Policjant: Zatrzymaliśmy auto. Kierowca trzasnął drzwiami i przyznał, że pijany jedzie do agencji

- Pijani kierowcy reagują trochę jak w kabarecie: "no, co?!", "co się stało?! Przecież jadę bezpiecznie!", "No dobra, wypiłem, i co z tego". Słyszałem też tłumaczenia, że ktoś ma nadkwasotę żołądka lub najadł się kwaśnych jabłek - mówi w rozmowie z Gazeta.pl podinsp. Radosław Kobryś z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.

 

Marcin Kozłowski, Gazeta.pl: Ponad 104 tys. pijanych kierowców zatrzymała policja w ubiegłym roku. Według aktualnych danych Ministerstwa Cyfryzacji, prawem jazdy dysponuje w Polsce 21,8 mln osób. Czy można na podstawie tych danych oszacować, ilu kierowców pod wpływem alkoholu nie udało się policjantom złapać?

Podinsp. Radosław Kobryś, Biuro Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji: Nawet nie będę strzelał. Trudno powiedzieć, jaka to jest liczba.

Pijani kierowcy rzucają się policjantom w oczy?

Kiedy zaczynałem pracę w tzw. patrolówce, zawsze dziwiłem się mojemu starszemu koledze, który potrafił przez 6 godzin zatrzymać trzy samochody i w każdym z tych samochodów był pijany kierowca. Takie nabieranie doświadczenia i wyczucia trwa miesiące, a nawet lata.

Zatem jak rozpoznać takiego kierowcę?

Takie cechy można byłoby wymieniać długo. Wszystkich nie mogę jednak podać, bo musimy mieć jakieś chwyty w zanadrzu. Mało kto wie jednak, że ci, którzy jadą pod wpływem alkoholu, zazwyczaj poruszają się wolno. To oczywiście nie oznacza, że powinno się ich z tego powodu chwalić, bo to, że nie przekraczają prędkości, nie znaczy, że jadą przytomnie. Zatrzymałem kiedyś człowieka, który jechał z prędkością dosłownie kilku kilometrów na godzinę. Otworzyłem drzwi samochodu, mężczyzna wypadł.

Czasem jesienią lub zimą pijani kierowcy nie orientują się, że ich auto jest zaparowane w środku. Niektórzy mijając się z policjantami, wołają "cześć", machają ręką. Wtedy jeden funkcjonariusz mówi do drugiego: "Znasz go? - Nie. - Ja też nie". I zatrzymują takiego kierowcę, okazuje się, że jest pod wpływem. Bywa też tak, że zatrzymanie takiego kierującego zdarza się przypadkiem.

Na przykład?

Sytuacja sprzed kilku lat, zima. Byłem w oznakowanym radiowozie, obserwowałem auto zwalniające przez sygnalizacją świetlną. Na przednią szybę zsunęła się z dachu gruba warstwa śniegu, wycieraczki nie mogły sobie z tym poradzić. Uznałem, że muszę porozmawiać z kierowcą, żeby wiedział, że tak nie wolno.

Okazało się, że ten człowiek miał 0,72 promila alkoholu w organizmie. Obok niego siedział jego szef, twierdził, że nie zdawał sobie z tego sprawy. Kierowca zdążył przejechać do tej pory 200 kilometrów. Kiedy tylko wsiadł do mnie do radiowozu, od razu wiedziałem, że prawo jazdy zostanie u mnie.

Inny przypadek: w środku miasta zatrzymałem auto do kontroli. Nie działała jedna żarówka. Nie zdążyłem jeszcze nic powiedzieć, kiedy z samochodu wysiadł mężczyzna, trzasnął drzwiami, klepnął otwartą dłonią w dach i poskarżył się: "cholera, wszyscy mówią, że zatrzymujecie pijanych na bocznych drogach. A mnie zatrzymujecie w centrum, kiedy pijany jadę do agencji towarzyskiej po kłótni z żoną". 2 promile.

Na kogo częściej trafiają policjanci? Na "wczorajszych", czy takich bezpośrednio po libacji?

Zdarzają się oczywiście tacy, którzy pili wieczorem i rano wsiedli do samochodu, myśląc, że są trzeźwi. Tak naprawdę musieli wiedzieć, że nie są, bo czuli się źle, mieli kaca. A każdy może przecież zgłosić się do jednostki policji i poprosić o przebadanie, tak dla pewności. Zdarzały się oczywiście przypadki, o których chyba słyszał już każdy, że kierowca na takie badanie przyjeżdżał sam autem.

Połowa z zatrzymanych, którzy kierowali pojazdami mechanicznymi, miała wynik powyżej pół promila.

Najgorsze według mnie sytuacje są wtedy, kiedy pasażerowie przekonują mnie, że nie czuli alkoholu od kierowcy. Nie wierzę w to. Czasem wystarczy, że otworzę drzwi od samochodu, który kontroluję i wiem, co się dzieje albo mam przynajmniej dosyć poważne podejrzenia.

Dlaczego pasażerowie nie reagują?

Nie chcą kogoś wsypać, nie chcą urazić. A potem, jeśli coś się wydarza, mają bardzo przykre refleksje. Mogli zareagować, a tego nie zrobili.

Nie twierdzę, że każdy z nas ma w takiej sytuacji od razu dzwonić na policję. Można powiedzieć chociażby: "weź, stary, wysiądź, ja poprowadzę".

Jak reagują na zatrzymanie kierowcy pod wpływem alkoholu?

Trochę jak w kabarecie: "no, co?!", "co się stało?! Przecież jadę bezpiecznie!", "No dobra, wypiłem, i co z tego". Słyszałem też tłumaczenia, że ktoś ma nadkwasotę żołądka lub najadł się kwaśnych jabłek i stąd taki wynik. Niektórzy próbują zrzucać też na użyty przed chwilą płyn do spryskiwaczy albo obracają całą sytuację w żart, mówią, że idą pić dalej.

A czasem bywa tak, że zatrzymujemy nietrzeźwą osobę raz i traci ona prawo jazdy, potem zatrzymujemy ją drugi raz, bo wiemy, że nie ma dokumentów i znowu jest nietrzeźwa, potem znowu, a za czwartym razem widzimy ją nieżywą po wypadku, który sama spowodowała. To autentyczny przykład z życia.

Kierowcy chętnie poddają się wszystkim czynnościom?

Reakcje bywają skrajnie różne. Czasem nie zgadzają się zupełnie na nic, nawet na dmuchnięcie w alkomat. Uprzedzamy taką osobę, że krew może zostać jej pobrana mimo braku zgody, przy użyciu siły.

Z policyjnych statystyk wynika, że pijani kierowcy powodują ok. 6 proc. wypadków. Mogłoby się wydawać, że te liczby w rzeczywistości są większe.

Wynika to właśnie z tego, że pijani kierowcy często jeżdżą wolno. Wielu z nich wychodzi z założenia, że muszą być czujni, bo w przypadku kolizji na pewno zostaną złapani.

A konsekwencje tych podróży bywają tragiczne. Pamiętam, jak kiedyś przyjechaliśmy do wypadku. Trzy młode osoby zakleszczone w Volkswagenie, pijany kierowca Forda z otwartym złamaniem kości podudzia stał oparty o słupek. Albo wypadek, w którym kierowca wyprzedzał i zderzył się czołowo z samochodem. W środku jechała matka z dwójką dzieci. Przeżyło jedno dziecko. Kierowca w wyniku wypadku odgryzł sobie język.

Spotkałem się kiedyś z osobą, która twierdziła, że czepiamy się pijanych kierowców, bo powodują "tylko" 5-6 proc. wypadków. Odpowiedziałem: "ci kierowcy zabili swoimi rękami i nogami "tylko" 200 osób. Powie pan to samo rodzinom ofiar?".

Pijani miewają refleksję?

Miałem kiedyś sytuację, kiedy kierowca chciał aż rzucić się pod samochód, mimo że jego wynik był stosunkowo niewielki i kwalifikował się na wykroczenie, a nie przestępstwo.

Znajomi policjanci zatrzymali kiedyś kierowcę ciężarówki, stracił prawo jazdy. Nie płakał, ale było mu przykro, bo to w końcu jego zawód. Po ciężarówkę miał przyjechać holownik, kierowca dogadał się z obsługą holownika, że podrzucą go do domu. Wydawało się, że wszystko było w porządku. W pewnej chwili powiedział policjantom, że pójdzie "za potrzebą". Finał był taki, że znaleźli tego człowieka wiszącego na pasku na drzewie.

Może należało tego człowieka bardziej przypilnować?

Każdy policjant ma obowiązek zatrzymać osobę, która zagraża swoim zachowaniem sobie lub innym. Trudno umieszczać w izbie zatrzymań każdego kierowcę, który jechał pod wpływem alkoholu. Czasem wyniki są tak niskie, że nie miałoby to sensu, a wręcz byłoby niewłaściwe.

Jak zachowują się kierowcy, którzy spowodowali wypadek?

Niektórzy uciekają. Zdarzyło się, że od półprzytomnej osoby dowiedzieliśmy się, jaki był to samochód. Traf chciał, że jadąc na ten wypadek, pięć kilometrów wcześniej zobaczyłem kątem oka właśnie takie auto. Powiedziałem koledze: "Janek, zostań tutaj, ja ten samochód widziałem". I faktycznie. Znaleźliśmy samochód, kierowca trafił w nasze ręce 40 godzin później. Ukrywał się w stodole pod słomą. Wtedy zginęły dwie osoby, a trzy zostały ranne.

Zdarza się jednak również tak, że mamy do czynienia dosłownie z rwaniem włosów z głowy.

Wyrzuty sumienia?

Obciążenie psychiczne osoby, która spowodowała wypadek pod wpływem alkoholu, jest ogromne.

Bardzo wartościowe są rozmowy z takimi kierowcami, którzy siedzą już w więzieniu. Chcą mówić o swoich doświadczeniach, przyznają wprost, że zabili człowieka: oni i alkohol, na spółkę. Może dziwnie to zabrzmi, ale to rozmowy ze wspaniałymi ludźmi. Wspaniałymi nie ze względu na to, co zrobili, ale ze względu na to, jak próbują przekuć to, co się stało, w coś dobrego.

Pijani kierowcy w liczbach:

  • 1614 - tyle wypadków w 2018 r. spowodowali pijani kierujący (aut, ciężarówek, rowerów itp.)
  • 203 - tyle osób w tych wypadkach zginęło
  • 1 965 - tyle osób zostało rannych
  • 5,9 proc. - taki odsetek wypadków w 2018 r. spowodowali pijani kierowcy
  • 25-39 lat - osoby w tym przedziale wiekowym były wśród pijanych kierowców najczęstszymi sprawcami wypadków (42,9 proc.)
  • 16 468 116 - liczba kierujących poddanych w 2018 r. badaniu na zawartość alkoholu

źródło: "Wypadki drogowe w Polsce w 2018 r." - Biuro Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji

Więcej o:
Komentarze (103)
Policjant: Zatrzymaliśmy auto. Kierowca trzasnął drzwiami i przyznał, że pijany jedzie do agencji
Zaloguj się
  • wk1953

    Oceniono 36 razy 30

    Gorsi kierowcy od alkoholików są ci co godzinami w aucie rozmawiają przez telefon. Może niech pokażą statystyki.

  • fakej

    Oceniono 32 razy 16

    Prawda jest taka, że większość pijanych nie stwarza niebezpieczeństwa na drodze. Wiedzą, że przekroczyli limit, więc faktycznie prowadzą ostrożnie. Problem jest z tymi, którzy po alkoholu myślą, że mają nadprzyrodzone siły. Tych jest niewielu ale skutki ich działań są bardzo medialne.

    Niestety u nas prawo działa na zasadzie: skoro kierowca ciężarówki zabił pieszego przy dwóch promilach to zakażmy jeżdżenia nawet przy 0.2 albo skoro przyczyną wypadku była nadmierna prędkość (120 km/h) to obniżmy ograniczenie w tym miejscu z 60 do 40.

  • dr_bloger

    Oceniono 12 razy 12

    Jeżdżę raczej przepisowo i to często policjantom wydaje się dziwne. Pewnie pijany, a tu 0 promili. Chory kraj.

  • known2own

    Oceniono 18 razy 10

    Artykuł świetnie pokazuje jak głupio i na oślep pracuje nasza policja.
    Połowa "pijanych" mieści się w normach pozostałych krajów Unii, ale są wrzucani do jednej statystyki z tymi co mają 2 promile.
    Podziw wzbudza starszy kolega, który podczas całego dnia patrolu, zatrzymuje łącznie 3 (trzy!) pojazdy, nie stwarzające bezpośredniego zagrożenia na drodze (pewnie ci od 0,2 promila po wczorajszym).
    Służby nie mają pojęcia jaki statystycznie odsetek jeździ pijanych i ile statystycznie powodują wypadków, którzy kierowcy są najbardziej niebezpieczni.
    Rozwiązaniem dla kierowców podejrzewających, że jest choćby minimalna szansa, że mają 0,2 jest pojechanie rano taksówką na komisariat i powrót do domu po samochód. W miare rozsądny kierowca, który zatrzyma się przy komendzie i ma 0.21 jest pośmiewiskiem i z automatu grozi mu więzienie.

  • felicjan.dulski

    Oceniono 15 razy 9

    Ale zaskoczenie dla wszystkich przekonanych, że pijany kierowca to szaleniec jadący 200km/h.
    Niestety, a może na szczęście ponad 90% to tylko "wypici", świadomi swego stanu, jadący nadmiernie wolno.
    Znam ten problem od lat.
    Trasy dojazdowe do miast, sobota wieczór, niedzielny popołudnie pełne są jadących 60km/h poza terenem zabudowanym, (a obok siedzi chmurna małżonka).
    A co pijani co się rozwalają, to są już nieprzytomni, nieświadomi swego stanu i takich policja najczęściej nie łapie.
    Taka Wolska.

  • ataszer

    Oceniono 8 razy 8

    Wciąż to samo "pałowanie" - znaczy narracja... Z jednej strony zgadzam się, że z pijanymi kierowcami należy walczyć i już oswoiłem się z myślą, że w kraju, w którym tak dużo osób pije tak dużo alkoholu nie będzie mi dane wsiąść za kółko po 1 piwku (tak ja mogę w Niemczech, Francji, Hiszpanii, Holandii, Belgii, Portugalii, Wlk. Brytanii, ...). Z drugiej strony mam poczucie, że cały czas boimy się uderzyć ostro i systemowo w główny problem polskich dróg - speeding - znaczy nadmierne przekraczanie prędkości. Przy czym przez ostre i systemowe zmiany mam na myśli nie tylko zmianę mentalności kierowców (to jest w sumie najtrudniejsze), ale przede wszystkim adekwatne dostosowanie znaków do warunków drogowych (ograniczenia uwzględniające warunki drogowe i pogodowe, czy obecność ekip remontowych, służb drogowych itp.).

  • yarloman

    Oceniono 7 razy 7

    Dopuszczalne stężenia alkoholu są w Polsce niezwykle niskie . W innych krajach te normy są na sporo wyższym poziomie i sytuacja ta powoduje że prawo na siłę nie robi z ludzi przestępców. Kierowca się nie wiesza , nie ląduje w wiezieniu , nie odbiera mu się źródła utrzymania jego rodzina ma zapewnione środki do życia . Limity w europie to w przewadze 0,5 a w USA , Kanadzie itd to aż 0,8 . Normy te spadają im dalej na wschód. Nie tylko świat na co narzekamy od dawna traktuje ludzi wschodniej europy jak ludzi z innej planety, my sami tak się traktujemy i jeszcze wyrażamy z tego powodu zadowolenie . No sorry ale mnie z tego powodu jest wstyd .

  • wyboga

    Oceniono 6 razy 6

    Nie chciałbym bronić pijaków na drodze, ale 31 tyś wypadków w 2018 roku dowodzi, że większość spowodowana jest przez pal**tów szosowych.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX