Po tragedii w sali zabaw. "Nie wiem, czy kolejny tata nie popełni samobójstwa" [10 PYTAŃ DO...]

- Kilka razy zastanawiałem się nad odejściem z zawodu. Chociażby wtedy, gdy jedna 9-latka próbowała się powiesić. Moja córka była wtedy w podobnym wieku - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Roman Fons, kurator sądowy.

Rozmowa z kuratorem sądowym to kolejny odcinek naszego cyklu "10 pytań do...", w ramach którego rozmawiamy z osobami pracującymi w różnych zawodach.

Roman Fons od ponad 20 lat pracuje jako zawodowy kurator sądowy, obecnie w Sądzie Rejonowym Poznań - Grunwald i Jeżyce. W rozmowie z Gazeta.pl mówi m.in. o najtrudniejszych przypadkach w swojej karierze, a także o tym, jak bardzo system utrudnia kuratorom pracę.

Weronika Bruździak-Gębura, Gazeta.pl: 25 listopada w sali zabaw na warszawskim Bemowie doszło do tragedii. Podczas widzenia z dziećmi pod okiem kuratora ojciec poszedł z synem do łazienki, gdzie najprawdopodobniej otruł dziecko, a następnie siebie. Prokuratura poinformowała, że kurator nie ponosi winy za tragedię. A co pan myśli?

Roman Fons, kurator sądowy*: Jestem tym bardzo poruszony. Problemem jest system, w jakim pracujemy. To przerażające, w jaki sposób sądy orzekają kontakty rodziców z dziećmi, w których biorą udział kuratorzy. Spotkania często są ustalane w soboty, niedziele czy święta. Trwają godzinę, dwie, ale znam też takie przypadki, że dziewięć godzin. Jak w takiej sytuacji kurator ma pójść do łazienki czy zjeść obiad?

Absurdów jest więcej. Na przykład rodzic zabiera dziecko na basen, ślizgawkę albo do kina. W jaki sposób kurator ma przeprowadzić czynności na pływalni? Kto zapłaci kuratorowi za bilet do kina? Nie ma żadnych przepisów, które by to regulowały.

Zawodowi kuratorzy muszą więc posiłkować się  kuratorami społecznymi, którzy mają mniejsze doświadczenie. Tak było w przypadku tragedii na Bemowie: kurator, który tam był, to były policjant, a nie kurator zawodowy.

Poza tym rzadko mamy czas, żeby dobrze zapoznać się z aktami sprawy. Nie wiemy, z kim mamy do czynienia, jaki to jest konflikt, jaka jest jego skala. I nagle taki rodzic pyta, czy może iść do łazienki. Czemu miałbym mu tego zabronić?

To co można w takiej sytuacji zrobić?

Kontakty nie powinny odbywać się w miejscach publicznych. Przekazanie dzieci często odbywa się np. w supermarkecie. Kurator zgodnie z postanowieniem sądu ma odebrać 3-letnie dziecko od matki i przekazać je ojcu, bo on sam ma zakaz zbliżania się do niej w związku z przemocą. Dziecko oczywiście nie chce, boi się, że musi teraz gdzieś pójść z obcym człowiekiem. To są sytuacje absurdalne. Dlatego w moim miejscu pracy próbujemy wypracować pewną procedurę, by kontakty odbywały się tylko w budynku sądu w specjalnych pomieszczeniach do przesłuchań dla dzieci, tzw. niebieskich pokojach.

Na razie tak nie jest i odwiedza pan podopiecznych w ich domach. Co pan widzi?

To domy, gdzie na co dzień mamy do czynienia z krzywdą dzieci, gdzie często jest alkohol. Trafiamy do rodzin dysfunkcyjnych, gdzie ta dysfunkcja jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Często zajmuję się dziećmi, które z dużym prawdopodobieństwem pójdą w ślady rodziców. Przyznaję szczerze: bałbym się spotkać je za 10 lat w ciemnej uliczce.

Problemy zdarzają się jednak też w zamożnych domach, w których zapracowani rodzice nie mają czasu dla dzieci i nie widzą, gdy te schodzą na złą drogę.

Sąd (zdjęcie ilustracyjne)Sąd (zdjęcie ilustracyjne) Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Jak kończą się takie historie? Zdarzają się happy endy?

Happy endy nie zdarzają się zbyt często. Przez 10 lat zajmowałem się rodziną z czwórką dzieci. Rodzice pili, w końcu zostali pozbawieni praw rodzicielskich, a dzieci trafiły do placówki. W końcu matka i ojciec zaczęli się starać: przestali pić, podjęli leczenie, ojciec zaczął pracować. Po wielu latach wysiłków odzyskali częściową władzę rodzicielską, ale dalej byli pod opieką kuratora. Dwójka dzieci była niepełnosprawna, więc w miarę szybko dostali dwupoziomowe mieszkanie socjalne. Pojawiło się 500 plus, dostawali też świadczenie pielęgnacyjne na dzieci. Wydawało się, że wszystko jest w porządku.

Ale tego nie udźwignęli. Gdy ojciec i matka przebywali w pogotowiu społecznym, byli cały czas pod nadzorem. Mieszkali w jednym pokoiku, mieli cel, czyli odzyskanie dzieci. Przez osiem lat funkcjonowali naprawdę bardzo dobrze. Gdy nagle zaczęli mieć około 7 tys. zł miesięcznie, początkowo inwestowali je w dzieci, np. w ubrania dla nich. W końcu znowu zaczęli pić, a dzieci jeszcze raz trafiły do domu dziecka. Gdy pojechałem do ich mieszkania, wyjęli wódkę na stół i powiedzieli: "Teraz już nie musimy się ukrywać". Ich 14-letni syn dzwonił do mnie co tydzień i pytał, czy już nie piją. Mówiłem, że "będzie dobrze", mimo że nie było. Mama zmarła w lutym. Przez alkoholową marskość wątroby.

Rozumiem, że ci rodzice nie byli agresywni. Bywa, że słyszy pan wyzwiska?

Regularnie. W końcu przychodzimy jako przedstawiciele urzędów, czyli władzy. Najgroźniejsze sytuacje zdarzają się wtedy, gdy mamy do czynienia z osobami chorymi psychicznie. Przyszedłem kiedyś na widzenie do kobiety, którą znałem od pewnego czasu. Odbyliśmy spokojną rozmowę, nic się nie działo. W pewnym momencie zapytałem, czy dzieci są w pokoju obok. Odpowiedziała, że nie. Zbaraniałem, bo słyszałem je przez domofon. Gdy jej o tym powiedziałem, od razu się na mnie rzuciła. Zaczęła mnie dusić, a była dobrze zbudowana. W końcu udało mi się ją odepchnąć, stanąłem plecami do ściany i szybko zadzwoniłem na policję. Została aresztowana, później skazana. Dopiero później mi się przypomniało, że miała sprawę karną za zaatakowanie partnera nożem. I tak by mnie to nie uchroniło, bo jako kuratorzy prowadzimy nadzory i wywiady w pojedynkę.

Czy rodzice próbują pana przestraszyć lub przekupić?

Nie, ale zdarza się, że stosują zabiegi manipulacyjne. Piszą do moich przełożonych, do Rzecznika Praw Dziecka albo nie wpuszczają mnie do domu. To akurat zazwyczaj oznacza, że coś ukrywają. Na przykład to, że doszło do przemocy wobec dziecka lub że są pijani. A my na siłę nie możemy wejść. Robimy to tylko w sytuacjach, gdy podejrzewamy, że dziecko jest zagrożone, i to w asyście policji.

Pamiętam historię ojca, który zajmował się niepełnosprawnym dzieckiem. Było podejrzenie, że wykorzystuje je seksualnie. Sąd wyraził zgodę na odebranie go i umieszczenie w placówce. Nie mogliśmy jednak wejść do tego domu, a wiedzieliśmy, że ojciec i dziecko są w środku. Musieliśmy więc sforsować drzwi. Przypuszczenia niestety się potwierdziły.

10 pytań do. Jak wygląda praca kuratora sądowego?10 pytań do. Jak wygląda praca kuratora sądowego? fot. Kuba Ociepa / Agencja Gazeta

Czy usłyszał pan kiedyś od dziecka: proszę mnie stąd zabrać?

Dzieci rzadko chcą być w domach, gdy rodzice piją. Mają poczucie wstydu, czują do nich nienawiść. Musiałem ostatnio wezwać policję do pijanej matki. W domu były też jej dzieci: 14-letni syn i kilkulatek. Starszy płakał, mówił do niej "Ty szmato, zobacz, do czego doprowadziłaś", rozpaczał, że jego młodszy brat sobie nie poradzi. Chciał zamieszkać z babcią, w końcu do niej trafił.

Były momenty, kiedy chciał pan zrezygnować?

Było ich kilka. Jednym z nich była sprawa pewnej 14-latki. Jej ojciec został skazany za molestowanie seksualne. Odsiedział sześć lat, wyszedł z więzienia i wrócił do domu. Uważam, że to on zaprószył ogień. Dziewczynka miała pokoik na poddaszu, w ciężkim stanie przetransportowano ją helikopterem do szpitala, gdzie zmarła. Wtedy uruchomiło się we mnie poczucie niesprawiedliwości. Nie rozumiem, dlaczego takie osoby mogą sprawować opiekę nad dziećmi. To ewidentna luka w prawie.

Kolejną sytuacją przełomową, gdy na poważnie zastanawiałem się nad odejściem z pracy, była historia 9-latki, która próbowała się powiesić. Bardzo mną to wstrząsnęło, bo miałem wtedy córkę w podobnym wieku. Nie skończyło się tragedią tylko dlatego, bo sznurek od bielizny, na którym chciała się powiesić, się zerwał. Skończyło się poważnymi obtarciami szyi. Zrobiła to, bo bardzo przeżywała sytuację w domu. Mieszkała z uzależnioną od alkoholu matką i babką oraz czwórką rodzeństwa, ojciec wcześniej popełnił samobójstwo. Nie dość, że miała ciężko w domu, to była też kompletnie odtrącona przez rówieśników. Zrobiła to, bo nie widziała innego wyjścia. Ostatecznie wylądowała w szpitalu psychiatrycznym, gdzie została poddana leczeniu. 9-latka!

Jak takie historie wpływają na pana psychikę?

Formalnie możemy zwrócić się o pomoc psychologa, jednak w praktyce nie mamy na to czasu. Możemy tylko porozmawiać między sobą, w swoim środowisku, więc się spotykamy i opowiadamy o tragediach, których świadkami jesteśmy na co dzień.

Zawód kuratora jest bardzo trudny, bo te wszystkie historie to nie są sygnatury akt, tylko rodziny, z którymi spędzamy dużo czasu, często po kilka lat, i którym towarzyszymy w wielu trudnych chwilach. To bardzo obciążająca praca.

Ojciec otruł siebie i swojego 4-letniego synkaOjciec otruł siebie i swojego 4-letniego synka Fot. Screen TVN 'Uwaga!'

Czy presja jest duża?

Ogromna. Jesteśmy oceniani z wielką łatwością. Rozmawiałem ostatnio z Rzecznikiem Praw Dziecka. Powiedziałem mu, że ma łatwą robotę, bo jest rzecznikiem post factum. Jeśli dojdzie do jakiejś tragedii, to mówi się "trzeba było odebrać to dziecko". Gdy zostanie zabrane, a w mediach ktoś stwierdzi, że coś jeszcze można było zrobić, to on powie "było nie zabierać, zrobiono to przedwcześnie". A decyzję i tak trzeba było podjąć. Nigdy nie mam pewności, czy się nie pomylę albo czy kolejny tata nie wyjdzie do toalety i nie popełni rozszerzonego samobójstwa.

W Polsce pracuje około 5,2 tys. kuratorów zawodowych i około 24 tys. kuratorów społecznych - wynika z danych Najwyższej Izby Kontroli. Działają oni na orzeczenie sądu - pod ich opiekę mogą trafić zarówno dorośli, jak i dzieci. Aby zostać kuratorem, trzeba mieć obywatelstwo polskie, być nieskazitelnego charakteru, cieszyć się odpowiednim zdrowiem, skończyć studia magisterskie z zakresu nauk pedagogiczno-psychologicznych, socjologicznych lub prawnych, odbyć aplikację kuratorską i zdać egzamin.

Więcej o:
Komentarze (17)
Po tragedii w sali zabaw. "Nie wiem, czy kolejny tata nie popełni samobójstwa" [10 PYTAŃ DO...]
Zaloguj się
  • eskimer

    0

    Warto napisać, że stresującą pracę ma kurator RODZINNY, a nie karny.

  • koma_5

    0

    Pani Gęburo, nie piszemy: „dlatego, bo”. Pani to poprawi. PS Pani jest żoną tego Rafała od 7 metrów pod ziemią?!

  • tomyork

    Oceniono 2 razy -2

    Jesteście kuratorzy przedstawicielami bandyckiego systemu i większość z Was wykonuje bandyckie polecenia także kto pracuje jako kurator - ludzie bez kręgosłupa i sumienia bo nikt normalny nie daje się tak sterować - no chyba tylko naziści działalali wg tego co im się narzuciło

  • baby1

    Oceniono 2 razy 0

    A nie lepiej wycofać się z ustawy antyaborcyjnej i pozwolić tym ludziom na skrobanki. Po co ma się rozrastać patologia?

  • bokaj

    Oceniono 7 razy 7

    Warto przy tym wiedzieć, że większość kuratorów to kobiety, ostatnio coraz młodsze i dobrze wykształcone - tylko co z tego, kiedy wysuwane są na najbardziej brutalne obszary życia społecznego.
    I warto z tego wywiadu zapamiętać ten ostatni akapit: jak coś się stanie - to zarzut, że niedostatecznie zadziałano wcześniej, jak się zadziała wcześniej - to zarzut, po co ten radykalny pośpiech skoro nić jeszcze się nie stało.
    Cholernie trudna praca... Przeciążająca ponad siły. Kuratorów jest za mało.
    Ale Zero ma to w dudzie. najważniejsze żeby jego koleżanka z podstawówki została prezesem sądu.
    O! To jest reforma, to jest ważna sprawa!

  • calmy

    Oceniono 4 razy 4

    Chore, biedne społeczeństwo wymagające zbiorowej terapii. Państwo jest jedynie emanacją tego społeczeństwa, winienie o wszystko państwa jest błędem. Ono nie może być inaczej dopóki więzi społeczne i poczucie odpowiedzialności jednostki za zbiorowość będą wyglądać tak jak niestety wyglądają.
    I tłumaczenie temu społeczeństwu, że jest dumnym narodem nie jest właściwą drogą, chociaż politycy i politykierzy chętnie jadą na tym koniku bo to nic nie kosztuje. Tak się nie zmienimy.

  • pijaki

    Oceniono 5 razy 5

    To jest dopiero trudny zawód

  • jpy1

    Oceniono 8 razy 6

    Żyjemy sobie w swoim świecie nie majac pojęcia że blok dalej rozgrywa się tragedia. Przerażające i przykre. Bo o ile dorośli sami zdecydowali jak żyć to dzieci już tego wyboru nie miały.

  • kirdan1

    Oceniono 17 razy 15

    Najsmutniejszy wywiad jaki ostatnio czytałem. Wyrażam szacunek dla pana kuratora i uznanie dla jego pracy! Nie wytrzymałbym w tym zawodzie nawet tygodnia.
    Najgorsze, że pewnie - można tu poprawić to i owo (kwestia tych kosztów biletów do kina itp). Ale całkowicie problemu wyeliminować się nie da. Zawsze będą rodziny dysfunkcyjne, osoby chore, nieempatyczne, niedojrzałe społecznie - a ich dzieci będą cierpieć.
    Nie mówcie mi tylko o przymusowych sterylizacjach i tym podobnych pomysłach. Wygląda efektownie, ale jest nierealne (chyba, że Polska wystąpi nie tylko z UE ale i z ONZ) oraz rodzące inne cierpienia. Szwedzi już przez to przechodzili.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX