Ojciec śmiertelnie otruł siebie i synka w sali zabaw. Śledczy: kurator "dochował wszelkich standardów"

Ruszyło śledztwo po tragedii w sali zabaw na warszawskim Bemowie. 34-letni mężczyzna śmiertelnie otruł tam siebie i swojego 4-letniego synka. Wcześniej wielokrotnie uprowadzał dziecko, a sam groził samobójstwem. Widzenie ojca z chłopcem po raz pierwszy odbyło się pod okiem kuratora. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wydała oświadczenie w tej sprawie.

Do tragicznego zdarzenia w sali zabaw na Bemowie doszło 25 listopada po godzinie 17. 34-letni mężczyzna przebywał tam z dwójką swoich dzieci w obecności kuratora, który nadzorował ich widzenia po ograniczeniu jego praw rodzicielskich przez sąd. 

W pewnym momencie mężczyzna udał się do toalety z 4-letnim synkiem. Tam śmiertelnie otruł siebie i dziecko. Kurator dopiero po chwili zorientował się, że w toalecie doszło do tragedii i natychmiast rozpoczął akcję reanimacyjną. 34-latek zmarł na miejscu, a jego 4-letni syn w szpitalu. 

Tragedia w sali zabaw. Działania kuratora bez uchybień

TVP Info informuje, że prokuratura wszczęła już śledztwo w tej sprawie. Zastępczyni rzecznika Prokuratury Okręgowej w Warszawie Mirosława Chyr powiedziała, że najważniejszą częścią śledztwa będzie przeprowadzenie sekcji zwłok zmarłego chłopca i jego ojca, która najprawdopodobniej odbędzie się we wtorek 27 listopada. Śledczy zlecą także badania toksykologiczne.

Przeprowadzono już oględziny miejsca tragedii i przesłuchano kuratora, który nadzorował widzenie ojca z dziećmi, a także kilku innych świadków. Zabezpieczono również okoliczny monitoring. 

W sprawie - oprócz zabójstwa 4-latka - śledczy będą badali także wątek "namowy lub pomocy do samobójstwa" (chodzi o artykuł 151 - "kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie") oraz wątek niedopełnienia obowiązków przez kuratora, który miał nadzorować widzenia ojca z dzieckiem.

Rzeczniczka Sadu Okręgowego w Warszawie poinformowała, że według wstępnych ustaleń kurator wykonywał swoje obowiązki bez zastrzeżeń i nie ponosi winy za tragedię. 

- Miejsce było miejscem publicznym, a mimo to doszło do tragedii. Natomiast wszystkie działania, które podejmował kurator, z analizy tych notatek, którymi dysponujemy, wskazują, że kurator dochował wszelkich standardów staranności - mówiła Trautman, której słowa przytacza TVP Info. Jak dodała, kurator wykonywał swoje obowiązki zgodnie z formułą wynikającą "z orzeczenia Sądu Okręgowego we Wrocławiu".

Kurator, który nadzorował widzenie mężczyzny z dziećmi jest byłym policjantem, więc czynności wyjaśniające w tej sprawie prowadzi również Komenda Stołeczna Policji.

Matka ostrzegała przed tragedią w "Uwadze" TVN 

Przypomnijmy, że gdy doszło do tragedii, Tomasz M. widział się ze swoimi dziećmi pod nadzorem kuratora po raz pierwszy - wcześniej widzenia mogły się odbywać bez świadków. O przyznanie kuratora wnioskowała matka jego 4-letniego syna i 6-letniej córki, która była w trakcie rozwodu z mężczyzną. 

Kobieta była bohaterką reportażu "Uwagi" TVN, który wyemitowano na pięć dni przed tragedią. Podkreślała, że jej dzieci są w niebezpieczeństwie, bo mąż może się z nimi widywać bez nadzoru kuratora, mimo że ma postawione prokuratorskie zarzuty dotyczące uporczywego nękania jej i dzieci. Kobieta mówiła też, że jej mąż wielokrotnie porywał dzieci, prześladował ją oraz groził samobójstwem.

- Porwań było dużo, nawet nie liczyłam. Jeździł za mną i za dziećmi do parków, na place zabaw. Pojawiał się wszędzie - mówiła dziennikarzom "Uwagi". 

Po interwencji dziennikarzy "Uwagi", Sąd Rejonowy we Wrocławiu zdecydował, że widzenia dzieci mają się odbywać co dwa tygodnie w obecności kuratora. Pierwsze z nich wypadało na niedzielę 25 listopada - wtedy właśnie doszło do tragedii w sali zabaw na Bemowie.

Więcej o: