Owsiak o zabójstwie Adamowicza: Nie mam sobie nic do zarzucenia

- Wszystkie nasze siły były skierowane na to, żeby finał został przeprowadzony jak najlepiej. Zresztą jak co roku - o zamachu na Pawła Adamowicza mówi w rozmowie z Gazeta.pl prezes Fundacji WOŚP Jerzy Owsiak. I dodaje: - Nie mam sobie nic do zarzucenia.

GAZETA.PL, ŁUKASZ ROGOJSZ: Rozmawiamy dokładnie dwa miesiące po pogrzebie Pawła Adamowicza. Wracasz jeszcze czasem do wydarzeń z Gdańska?

JERZY OWSIAK: Cały czas. Nie ma dnia, żebyśmy o tym nie mówili przy różnych okazjach. To sytuacja absolutnie wyjątkowa, bez precedensu w historii 27 lat grania WOŚP. Coś takiego sprawia, że wartościujemy siebie, patrzymy, w jakim miejscu jesteśmy, co i jak robimy. Zastanawiamy się, jak mocno ta sytuacja mocno nas dotknie. Czy damy sobie z nią radę, czy będzie ciężko.

A będzie ciężko?

Zobaczymy. Nie mamy w fundacji zwyczaju, żeby się nad sobą rozczulać. Nie siedzimy tutaj i nie debatujemy, jacy jesteśmy piękni, ładni i kolorowi, tylko robimy swoją robotę. W Polsce często jest tak, że jak jest sukces, to od razu pojawia się stu ojców. Jak jest klęska, to wszyscy mówią: mnie tam nie było, nie mam z tym nic wspólnego. W przypadku Gdańska - to był finał Orkiestry, ten finał stworzyliśmy my, imiennie za ten finał odpowiadam ja. Może napisaliśmy zły regulamin tych imprez, może coś zrobiliśmy źle?

Może. Masz sobie coś do zarzucenia? Żałujesz czegoś? Dzisiaj zrobiłbyś coś inaczej?

Nie, nie mam sobie nic do zarzucenia. W ogóle dziwię się, że mnie o to pytasz. Wszystkie nasze siły były skierowane na to, żeby finał został przeprowadzony jak najlepiej. Zresztą jak co roku.

Do zabezpieczenia gdańskiego finału zastrzeżenia były ogromne. Może to właściwy moment, żebyście wzięli na siebie większą odpowiedzialność za sposób organizacji i zabezpieczania wydarzeń, które odbywają się podczas finałów? Bo kiedy dzieje się coś takiego jak zabójstwo Pawła Adamowicza, to chociaż prawnie nie WOŚP jest za to odpowiedzialna, i tak obrywa najmocniej.

No, ale jak mielibyśmy to zrobić?

Jeszcze bliższa współpraca z organizatorami, władzami miast? Jeszcze ściślejsza współpraca z policją? Wyznaczanie standardów i wytycznych, a potem kontrolowanie ich przestrzegania?

Jesteśmy mistrzami w zabezpieczaniu takich imprez. Mamy za sobą 24 festiwale Przystanek Woodstock, obecnie Pol’and’Rock Festival. Dziś to jeden z największych festiwali na świecie. Uczestnicy czują się na nim bezpiecznie, dobrze i komfortowo, bo system zabezpieczania tego festiwalu i dbania o ludzi działa bardzo dobrze. Wiemy, gdzie są nasze słabe punkty, a gdzie mocne. Wciągamy coraz to nowych ludzi do pomocy. Za zabezpieczenie festiwalu jesteśmy powszechnie chwaleni.

Wracając do imprezy w Gdańsku - formalnie to nie miasto odpowiada za zabezpieczenie tej imprezy, tylko organizator. A na samym końcu – wynajęta przez organizatora agencja ochrony.

Na agencję, która ochraniała gdański finał spadły gromy.

Była to jednak agencja posiadająca wszystkie certyfikaty, która w samym Gdańsku zabezpieczała mnóstwo imprez. Ja jednak nie zamierzam tutaj przesądzać o niczyjej winie bądź niewinności, bo sprawa jest w toku. Ale na odcinku ochrona – szaleniec wydarzyło się coś potwornego. To przecież nie organizator skoczył z nożem na prezydenta Adamowicza, tylko psychopata, który dostał się na scenę, chociaż nigdy nie powinno się to zdarzyć. Dlaczego się tam znalazł? Dlaczego tam wszedł? Odpowiednie instytucje i służby to sprawdzają. My przygotowujemy się do kolejnego finału za rok i już uwrażliwiamy ludzi: dbajcie o siebie, niech każdy dba o swój odcinek.

To nie za mało? Mało kogo interesuje i mało kto ma świadomość, że za ochronę imprez WOŚP nie odpowiadacie wy. Jeśli coś się na nich dzieje, to idzie na wasze konto.

Do dzisiaj nie musiałem w sprawie ataku w Gdańsku odpowiadać na żadne pytanie żadnej służby czy komisji. Ale nie zamierzałem i nie zamierzam uciekać od odpowiedzialności – deklarowałem i nadal deklaruję pełną gotowość do współpracy w celu wyjaśnienia sprawy zabójstwa prezydenta Adamowicza. Poza tym, w zasadzie od razu po zakończeniu finału oddałem się do dyspozycji zarządu fundacji. To była ważna życiowa decyzja, bo nie wiedziałem, co będzie jutro lub pojutrze.

Żałujesz tej decyzji?

Absolutnie nie. Wszystko zrobiłbym dokładnie tak samo. Jeśli czegoś żałuję, to tylko tego, że nie wszyscy zrozumieli moją decyzję. Ludzie uznali, że całkowicie się wycofuję, że w ogóle zostawiam fundację, chociaż moja decyzja dotyczyła wyłącznie wycofania się z władz fundacji. Nie chciałem decydować o jej dalszych krokach. Czekałem, co się wokół niej wydarzy, byłem do dyspozycji.

Jak wyobrażałeś sobie dalsze działanie w ramach WOŚP? Dla wielu ludzi WOŚP to Owsiak, a Owsiak to WOŚP.

Cieszę się, że utożsamiają mnie z Orkiestrą, ale przekonuję i dalej będę przekonywać, że fundacja to dobrze zorganizowana organizacja, która działa i będzie działać także beze mnie. Orkiestra to znacznie więcej niż Jurek Owsiak. To 42 osoby, które bardzo ciężko pracują, żeby kolejne finały się udawały, żebyśmy dobrze i sprawnie inwestowali przekazane przez Polaków pieniądze. To też setki tysięcy, może miliony ludzi, którzy w nas wierzą i którzy nas co roku wspierają.

Co do mojej dymisji, to dotyczyła tylko i aż tego, że nie ja miałem dalej podejmować decyzje o działalności i polityce fundacji. Chciałem zrobić to, co zarząd uzna za stosowne. Przecież mogli powiedzieć: "Słuchaj, Jurek, masz rację, odpocznij sobie, weź wolne. Chcemy teraz popracować jakiś czas bez ciebie". Albo: "Daj sobie miesiąc, dwa czy pół roku. Bądź do dyspozycji organów wyjaśniających sprawę Gdańska. My będziemy sobie dalej pracować i zobaczymy, co będzie dalej". Powiedzieli coś dokładnie innego. A po tygodniu podjąłem decyzję, że wracamy do roboty. Jeszcze większej, niż to sobie wyobrażaliśmy przed ostatnim finałem.

Nie czarujmy się, frontman jest dzisiaj najważniejszy. Czy to w polityce, czy w popkulturze, czy w działalności charytatywnej.

Doskonale rozumiem pozycję lidera. Nie będę jakimś dziadkiem orzechowym, żeby ci czarować, że nie jestem liderem, że to nieważne. Jestem liderem i osobą, z którą to wszystko, co robimy jest związane. Ale z WOŚP będzie jak z Noblem czy Oscarami – Jurka zabraknie, a show będzie trwać dalej.

Może czas pomyśleć o następcy? O kimś, komu mógłbyś przekazać swoją rolę w Orkiestrze?

Nie boję się powiedzieć w pewnym momencie: "Słuchajcie, łupie mnie w krzyżu i nie dam rady dłużej tego ciągnąć". Wiem, że kiedyś moją rolę przejmie ktoś inny. To normalne. Przecież nie jestem Kim Ir Senem, żeby trzymać w garści tę pałeczkę, dopóki nogi jeszcze jakkolwiek niosą i mogę dojść do mikrofonu, a potem oddać ją komuś z rodziny. Nigdy tutaj tego nie było. W naszym zespole, tych świetnych 42 osób, doskonale wiemy, kto w takiej działce frontmańskiej sprawdziłby się najlepiej.

Czyli kandydat lub kandydatka już jest?

Nie o to chodzi. Po prostu w swoim gronie dobrze wiemy, kto podczas mojej nieobecności świetnie poradziłby sobie w roli frontmana – pogadał z mediami, poprowadził finał czy festiwal. WOŚP to firma, a nie zespół rockowy. Odejście czy zmiana frontmana nie kończy zabawy. Wiesz, Queen bez Freddiego Mercury'ego się posypali, Doorsi bez Jima Morrisona też się skończyli, Led Zeppelin po śmierci perkusisty Johna Bonhama również zakończyli działalność. A odejście Owsiaka z fundacji spowoduje co najwyżej, że ktoś stwierdzi: "Szkoda, słuchałem gościa, lubiłem go". Jako organizm fundacja cały czas będzie działać. Naprawdę nie chcę budować sobie jakiegoś pomnika spiżowego, że Jurek Owsiak wiecznie żywy.

Kokietujesz.

Nie kokietuję. Nawet nic nie kombinuję, bo jeszcze ktoś zacząłby mi stawiać ten spiżowy pomnik. Bo Jurek Owsiak, bo bez Jurka nie ma WOŚP. A mnie to kompletnie lata kalafiorem. Żyję własnym rytmem, własnym życiem. Powiedzenie po ostatnim finale tego, co powiedziałem, było poprzedzone przemyśleniami i oznaczało wzięcie odpowiedzialności za całą fundację, za jej rolę, za to, co się może stać jutro i pojutrze. Ten atak szaleńca sprawił, że wszystko przewartościowaliśmy sobie w głowach.

Ciebie osobiście też to zmieniło?

Jak mogłoby nie zmienić? Pokazało mi, że stać mnie na natychmiastowe podjęcie cholernie trudnej decyzji. Pokazało mi też, jak zgrany zespół tworzymy z załogą fundacji. Wszyscy stanęli za mną murem. To był szok. Trzecia sprawa – byłem szczerze skrępowany, kiedy po mojej deklaracji wokół fundacji zaczęły dziać rzeczy nie do przewidzenia. Przybijane do naszej bramy obrazki, buciki dziecięce, apele, serduszka. Wcześniej oglądałem tego typu sytuacje przy różnych okazjach, kiedy coś działo się w Polsce albo na świecie i zawsze to dotyczyło kogoś innego, innej sytuacji. Nagle dotyczy to ciebie, ciężko to ogarnąć. Z pokorą patrzyłem na to, co się dzieje, chociaż naprawdę wolałbym, żeby to wszystko nigdy się nie wydarzyło.

Z drugiej strony, siła, która później wyszła od ludzi – 11 mln kliknięć u mnie na Facebooku – pokazała mi, że to, co robię jednak ma sens. Nawet najbardziej obrzydliwy hejt czy oskarżenie i tak nie zmienią tego, że to, co robisz, robisz z fantastyczną ekipą ludzi i to ma wymiar rzeczywisty. Ale nie chciałbym już nigdy więcej przeżywać czegoś takiego, żeby dostać tę informację zwrotną. Ona była niezwykle wzmacniająca, serdeczna, solidarnościowa, miła, ale nie chcę już nigdy przez to przechodzić. Nie za taką cenę.

Gdy ogłaszałeś swoja dymisję, jako główny jej powód podałeś hejt wobec ciebie i WOŚP: "Ta nienawiść w moją stronę, w stronę fundacji, grzeje od 25 lat. Od 25 lat staczam boje z ludźmi, którzy mi grożą. Niestety, polski wymiar sprawiedliwości i policja nie dają sobie z tym rady". Tego hejtu było więcej w tym roku, po zamachu na prezydenta Adamowicza, czy chodziło ci o jego skumulowaną ilość?

Najwięcej było go trzy-cztery lata temu, bo to był hejt zorganizowany. Nie jestem zwierzakiem internetowym, dopiero moja załoga z fundacji uświadomiła mnie, że hejterów można wynająć i na kogoś nasłać. Dla mnie to był szok.

Serio?

Tak, bo przecież nikt się pod tym nie podpisuje – żadna partia, stowarzyszenie, ludzie skrzywdzeni przez WOŚP czy rodzice dzieci, których nie zdołaliśmy uratować. A ty odruchowo szukasz po tej drugiej stronie kogoś, kto ma powód, żeby cię nienawidzić. Z dowolnego powodu – nie podobają mu się twoje okulary, twoja muzyka albo to, co mówisz. Łatwiej jest stoczyć bój z kimś, kto na przykład zakłada "Komitet obrony młodzieży przed Festiwalem Woodstock", bo uważa, że to siedlisko narkomanów. Tutaj nie wiedziałem kto i dlaczego ze mną walczy, dlatego było to dla mnie i dla ludzi z fundacji bardzo bolesne. Ale hejt w sieci zniknął tak szybko, jak się pojawił. Bardziej boli taki programowy hejt osób, które na zlecenie zasypują nas oskarżeniami czy składają na nas donosy do prokuratury. Po dziś dzień nie ma tygodnia, żebyśmy nie otrzymali zawiadomienia z sądu lub prokuratury, że mamy się zjawić jako świadkowie czegoś.

Wkurza mnie, że nasze państwo z hejtem sobie nie radzi, że prawo w tym zakresie jest przestarzałe i skonstruowane tak, że kompletnie nie uwzględnia skali dzisiejszego zjawiska. Przestępstwo wyprzedziło prawo, a skoro tak, to ludzie nie mają żadnych hamulców przed tym, co, do kogo i jak wypisują w internecie. A to powinno być jak z wkładaniem gwoździa do kontaktu – wiesz, że jak to zrobisz, to cię tak pierdzielnie, że zlecisz z krzesła. Smutne jest również to, że jeśli już ktoś decyduje się walczyć z hejterami, to potem czasami okazuje się, że po drugiej stronie monitora siedzi 11-letni chłopaczek. Nikt mu nie wytłumaczył, że nie wolno robić takich rzeczy i gdy wreszcie go złapano, to jest śmiertelnie przerażony. Takie dzieciaki trzeba edukować, trzeba z nimi rozmawiać. Problemem są zawodowcy, którzy wiedzą, że nasze prawo jest dziurawe i wykorzystują to do zarabiania kasy. Bo wiedzą, że w naszym systemie prawnym niemal niemożliwym jest, żeby zostać za coś takiego ukaranym.

A może odszedłeś, bo po prostu potrzebowałeś, żeby ludzie cię docenili, żeby pokazali, jak bardzo jesteś im potrzebny?

Że niby myślałem sobie: "To ja się teraz wystawię i zobaczę, kto co o mnie myśli i komu na mnie zależy"? Nigdy w życiu. Nie potrzebujemy, żeby ktoś nagle przyszedł i mówił nam, jacy jesteśmy fajni. Zresztą my poczucie pozytywnej oceny przez ludzi mamy. Doskonale znamy swoją wartość. Stale przeprowadzamy także badania tego, jak odbierane są różne nasze projekty i aktywności, bo chcemy wiedzieć, co powinniśmy poprawić. Dzięki temu wiemy też, że ludzie nas akceptują i z nami są. Na trzy tygodnie czy miesiąc przed ostatnim finałem Orkiestry zamówiliśmy w jednej z popularnych sondażowni badanie na temat WOŚP. Pytaliśmy, jak ludzie odbierają Orkiestrę, jaka jest znajomość naszych programów medycznych, naszej pracy czy programu "Uczymy ratować".

Czego się dowiedzieliście?

Tego, że 84 proc. Polaków bardzo ceni Orkiestrę. Pamiętam, że dwa lata temu ktoś zrobił podobne badanie i przysłał nam wyniki. Wtedy było 82 proc. Czyli mamy wzrost o 2 pkt proc. Niby papierowy wynik, ale mówi ci, w którym jesteś miejscu i czy idziesz w dobrym kierunku.

To może potrzebowałeś zobaczyć, ile znaczysz dla swojego zespołu, dla swoich ludzi? Koniec końców to właśnie oni sprowadzili cię z powrotem.

Ich reakcja była super. Na pewno pozytywnie mnie zaskoczyli. Przecież nigdy wcześniej nie byliśmy wystawieni na podobną próbę. To oni namówili mnie do powrotu. Płakaliśmy, śmialiśmy się, spędziliśmy tu razem bardzo ważny dzień i wieczór. Poza tym, wyciszyliśmy się, bo przez tydzień nie było nas dla mediów. Musieliśmy całą sytuację przegadać w swoim gronie, przetrawić, a potem zdecydować, co dalej. To było bardzo potrzebne, bo po tragedii w Gdańsku pojawiło się pytanie, co dalej. Zastanawialiśmy się, jak Polacy to przyjmą, jak na to zareagują, jak to się dalej potoczy. Nie wiedzieliśmy, czy na przykład inne sztaby nie podziękują nam za współpracę, bo będą się po prostu bać o swoje bezpieczeństwo.

Podziękowały?

Wręcz przeciwnie. Ludzie w różny sposób kontaktowali się z nami – osobiście, listownie, mailowo, w mediach społecznościowych. Wspólny mianownik był jeden – nie chcemy nic zmieniać, chcemy dalej grać, chcemy nadal być. Dlatego powiedzieliśmy, że nie planujemy żadnych zmian. Koncerty będą się odbywać tak jak do tej pory. To my musimy uczynić je miejscem, o które jeszcze bardziej dbamy, w którym jesteśmy jeszcze bardziej bezpieczni i wyczuleni na wszystko, co dzieje się obok nas. Na pewno nie zamienimy koncertów i finałów w fortece, w których antyterroryści czy wojsko zabezpieczają scenę i uczestników. To nie byłaby Orkiestra, której wszyscy chcemy i do której się przyzwyczailiśmy.

Orkiestra jest zbudowana na specyficznych fundamentach: wzajemnym zaufaniu, poczuciu bezpieczeństwa, wspólnym działaniu. Atak na Pawła Adamowicza uderzył w te fundamenty. Pytanie, czy WOŚP może być jeszcze taka jak dawniej.

Na razie nie otrzymaliśmy żadnych sygnałów, żeby miała się zmienić. Ludzie tego nie chcą i mówią nam o tym. Mogę ci pokazać segregatory, w których mamy setki, tysiące listów od ludzi. Do tego dochodzą tysiące maili, które otrzymaliśmy od czasu finału (na wszystkie odpowiedzieliśmy). Ludzie pisali dokładnie o tym, o co pytasz – że chcą dalej grać z Orkiestrą, że nie chcą niczego zmieniać. Pisali, że jeśli WOŚP zginie, to z ich przestrzeni życiowej zniknie coś, z czym byli i są bardzo związani. Coś, co jest mocno związane z ich postrzeganiem świata.

Sam nie rozważałeś zatrudnienia ochrony? Nie myślałeś: a co, jeśli ja będę następny?

Nie. Jeśli mam myśleć takimi kategoriami, to lepiej w ogóle granie z Orkiestrą odpuścić. Zresztą wiesz, jestem człowiekiem, który non-stop spaceruje po Warszawie. Sam albo z żoną. Dlaczego? Bo kochamy wolność, bo jesteśmy warszawiakami, bo jesteśmy spacerowiczami. Przecież nie jestem politykiem, nie wzbudzam takich emocji, żebym musiał chodzić z ochroną i odgradzać się od ludzi.

A nie boisz się, że przez wydarzenia w Gdańsku obecna władza będzie chciała utrudnić życie WOŚP i uzna finały za imprezy podwyższonego ryzyka?

Nie idźmy w tym kierunku, nie gdybajmy. To bez sensu. Zorganizowanie jakiegokolwiek koncertu albo pikniku – czy to przez fundację, czy jakiś inny podmiot – określają zasady zawarte w ustawie o organizacji imprez masowych. Jeśli bardzo rzeczowo się tego trzymasz, to – mówiąc brutalnie – jedynym poszkodowanym może być ktoś ochraniający taką imprezę. Bo od tego jest ochrona czy policja, żeby ustrzec cię przed przestępcą. Ma być w tym miejscu i w tym czasie, w których ten przestępca chce zrobić ci krzywdę. Poza tym, nie dajmy się zwariować. Przez 27 finałów WOŚP najpoważniejszymi incydentami były kradzieże puszek z datkami, a w ostatnich latach nawet tego typu rzeczy nie było. Nie dajmy się zastraszyć. Orkiestra ma wyzwalać w ludziach dobro, to jej największa siła.

Dużo wiary w ludzi.

Ona musi być, bo inaczej idziesz w ślepą uliczkę. Bo co, powiesz, że wszyscy, którzy zbierają dla WOŚP pieniądze muszą być od góry do dołu prześwietleni? Tak samo każdy, kto zbliży się do sceny podczas finału? Pamiętam, że na jednym z finałów ludzie przynieśli halabardy, które chcieli dać na aukcję. Rozumiesz to? W naszą stronę szli ludzie z halabardami. I co, teraz miałby się na nich rzucić oddział antyterrorystów?

Takie zdarzenia jak tragedia z Gdańska każą i tobie, i ludziom zabezpieczającym imprezę spojrzeć inaczej na to, co robimy. Ale dopóki nie będzie oficjalnego komunikatu, jak ten szaleniec znalazł się na scenie, trudno mówić o jakiejkolwiek winie. Mamy swoje zasady bezpieczeństwa, pilnujemy się, ale w każdej sytuacji możesz wskazać świra, który znajdzie sposób, żeby dopiąć swego. Dlatego w wyniku śledztwa chciałbym tylko usłyszeć, że mieliśmy do czynienia z pojedynczym szaleńcem, który zrealizował swoją chorą ideę, że nie był to żaden gruby plan i zorganizowana akcja, że nie ma za tym grupy ludzi, która była gotowa posunąć się tak daleko.

Wierzysz, że zabójstwo Pawła Adamowicza coś w Polakach zmieni na lepsze? Po śmierci Jana Pawła II, a już zwłaszcza po smoleńsku zupełnie nam to nie wyszło.

Wierzę w to. W tej wierze utwierdzają mnie takie sytuacje jak zbiórka pieniędzy na Facebooku, którą zorganizowała Patrycja, krawcowa z Gdańska. To był jakiś totalny kosmos, bo kobieta zebrała 16 mln zł! To pokazało, jak bardzo bliska ludziom jest idea Orkiestry, jak wielki sens w niej widzą, jak namacalna jest dla nich.

Ten entuzjazm i jedność się utrzymają?

Tak, ponieważ ludzie zdali sobie sprawę, że mogą stracić Orkiestrę i to ich uderzyło. Dlatego jasno powiedzieli: mamy coś fajnego, nie niszczmy tego. Przecież nawet, gdyby spadła na nas manna z nieba, nagle stalibyśmy się piękni, cudowni i wszystkiego mielibyśmy w bród, byłoby cholernie szkoda, żeby Orkiestra nie miała dla kogo grać. To jest święto, fenomen, który trwa już 27 lat. Każdy chce coś zrobić, dać coś od siebie, pokazać się z najlepszej strony. Jeden piecze ciasto, drugi przygotowuje finał, a trzeci po raz pierwszy idzie zbierać pieniądze do puszki. To jest ciąg fenomenalnych zdarzeń, które dają nam wielkie poczucie dumy i sprawiają, że przez kolejny rok mamy o czym mówić.

Więcej o:
Komentarze (227)
Zabójstwo Pawła Adamowicza. 27 finał WOŚP. Owsiak wywiad.
Zaloguj się
  • lukasz_patrykus

    Oceniono 43 razy 33

    jeżeli mierzyć wielkość człowieka proporcjonalnie do ilości nienawiści, jadu i obracaniu gównem przez rożne kundle, które w życiu nikomu nie pomogły, nie maja za grosz empatii i nie potrafią w życiu niczego osiągnąć...
    to Jurek jawi się jako gigant geniuszu :-)

  • banwit

    Oceniono 38 razy 26

    Ale PIStrolle w natarciu, partia nie żałuje kasy. PISduraki nie wybaczają, prokuratura na usługach partii, od czasy komuny tego nie było.

  • antonicholodniak

    Oceniono 38 razy 22

    Jurku! Oddałeś nam swoje serce, my swoje Tobie oddajemy!
    Mówię za takich jak ja, osób niepełnosprawnych, dzieci niepełnosprawnych, osobach starszych i potrzebujących pomocy.
    Po każdej przychodni, szpitalu, SOR można na każdym oddziale i sali, gabinecie zobaczyć serca...

  • oko2009

    Oceniono 34 razy 18

    Kombinuje Pan prawidłowo Panie Jerzy. Szczególnie po słowach senatora PiS Biereckiego, który zapowiedział oczyszczenie Polski z takich elementów jak Pan, jak ja i milionów innych. Nie wiem czy szykują nam obozy koncentracyjne czy inne. Ale na pewno coś szykują.

  • wojtek45wawa

    Oceniono 40 razy 16

    O Adamowiczu trzeba pamiętać!!!!
    Zginął z reki szaleńca. Ale nienawiść do niego była pompowana przez media rządowe.
    Oby nie było takich ofiar więcej.

  • biesczad1

    Oceniono 28 razy 14

    Adamowicz, Tusk, Owsiak: jednego już zaszczuliście - na którego teraz teraz cieknie wam ślinka???

  • xouveyer11

    Oceniono 19 razy 7

    Przestaję spoglądać na ogólnodostępne komentarze. Tylko na te dla prenumeratorów, bo trzymają jakiś poziom. Na ogólnodostępnych za dużo hejtu i rzygowin pisowskich trolli.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX