Tragedia w sali zabaw. Problemy zaczęły się po urodzeniu synka. Jest śledztwo

- Ja nie wiem, jak to się skończy. Co jeszcze mu przyjdzie do głowy - mówiła zrozpaczona matka 4-latka kilka dni przed tragedią. W niedzielę jej synka znaleziono leżącego na podłodze łazienki sali zabaw. Tuż obok leżał nieprzytomny ojciec. Nieoficjalnie mówi się o rozszerzonym samobójstwie. Prokuratura wszczęła już śledztwo.

O sprawie informowaliśmy już wcześniej. W zeszłą niedzielę 34-letni mężczyzna w towarzystwie kuratora spotkał się w dziećmi - 6-letnią córką i 4-letnim synem - w sali zabaw na warszawskim Bemowie. W pewnym momencie wyszedł z synem do łazienki. W środku miał otruć siebie i dziecko.

W poniedziałek, jak podaje PAP, Prokuratura Rejonowa Warszawa - Wola poinformowała, że wszczęła śledztwo w tej sprawie.

Wszystko zaczęło się po urodzinach synka

O batalii 34-latka i jego żony opowiedziano kilka dni temu w reportażu "Uwaga!". Pani Justyna mówiła w nim, że boi się oddawać dzieci mężowi. Opisuje, że mężczyzna co najmniej pięć-sześć razy porywał synka. Raz wyjechał z domu i dojechał do Monachium, przy innej okazji będąc pod wpływem alkoholu wprowadził synka na dach wieżowca. Sugerował, że może chcieć się zabić. Za każdym razem interweniowała policja. 

Para była małżeństwem od dziewięciu lat. Przez większość czasu nie miała problemów. Te miały pojawić się dopiero, po urodzeniu synka. A dokładniej, gdy dziecko skończyło 16 miesięcy i miało iść do żłobka. Pani Justyna opowiada, że mąż nie chciał oddać tam dziecka. Zaczął intensywnie się nim zajmować - spędzał z nim coraz więcej czasu, spał z nim w jednym łóżku. - Na początku się cieszyłam, później zaczęło mnie to niepokoić - mówi kobieta. Dodaje, że z czasem zaczęła również zauważać, że mąż oddala ją od synka. Gdy go przytulała, zabierał go. 

Kobieta opisuje też sytuację, gdy po wspólnych wakacjach z ojcem, dzieci nie chciały wyjść z samochodu i wrócić do domu. Później córka powiedziała jej, że ojciec mówił, iż jeśli wyjdą, to on się zabije. 

"Nie jestem wariatem"

W reportażu TVN reporterka rozmawiała również z ojcem dzieci. Mężczyzna bagatelizował liczne porwania syna, mówił, że matka była zazdrosna o jego relacje z dziećmi, nie potrafił jednak wytłumaczyć, czym się to objawiało. 

Nie jestem wariatem. Nie jestem człowiekiem, który mógłby zrobić coś sobie albo dziecku. Nie jestem osobą, która może robić skrajne rzeczy 

- przekonywał 34-latek.

Reportaż kończy się słowami pani Justyny, która mówi, że nie wie, jak może oddać dzieci człowiekowi, który tak się zachowuje. 

Ja nie wiem, jak to się skończy. Co jeszcze mu przyjdzie do głowy

- powiedziała w reportażu TVN, który wyemitowano pięć dni przed tragedią.

Sąd: Kurator dochował wszelkich standardów staranności

Do sprawy odniósł się również Sąd Okręgowy w Warszawie-Bemowo. Jego rzeczniczka, Dorota Trautman, zaznaczyła w Polsat News, że ze wstępnych ustaleń wynika, iż wina nie leży po stronie kuratora.

"Postanowienie było wykonywane zgodnie z taką formułą, jaka wynikała z orzeczenia Sądu Okręgowego we Wrocławiu. Miejsce było miejscem publicznym, a mimo to doszło do tragedii. Natomiast wszystkie te działania, jakie podejmował kurator na podstawie notatek, które sporządził i którymi dysponujemy, kurator dochował wszelkich standardów staranności" - powiedziała rzecznik.

Sędzia Dorota Trautman przyznała, że kurator sądowy, który uczestniczył w spotkaniu ojca z 4-latkiem, jest byłym policjantem, jednak - jak podkreśliła - to kurator społeczny, i była profesja nie ma w tej sytuacji większego znaczenia.

Więcej o:
Komentarze (187)
Tragedia w sali zabaw. Problemy zaczęły się po urodzeniu synka. Jest śledztwo
Zaloguj się
  • bokaj

    Oceniono 59 razy 51

    Niestety - to jest kwadratura koła.
    Gdyby zapobiegawczo zakazać kontaktów, byłby krzyk na pół świata, że sądy jak zawsze sprzyjają matkom. stowarzyszenia ojców ruszyłyby w bój: manifestacje, transparenty itp. - oni nie patrzą, jakich ludzi mają w swoich szeregach niekiedy.
    Z tego, co wcześniej wyczyniał, widać, że coś mu się z głową zaczęło dziać - ale w cywilnej sprawie sąd nie może zmusić do badania psychiatrycznego.
    Wybrano rozwiązanie najlepsze z dostępnych: spotkania w publicznym miejscu z kuratorem. Tylko, że już do kibla kurator nie wejdzie z dzieckiem i rodzicem - są granice intymności.
    Zresztą, jak mu się taki chory plan w głowie urodził, to pewnie miał też alternatywne sposoby na realizację...

  • lolamanola1

    Oceniono 54 razy 44

    Zaraz wyjdzie z tego że to wina TVN, bo sprawę nagłośnił, tak jak z neofaszstami.

  • dariad

    Oceniono 31 razy 27

    wyrazy współczucia dla matki i rodziny

  • kuba.nwn

    Oceniono 25 razy 25

    najsmutniejsze jest to że dziecko pełne zaufania do ojca, wzięło, zjadło, wypiło...
    pełne zaufania że tatuś, dzieli się czymś dobrym.

    bardzo to jest smutne... bardzo...

  • expel

    Oceniono 30 razy 22

    Winna temu wszystkiemu była ciotka szwagra samobójcy, a konkretnie jej pies.
    Nie wiem nic o tej rodzinie i w ogóle niewiele wiem o czymkolwiek i myślę też nie za dużo,
    ale na pewno wiem, że MAM RACJĘ.
    Dlaczego? Bo jestem KOMENTATOREM INTERNETOWYM. A to daje mi prawo do ostatecznego sądu nad wszystkim i monopolu na mądrość.
    Na MOJĄ mądrość, a więc tę jedyną słuszną, przecież jestem obiektywny.
    Kto się ze mną nie zgadza, ten jest po prostu głupi, albo jest zdrajcą i wrogiem narodu i powinien oddać 500 plus.

  • ches-ter70

    Oceniono 24 razy 22

    Nie wiem jaki sens mają widzenia w obecności kuratora. I tak kurator nie upilnuje rodzica jeśli ten będzie chciał porwać dziecko lub je skrzywdzić. Tak jak w tym przypadku, gdzie winy kuratora nie ma żadnej. Nie mógł zostawić drugiego dziecka bez opieki. Nawet gdyby było tylko jedno dziecko to co powinien wchodzić jako trzeci do kabiny w WC i patrzeć rodzicowi na ręce jak podciera pupę dziecku? Co np. ma zrobić kurator, gdy rodzic pójdzie z dzieckiem na basen? Kurator również ma wziąć strój kąpielowy i razem z nimi się kąpać? Jeśli kontakty ojca z synem nadzoruje pani kurator to też ma wejść z nimi do męskiej przebieralni? Wiadomo, żeby się przebrać wejdzie doi damskiej przebieralni, a wtedy ojciec może uprowadzić lub skrzywdzić dziecko. Ciekawe też kto płaci za bilet na basen lub do kina dla kuratora.

  • marykownow

    Oceniono 26 razy 20

    Wszyscy zachowali się ok i zgodnie z procedurami, tylko dziecko nie żyje.

  • 4v

    Oceniono 24 razy 20

    Niektórzy ludzie nie powinni mieć dzieci. A jak już mają, i są z tego problemy, to powinni wkraczać do akcji psychologowie, psychoterapeuci, oraz psychiatrzy.
    Tak nie jest. Tak niemal nigdy nie jest! Albo rodzinę zostawia się samą sobie, albo w ostateczności, zajmują się tym urzędnicy. To trochę tak, jakby się urzędnikom oddawało do opieki ludzi z chorobą nowotworową. Przecież to jest jakaś, ja nawet nie mam słów by to nazwać.

    Tutaj musiało być bardzo, bardzo źle. Jakieś uzależnienie, kompulsywne może, nie wiem co temu facetowi w głowie siedziało. Telewizja się tym zajęła, i to ogólnopolski program. I nic, nadal sobie chory psychicznie tatuś chadza z synkiem na plac zabaw...

    Szkoda dziewczyny. Fajna. A z taką traumą niewyobrażalną. Bo to nie tylko strata dziecka, ale utrata zaufania do wszystkich i wszystkiego.

  • rozterka47

    Oceniono 21 razy 19

    porwania i to za granicę a już na pewno fakt wyprowadzenia kilkulatka na dach wieżowca powinny dać do myślenia sądowi i spowodować , odebranie praw rodzicielskich wraz z zakazem widywania
    dzieci , facet psychicznie chory albo moze i pedofil
    ale to Polska , dziecko musi być zaglodzone albo pobite prawie na smierć żeby odebrać prawa rodzicowi czy rodzicom

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX