Ich rodziny do dziś szukają świadków. Większość ofiar stanu wojennego pozostaje bezimienna

W stanie wojennym zginęło nawet kilkaset osób, ale znanych z imienia i nazwiska jest zaledwie około 50 ofiar. Ich rodziny oraz IPN do tej pory poszukują świadków tragicznych wydarzeń, często bezskutecznie.

13 grudnia 1981 roku. Czołgi na ulicach, ograniczenie wolności jednostki, ogromne represje. To wszystko zarysowuje bardzo szary i smutny obraz ówczesnej Polski - wysoce nieprzyjazny dla obywateli, hamujący dążenia do solidarnościowej wolności. Jednak stan wojenny to przede wszystkim szczególna ofiara społeczeństwa polskiego złożona na ołtarzu niepodległości. Dzisiaj znamy zakończenie tej historii, dzięki któremu możemy żyć w wolnej, demokratycznej ojczyźnie. Ale wówczas tego nie przewidywano, co tym bardziej każe nam spojrzeć na to, jako na coś szczególnie wartościowego.

Szacuje się niekiedy, że w okresie od 13 grudnia 1981 roku do 22 lipca 1983 roku w wyniku bezpośrednich i pośrednich działań władz (oprócz oczywistych akcji represyjnych prowadzonych przez MO, ZOMO i LWP, takich jak brutalne pacyfikacje demonstracji, włączając trudności aprowizacyjne i transportowe związane z zakazem przemieszczania się i odcięciem telefonów) zginęło kilkaset osób.

Liczba ofiar znanych z imienia i nazwiska wynosi około pięćdziesięciu. Jest to spowodowane niedostatecznym zbadaniem tego zagadnienia przez historyków, a także konsekwentnym utajnianiem niektórych zabójstw przez służby specjalne PRL-u aż do 1989 roku. Rodziny ofiar oraz IPN do tej pory poszukują świadków tragicznych wydarzeń, często bezskutecznie.

Najbardziej tragiczne wydarzenia

Najkrwawszym atramentem zapisał się w historii 16 grudnia 1981 roku. Wtedy to doszło do bestialskiej pacyfikacji strajku w KWK "Wujek". ZOMO nie potrafiło poradzić sobie z górnikami protestującymi przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Zdecydowano się na użycie broni. Zginęło 9 osób, 21 zostało rannych. W latach 90. doszło do kilku rozpraw tej sprawie. Po apelacjach osądzono i skazano oprawców, czyli tych, którzy pociągali za spust. Niestety na razie nie udało się osądzić ludzi odpowiedzialnych politycznie za wydarzenia w KWK "Wujek".

17 grudnia zaczęto tłumić manifestacje uliczne. Do największych starć z wojskiem i milicją doszło w Gdańsku, Poznaniu i Krakowie. Zabito jedną osobę, dwie inne zostały ranne. Jednak najtragiczniej zakończyły się demonstracje w drugą rocznicę podpisania porozumień sierpniowych - 31 sierpnia 1982 roku. Działająca w podziemiu Solidarność zorganizowała masowe manifestacje, wyprowadzając tysiące ludzi na ulicę. Strajkowano we wszystkich większych miastach w Polsce. W Lubinie, Kielcach, Wrocławiu i Gdańsku doszło do zamieszek i walk ulicznych z milicją. Zginęło 6 osób (3 w samym Lubinie), wiele odniosło obrażenia.

Prześladowania opozycji 

Decyzją WRON-u z 13 grudnia 1981 roku doszło do zawieszenia wolnych związków zawodowych, a wraz z nimi Solidarności. MO i SB rozpoczęły skrojoną na szeroką skalę akcję skierowaną przeciw opozycji. Internowanych zostało blisko 10 000 ludzi, wiele osób trafiło na posterunki milicji, gdzie były brutalnie przesłuchiwane, bite i szykanowane. Takie prześladowania trwały przez cały stan wojenny. W ich wyniku, pośrednio i bezpośrednio, śmierć poniosło co najmniej 13 osób.

Najsłynniejszym przypadkiem pobicia przez MO jest głośna sprawa Grzegorza Przemyka. 12 maja 1983 roku na starówce w Warszawie świętował on wraz z kolegami zdanie matury. Tam został zatrzymany przez MO i przewieziony na komisariat przy ul. Jezuickiej, gdzie go brutalnie pobito. Zmarł 14 maja w wyniku odniesionych obrażeń. Podejrzewa się, że napad miał charakter antyopozycyjny. Kilka dni wcześniej nieznani sprawcy pobili matkę Przemyka - Barbarę Sadowską. Do tej pory wymiar sprawiedliwości, pomimo kilku rozpraw, nie potrafił jednoznacznie wskazać i osądzić ludzi zamieszanych w śmierć 19-latka. Udało się natomiast oczyścić z zarzutów sanitariuszy wiozących Przemyka do szpitala. Pod koniec lat 80. w marionetkowym procesie to właśnie ich, na podstawie wymuszonych zeznań, próbowano obarczyć winą za śmierć maturzysty.

Ostrze represji skierowane było przede wszystkim przeciwko działaczom Solidarności. Ci najbardziej znani i niebezpieczni dla władzy zostali internowani już pierwszego dnia. Reszta była bacznie obserwowana przez SB, a w razie potrzeby aresztowana i przesłuchiwana. Część z nich nigdy nie wróciła do domu. Ryszard Kowalski, przewodniczący NSZZ "Solidarność" w Hucie Katowice, zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach 7 lutego 1983 roku. Jego ciało wyłowiono z rzeki 31 marca. Ryszard Larysz, przewodniczący NSZZ "Solidarność" w zakładach Elwiro, zmarł 7 marca 1983 roku, po kolejnej wizycie na posterunku MO. 30 kwietnia 1983 roku z rzeki wyłowiono ciało Bogusława Poboraczyńskiego, działacza NSZZ "Solidarność".

Dlaczego nie ukarano winnych?

Do dzisiaj lista ofiar śmiertelnych stanu wojennego nie jest zamknięta, a większość z nich pozostaje anonimowa. Z pewnością nigdy nie poznamy wszystkich nazwisk, które powinny się na takiej liście znaleźć. Zabójcy, z wyjątkiem tych sądzonych w najbardziej nagłośnionych sprawach - KWK "Wujek" czy Grzegorza Przemyka - pozostają na wolności i nie są niepokojeni przez Temidę. Zresztą dotychczasowe wyroki również pozostawiają wiele do życzenia. Jednak nie jest to spowodowane, jak wielu chciałoby sądzić, nieudolnością sądów czy polityczną poprawnością III RP, lecz niezmiernie trudną materią spraw z jaką borykać się muszą sędziowie. Brakuje zarówno jednoznacznych dowodów, jak i świadków tragicznych wydarzeń.

Stan wojenny został wprowadzony ze złamaniem obowiązującej wówczas konstytucji. Co prawda dawała ona Radzie Państwa prawo wprowadzenie stanu wojennego bez ograniczeń czasowych, nie pozwalała jej jednak na wydawanie dekretów w czasie sesji Sejmu (a takowa trwała 13 grudnia), w związku z tym dekrety o stanie państwa wydano bezprawnie. Dodatkowo aresztowania prowadzono na podstawie tych decyzji jeszcze przed ich ogłoszeniem w Dzienniku Ustaw, a więc tym bardziej nielegalnie. Jak dotąd nikt nie poniósł za to odpowiedzialności.

Autorką artykułu "In memoriam. Ofiary stanu wojennego", przedrukowanego ze stron serwisu historycznego Histmag.org, jest Piotr Hamarnik.

Więcej o:
Komentarze (146)
Ich rodziny do dziś szukają świadków. Większość ofiar stanu wojennego pozostaje bezimienna
Zaloguj się
  • jego-wysokosc

    Oceniono 31 razy 25

    Najwyższą ofiarę stanu wojennego złożył prezes. Nie obejrzał teleranka, został pod pierzyną.

  • misiek1959

    Oceniono 26 razy 24

    Towarzysz Piotrowicz ma dzisiaj święto. 37 lat temu bronił socjalistycznej Ojczyzny oskarżeniami, aresztem i kajdankami. Ale jak twierdzi, "też był ofiarą stanu wojennego", która to ofiarą "za karę" była awansowana i odznaczana przez "tyrana". Że też ziemia nosi jeszcze taką mendę.....

  • wagadudu

    Oceniono 20 razy 16

    Jarosław tak mocno wyparł stan wojenny z pamięci, że aż do południa 13 grudnia 1981 nie wiedział co się dzieje. Za to teraz nadrabia swoją wojowniczością, gdy już nie trzeba nadstawiać karku, razem z TW "Wolfgangiem", jego małżonką i innymi moralnie podejrzanymi przydupasami.

  • krotkizzoliborza

    Oceniono 21 razy 15

    Pozdrowienia dla Piotrowicza,
    Rodziny ofiar.

  • 45rtg

    Oceniono 37 razy 15

    Im dalej od Stanu Wojennego, tym więcej jego kombatantów i "ofiar" :-) Niedługo każdy pijak, który zamarzł w zaspie będzie abstynentem, osobiście otrutym przez Jaruzela.

  • jan.go

    Oceniono 17 razy 13

    Co do stanu wojennego targają mną ambiwalentne uczucia Tak to było zło ale ustawienie tego dnia oraz dnia powstania na kalendarzu rocznic historycznych na najwyższym miejscu jest szantażem polityków z tamtego pokolenia któremu ulegamy i na 30 lat oddaliśmy im rząd dusz Niestety bohaterem tylko się bywa Co widać na naszym przykładzie Dobre zachowanie podczas stanu wojennego nie przesądza jakim jest się człowiekiem Musimy zerwać pępowinę historii inaczej dalej będą rządzili nami mali cwani ludzie

  • czarna_brygada09

    Oceniono 13 razy 11

    Jedna z nielicznych w historii Polski udanych i perfekcyjnie przeprowadzonych operacji wojskowo - policyjnych w wyniku, której w ciągu 6 godzin rozbito w puch rzekomo 10 milionową organizację, przy minimalnych ofiarach.
    Zasadniczą zagadką pozostaje odpowiedź na pytanie; jak oni to zrobili? .... w kraju gdzie etosem każdej władzy są pomysły .... powiedzmy z dudy wzięte, improwizacja i zero organizacji oraz talent do spieprzenia najprostszych spraw.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX