Osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie znów wychodzą na ulice. "Chciałbym usłyszeć słowo przepraszam"

Była środa, 18 kwietnia. Jedenaście osób weszło do Sejmu i nie opuściło go przez 40 dni. Niepełnosprawni i ich rodzice walczyli o prawo do godnego życia. Niewiele ponad rok później, 23 maja znów podejmą protest. I znów będą walczyć, aby mimo niepełnosprawności, móc korzystać z życia w stu procentach.

10 maja 2019 roku "Gazeta Wyborcza" z okazji 30-lecia istnienia rozdała nagrody "Ludzie roku". W kategorii "O godne życie", największą liczbą głosów ze wszystkich kategorii, zwyciężyli przywódcy strajku niepełnosprawnych w Sejmie w kwietniu 2018 roku: Adrian Glinka, Anna Glika, Jakub Hartwich i Iwona Hartwich.

Walka trwa od 11 lat

Dla nich każdy dzień jest walką, codziennie pokonują przeciwności. Adrian, 23-latek, cierpi na dziecięce porażenie mózgowe z czterokończynową spastycznością. Jego o dwa lata starszy kolega, Jakub, również cierpi na czterokończynowe porażenie mózgowe. Ich mamy zrezygnowały z pracy zawodowej, żeby się nimi zająć. To one powtarzają, że walka trwa od 11 lat, bo to tyle już czasu starają się o jak najlepsze warunki życia dla swoich synów.

- Od lat jeździliśmy na protesty jednodniowe, czasem nawet 4-5 razy do roku. W 2014 roku nie byliśmy w Sejmie. Adrian był młodszy, w domu byli jego dwaj bracia, nie mieliśmy możliwości jechać do Warszawy i zostać w Sejmie. Ale cały czas wspieraliśmy strajkujących - wspomina Anna. Podkreśla, że walka toczy się o godne życie jej dziecka i jemu podobnych.

Wtóruje jej Adrian. - Zobaczyliśmy jak trudno jest na co dzień osobom niepełnosprawnym. Zaczęliśmy myśleć, co jest potrzebne i obiecaliśmy sobie, że jeżeli jest szansa walki, to będziemy walczyć. I że nie będzie to tylko epizod - twierdzi.

Renta osoby niepełnosprawnej wynosi 935 zł, zasiłek pielęgnacyjny - 183 zł. - To są wszystkie pieniądze, na jakie może liczyć osoba niepełnosprawna - mówi Iwona. - Dodatkowo ja, jako osoba, która zrezygnowała z pracy zawodowej, żeby opiekować się niepełnosprawnym synem, otrzymuję świadczenie pielęgnacyjne w kwocie 1580 zł - dodaje. To świadczenie jest rewaloryzowane, co zostało wywalczone w 2014 roku. Tymczasem wydatki się ciągle mnożą. Potrzebna jest rehabilitacja, leki, czasem operacje, odpowiedni wózek, czasem pampersy lub pieluchomajtki. Koszt utrzymania osoby niepełnosprawnej to często kilka tysięcy złotych miesięcznie.

Kiedy jesteś mały masz jakieś potrzeby, ale też ulgi i dodatki. Kiedy jesteś już dorosły, potrzebujesz więcej pomocy, więcej wsparcia. Niepełnosprawna osoba, która kończy 18 lat, nie dostaje prawie nic. Mówiąc kolokwialnie, trzeba wsparcie wyżebrać

- twierdzi Adrian Glinka. Jego mama podaje przykład: Adrian, już jako dorosła osoba, musiał w ostatniej klasie zmienić szkołę, ponieważ odebrano mu prawo do korzystania z dowozów. Powodem był kruczek w przepisach, który dostrzegli urzędnicy i fakt, że skończył 18 lat.

"Uwierzyliśmy słowom polityków PiS"

- Dostałam telefon, że 18 kwietnia jest protest. Myśleliśmy, że obecny rząd zrobi wszystko, żeby nam pomóc. Tym bardziej, że zbliżały się wybory samorządowe - wspomina Anna. - Myślałem, że po konferencji odbędą się rozmowy i że będę mógł pójść do domu - dodaje Adrian.

Jakub zakładał, że spędzi tam nieco więcej czasu. - Myśleliśmy, że strajk zamknie się w około tydzień - przypomina sobie. Jeszcze inaczej widziała to jego mama, Iwona.

Ponieważ protest w 2014 roku trwał 17 dni, sądziliśmy, że nasz strajk będzie krótszy. Stwierdziliśmy, że skoro PiS nam w 2014 roku tyle obiecał, jego politycy przychodzili do nas na protesty, pani Kempa, pani Mazurek były dla nas jak koleżanki i wysyłały nam SMS-y na święta, obiecywały, że jak dojdą do władzy, to nam od razu pomogą, to faktycznie to zrobią. Nasze środowisko im uwierzyło. Wiele osób głosowało na PiS. My też

- przyznaje.

33. dzień protestu rodziców i dorosłych osób niepełnosprawnych w Sejmie33. dzień protestu rodziców i dorosłych osób niepełnosprawnych w Sejmie Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Nikt nie spodziewał się, że niepełnosprawni i ich rodziny spędzą w Sejmie aż 40 dni. Nikt też nie spodziewał się, że zostaną potraktowani przez rząd tak lekceważąco, a wręcz - jak mówią niektórzy - okrutnie.

Strajkujący mieli dwa postulaty

Postulaty strajkujących były dwa. Pierwszy: zrównanie renty socjalnej z minimalną rentą z tytułu niezdolności do pracy. Drugi: wprowadzenia dodatku "na życie", zwanego też "rehabilitacyjnym" dla osób niepełnosprawnych niezdolnych do samodzielnej egzystencji po ukończeniu 18. roku życia w kwocie 500 złotych miesięcznie.

Pierwszego dnia do strajkujących przyszła minister Elżbieta Rafalska i pełnomocnik rządu ds. osób niepełnosprawnych Krzysztof Michałkiewicz. Bez żadnych konkretnych propozycji. "Są wieloletnie zaniedbania, nie da się wszystkiego na raz rozwiązać" - mówiła wtedy minister Rafalska. "Nie chcemy rozmawiać z jednym środowiskiem" - wtórował jej Michałkiewicz.

Protest dzieci i rodziców dzieci niepełnosprawnych w SejmieProtest dzieci i rodziców dzieci niepełnosprawnych w Sejmie Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Traktowani jak "żywe tarcze"?

Z dnia na dzień sytuacja stawała się coraz bardziej dramatyczna. Strajk trwał, a szans na porozumienie ze stroną rządową nie było widać. Politycy wypowiadali coraz mocniejsze słowa. Poseł Jacek Żalek zarzucił, że rodzice traktują swoje niepełnosprawne dzieci jak "żywe tarcze". Zaczęły się również utrudnienia dla strajkujących w Sejmie.

- Byliśmy odgradzani barierkami do tego stopnia, że jak rozmawiali z nami strażnicy, to mówili do mnie "Pani wróci do siebie" albo "Pani wróci do domu". Na te 68 metrów - wspomina dziś z rozbawieniem, Iwona Hartwich. Opowiada też, jak poseł Marek Plura, sam niepełnosprawny, odwiedził strajkujących. - Kiedy wyjeżdżał z Sejmu, strażnik go zaczepił i powiedział, że ma wrócić z powrotem na protest, bo tu już nie może jeździć wózkiem - opowiada.

Strajkujący szybko zauważyli różnicę w zachowaniu polityków PiS sprzed protestu i w trakcie jego trwania. - Adrian był pierwszym niepełnosprawnym posłem na Sejm Dzieci i Młodzieży. Kiedy przyjechaliśmy do Sejmu na to wydarzenie, rządzący robili sobie z nim zdjęcia. A podczas strajku wszyscy traktowali nas jako zło konieczne - mówi Anna Glinka. - Wypominali nam wszystko, w tym jedzenie, sen. Nie gasili w nocy świateł, klimatyzację ustawiali na najniższą temperaturę. Wyłączono windę, nie mogliśmy otwierać okien, a nawet do nich podchodzić. Lekarz z partii Kukiz'15, zażądał pismem do pana Kuchcińskiego, żeby chociaż młodzież wychodziła - opowiada mama Adriana.

Sam Adrian, jak mówi, nie mógł zrozumieć tej diametralnej zmiany w zachowaniu. - Myślałem, że realia podczas strajku będą inne. Tym bardziej, że mój immunitet działał przez cały rok.

Podczas Sejmu Dzieci i Młodzieży wniesiono mnie jako pierwszego na salę parlamentarną, bo nie mogłem wjechać tam wózkiem. Pan marszałek Kuchciński podał mi rękę, kiedy byłem na rękach swojego opiekuna. A podczas strajku byli obojętni, wręcz wrodzy

- wspomina.

Jednak nie tylko ograniczenie możliwości poruszania się po korytarzach sejmowych doskwierało strajkującym. - Najgorsze było to poniżenie, arogancja. To, co mówili politycy. Nie wpuszczono do nas Janiny Ochojskiej ani Wandy Traczyk. Zamykano przed nami pokój dziennikarski, żebyśmy nie mogli telewizji oglądać. A my mieliśmy tylko komórki, nawet laptopa nie było - wymienia Iwona Hartwich.

- Najbardziej brutalną, kulminacyjną sytuacją była szarpanina matek pod oknem ze Strażą Marszałkowską - dodaje Jakub Hartwich. To zdarzyło się 37. dnia strajku, tuż przed szczytem NATO w Warszawie. Iwona Hartwich razem z innymi matkami próbowała rozwiesić za oknem transparent z napisem "Polish disabled children beg for a decent life" (Polskie niepełnosprawne dzieci błagają o godne życie - red.). Uniemożliwiła to Straż Marszałkowska, między matkami a funkcjonariuszami doszło do szarpaniny.

37. dzień protestu rodziców dorosłych osób niepełnosprawnych w Sejmie37. dzień protestu rodziców dorosłych osób niepełnosprawnych w Sejmie Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

W tym roku zdjęcie z tej sytuacji wykonane przez fotografa "Gazety Wyborczej" Sławomira Kamińskiego zostało wybrane najlepszym zdjęciem 2019 roku przez magazyn "Press". Na fotografii, oprócz strażników walczących z matkami, widać jeszcze jedno - dłoń Jakuba, który próbuje odciągnąć funkcjonariusza od jego matki. - Kuba chciał nas wszystkie obronić - komentuje Iwona Hartwich. Zdjęcie to można znaleźć w internecie.

Propozycje niewiele warte, porozumienie za plecami strajkujących

Tymczasem rząd przygotował dla strajkujących swoje propozycje. Najpierw Andrzej Duda zapowiedział, że zostanie przygotowana ustawa realizująca ich postulaty. Potem Mateusz Morawiecki zaproponował stworzenie funduszu dla niepełnosprawnych, na który złożyć by się mieli najlepiej zarabiający Polacy.

W końcu zaproponowano strajkującym porozumienie. Według niego od czerwca 2018 roku miała zostać podniesiona wysokość renty socjalnej do kwoty 1029,80 zł (tyle wynosi najniższa emerytura, renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy i renta rodzinna). Zobowiązano się też do wprowadzenia od lipca 2018 roku koordynowanej opieki nad osobami niepełnosprawnymi ze szczególnymi potrzebami rehabilitacyjnymi.

Strajkujący odrzucili jednak to porozumienie, bo nie spełniało ono jednego z dwóch podstawowych postulatów, czyli wprowadzenia dodatku "rehabilitacyjnego".

Porozumienie zostało jednak podpisane za plecami strajkujących. PiS podpisał je z częścią organizacji, które działają na rzecz osób niepełnosprawnych, których w Sejmie nie było. Zarówno Hartwichowie, jak i Glinkowie niezależnie mówią o tym, że strajkujący poczuli się wtedy fatalnie. Ale dodają też, że była to manipulacja ze strony rządu.

Już dzień później Monika Zima-Parjaszewska, która w imieniu Krajowej Rady Konsultacyjnej do spraw Niepełnosprawnych podpisała porozumienie z rządem, przepraszała za to, twierdząc, że została wykorzystana, a rząd próbuje podzielić środowisko niepełnosprawnych.

Osoby niepełnosprawne i ich rodzice nie przerwali strajku, ale przygotowali kompromisy. Proponowali m.in., aby rząd zapewnił im natychmiastowy dodatek w wysokości 250 złotych, a w kolejnych dwóch latach podwyższał go o 125 zł.

Rząd odpowiedział: zagwarantujemy wam oszczędności w wysokości 520 zł pochodzące z wydatków na wyroby medyczne. Rodzice odmówili. Chcieli konkretnej pomocy finansowej, bo jak argumentowali, każda osoba niepełnosprawna ma inne potrzeby.

"Musicie wyrwać im wszystko z gardeł"

Pierwsza myśl, że strajk przebiega trudniej niż się spodziewano pojawiła się 18 dnia. - Mieliśmy "kalendarz hańby", pierwszy protest trwał 17 dni. 18 dnia pojawiły się myśli, że oni nie chcą porozumienia. Brano nas na przetrzymanie. Nikt nie przychodził do nas przez 3-4 dni. Miały miejsce tylko konferencje i oczekiwanie. Ale wtedy stwierdziliśmy, że zostaniemy, ile trzeba - opowiada Anna Glinka.

- W pewnym momencie zauważyliśmy, że żaden kompromis nie jest traktowany poważnie. Było to widać w dyskusji z panem Michałkiewiczem, rzecznikiem rządu ds. osób niepełnosprawnych, w zamkniętych dyskusjach z panią Rafalską. Było kilka spotkań, które mieliśmy nadzieję, że będą przełomowe: z panią Agatą Dudą albo szefem "Solidarności" Piotrem Dudą. On wtedy za zamkniętymi drzwiami powiedział nam "Musicie wyrwać im wszystko z gardeł" - przypomina sobie Iwona Hartwich.

Pomimo że rząd nie pomagał rozwiązać sytuacji, strajkujący mieli wsparcie - przede wszystkim od ludzi na zewnątrz Sejmu. - Zostaliśmy dzięki ludziom, którzy nas wspierali. Dzięki kartkom, które dostawaliśmy. Dzięki osobom, które codziennie byli obecni pod Sejmem - mówi mama Adriana.

Dzień Super Matki, manifestacja poparcia dla protestu niepełnosprawnychDzień Super Matki, manifestacja poparcia dla protestu niepełnosprawnych Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Strajk przerwano, ale protestu nie zakończono

Pierwsza myśl o tym, żeby opuścić Sejm pojawiła się po szarpaninie ze Strażą Marszałkowską.

- Wtedy po raz pierwszy zaczęliśmy wszyscy myśleć, czy to przypadkiem nie jest moment, że powinniśmy zawiesić strajk. Już wiedzieliśmy, że przed nami stoi mur, że tego 500 złotych nie da się wywalczyć. I doszliśmy do wniosku, że będziemy walczyć na zewnątrz - tłumaczy Iwona Hartwich.

Jej słowa potwierdza Anna Glinka. - Doszliśmy do wniosku, że na zewnątrz też damy radę, będziemy działać każdy w swoim regionie, wspomagać się wzajemnie - mówi. Dodaje jednak: - Jakby trzeba było, to byśmy jeszcze 40 dni siedzieli, żebyśmy tylko wiedzieli, że w końcu rozbijemy ten mur między nami a rządem.

Po 40 dniach osoby niepełnosprawne i ich rodzice zdecydowali się zawiesić strajk. Z perspektywy czasu strajkujący widzą, że przyniósł wiele korzyści dla ich środowiska. Przede wszystkim - zwiększył świadomość społeczną.

Otworzyliśmy ludziom oczy na niepełnosprawność, a nasze dzieci pokazały, że są pełnowartościowymi obywatelami. Adrian i Kuba byli twarzami protestu, potrafili z własnej inicjatywy zabierać głos w proteście. Ale tak naprawdę wzięli na barki całą społeczność osób niepełnosprawnych. Udźwignęli tę odpowiedzialność we dwóch

- mówi Anna Glinka.

Jej słowa potwierdza Jakub Hartwich. - Społeczeństwo zdało egzamin. Jest bardziej uświadomione i to jest dowód sukcesu - mówi.

Ale walka o swoje prawa miała też ogromny wpływ na samych strajkujących. Po strajku Adrian Glinka zdecydował się startować, choć bez powodzenia, w wyborach do sejmiku wojewódzkiego. - Podjąłem taką decyzję, bo co by mnie czekało, jakbym stał w miejscu? Dzisiaj wracam do domu, gdzie jest mama, ale w pewnym momencie jej zabraknie - twierdzi. Opowiada też o swojej determinacji, aby być jak najbardziej samodzielnym. - Zwykle w powrocie z mojej starej szkoły, gdzie pracuję jako portier, pomaga mi mama albo przyjaciel, też niepełnosprawny, ale chodzący. Jednak wtedy akurat poszedł do lekarza. I sobie pomyślałem: kto mi pomoże, jak nie będzie Patryka ani mamy? I postanowiłem, że sam wrócę do domu. Zlał mnie doszczętnie deszcz i jeszcze burza się zaczęła. Na dodatek po drodze muszę pokonać wielką górę. Przez całe życie przechodzę jakieś górki i pagórki, a taka górka będzie mi straszna?

Chciałem pokazać mamie, że jak chcę to wszędzie się udam. Wróciłem i jestem z tego dumny. Niepełnosprawność pozwala mi walczyć

- uważa. I deklaruje, że będzie startował w październikowych wyborach parlamentarnych.

40. dzień - zawieszenie protestu RON40. dzień - zawieszenie protestu RON Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Walkę podejmuje też Jakub, który w ostatnich wyborach samorządowych został radnym miejskim w Toruniu i dzięki temu próbuje poprawić los osób niepełnosprawnych na poziomie lokalnym. I udaje mu się to - dzięki niemu m.in. w ośrodkach rehabilitacyjnych dorosłe osoby niepełnosprawne mają rehabilitację indywidualną (do tej pory odbywała się ona w grupach), a przed miejskim szpitalem pojawił się parking dla osób niepełnosprawnych.

Pieniądze są dla wszystkich, tylko nie niepełnosprawnych

Już 27 maja osoby niepełnosprawne oraz ich rodzice zaznaczały, że akcja strajkowa zostaje zawieszona, a nie zakończona. Fakt, że kolejny protest niepełnosprawnych rozpocznie się 23 maja, Iwona Hartwich ogłosiła, tuż po konwencji Prawa i Sprawiedliwości, która odbyła się 23 lutego. To wtedy Jarosław Kaczyński zaprezentował pięć obietnic wyborczych, nazwanych szybko “piątką Kaczyńskiego”. I to właśnie one tak poruszyły niepełnosprawnych.

Protest postanowiliśmy wznowić wtedy, kiedy zapomniano w piątce Kaczyńskiego i nie było żadnej propozycji dla osób niepełnosprawnych

- tłumaczy Iwona Hartwich.

Niepełnosprawni znowu zostali pominięci. Ich po prostu nie ma

- dodaje Anna Glinka.

W czwartek o 12 pod Pałacem Prezydenckim zgromadzi się - jak zapowiadają organizatorzy - nawet kilka tysięcy osób z niepełnosprawnościami. - Przeczytamy gorzki list do pana prezydenta. W nim pokażemy jak bardzo nas oszukał. Potem ruszamy pod kancelarię pana premiera. Dla niego również mamy list, który przeczytamy. Następnie udamy się pod Sejm. Tam odbędzie się konferencja oraz 20-minutowe, bardzo wymowne przedstawienie jednej z mam, która pokaże, jak trudna jest opieka nad osobą niepełnosprawną. Przeczytamy kilka słów do pana marszałka Kuchcińskiego. Będziemy go prosić o zniesienie zakazu przebywania na terenie Sejmu do 2020 roku, który nałożony został na strajkujące osoby (obowiązuje do 27 maja 2020 roku - red.) - opowiada Iwona Hartwich.

Protest pomimo obietnic Morawieckiego

Protest odbędzie się pomimo propozycji premiera Morawieckiego dotyczącej dodatku 500 zł dla osób powyżej 18. roku życia ze znaczną niepełnosprawnością, które nie są w stanie podjąć pracy.

- Propozycja pana Morawieckiego jest jak policzek dla środowiska osób niepełnosprawnych. Jeżeli te osoby protestowały przez 40 dni w Sejmie i w ubiegłym roku dowiedzieliśmy się, że jeżeli państwo wyda 1,6 mld na pomoc dla osób niezdolnych do samodzielnej egzystencji to zbankrutuje, a teraz znajduje te pieniądze, ale przeznaczy je na pomoc za kilka miesięcy, to odbieramy to jak kiełbasę wyborczą - stwierdziła Iwona Hartwich. - Odpowiadamy panu Morawieckiemu tak: 23 maja mamy protest ogólnopolski. Jest jeszcze trochę czasu, pan Morawiecki może to uchwalić. Niech przyjdzie do nas z ustawą, choćby z projektem, od kiedy 280 tys. osób, które pobierają rentę socjalną, dostanie dodatek 500 zł. Dla mnie bycie posłem to zaszczyt. Poseł powinien dbać o najsłabszych. Jeśli do dzisiaj tego nie zrozumieli, to po prostu nie dorośli mentalnie do tego, w jaki sposób pomagać osobom niepełnosprawnym - dodała.

20. dzień protestu rodziców w Sejmie20. dzień protestu rodziców w Sejmie Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Podobne stanowisko ma jej syn, Jakub. - Tak naprawdę uwierzymy w tę propozycję dopiero, jak zobaczymy ustawę. Można zwołać nadzwyczajne posiedzenie Sejmu, uchwalić ustawę. Na razie są to jedynie nieprecyzyjne obietnice - podkreślił.

W obietnice te nie wierzą również Adrian i Anna Glinkowie. - Bardzo bym chciała, żeby to była prawda, ale na ten moment trudno mi w to uwierzyć. Chcąc nas przekonać i być wiarygodnymi, powinni do nas przyjść z gotową ustawą. I wtedy my podziękujemy. W tym momencie mamy wrażenie, że to zwykła propaganda - mówi mama Adriana.

Przyjadą ludzie z różnych miejsc z Polski

W tym proteście wezmą udział osoby niepełnosprawne oraz ich opiekunowie z różnych miejsc Polski. Wiele z nich będzie miało okazję zabrać głos i opowiedzieć o swoich problemach. Wśród nich będzie m.in. Dorota Dutkiewicz, prezes lubelskiej Fundacji Na Rzecz Osób Niepełnosprawnych "Tacy Sami", która sama również jest osobą niepełnosprawną. Jej organizacja zapewnia rehabilitację, kształcenie i terapię przede wszystkim dzieciom i młodzieży upośledzonym umysłowo i właśnie o ich godny los będzie walczyć.

Dorota Dutkiewicz ma jeszcze jeden powód, dla którego wraz ze swoimi podopiecznymi przystąpi do strajku. W tym roku PFRON wszystkim organizacjom, które zdobyły dofinansowanie, obciął środki o 20 proc. Po ogłoszeniu tej decyzji szerokim echem rozniosły się problemy Fundacji im. brata Alberta w Krakowie, której groziło z tego powodu zakończenie działalności. Ale w podobnej sytuacji znalazło się wiele innych organizacji. Dla fundacji "Tacy sami" obcięcie funduszy o 20 proc. oznaczało, że cztery osoby nie skorzystają z zajęć w ramach projektu, na który otrzymała pieniądze. Tego Dutkiewicz nie chciała przyjąć do wiadomości. Tym bardziej, że jej organizacja zajęła jedno pierwszych miejsc w konkursie (jej wniosek oceniono jako jeden z najlepszych, a komisja konkursowa przyznała jej pierwotnie 100 proc. dofinansowania), a starała się o 205 tys. złotych (to niewielka suma w porównaniu do wniosków innych organizacji).

Protest niepełnosprawnych. Zdjęcie ilustracyjneProtest niepełnosprawnych. Zdjęcie ilustracyjne Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta

Zaczęła więc walkę. Wysyłała pisma do PFRON-u, interweniowała u rzecznika rządu ds osób niepełnosprawnych, kontaktowała się z mediami i biurem poselskim Joanny Muchy. Po jakimś czasie PFRON zdecydował o zwiększeniu środków finansowych do 209 886 883,00 zł, w tym na kierunek pomocy, o który starała się pani Dorota, o 32 810 889,00 zł.

Nadal jednak fundacja "Tacy sami" nie otrzymała pełnego dofinansowania, a Dorota Dutkiewicz ma poczucie niesprawiedliwości.

- My ten konkurs wygraliśmy. Komisja przyznała nam 100 proc. dofinansowania, które ostatecznie zostało obcięte. Dla mnie oznacza to, że kilka osób nie skorzysta ze wsparcia, wręcz sugerowano mi, żebym obniżyła liczbę beneficjentów. W odpowiedzi poprosiłam pana Michałkiewicza, żeby wskazał mi, kogo mam wyrzucić - mówi. - To skandaliczne naruszenie zasady konkurencyjności, która rządzi tym konkursem. Jego rozstrzygnięcie miało decydujący wpływ na udział w proteście - dodaje prezes fundacji.

PFRON argumentuje, że zdecydowano się obniżyć dotacje wszystkim fundacjom, aby jak największa liczba organizacji mogła dostać dofinansowanie. Rozwiązanie to nie jest jednak idealne, a wręcz krzywdzące dla wielu fundacji. Potwierdza Fundacja Wolności, która wydała stanowisko ws. przeprowadzenia konkursu "Szansa-Rozwój-Niezależność", w którym brała udział fundacja Doroty Dutkiewicz.

Istotne zmniejszenie dofinansowania organizacji zakwalifikowanych do dofinansowania będzie oznaczało brak możliwości pomocy osobom niepełnosprawnym w tychże organizacjach

- pisze fundacja.

"Chciałbym usłyszeć słowo przepraszam"

Pani Dorota będzie jedną z - jak zapowiadają organizatorzy - nawet kilku tysięcy osób, które pojawią się, aby zawalczyć o prawa osób niepełnosprawnych. Na ich czele znów staną Jakub Hartwich i Adrian Glinka.

14. dzień protestu osób niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie14. dzień protestu osób niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Niektórzy, tzw. hejterzy, myślą, że my chcemy tylko pieniędzy. A to nie tylko o to chodzi. Chodzi o naprawienie całego systemy tak, żeby państwo nam pomagało i żebyśmy sobie normalnie, godnie żyli. Te 500 złotych, o które prosiliśmy to czubek góry lodowej. Są kolejne kwestie, które trzeba poruszyć

- twierdzi Jakub Hartwich.

- W żadnym działaniu na rzecz osób niepełnosprawnych tak naprawdę nie myślę o swojej niepełnosprawności. W każdym momencie, kiedy dostaję mikrofon, mówię o wszystkich. Nie mówię o sobie, bo ja według nich jestem zdrowy - twierdzi Adrian. - Mam marzenie, żeby to był ostatni protest i żeby do głów polityków trafiło, że takie duże protesty nie powinny się wydarzyć. I chciałbym doczekać tego, aż ktoś nam powie przepraszam. Nic więcej, tylko jedno “przepraszam” - mówi. I dodaje: - Zawsze jak się kładę wieczorem, po protestach, marszach czy przemówieniach, tracę trochę siłę. Ale myślę sobie wtedy:

Po co ja żyję? Żyję po to, żeby sobie i innym zapewnić godność. I będę się kłócił, wydzierał. I w końcu mi się uda.
Więcej o:
Komentarze (76)
Osoby niepełnosprawne i ich opiekunowie znów wychodzą na ulice. "Chciałbym usłyszeć słowo przepraszam"
Zaloguj się
  • viaac

    Oceniono 32 razy 12

    Ten protest, jak każdy od 2015 jest oczywiście "czysto polityczny", a protestujący zostali "podpuszczeni przez totalną opozycję". Wszystko po to, aby "obalić demokratycznie wybraną władzę".
    Prawda?

    To samo PiSiesyny mówiły o lekarzach rezydentach, studentach, nauczycielach, rolnikach i wszystkich, którym coś się w rządach władzy ludowej nie podobało.

    Wichrzyciele! :D A Naczelnik nie śpi po nocach myśląc o Polsce, niewdzięcznicy!

  • fredipedi

    Oceniono 11 razy 5

    dzisiaj oglądałem ta panią od psów chyba wielgus w radio zet i powiedziała wprost że to jest protest polityczny !!! Poza tym dowiedziałem się że jeden z tych dzieciaków na wózku bodajże jakub Hartman pracuje z nią a i że namawia jego matkę żeby też oficjalnie weszła do polityki .Ludzie przejrzyjcie na oczy

  • patriot.wr

    Oceniono 14 razy 4

    Pewnie Hartwingowa chce sobie zmienić apartamentowiec na lepszy

  • krark

    Oceniono 18 razy 4

    "Po co ja żyję? Żyję po to, żeby sobie i innym zapewnić godność. I będę się kłócił, wydzierał. I w końcu mi się uda."
    To się wydzieraj i nie nudź.

  • javall

    Oceniono 5 razy 3

    Psychoterrorysci. W jednym szeregu z blekitnymi. Szpica ofensywna sPOKO.

  • bojowniczka_hybrydowa

    Oceniono 9 razy 3

    Czyli co - jeśli teraz, za "państwa prawa i sprawiedliwości" - matki/ojcowie zaczną z LITOŚCI i WSPÓŁCZUCIA zabijać swoje dorosłe niepełnosprawne dzieci to... Zero, wasz guru, ich ścigać nie będzie, prawda? Przecież one/oni ulżą tępemu sprzedajnemu sÓwerenowi w jego ciężkiej doli... Wreszcie pozbędziecie się balastu... Będzie więcej za kopulację, może 700+ na napoczętą zygotę?

    Oh wait. Nie. Polski katolik uwielbia napawać się cierpieniem drugiego.
    Przecież cierpienie uszlachetnia. Byle tylko nie dotyczyło "mnie".
    Ale "innych" to nader chętnie. Popatrzymy sobie. Ale fajowo.

  • borsuk07

    Oceniono 13 razy 3

    jaki PIS jest zły bo rządzi 3 lata a od 1989 r. czyli 17 lat rządów partii liberalno-demokratycznych w tym 8 lat PO jakoś dziwnie bez tych wszystkich dopłat nie narzekali ?

  • mareks.sz

    Oceniono 26 razy 2

    Iwonka Hretwig ,niepracująca matka ,pracującego niepełnosprawnego ,znowu wyciąga łapska po kasę ,przez całe życie liczy na drapane.Jest wiele osób opiekujących się niepełnosprawnymi o znacznym stopniu niesprawności,wymagających całodobowej opieki i tym ludziom należy się godziwa pomoc a nie takim nierobom jak Iwonka.Takie matki powinny być kierowane do pracy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX