowany przy współpracy z Izraelem na początku XXI wieku był na granicy tego, co mogą znieść armaty naszych czołgów. Nowsze konstrukcje o lepszych osiągach absolutnie nie mogą być z nich bezpiecznie wystrzeliwane - mówi Wolski.

Oznacza to tyle, że aby można było używać nowej amunicji, trzeba w praktyce wymienić armatę i połączone z nią mechanizmy odpowiedzialne za absorbowanie energii wystrzału (opornik i powrotnik). W ramach dopiero co podpisanej umowy nie planuje się jednak tego robić.

- Obecnie jedynym realnym rozwiązaniem byłby montaż zmodernizowanej słowackiej armaty 2A46MS. Żeby to jednak miało sens, trzeba by do tego wymienić stabilizator i łożysko wieży. To wraz z nową amunicją oznaczałoby skokowy wzrost możliwości tych czołgów. Niestety to dodatkowy koszt rzędu 4-5 milionów złotych od jednego wozu - mówi Wolski.

Musimy oszczędzać, więc marnujemy pieniądze

Pieniądze są natomiast tym, co, według nieoficjalnych informacji, pogrążyło rodzącą się w bólu od dekady modernizację czołgów T-72. Umowa na nią została ostatecznie podpisana w minionym tygodniu. Nie jest już to jednak "modernizacja", ale "modyfikacja", co w wojskowo-urzędniczej terminologii oznacza coś znacznie mniej ambitnego.

Wcześniej przemysł zbrojeniowy przygotował kilka wariantów unowocześnienia czołgów różniących się zakresem planowanych zmian, a co za tym idzie, ceną. Pośredni, który istotnie podniósłby potencjał czołgów między innymi poprzez wspomnianą wymianę armaty, stabilizatora i łożyska, miał kosztować około 10 milionów złotych od wozu. Miało to się jednak okazać za dużo jak na możliwości budżetu MON i zdecydowano się na najtańszą opcję, zakładającą gruntowny remont i drobną "modyfikację" za około 4-5 milionów złotych. Szczegółów oficjalnie oczywiście nie podano, jednak nieoficjalnie wiadomo, że chodzi o unowocześnienie systemów służących załodze do obserwacji terenu oraz do łączności, czyli radia.

Efekt taki, że pomimo wydania kilku milionów złotych na każdy z 318 T-72 przeznaczonych do modernizacji (choć nieoficjalnie mowa na razie o 230, reszta to opcja), otrzymamy czołg nadal w ogólnym ujęciu nieskuteczny. Niezdolny do nawiązania równorzędnej walki z masowo produkowaną przez Rosjan modernizacją T-72 oznaczoną B3. Nie wspominając o mniej licznych T-80 czy T-90.

Bo co z tego, że polski T-72 będzie gruntownie odświeżony i nieco unowocześniony, kiedy nadal będzie miał niecelną armatę bez skutecznej amunicji przeciwpancernej. Nadawał się będzie do rozstrzeliwania lżej opancerzonych transporterów, ciężarówek czy bunkrów przy pomocy amunicji burzącej (taka, która wybucha trafiając w cel, też jest zabytkowa ale stawiane są przed nią znacznie mniejsze wymagania). Oczywiście po uprzednim zatrzymaniu się, ponieważ nasze T-72 faktycznie nie są w stanie trafić w coś, jadąc. Efektowne wystrzały w ruchu, często pokazywane oficjelom i widzom na poligonach, są tylko dla wiwatu.

W praktyce wrogi czołg będzie można jedynie powierzchownie uszkodzić, może zmuszając do wycofania się z walki. Całkowicie wyeliminować - tylko przy łucie szczęścia.

Jest możliwe, że MON i wojsko taki mają właśnie pomysł na przyszłość T-72. Zostaną tak zwanym Wozem Wsparcia Ogniowego a nie pełnokrwistym czołgiem. Choć jak mówi Wolski, z tych maszyn nadal można by stworzyć coś, co mogłoby nawiązać równorzędną walkę z większością rosyjskich wozów. Byłoby to istotne wzmocnienie naszego wojska, które ma poważny problem z bronią przeciwpancerną, choć za jedynego realnego przeciwnika ma państwo inwestujące właśnie w masy czołgów...

- Niestety, bez poniesienia większego wydatku, modyfikacja T-72 w ogólnym rozrachunku będzie miała zerową korzyść. Nadal nie będą miały szans nawiązać równorzędnej walki z rosyjskimi czołgami - mówi Wolski.

Sytuację pogarsza fakt, że nie ma alternatyw. Przez kilkanaście lat po wstąpieniu do NATO wojsko i MON żyły nadzieją, że czołgi o radzieckim rodowodzie niedługo wymieni się na zachodnie z armatami kalibru 120 mm i problem zniknie. Plany był różne, wszystkie zmieniano i wszystkie ostatecznie trafiły do kosza. W międzyczasie stworzono wspomniany nabój Ryś i wyprodukowano około 1,5 tysiąca sztuk, z czego 1,3 tysiąca nadal może być w magazynach. Oznacza to po kilka nabojów na czołg rodziny T-72. Przy czym osiągi Rysia są umiarkowane i niewystarczające na wszystko, co powstało w Rosji od drugiej połowy lat 80. Czyli ponad 1,5 tysiąca czołgów.

W ten sposób mijają dwie dekady od wstąpienia do NATO. Większość naszych sił pancernych nadal stanowią radzieckie konstrukcje z bezużyteczną amunicją i nic nie zapowiada, aby to się zmieniło. O nabyciu nowych czy kolejnych używanych czołgów zachodnich nie ma oficjalnie mowy. Zwłaszcza, że byłoby to znacznie bardziej kosztowne, niż obecne pudrowanie T-72. Ich unowocześnienie było właściwie koniecznością, jednak MON zdecydował się to zrobić tak powierzchownie, że bezsensownie. Tak naprawdę zyskają głównie zakłady zbrojeniowe, które zajmują się czołgami o radzieckim rodowodzie.

Więcej o:
Komentarze (457)
Czołgi T-72 idą do modyfikacji, ale i tak nie mają amunicji
Zaloguj się
  • qwerfvcxzasd3

    Oceniono 83 razy 79

    Autor nie ma racji. Dzięki modernizacji radia załoga będzie się mogła pożegnać z dowódcą.

  • senior2244

    Oceniono 60 razy 54

    Antek paranoik załatwił dla armii piękne i dużo helikopterów a Błyszczek wyposażył ją we wspaniałe ruskie czołgi sprzed 70 ciu lat. Nareszcie nasza armia jest zabezpieczona przez szambo PiSowskie.

  • siwywaldi

    Oceniono 55 razy 51

    A po co im ta amunicja? Można na czołgi posadzić OTK i niech wołaja: yeb, yeb, yeb.... :-))

  • van_norden

    Oceniono 52 razy 50

    Na pociechę mogą założyć na głowy hełmy spod Lenino. Świeżo malowane

  • polak66maly

    Oceniono 54 razy 46

    przeciez te czolgi sa szykowane przeciwko Polakom, jak zaczna sie protesty.

  • brods

    Oceniono 50 razy 40

    po co czołgi .... , skoro mamy armię kapelanów , bojowe kropidła i różańce .........

  • bostian

    Oceniono 37 razy 35

    Ale na samoloty dla VIP-ów starczyło, na przeloty Kuchcińskiego i Szydło starczyło, na podkomisje smoleńską Marcierewicza starczyło, na wypłaty Misiewicza starczyło.

  • bamberyla

    Oceniono 39 razy 33

    Przecież ogólnie wiadomo, że te pieniądze to zawoalowana pomoc publiczna dla wiadomych zakładów, nic mniej, nic więcej.

  • window_licker

    Oceniono 35 razy 27

    Macierewicz i Kaczyński będą mieć swoje portrety na Łubiance w Moskwie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX