Protestował z "konstytucją" na meczu siatkarzy. "Piszą do mnie: dobrze, że jesteś stary, umrzesz"

Razem z żoną poszli na siatkarski mecz Polaków w Turynie z kartką z napisem "konstytucja". - Zaczęli nam je wyrywać i straszyć, że jeśli ich nie schowamy, to wezwą policję i zostaniemy usunięci z hali - mówi Mirosław Pokorski w rozmowie z Gazeta.pl. Teraz on i jego żona są atakowani w internecie.

W niedzielę polska reprezentacja pokonała Brazylię i wygrała mistrzostwa świata w piłce siatkowej. Dzień wcześniej Polacy w półfinale pokonali Stany Zjednoczone 3:2. Podczas meczu tuż za sędzią para Polaków pokazywała kartkę z napisem "konstytucja". Wcześniej ci sami kibice podczas meczu ćwierćfinałowego pojawili się w koszulkach z tym samym hasłem. Udało nam się do nich dotrzeć.

- Nie żałuję - zapewnia w rozmowie z Gazeta.pl Mirosław Pokorski. Chociaż - jak opisuje - spotkał się z agresją.

Kibicował podczas meczu w koszulce z hasłem „konstytucja”

Mirosław Pokorski razem z żoną Ewą zaczęli kibicować siatkarzom w koszulkach "konstytucja" już w Bułgarii. - Wtedy to po prostu nie zostało zauważone - mówi. I tłumaczy, dlaczego podczas jednego meczu, w Turynie, zamiast koszulek pojawiła się kartka.

- Podczas wszystkich meczów po kolei mieliśmy koszulki z napisem "konstytucja". Półfinał odbywał się w dniu urodzin Lecha Wałęsy, w sobotę 29 września. Na mecz Polska - USA założyliśmy więc koszulki ze zdjęciem byłego prezydenta i napisem "Sto lat", dlatego hasło "konstytucja" wylądowało na kartce. Po prostu przed meczem udało nam się znaleźć punkt, w którym takie koszulki mogliśmy zrobić - tłumaczy Pokorski. - Bilety zdobyliśmy w ostatniej chwili, akurat dostaliśmy te za sędzią, który co jakiś czas był pokazywany na telebimie, więc pokazywałem tę kartkę - mówi portalowi Gazeta.pl.

- To był jeden wielki przypadek: to, że mieliśmy kartki i to, że dostaliśmy akurat te miejsca - dodaje.

Dlaczego "konstytucja"? - pytamy.

- To chyba oczywiste. Przez to, co dzieje się w Polsce. Konstytucja jest łamana, niezależność sądów jest likwidowana. Taką mamy władzę. Pomysł z tym hasłem był świetny, trzeba je powielać. Należy piętnować to, co się dzieje w kraju - mówi nam Pokorski.

"Krzyczał 'konfidencie', chciał mnie przewrócić"

To jednak niełatwe zadanie, o czym Pokorski przekonał się podczas jednego z meczów w Bułgarii.

- Podczas przerwy mijałem się z Polakiem, który krzyczał za mną "ty konfidencie". Pchnął mnie, chciał mnie przewrócić. Nie dałem się sprowokować i poszedłem dalej. Kiedy wychodziliśmy po meczu, znowu trafiłem na tego mężczyznę. Jak mnie zobaczył, zaczął mnie szarpać, próbował mi podrzeć koszulkę. Musiała interweniować ochrona - opowiada. Dodaje jednak, że to był jedyny przypadek negatywnego zachowania ze strony innych kibiców. Zapewnia, że poza tym spotykał się z podziękowaniami i gratulacjami. Pokorski przyznaje jednak, że takie agresywne zachowania bolą.

- Jak mogą mnie nie boleć, gdy ludzie, którzy w ogóle mnie nie znają, piszą bzdury, że było to sfinansowane przez KOD, że mam firmę, bo nakradłem, podają moje dane, piszą "dobrze, że jesteś stary, bo niedługo umrzesz" albo nazywają moją żonę "maciorą w za ciasnej koszulce". Fala hejtu jest ogromna - przyznaje.

Podkreśla jednak, że nie żałuje. Pokorski mówi też, że w Turynie doszło do innego incydentu, gdy podeszła do niego ochrona. - W tie-breaku podszedł do nas ochroniarz i poprosił, żebym nie wysuwał ręki z kartką, żeby nie pojawiała się na wizji. Podejrzewam, że ktoś z Polaków poprosił go o interwencję. Byliśmy we trójkę, przykleiliśmy więc te kartki na koszulkach z Lechem Wałęsą. Za pięć minut przyszło trzech ochroniarzy, którzy zaczęli nam te kartki wyrywać, odwracać i straszyć, że jeśli ich nie schowamy, to wezwą policję i zostaniemy usunięci z hali. Nazywali to agitacją polityczną - relacjonuje.

Na ostatni, finałowy mecz Pokorski razem z żoną też założyli koszulki. On z Lechem Wałęsa, ona z hasłem „konstytucja”. Tym razem kamery ich nie pokazywały.

Więcej o: