Suwałki. Starsza pani koczuje na klatce. Rodzina zmarłego partnera zabrała klucze do mieszkania

72-latka od kilku dni nie może dostać się do mieszkania, w którym spędziła kilkanaście ostatnich lat życia. Rodzina jej niedawno zmarłego partnera wzięła klucze i nie chce jej otworzyć drzwi. - W mieszkaniu są ubrania, pieniądze i lekarstwa - tłumaczy kobieta.

O sprawie informuje "Gazeta Współczesna". Według lokalnego medium pani Zenobia pochodzi z podsuwalskiej wsi, jednak wyprowadziła się stamtąd już kilkanaście lat temu. Zamieszkała w Suwałkach ze swoim konkubentem. - Sprzedałam maszyny i budynki, a pieniądze zainwestowałam w mieszkanie. Miałam zostać tutaj aż do śmierci - powiedziała w rozmowie z "Gazetą Współczesną".

Na początku grudnia ze względów zdrowotnych czasowo przeniosła się do córki, która mieszka poza miastem. Do Suwałk wróciła 17 grudnia. Już wtedy jednak nie udało jej się dostać do mieszkania. - Drzwi do mieszkania były zamknięte. Tłukłam w nie, sądząc, że Wiesiek jest chory. Byłam pewna, że nigdzie nie wyszedł - wyjaśniła pani Zenobia. 

Ponieważ nikt nie otwierał, postanowiła usiąść na schodach i poczekać na powrót konkubenta. Po jakimś czasie zjawiła się jednak policja, jak zaznacza "Gazeta Współczesna" wezwana prawdopodobnie przez któregoś z lokatorów. Funkcjonariusze zabrali kobietę do ośrodka dla bezdomnych. Jak przyznała 72-latka, nie jest zameldowana w mieszkaniu partnera. - Ale wszyscy mogą potwierdzić, że od lat tam mieszkałam - dodała.

Tymczasem w Wigilię rodzina pana Wiesława, która przyszła do niego na święta, odkryła, że mężczyzna od kilku dni nie żyje. Pogrzeb odbył się 28 grudnia. Po nabożeństwie pani Zenobia ponownie próbowała dostać się do mieszkania - znów bezskutecznie.

- Klucz ma siostra Wieśka, ale nie chce otworzyć drzwi - tłumaczyła 72-latka. - Zostałam bez niczego. Nawet leków nie zdążyłam zabrać - dodała.

Jak informuje "Gazeta Współczesna", siostra zmarłego twierdzi, że może oddać pani Zenobii jej rzeczy wyłącznie w asyście policji.

Więcej o:
Komentarze (253)
Suwałki. Starsza pani koczuje na klatce. Rodzina zmarłego partnera zabrała klucze do mieszkania
Zaloguj się
  • siwywaldi

    Oceniono 63 razy 51

    I to właśnie są skutki, gdy wydawało by się że dojrzali życiowo ludzie, zachowują się jak głupiutkie dzieci.
    Ja nie mówię że od razu trzeba się żenić, ale o takie sprawy jak meldunek, czy jakieś dokumenty potwierdzające prawa do użytkowania lokalu, trzeba mieć w porządku, bo można z dnia na dzień, wylądować na ulicy.

  • sztucznypolak

    Oceniono 57 razy 41

    Czy naprawde w Polsce partner nierejestrowany nie ma zadnych praw?
    Czy tylko rodzinie zmarlego tak sie wydaje?

  • irma223

    Oceniono 39 razy 35

    Czyli z powodu działania policji (i sąsiadów) pan Wiesiek zmarł.
    Skoro pani Zenobia była w Suwałkach 17 grudnia i zwracała uwagę, że pan Wiesiek - jej zdaniem - donikąd nie wyszedł i może być chory, to należało uzyskać zgodę prokuratora na wejście siłowe ze względu na zagrożenie życia pana Wieśka.
    24 grudnia jego krewni zastali już zimne zwłoki. Gdyby policjanci się przejęli tym, co mówi pani Zenobia, pan Wiesiek mógłby żyć.
    Pamiętam cały czas historię sprzed kilku lat: mężczyzna po wypadku, udarze czy innym zawale serca na ulicy został zabrany nieprzytomny do szpitala. Odzyskawszy przytomność od razu poinformował pielęgniarkę, że w jego mieszkaniu mieszka z nim jego sparaliżowana 80letnia matka, którą on się opiekuje. Szpital przekazał informację policji (zgodnie z procedurami). Policja sprawę olała. Kilka dni później człowiek - znów odzyskawszy świadomość - dopytywał się, czy ktoś zajął się jego sparaliżowaną matką. Szpital skontaktował się z policją - policja potwierdziła. 2 tygodnie później człowiek wrócił do domu i zastał zwłoki swojej matki, która zmarła z głodu i odwodnienia. Żadna ze służb nie miała sobie nic do zarzucenia, nikt za to nie został oskarżony.

  • gabrielle

    Oceniono 16 razy 14

    Pogrzeb mógł odbyć się 28 grudnia. Pewnie uznano zgon z przyczyn naturalnych, lub też przyczyna była inna, acz znana, rodzina zawnioskowała o nieprzeprowadzanie sekcji, do wniosku się natychmiast przychylono. To mnie nie dziwi. Dziwi mnie cała reszta.

    Kobieta sprzedała gospodarstwo i wpakowała kasę bez żadnych kwitów w mieszkanie konkubenta. No dobra, bywa. Ale dlaczego do tej córki wyjechała bez kluczy? Mogła zwyczajnie zapomnieć, ok. Ale dlaczego sąsiedzi wezwali policję dlatego, że ona się dobijała do mieszkania, a nie dlatego, że nie może wejść i coś się stało? Sąsiadki nie widzieli? Mało to razy policja wchodziła siłą, bo sąsiedzi zgłosili, że starszego sąsiada od kilku dni nie widać, może coś się stało? Poza tym wyjeżdżam z domu na kilka dni i nie kontaktuję się na bieżąco?

  • uoia

    Oceniono 22 razy 14

    Ta cala "story" kupy sie nie trzyma.

  • miodowocytrynowa

    Oceniono 31 razy 11

    No i siostra ma rację. Kobita nie jest zameldowana w mieszkaniu, była zaledwie konkubiną, nie ma żadnych praw do lokalu- więc z jakiej racji ma tam dalej siedzieć? Trzeba było wziąć slub, się zameldować i zadbać o swoje.

  • koronka2012

    Oceniono 15 razy 11

    Współczuję, ale... to tak jak z tymi, którzy dają się nabrać "na wnuczka" - głupich nie sieją, naprawdę.

    Pani zainwestowała w cudze mieszkanie pieniądze ze sprzedaży gospodarstwa i przez parenaście lat nie przyszło jej do głowy zadbać o swoje interesy? jej rodzina też była niezorientowana jakie mogą być skutki? Naprawdę można być do tego stopnia nieświadomym konsekwencji życia na kocią łapę czy braku sformalizowania umowy dożywocia?

    Z opisu wynika, że pani ostatni raz była w mieszkaniu na początku grudnia, więc pojechała do córki bez niczego? obywała się prawie miesiąc bez leków...? Teraz niestety pozostaje przenieść się do córki. Rodzina konkubenta chce wydać rzeczy w asyście policji - i to wszystko na co można liczyć, bo proces o przywrócenie naruszonego posiadania nie rozwiąże sprawy na długo.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX