Grożą prezydentom miast i Andrzejowi Dudzie. Rzecznik KGP: Reagujemy bardzo szybko

Po śmierci Pawła Adamowicza policja informuje o kolejnych zatrzymanych osobach, które grożą śmiercią prezydentom miast. - W ciągu ostatniej doby funkcjonariusze zatrzymali kilka takich osób - informuje w rozmowie z Gazeta.pl Mariusz Ciarka, rzecznik KGP.

- W ciągu ostatnich 24 godzin policja zatrzymała m.in. 24-latka, który groził prezydentowi Olsztyna, 41-latka spod Poznania, który groził prezydentom Poznania i Wrocławia, mężczyznę z Dolnego Śląska, który groził włodarzowi Wrocławia i 72-latka z Warszawy, który groził Andrzejowi Dudzie. Funkcjonariusze zatrzymali także kilka osób, które pisały bardzo ogólnie, m.in. 16-latka, który w mediach społecznościowych napisał, że "warto byłoby pocałować taką kosą niektórych prezydentów" czy 26-latka z Torunia, którego zatrzymano razem z 46-letnią matką za pochwalanie ataku na Pawła Adamowicza - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Mariusz Ciarka.

Policja zatrzymała kilka osób, które groziły prezydentom miast

Rzecznik Komendanta Głównego Policji dodaje, że policja nie prowadzi dokładnych statystyk, podkreśla jednak, że takie przypadki zdarzają się regularnie. - Podobne sytuacje zdarzają się przez cały rok, tylko zazwyczaj się o tym nie mówi. Niedawno informowaliśmy o zatrzymaniu mężczyzny, który groził ówczesnej prezydent stolicy Hannie Gronkiewicz-Waltz, wcześniej zatrzymaliśmy osoby, które groziły Andrzejowi Dudzie i Jarosławowi Kaczyńskiemu - mówi Mariusz Ciarka.

Rzecznik KGP dodaje, że wśród zatrzymanych są osoby z różnych środowisk. - W większości są to osoby, które mają problemy psychiczne. Te osoby są ze wszystkich stron. Jedni grożą politykom PO, drudzy politykom PiS-u - mówi Mariusz Ciarka.

Rzecznik KGP zapewnia, że wszystkie takie sprawy są traktowane bardzo poważnie.
- Nikt tego nie bagatelizuje, żeby nie znalazł się jakiś naśladowca. Bardzo szybko zatrzymujemy takie osoby i zgłaszamy je do prokuratury - mówi Mariusz Ciarka.

Groźby pojawiają się nie tylko w mediach społecznościowych. Z podobnymi przypadkami spotkali się też operatorzy numeru 112 - informuje "Dziennik Bałtycki". W poniedziałek pracownik Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego odebrał telefony od osoby, która powiedziała "zginął Adamowicz, zginie Tusk, do widzenia", a następnie: "dostanie kulką w łeb". Gdańska policja przesłuchała już operatora, który odebrał telefon, a także zabezpieczyła nagranie zarejestrowanej rozmowy.

- W tak dużym kraju jak Polska, istnieje ogromne niebezpieczeństwo wystąpienia naśladowców - skomentował w rozmowie z "Dziennikiem Bałtyckim" dr Wiesław Baryła, psycholog społeczny Uniwersytetu SWPS.

Rzecznik KGP podkreśla, że osobom, które publicznie nawołują do przestępstwa, zazwyczaj stawiane są zarzuty. Według Kodeksu karnego, kto publicznie nawołuje do popełnienia zbrodni, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Więcej o: